Skocz do zawartości
Nerwica.com

Korba

Legenda Forum
  • Postów

    12 852
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Korba

  1. gdyby to było takie proste... to tak jak z kilogramami... przychodzą z łatwością, ale pozbyć się ich już nie da tak eskpresowo...
  2. Korba

    Kto dziś sam siorbie drinka?

    na Ukrainie już nie muszą siorbać w samotności: http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=D7C502C9-19A8-4A58-A35C-4542AB996D77
  3. nutella jedzona prosto ze słoiczka jest najlepsza, mniam
  4. Spadł na mnie dziś wielki głaz i przygniótł do ziemi. Jest mi źle, jest mi pusto, jest mi nijako. Nie jestem chyba już zakochana. Chcę do domu, chcę się ukryć, nie mówić, nie słyszeć, nie patrzeć. Moje ciało to spięte mięśnie miażdżące kości, w środku rozedrgane coś, co zwie się duszą. Ogarnia mnie ból istnienia. Nic mnie nie obchodzi. Nie chcę Świąt, nie chcę Nowego Roku. Nie chcę nic.
  5. chojrakowa, Aniu. Musisz powiedzieć. Inaczej leczenie i terapia nie mają sensu, jeśli nie będziesz mówić o sobie wybiórczo.
  6. Jaki wstrętny dzień..... Obudziłam się z dołem, jestem wściekła, wszystko mnie denerwuje, brzuch mnie boli - być może to pms.. Na dodatek znowu się przewróciłam na schodach, no cóż, jak są całe oblodzone to nawet trzymanie się barierki dwoma rękami nie pomoże Chce mi się płakać i jest mi smutno. I jeszcze te Święta już w przyszłym tygodniu. Ja nie chcę
  7. chojrakowa, odbiorę to z przyjemnością Przespałam cały dzień... dosłownie.... Tak, dosłownie tak..
  8. niezły wieczór miałam wczoraj - przyszła kumpela, niby było ok, nagle mnie ciś jeb ło, dostałam lęków, zaczęłam się kiwać i wykręcać ręce, potem ona dostała telefon, że jej syn ma jakieś problemy i zaczęła ryczeć... jak poszła to nie mogłam spać, walnęłam 2 chlory i spałam do 15.00
  9. widzę że ekipa nocna w komplecie
  10. Po pierwsze nie wszyscy ludzie miewają/miewali dobre Święta Dwa - zdjęcie może i wygląda jakby miała zadzerwieć, ale w rzeczywistości wygląda bardzo stylowo i się pięknie błyszczy. No ale trzeba mieć nieco nowoczesny ekstrawagancki gust. [Dodane po edycji:] Amon chyba będziesz musiał zrobić to sam....
  11. jak już kiedyś wspominałam - nie znoszę Świąt. ale ponieważ trudno nie zauważyć, ze one nadchodzą, staram się zminimalizować świąteczny szał do minimum, które mnie nie drażni. otóż. z filmów i opowieści wynika, że ubieranie choinki to fajowa rzecz. i w ogóle choinka to fajowa rzecz. a ja mam dość tradycji. od kiedy zmieniłam mieszkanie i mam nieco mniejszy metraż, pozbyłam się pudła z choinką, które nienawidziłam składać i rozkładać rok w rok. teraz mam choinkę owiniętą papierem, w ciągu roku schowaną w komórce, przed Świętami ją wyciągam, odwijam z papieru, stawiam i oto jest :
  12. myślę, że przygarnięcie "zagubionej duszyczki" troszkę złagodzi ból. dla Kici już nie mogłaś nic zrobić. dla nowego maluszka tak. trzymaj się Basiu. dzielna jesteś.
  13. jak rozkapryszony bachor...
  14. Boisz się, czy nie, Twoja sprawa. Proszę, zmniejsz czcionkę. Razi po prostu. O czym już wspominałam przy poprzednim podpisie. Albo masz sklerozę, albo robisz to specjalnie, albo masz moderatorów w dupie.
  15. bamvalo, mam wrażenie, że chcesz nas sprowokować.... mam wrażenie, że prosiłam Cię już o normalną czcionkę w podpisie.... nikt tu nie jest ślepy do jasnej cholery
  16. Asiu, plany... mam takie: przychodzi do mnie koleżanka (też chora). te normalne już się całkiem przestały odzywać. obawiam się, że się obie znieczulimy. nie jest to idealne rozwiązanie i na pewno nie służy mi w żaden sposób. ale cóż... Krzysiu. Głupia sprawa. Jeśli kwestia toalety jest dla Ciebie zasadnicznym problemem, a wiemy że jest - to chyba nie jest dla Ciebie terapeuta. To jest dla Ciebie najbardziej kłopotliwa sprawa, aby dobrze pracować na terapii, musisz mieć spokój ducha, że gdybyś miał potrzebę, możesz skorzystać z toalety.. i to najlepiej takiej oddalonej od gabinetu. Inaczej będzie Cię to stresowało. O ile zdążyłam poznać Cię na podstawie tego, co piszesz, jest to jeden z głównych Twoich problemów.
  17. Korba

