Skocz do zawartości
Nerwica.com

halenore

Użytkownik
  • Postów

    4 867
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez halenore

  1. Jeszcze jeden film,który warto obejrzeć to "Matchstick men" Ridleya Scotta z Nicholasem Cage'm w roli oszusta z nerwicą natręctw.Też warto!Cage to genialny aktor jak nie robi z siebie cierpiętnika
  2. Studia to piękny okres.Tęsknię za nim.Mimo,że czasami było źle.Ale na studiach dziewczyny nadal jesteście wolne.Coś nie pójdzie,można zaliczać w innym terminie,pójść na kosnultacje,zrobić kampanię wrześniową,wziąć warunek jak juz naprawdę nie dajecie rady.Przyjdzie taki moment,że wam się poprawi i wtedy zaliczycie bez problemu.I piszę to z doświadczenia,bo też byłam w trudnych sytuacjach zdrowotnych w trakcie swoich studiów. Gałązko czytam Twoje posty i cały czas przewija się motyw "nie mogę nikomu powiedzieć".Dlaczego nie możesz powiedzieć?Wybacz bezpośredniość.Dlaczego?
  3. Prawie cały dzień przespany.Miałam wybrać się na basen,ale zabrakło motywacji...Ogólnie brakuje motywacji do wszystkiego...
  4. Ja mam uświadomiony lęk i jakoś ulgi mi ta świadomość nie przynosi...Mogę go wyeliminować,ale poniosę tego konsekwencje w innej postaci.I co mam zrobić??? [Dodane po edycji:] Nie masz guza.Uwierz.Masz napięciowe bóle głowy spowodowane stresem...Też "miałam guza" 7 lat temu,ale dziwnym trafem żyję dalej,także wiem z czym walczysz.Z powodu stresu i napięcia twoje mięśnie w okolicach szyi,twarzoczaszki i zwłaszcza mięśnie kapturowe obkurczają się powodując ból.
  5. Męczy mnie to od niedawna.Wcześniej dobijały mnie bardzie klasyczne objawy nerwicy.Teraz jest to.U mnie sytuacja dotyczy tylko mnie.Mojej siostrze zdarza się wymiotować podczas okresu,więc często siedzę przy niej z miseczką.Jak mój pies chorował,też mocno wymiotował.Ze mną jest wtedy ok.Nic się nie dzieje.Gorzej jak mnie zaczyna mdlić.Też nie jestem "wymiotna".Zdarzyło mi się kilka razy w życiu.Ostatni raz po imprezie z 5 lat temu.Nigdy się nie powstrzymywałam.Moje ciało oczyści się prędzej metodą biegunki niż wymiotami.Nawet przy zatruciach pokarmowych,których w zasadzie nie miewam.Ale ze 2 lata temu miałam ciężką infekcję.O mało co nie zakrztusiłam się własną wydzieliną z gardła.I chyba od tego momentu zaczęły się problemy typu kluska w gardle,ucisk,mdłości. To jest drażnienie nerwu krtaniowego bodajże.Masz stres i wrażenie,że zaraz zwymiotujesz.Ba!Możesz mieć nawet odruch wymiotny,ale nie wymiotujesz.Ja też tak mam i napiszę,że mnie to dobija.Mam tak w sytuacji silnego stresu.Ostatnio przed wyjściem do pracy.Wtedy nie jem.Zresztą mam tak zaciśnięty żołądek,że nie byłabym w stanie nic przełknąć.Potem ustępuje i mogę normalnie jeść.
  6. Dzisiaj dopiero wtorek,a ja już czuję mega boja przed poniedziałkiem i powrotem do pracy.Miałam szczerą nadzieję,że leki złagodzą trochę moje lęki,ale wyszło z tego wielkie G.I co ja teraz zrobię?Nie wiem.Nie wiem,co będzie dalej ...
  7. U mnie jest tak,że mam lęk,że się uduszę i się nakręcam.Tyle,że nie z samej duszności i rzekomych zaburzeń oddychania,a bardziej z przełykania. Od 1,5 roku zaczęłam mieć problemy z tzw.kluchą w gardle.Generalnie mam styrane gardło,bo przechodziłam kilkukrotnie anginy,zapalenia krtani,tchawicy,gardła i zatok.Po tych infekcjach została mi w spadku skłonność do szybkich zakażeń dróg oddechowych i wydzielina spływająca po tylnej ścianie gardła.To wszystko jest od dawna i wcześniej nie było większym problemem.Od 1,5 roku niestety jest.Ja mam świadomość,że to kolejny atak nerwicy.Wcześniej objawem moich zaburzeń były koszmarne bóle głowy i pleców,palpitacje serca i strach,że dostanę zawału albo wylewu.Miałam też duszności,spłycony oddech,wrażenie,że nie mogę nabrać powietrza do końca.Chodziłam na terapię,czytałam różne publikacje i nauczyłam się jak sobie radzić z takimi atakami paniki i lękiem.Dziś nie panikuję w tym temacie.Wiem,że mam zdrowe serce i że bóle głowy i pleców biorą się ze stresu.Jak mnie złapie atak paniki pozwalam mu zwyczajnie "przepłynąć" przez moje ciało.Wiem,że nic mi się nie stanie,że to przejdzie.Jak mi duszno,to otwieram sobie okno i spokojnie oddycham.I góra po 10-15 minutach jest po sprawie.Samo mija.Kiedyś jak tylko dostałam ataku paniki lub lęku,zaraz łykałam benzo.A teraz już spokojnie bez leków. O kurde Wyszedł mi elaborat Do rzeczy: wiem,że ta nerwicowa jędza próbuje mnie teraz dziobać z innej strony.Jak przestałam się panicznie bać bólu głowy,pleców,szybkiego bicia serca,duszności,to mnie teraz bierze mdłościami,zawrotami głowy,kluseczką w gardle i odruchem wymiotnym.Dwa pierwsze objawy znoszę dość dobrze,nawet przestałam się tym specjalnie przejmować,ale klucha,ścisk w gardle,straszna suchość śluzówki i wrażenie,że zaraz będę wymiotować daje mi ostatnio bardzo w kość.Wiele z objawów nerwicy potrafię znieść,a z tym cholera nie mogę sobie poradzić.I jak tu funkcjonować normalnie... [Dodane po edycji:] Też jestem na zwolnieniu lekarskim,bo wszystko inne jestem w stanie znieść,ale nie wrażenie,że zaraz zwymiotuję i zacznę się tym dusić...
  8. Powinnaś zacząć brać leki.Tymczasowo.Nie oznacza to,że będziesz je brać zawsze.Potraktuj to tak:"biorę leki,bo teraz zaszła taka potrzeba,potrzeba minie przestanę".W twoim obecnym stanie ciężko ci będzie przebrnąć przez psychoterapię.Tam jest ból,problemy,terapeuta drąży temat,co ciebie może wkur...,terapeuta nie rozumie itp.Zastanów się nad tym.
  9. halenore

