Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Lucy32

    Ku lepszemu

    Na razie się trochę obco czuję,dziś tzn.juz lepiej, już trochę z ludźmi gadam.Prsyzwyczajam się do codzienności tutaj.Czasem smuteczek wchodzi ,ale nie narzekam.To normalne myślę.Buziak Dalila
  3. No Dulo potrafi podnieść człowieka,dosłownie i daje dużo odwagi i pewności siebie.Tez miło wspominam czas ,gdy zaczęła u mnie działać na pełnych obrotach,to aż chciało się znowu żyć
  4. Lucy32

    Ku lepszemu

    Czasem głodna byłam przed spaniem, bo kolacja była już o 17 U mnie tak samo,wczoraj Mirta ok godz 21.30.W domu tak wcześnie spać nie chodzę ale cóż tam robić ,poszłam lulu ,przynajmniej głodu nie miałam po mircie. Dziś już zjadłam kawałek chlebka i zaraz trzy tabl ,podejrzewam że oprócz Dulo dostałam dwie Pregi już a nie jedna.Fajnie @Verinia że jednak wróciłaś,tylko już nie kasuj kontasiedź z nami
  5. Dzisiaj
  6. Nie jest to o mnie. Bliska mi osoba bierze duoksetynę. Był przeciwny lekom, anty. Nie miał depresji. Jest po boreliozie, która go ścięła z nóg. Skończył antybiotyk na boreiozę, jednak ogromne zmęczenie pozostało. Całe dnie leżał, często bez żadnego telefonu, telewizji. Każdy dźwięk, rozmowy go męczyły. Mówił, że depresji że nastrój ok. Jednak lekarka, która go leczyła pod kątem boreliozy i zespołu chronicznego zmęczenia (bo to też praawdopdobnie miał) zapisała mi duleksetynę. Niechętnie brał, pytał mnie o to, czy to uzależnia, chyba bał się skutków ubocznych. Na noc bierze trittico. Po kilku tygodniach był zachwycony, że szybko zasypia i sen jest regenerujący. Po jakichś dwóch miesiącach, może krócej, zauważyłam u niego dużo lepszy nastrój. Rozmawiało się dobrze. Często gdzieś ze mną jeździł (zakupy). Na jakieś parki, bulwary i inne sprawy raczej był niechętny. Ale raz sam chciał się przejść po rynku i wyskoczyć do kawiarni. Dużo wtedy chodziliśmy i szukaliśmy prezentu na Dzień Matki. Teraz wyprowadził się do innego miasta, bo znalazł pracę (IT- baza danych - te studia prawie skońćzył). Teraz ma ileś tam miesięcy gdzieś pracować i wtedy kończy studia. Niestety wziął urlop dziekańśki. No ale musiał, bo był wyczerpany. Nie było mowy o nauce i czymkolwiek. Dosłownie wór w łóżku. Teraz widzę, że jest inny. Może nie aż tak energiczny i silny (trenował boks i kickboxing). Ważne, że podoba się mu praca. Miasto. Jest to trochę typ introwertyczny. Uwielbiam z nim rozmawiać i się wydurniać. Tęsknię bardzo. Modlę się, żeby mu się układało tam, a niedługo pewnie go odwiedzę. trochę długga podróż 5 godzin pocciągiem, ale warto. Duloksetyna została niedawno zwiększona i wiem, że będzie dobrze. Ale czasem się martwię, że jest tam sam. Oby ten lek go podnosił na duchu i dawał siłę do pracy Na ten moment jest duża różnica, a on sam jest w szoku, że wszystko mu się podoba tam.
  7. linka

    Wskażcie mi drogę

    Biorąc pod uwagę forum na jakim się znajdujesz, polecam nie szukać sobie na siłę "nowego" alkoholu. Alkohol w każdej ilości to neurotoksyna, depresant, oraz środek który w konsekwencji wzmaga stany lękowe. Da się bez niego żyć. Polecam.
  8. Verinia

    Cześć, tu Verinia.