    czego aktualnie słuchasz?

    piękna... [videoyoutube=fLKAs16qMFA][/videoyoutube]
  18. za krótko by stwierdzić. tydzień na 100mg to krótko. [Dodane po edycji:] zwiększyłam sobie dawkę ze 150 na 200mg. nie skonsultowałam tego z lekarką, ale czuję się fatalnie. chyba mnie to nie zabije
  19. Asiu, czuję się również kiepsko. Weekendy nie wpływają na mnie dobrze. Pozbawiona wszystkich hamulców, batów, obowiązków, pozostawiona sama sobie, jestem bezbronna, dopadają mnie wszystkie moje demony, które kuszą, aby wyładować się na sobie. Dokładnie tak jak u Ciebie, samotność doskwiera. I boli. Bardzo bardzo bardzo boli. Nie mogę wytrzymać tego bólu, dlatego wolę się zranić w inny sposób. Co do terapii... Nie mogę nazwać jej zmarnowanym czasem. Niestety coraz częściej myślę, że pewne rzeczy we mnie pozostaną niezmienne. Fizycznie - bolą mnie kości i stawy, po tym jak ustaliłam z lekarką, że to musiała być somatyzacja, bo w wynikasz szczegółowych nic nie ma i przez pewien czas bóle znikły - to wróciły. Już nie rozumiem mojego organizmu. Ale mam dość latania po lekarzach i oddawania co tydzień 6 fiolek krwi. Asiu, Asieńko, obiecaj mi, że nie wylejesz na siebie wrzątku. Błagam Cię, błagam z całego serca. Bardzo by mnie bolało, gdybyś to sobie zrobiła. o ile rozumiem Krzysia, to gdyby miał szansę wyjść do toalety oddalonej na korytarzu, a nie przy gabinecie, byłby dużo bardziej zadowolony. więc chyba nie w tym rzecz.
  20. Korba