    Wkurza mnie:

    Byłam,tam gdzie ty jesteś teraz i bywam tam nie raz.Marne to pocieszenie,ale wiedz,że nie jesteś sama.Chcę,żebyś to wiedziała...
  10. Przez grzeczność nie zaprzeczę Oczywiście masz rację.Zmiana JA ma charakter nagły i diametralny.Wiele osób pisze:"z dnia na dzień stałam/em się innym człowiekiem..." Zmianę,która przychodzi stopniowo,dużo łatwiej nam zaakceptować.Weźmy leki.Na antydepresanty "wchodzimy" stopniowo,żeby organizm nie doznał szoku.Zatem kiedy nasza osobowość zmenia się gwałtownie,my psychicznie doznajemy szoku.I to podwójnego.Objawy,których bynajmniej na początku nie jesteśmy w stanie zrozumieć i zmiana osobowości.Wszystko na raz zwiększa jeszcze poziom stresu.I maszynka zaczyna chodzić. Jak ja przez 18 lat swojego życia "miałam pałera" (że zacytuję Barbarę Kwarc ),a potem "pałer zaginął w akcji",to w sumie nic dziwnego,że teraz mi źle...
  11. W Polsce to mało popularny temat.U nas za dużo siedzi się w historii PRL,żeby zwracać uwagę na problemy współczesnego społeczeństwa ,a jeżeli już to pokażą alkoholika albo narkomana.Poza tym nikt się u nas nawet prywatnie nie przyznaję do tego rodzaju chorób.No przepraszam.Przyznał się Marcin Koszałka i ze swojej obsesji na temat śmierci zrobił 2 filmy dokumentalne:"Śmierć z ludzką twarzą" i "Istnienie".Dobre,ale mocne. Więcej możliwości daje kino zagraniczne.Większość filmów pokazuje epizody depresyjne albo nerwicy natręctw jako dodatek do fabuły np."Detektyw Monk"(akurat serial),"Aviator","Psychopata" (z Weaver i Hunter,świetnie zwłaszcza o nerwicy i fobii społecznej),"Lepiej być nie może"(z Jackiem Nicholsonem na wesoło).W nielicznych choroba jest głównym ematem: "Mechanik"(Christian Bale) czy "Pająk" (z kapitalnym Raphem Fiennesem).Jest też podobno rewelacyjny film "Prozac Nation" z Christiną Ricci w roli głównej.W Hollywood wolą bardziej spektakularne choroby typu schizofrenia.Na ten temat się mogą "wyszaleć" i potem zbierać oscary jak za "Piękny umysł".Aha!Zapomniałam o legendarnym "Locie nad kukułczym gniazdem",ale to w sumie historia o innym wydźwięku. Tak naprawdę jednym z niewielu filmów,które opowiadają o pogrążaniu się w chorobie w sposób sugestywny i szczery jest (jak dla mnie) "Życie rodzinne" Kena Loacha,ale to mocne i surowe kino,więc trzeba czuć się na siłach. Ach!I filmy Polańskiego:"Wstręt" i "Lokator".Romek oddaje uczucie odrealnienia i depersonalizacji doskonale W ogóle lepiej szukać w Europie.Ja sobie pomyślę i podeślę ci inne tytuły jak będziesz chciała.
  12. halenore

