-
Postów
12 852 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Korba
-
Krwiopij, nie wiem, bo nigdy nie miałam ale to musi być piękne
-
tak, Słonko, zapisz się na basen, to jest najprzyjemniejsza z aktywności, szczególnie w naszych stanach. zapisz się na basen, to ja się zapiszę na jogę, będzie nam raźniej. czy wypada się zakochać w swoim szefie? nie ma żony...
-
może w gotowaniu rosołków i pulpecików i lataniu z mopem.... ale nie we wszystkim... ja bym nie miała o czym rozmawiać z taką panią...
-
strasznie...., powinnam mieć przydomek "Chemiczna". marzę o jakiejś całkowitej detoksykacji. tylko jak to zrobić? jak się odtruć?
-
coś skubie..... czy podoba Ci się mój avatar tak bardzo jak mnie?
-
pewnie, że dam muuuuaaaa :****** a skąd mam wiedzieć.... masz obsesję na temat zespołu serotoninowego?
-
acha.... czyli taka zalegalizowana prostytucja.... naprawdę byś chciała taka być? sorry ale nawet jak zdrowa będę to nikt ze mnie służacej pana domu nie zrobi
-
zdezynfekuj go czymś i nie ruszaj! nikt nie jest idealną housekeeper. to tak tylko z pozoru wygląda. a Ty jesteś słodsza niż one wszystkie razem wzięte :*
-
koniec jęczenia Korba. ja i tak umrę przez jakiś głupi przypadek - np nadepnę sobie na własną nogawkę od spodni (zdarzyło się) i spadnę ze schodów
-
heh.... a ja się tak dobrze czuję jak mnie poniesie u terapeutki.... i to nawet nie żadna histeria, ale kilka sekund mówienia podniesionym, łamiącym się głosem, kiedy nie panuję nad ciałem, bo macham rękami, a w oczach gromadzą się kropelki... - ja chcę częsciej. nie chcę już być chodzącym pustym trupem emocjonalnym. Hania, a po co Ci penseta do pryszcza?
-
kawcia, a jak nie pomoże to tzw. barana trzeba zrobić w ścianę śpiewasz pod prysznicem albo w samochodzie?
-
pewnie, że nie jest wyznacznikiem. ale jeśli patrzyłam jak babcia umiera w męczarniach, mama umiera w męczarniach - to nic dziwnego, że nie chce mi się zbyt długo żyć...
-
Ja miałam tylko 1 Babcię, która miała dość ciężkie życie, a ostatnich 15 lat życia chorowała, a ja patrzyłam jak powoli odchodzi z niej człowiek, a zostaje schorowane ciało. Bardzo mi to zapadło w pamięć. Nie chcę żyć długo. Nie chcę dożyć starości. To coś okropnego.
-
Nie wiem. A nie z wyrzutów sumienia?
-
zacząć od chodzenia na lżejsze zajęcia np. aqua aerobic. ja zaczynam od października. na zwykłym aerobie to bym serce wypluła. ostatnio poszłam na jogę i jak zobaczyłam, że jest dużo ludzi to uciekłam. lubię jogę. jak się przekonać do pójścia tam?
-
hmmm ja ostatnimi czasy wydzielam po kilka łzawych kropel..., rozkręcam się..., mam nadzieję, że nie wytryśnie lawina jak będę na jakimś oficjalnym spotkaniu...
-
Krwiopij, on się strasznie boi moich wybuchów. Najchętniej by wtedy wyszedł i zniknął. Zresztą nie wiem. Pokazywanie słabości, to moja słaba strona I kto ma mi pomóc, jak nikt nie wie, że jest mi źle? No nie zgodzi się, bo xanax i nasenne niczego nie leczą...
-
uwielbiam moją rodzinną lekarkę a moją psychiatrę - nie wiem, chyba lubię od poniedziałku?
-
wyjdziemy razem. kiedy robimy kopenhagę?