    [Proza] STREFA 501

    STREFA 501 ODC. 3 Znalazłszy się na zewnątrz, zastanawiał się, w którą stronę pójść. Wszędzie takie same drzwi. Żadnych numerów. Żadnych zamków. Wtem usłyszał cichy, zduszony śmiech, jakby ktoś bezgłośnie zanosił się nim od dłuższego czasu. Pod drzewem, tym samym, w okolicy którego zniknął wcześniej, a które teraz miał po swojej lewej stronie, siedział Człowiek bez twarzy. Kształty jego postaci były niewyraźne. Benicio pomyślałby, że to skutek wypitych trunków, gdyby nie to, że reszta obrazu zachowała swą naturalną ostrość. Jednak po szarym ubraniu i ledwie widocznej, białej plamie w okolicy głowy poznał tajemniczego osobnika, którego spotkał na samym początku. Poczuł się nieswojo, nie miał ochoty z nim rozmawiać, jednak tamten na pewno wiedział, że został zauważony. Teraz zaczął się śmiać na głos. Śmiech przybrał skrzeczącą, niezdrową barwę. - Czy ... Czy ci po... powiedział? – wykrztusił wśród obleśnych rechotów. Benicio spoglądał na niego w milczeniu, postanowiwszy nie wdawać się w rozmowę. - Nie powiedział ci, co? Poczęstował cię tylko gadką o bólu poznania i wydawał ci się strasznie mądry, co? – ponownie zaniósł się śmiechem, który przemienił się w cienki pisk. – Ty naiwny jakiś jesteś, wiesz? Ale powiem ci coś. Wszyscy będą chcieli cię w konia zrobić. Lepiej zapytaj go, zapytaj go... - O co mam go zapytać? – odparł Benicio zniecierpliwiony, położywszy dłoń na najbliższej klamce. - Zapytaj go, dlaczego jest tchórzem. Zapytaj go o tygrysicę – po tych słowach szybko zniknął w rzadkiej mgle. Jego wredny chichot cichł znacznie wolniej. Sztywny kołnierz nieprzyjemnie przylegał do szyi. Rozpiął ostatni guzik. Zauważył, że na dłoniach ma skrawki lepkiej, pomarszczonej gumy, czegoś, co przypominało starą, ludzką skórę lub to, co pozostawia po sobie wąż. - Cholerstwo...., żeby tak pozbyć się tego raz na zawsze... – nie rozumiejąc znaczenia tych słów, dotknął twarzy rękoma. Nie zastanowiła go jednak obcość własnych kształtów. Kości policzkowych, czoła, nosa... Czuł nieuzasadniony, niezrozumiały pośpiech. Wybiegł z jaskini i rozejrzał się po otaczających go skałach pożółkłych od słońca, bez śladów żywej roślinności. Przeskakując po nich wyjątkowo zwinnie, dotarł na płaską, wysuszoną ziemię przypominającą pustynię z pozostałościami piasku. Nogi niosły go w podświadomie znanym kierunku. - Mam cię – powiedział do siebie. Dopiero po chwili zorientował się, że zbliża się do biegnącej w oddali wysokiej dziewczyny. Jej proste, długie, jasne włosy kołysały się z boku na bok, odbijając promienie słoneczne, migające równomiernie na ich grubych pasmach. Maszerował szybko, kryjąc się za nielicznymi głazami i wymarłymi drzewami, które pojawiały się coraz gęściej. Poruszał się bezszelestnie. Nie słyszał nawet własnego oddechu. Nie odrywał wzroku od ruchliwych, smukłych nóg w obcisłych dżinsach. Naprzemiennie wyprzedzające się błękitne trampki wprawiały w podskoki zbyt długie, białe sznurówki. Po intensywnym truchcie w pełnym słońcu nie odczuwał zmęczenia ani przyspieszonego rytmu serca. Nie był nawet spocony. Po upływie nieokreślonego czasu wbiegli na szeroką, asfaltową drogę. Tabliczka umieszczona na poboczu głosiła: AUTOSTRADA 54. W odległości około pięćdziesięciu metrów przed sobą widział idącą szybkim krokiem dziewczynę. Cały czas poruszała się pewnie, jakby doskonale znała drogę. Musiała mieć precyzyjnie dopracowany plan. Nie wychwycił żadnego krótkiego momentu wahania, spojrzenia rzuconego w bok czy za siebie. Sam natomiast obserwował otoczenie bezustannie. Nie spuszczając wzroku z jej zwinnej sylwetki, zachowywał czujność wobec wszystkiego, co było wokół. Mimo że czuł narastającą irytację, uporczywie śledził ją dalej. Nagle pewnie skręciła w odgałęzienie drogi prowadzące do widocznego w oddali miasteczka. Czujnie posuwał się za nią, obserwując mijane budynki, do których zbliżyli się po chwili szybkiego marszu. MUZEUM HISTORII KOSMICZNEJ. KOSMICZNE KINO. Wyobraził sobie niedzielne popołudnia, w które całe rodziny przyjeżdżają oglądać zielonego ludzika z gumy umieszczonego za szkłem jak cenny eksponat albo młodzież pochłaniającą kartony popcornu na kolejnych częściach „Gwiezdnych wojen” czy innego ziemskiego gówna. Zaśmiał się w duchu z ludzkiej głupoty i bezczelnej wręcz wiary w jedyny i słuszny im monopol