    Wkurza mnie:

    Heh.Ponoć przyjmuję niewłaściwą postawę w stosunku do choroby.Akceptacja,afirmacja,medytacja,sracja...To przecież jest tak,jakbym oszukiwała samą siebie."Akceptuję i z miłością przyjmuję..." Ale zaraz.Przecież to nieprawda!Mnie już na to wszystko ręce opadają...
  13. halenore

    Wkurza mnie:

    Moja choroba.Ogranicza mnie i przez to dostaję szału
  14. Hm.Przerabiałam temat ze swoją terapeutką.Próbowała uzmysłowić mi,że w tamtym momencie nie mogłam postąpić inaczej,że nie miałam najmniejszych szans obronić się.Wiem,że jutro przyjdzie nowy dzień i że przeszłości zmienić nie można.Wiem to na poziomie racjonalnym.W obszarze emocjonalnym już niekoniecznie.Być może u mnie problem urósł tak bardzo z powodu długo kumulowanego gniewu i żalu.U niektórych reakcja na stres i traumę występuje natychmiast bądź po kilku miesiącach.U mnie wystąpiła po wielu,wielu latach.Dopóki nie pojawił się problem lęków i depresji,uchodziłam za uosobienie ognia,siły,energii.A później wszystko się zmieniło.Po przekroczeniu strefy zero stałam się innym człowiekiem.I tu tkwi kolejna przyczyna.Nie potrafię zaakceptować tej nowej osoby.Dla mnie jest słabą,głupią dziewką,która nie radzi sobie z życiem w jego podstawowym zakresie.
  15. Wiem,co doprowadziło mnie do choroby.Ale ta wiedza mi nie pomaga.Macie może patent na oczyszczanie pamięci?
  16. Dziś znowu ze strachem spoglądam w przyszłość.Co się ze mną stanie..?Jak ułożyć sobie tzw. życie?Terapia jest świetna.Możesz odkryć,co cię boli.Ja odkryłam,ale ta wiedza jest dla mnie bezużyteczna.Nie jestem w stanie zapomnieć,wyprzeć przeszłości z pamięci.Ona we mnie siedzi i toczy mnie jak rak... Heh.Rozkładanie na części pierwsze?Mam to Może to jest cena,jaką płaci się za intelekt...
  17. Tak.Chyba setaloft przestał być skuteczny.Zresztą chyba nigdy nie działał rewelacyjnie.Po fluoksetynie było naprawdę dobrze i to przez długi czas.Po setalofcie poprawiło się,ale już nie tak zdecydowanie. Co do waszych pytań: lekarz zapisał mi branie na noc.Setaloft też brałam na noc.Oczywiście lekarz proponował mi z efectinem coś nasennego,ale odmówiłam.Nie chcę brać leków nasennych.Spać na prochach,na kompletnym odjeździe...Na to będzie jeszcze czas,gdyby w przyszłościmój stan "spoważniał".Zresztą psychiatra stwierdził,że być może efectin będzie mnie trochę usypiał,bo podobno tak może się na początku dziać.No cóż poczekamy,zobaczymy.Jeżeli rzeczywiście efectin będzie mnie na noc pobudzał,skonsultuję się z lekarzem i pomyślimy o przerzuceniu przyjmowania na rano.
  18. Zawsze można wziąć dziekankę i przeczekać burzę.Studia medyczne-ciężki kawałek chleba,ale z twoim doświadczeniem masz możliwość stać się zaje....ym lekarzem.Też miałam chwile zwątpeinia na studiach,ale dokończyłam,pracę napisałam i obroniłam się.I sama siebie zaskoczyłam,że ja,chora na te świństwa,mogę tak sprawnie rzecz załatwić.3mam kciuki
  19. mm_ A możesz napisać coś więcej? Może na priva jak tu publicznie nie chcesz...