-
Haniu, mam kumpelę, która była bardzo zadowolona z trittico. Ale mnie on za bardzo zamulał przed zaśnięciem i po obudzeniu. Za długo wchodziłam w fazę snu i za długo z niej wychodziłam. Ja się obawiam, że moja lekarka się nie zgodzi na sam xanax i imovane :/ Chociaż skoro antydepresanty mi nie pomagają, to dlaczego nie wyrzucić ich w cholerę. Przecież chodzę na terapię. Gdybym wiedziała, że mogę dobrze spać i że mogę się czymś poratować w razie ataku, to by mi zupełnie wystarczyło. Wczoraj mi rodzinna powiedziała, że jest ciekawa, jak moje nerki wyglądają przy takiej ilości chemii. Ileż można. Ja mam już mózg i ciało do wymiany. Każdy następny antydepresant przecież i tak nie działa już na stan naturalny, tylko stan pozostawiony przez poprzednie prochy.... Haniu, wiem, że to uczucie uspokojenia/zaspokojenia nie działa na stałe. To jest chyba jak lek, który trzeba regularnie zażywać, prawda? Ja w stanie histerii muszę się zapchać xanaxem albo konkretnie alkoholem. I wtedy zasypiam... zamroczona :/ Nikt za mną nigdzie nie pobiegnie.
-
Haniu, tak zrobię. Jestem ciekawa jaka jest u mnie przyczyna. Ale najchętniej nie brałabym już nic poza doraźnym xanaxem oraz czymś na spanie.... Choć nie wiem, czy to mnie już kompletnie nie rozwali. Co do Xanaxu - w ciągu miesiąca zużyłam 20 tabletek 0,5 mg - ale ten miesiąc był pod tym względem bardzo ciężki, brałam dużo częściej niż zwykle. Starałam się nie brać więcej niż 1mg dziennie, czasem brałam 2, 3 dni pod rząd, potem miałam 2,3 dni przerwy - nie ma w tym jakiejś reguralności. Haniuś, powinnaś się zobaczyć ze swoim lekarzem, kiedy pójdziesz, Słonko?
-
Hania, chciałabym to wiedzieć... muszę się dziś zapytac wprost mojej lekarki, co mi jest i czy to już tak będzie zawsze. poradź mi coś..., jak ja mam z nią rozmawiać. chodzę do niej już ponad rok, a.... Ty na przykład wiesz o mnie więcej niż ona...
-
-asia-, właśnie - to jest dziwne - w pracy właśnie w dni, które są dla mnie najtrudniejsze, gdy bardzo źle się czuję, ludzie zwracają mi uwagę jak pięknie wyglądam Oddałam chyba z litr krwi, tyle tych badań miałam zleconych... 2 dni brałam zmniejszoną o połowę dwakę Citabaxu - dzisiaj nie wzięłam wcale. I... paradoksalnie... czuję się lepiej.... Paradoksalnie - bo idę dziś o 18.00 do psychiatry, a od ostatniej wizyty każdy dzień był gorszy od drugiego.... Nie wiem jak mam z nią dziś rozmawiać. Ale chciałabym już nie dostać ani Citabaxu, ani Velafaxu.... Mam do zrobienia prezentację. Zrobiłam sobie kawę i będę spokojnie pracować... Na dworze szaro. Leje jak z cebra. A niech se leje..... [Dodane po edycji:] -asieńko-, spokojnie Haniu, odezwij się jak wrócisz ze sklepu
-
Byłam u lekarza rodzinnego. Cudowna lekarka, kiedyś ją sobie upatrzyłam i tylko do niej chciałam pójść. Siedziałam u niej pół godziny. Wyżaliłam się, że leczę się na głowę, głowa się nie leczy, a ciało rozpada (w skrócie). Była zdziwiona, że nikt nigdy nie postawił mi zadnej diagnozy. Poradziła mi, jak rozmawiać jutro z psychiatrą i powiedzieć, jak bardzo jest mi potrzebne naprowadzenie na to, co mi dolega. Powiedziała mi, że jeśli nie będzie żadnej reakcji i że jeśli leki mi wciąż nie będą pomagać "to pomyślimy", co dalej zrobić. Byłam urzeczona. Pewnie osamotnieni w dzieciństwie wiedzą, czym. Ktoś się mną zainteresował. Ktoś powiedział, że coś zrobiMY, żeby było lepiej... Odrazu mnie wysłała na EKG oraz na badania krwi wszelakie, łącznie z reumatycznymi. Idę je jutro zrobić. Na terapii, no... Zaczęłam ni stąd ni zowąd mówić o kilogramach i rozmiarach i nagle zaczęłam łamiącym głosem mówić, jak nienawidzę swojego ciała, kiedy tyje, jakie jest ohydne, jaki budzi we mnie wstręt. I wywiązała się z tego ciekawa rozmowa. Jestem wykończona.
-
żebyś wiedział