na wiedzę. Ich pojęcie na temat wszechświata było niemal infantylne. Pomyślał też, że jest takie wygodne i jednocześnie prymitywne. Nie zdając sobie sprawy z automatyczności tych refleksji, przyjął je za własne. Przyszło mu to tym łatwiej, że przez całe życie odcinał się od rodzaju ludzkiego, nie znajdując jednak nic w zamian. Przedzierając się przez gąszcz ogrodów wąskimi ścieżkami między płotami domostw, dotarli wreszcie do niewielkiego, schludnego ganku jednopiętrowego domu. Ona wbiegła lekko po schodach, on, kryjąc się za najbliższym zakrętem, obserwował ją poprzez kwadraty drucianej siatki odgradzającej sad pełen drzew obsypanych zielonymi jabłkami. Wtedy obejrzała się po raz pierwszy. Skierowała wzrok wprost na niego, mimo że, logicznie rzecz biorąc, nie mogła go widzieć. Gdy zobaczył ją zamarł w bezruchu. Poczuł łopotanie serca ustępujące powoli uczuciu uwielbienia, które ogarniało go zawsze, gdy patrzył na jej pociągłą twarz, drobny, prosty nos i delikatne usta. Najbardziej jednak paraliżowały go jej oczy. Jeżeli można w ogóle stwierdzić, że czyjeś oczy wyrażają bystrość, to z całą pewnością o niej można było tak powiedzieć. Błękitne, nie blado, ale intensywnie błękitne, wwiercające się w człowieka na wylot, sprawiały wrażenie, jakby ich właścicielka mogła poznać naszą najdrobniejszą myśl. Dwa niebieskie punkty na jej twarzy, dwa maleńkie punkty wpatrujące się w niego poprzez druciane kwadraty i dziurawą zasłonę z liści, zdawały się nieracjonalnie powiększać, tworząc dwa ogromne jeziora, które mogły go wchłonąć w ciągu sekundy... Ali! Ali!, słaby głos wołał w oddali. Zapukała mocno w drzwi, wystukując tylko sobie znany, nierówny rytm. Czekała kilka minut w spokoju, zupełnie jakby była pewna, że prędzej czy później ktoś otworzy. Za drzwiami w końcu pojawiła się siwa głowa ozdobiona równie siwymi, gęstymi wąsami i takimiż krzaczastymi brwiami, spod których przez szybę spoglądały na nią poczciwe oczy starca. Po chwili otworzył drzwi i przez parę sekund czyścił końcówką koszuli okulary o grubych szkłach. Założył je na nos i spojrzał wyczekująco na niespodziewanego gościa. - Dzień dobry, czy mógłby mi pan pomóc? Choć nie mógł widzieć jej twarzy, wyraźnie zobaczył rząd równych, białych zębów w jednym z najsłodszych uśmiechów. Ten zapadł mu w pamięć najbardziej. Widział jedną dłoń wykręcającą długie palce drugiej w sympatycznym zakłopotaniu. Widział dwa błękity skierowane na niego, gdy spoglądał na nią zza poziomych pasków żaluzji o wyblakłym kolorze mającym uchodzić za łososiowy. - Ali! Ali! – usłyszał ponownie i zaraz potem zdał sobie sprawę, że to jego głos tłumiony poduszką, w którą wciskał czoło. - Co u diabła....? – wyszeptał, podnosząc głowę. Wypuścił ze ściśniętych palców pomarszczone prześcieradło, które powysuwało się zza rogów materaca. Rozejrzał się niepewnie na boki, nie mając jeszcze całkowitej pewności co do miejsca, gdzie się znajdował. Leżał na szerokim łóżku z surowego, ciemnego drewna, w pomiętej, białej pościeli. Materac był twardy i wygodny, jakby nie był nigdy wcześniej używany. Obrócił się ciężko na plecy. Spojrzał na biały sufit i żarówkę przykrytą zwykłym, kremowym kloszem. Cały przestronny pokój charakteryzowała taka sama prostota. Czysta podłoga z jasnego drewna, szafka z jedną szufladą, z niewielką lampką, stojąca przy łóżku. Pod ścianą na wprost wiklinowy komplet: stolik i dwa fotele. Po prawej stronie okno, teraz zasłonięte kawową zasłoną tłumiącą wyraźne już promienie słoneczne, nadające surowemu wnętrzu atmosferę ciepła i bezpieczeństwa. Żeby tak nie musieć się stąd ruszać, pomyślał, zakrywając się rozgrzaną kołdrą. Gest ten, nielogiczny, biorąc pod uwagę panujący w pomieszczeniu zaduch, miał jeszcze przez chwilę podtrzymać ułudę odcięcia się od wszystkiego, co istnieje poza sztywnym prostokątem łóżka i przepoconą pościelą. Żeby tak niezauważalnie leżeć bez końca, zatrzymawszy tę chwilę dnia, kiedy jeszcze nie trzeba tak bardzo być, kiedy jeszcze czuć błogość nocnego rozespania... Wracające wspomnienia poprzedniego dnia zbytnio zakłócały leniwą obserwację dojrzewającego poranka i dojrzewającego „bycia”. Sam nie był gotowy do włączenia się w nurt własnego życia, nie miał jednak na tyle spokoju ducha, by pozwolić sobie na bezczynność. Poza tym, czuł ogromną potrzebę rozmowy z Lazarem.
×