  20. Hej.Ja dopiero zaczynam z efectinem.Wcześniej brałam fluoxetynę,a ostatnio dość długo (ze 3 lata z małymi przerwami) setaloft.Zrobiłam 4-dobową przerwę po setalofcie i wchodzę na efectin.Nigdy nie bałam się brania leków,ale teraz zdaje się na rozum mi już tak siadło,że boję się wszystkiego tj. zespołu serotoninowego i skutków ubocznych.Generalnie staram się tłumaczyć sobie,że do tej pory moje reakcje na leki były bardzo dobre,czyli bez wielkich przebojów.Ale i tak mam stracha... Zastanawia mnie to,co piszecie o ciśnieniu.Że po efectinie skacze i jest w związku z tym nadpobudliwość.A ja cholera mam prikaz brać na noc i zastanawiam się czy nie będę w skutek tego "w nocy dęba stawać".Biorę pod uwagę fakt,że podwyższone ciśnienie może mieć związek nie tyle z efectinem,ile z lękiem,który na początku leczenia jest jeszcze bardzo aktywny.Czy ktoś z Was brał efectin na noc?
  21. Wstałam i mnie muli.Zjadłam trochę,po czym naszły mnie jakieś mdłości.Wieczorem biorę pierwszą dawkę Efectinu,mojego nowego leku.Podobno po nim może być nieprzyjemnie,czyli mdłości i wymioty.Tego boję się najbardziej: wymiotów.Jak zacznę rzygać na bank dostanę ataku paniki.I tak nonstop.Jak nie urok,to sraczka.Za przeproszeniem.I cały czas zastanawiam się czy dam radę wrócić do pracy.Tylko się pociąć... [Dodane po edycji:] Dziuta, NIE JESTEŚ NIEUDACZNIKIEM JESTEŚ WARTOŚCIOWĄ OSOBĄ Nie twoja to wina,że tak jest na rynku pracy.Przytulam cię na odległość.Muszę kogoś przytulić...
  22. Zgadzam się.Poza tym czasem naprawdę lepiej być chorym na ciele,niż na duszy.I wiem to z własnego doświadczenia.Od dzieciństwa mam problemy natury otropedycznej.Był taki czas,że z tego właśnie powodu cierpiałam strasznie.Miałam problemy z chodzeniem,ból,krwawiące rany na stopach plus frustracja przy każdym zakupie obuwia.Z powodu stóp byłam operowana,a po tej operacji nie chodziłam przez blisko 4 miesiące.Ale dużo łatwiej było mi znosić te przeciwności,walczyć o powrót do zdrowia.Z moją nerwicą i depresją to już co innego.Codziennie jest mi tak ciężko z samą sobą,że pocieszenia w rodzaju "inni mają gorzej" chyba niespecjanie poprawiłyby mi nastrój.Zresztą poprawiać sobie nastrój tym,że inni mają gorzej to chyba mało humanistyczne podejście do życia...
  23. Palenie tego shitu z dopalaczy raczej twojego stanu nie poprawi...
  24. Przyszedł poniedziałek i przyszło gówno.Dostałam jakiegoś jakby odruchu wymiotnego,ale nie wymiotowałam.Ciągle mi się odbija i boję się,że będę rzygać.I wtedy dopiero zrobi się wesoło.Autosugestia?!Buhaha! Wczoraj przepracowałam z 6 godzin na tej niby autosugestii,ale ostatecznie nie mogłam wytrzymać,więc urwałam się do psychiatry.Dostałam nowy lek,bo z nienacka naszła mnie depresja Może nowe piguły pomogą.Niemniej jednak to chyba koniec mojej kariery na stażu.Czasem myślę,że może to dobrze.Będę szukać szczęścia gdzie indziej.W sumie i tak nie nadawałam się do tej roboty.Ale przychodzą też myśli,co dalej ku...a Mam fajnych rodziców,ale wiecznie żyć nie będą,więc jakoś się w tym życiu ustawić muszę.Zastanawiam się, ile jeszcze zniosę tych upadków,upokorzeń,podoszenia się z popiołów.I co teraz zrobić ze sobą?Nic już nie wiem.Nic...
×