    Cześć Miło, że mnie tak przyjmujesz. Okropne rzeczy wyprawiałam. Chyba cały ten chaos przeniosłam na forum. A nick Verinia - to już coś. Dobrze kojarzony. Wymyślony przeze mnie. Trochę pożyczony od mojego imienia z bierzmowania - Weronika. Wczoraj dowiedziałam się, że Madonna też wybrała na bierzmowanie Veronica. Miła niespodzianka, bo lubię ją. Weronikq była osobą, która wyszła z tłumu - tak o niej mówiła Madonna. No i jest te postcią, która pociesza. Myślę, że mam te cechy, gdy nie mam w sobie gniewu na cały świat. Panowanie nad sobą, to coś, nad czym powinam mocno popracować. Wracam jako Verinia. Chcę wnieść do forum coś pozytywnego i mam nadzieje, że tak się zadzieje. Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, że znowu mogę tu być, Mimo że tak uciekałam. To moebyć niezrozumiale. To byl jakis czas głebokiej niestabiności. Nie umiem ocenić jak jest teraz. Chciałabym nadrobić te tysiące postów, któ©e napisałam. Nie no, żartuję. Liczy się jakość. Choć przyznaję się i chwalę zarazem, że tamte posty byly wartościowe i długie, a nie z dupy. Jeszcze sporo przepracowania przede mną i myślę nad terapią, ale nie wiem sama... Może sama dam radę. Tyle rzeczy pokonałam, że moe i to da się wyprostować rozwijaniem się. Nie chcę tu być już czarnym charakteren. Chcę wnieść coś dobrego do naszej społeczności
  9. Melodiaa

    Cześć, tu Verinia.

    Cześć @Verinia. Fajnie, że się udało dogadać w kwestiach regulaminowych Powrót do pierwotnego nicka to dobra decyzja Bądź tą Verinią jak kiedyś, która wprowadzała tutaj pozytywną energię Emocjonalne decyzje odłóż na bok. Czasem jak się gotuje w człowieku siła spokoju i opanowania to klucz. To trudne gdy czasem nam życie dopierdziela na każdym kroku i jeszcze trzeba ogarniać siebie. Chaos w sobie i na zewnątrz nie pomaga. Czasem też chcemy stąd uciekać a jednocześnie nie potrafimy odejść na zawsze. Witaj na forum ponownie
  10. Verinia

    Ku lepszemu

    A dobre jest jedzenie? U mnie fajne, tylko ciągle te ziemniaki (choć bardzo dobra odmiana) i często to samo mięso, ale ogólnie to smaczne. Czasem głodna byłam przed spaniem, bo kolacja była już o 17 Czasem łaziłam po suchy chleb do kuchni jak mnie skręcało. Czasem trzeba samemu coś kupić, żeby nie głodować pod wieczór. Ale wtedy spadło 9 kg w 3 tygodnie
  11. Lucy32

    Ku lepszemu

    Dziękuję,no łażę i poznaje ludzi bo nudy na wekend. Na razie nic zlego sie ze mną nie dzieje.Troche nudy i zmiana otoczenia troche mnie oszolomily. Ale juz lepiej jest.Przynajmniej obiadek podanyi śniadanko,kolacja.Nie trzeba nic robić.
  12. I alkohol nie może być słodki ani odrzucający smakowo, jak wódka.
  13. Zabłądziłem, po dziesięcioleciach bycia zdeklarowanym piwoszem odkryłem, że piwo nie jest jednak dla mnie. Wskażcie mi proszę jakiś inny dobry alkohol, słabszy od wódki, ale mocniejszy od wina, sprzedawany w nie za dużych butelkach, wielkości góra 0,7. Brandy próbowałem, ale mi nie podchodzi.
  14. Ale istnieje też kilka teorii, że (podobnie jak Janis Joplin jak i Hendrixa) zgładzono na zlecenie władz USA. Wg tej wersji J. Edgar Hoover i FBI mieli prowadzić tajną opreację przeciwko liderom ruchu hippisowskiego i Nowej Lewicy. Morrison --> jako ikona buntum autor tekstów antywojennych i kontrowersyjnych - miał być "niewygodny"..Teoria ta jednak traktowana jest jako jedna z jak najbardziej paranoicznych, bo Morrison nie angażował się mocno w politykę. I jest najciekawsza teoria. Jim sfingował własną śmierć ( żyje do dziś). Ostatnio nawet odświeżono tę teorię. Zwolennicy twierdzą, że Morrison od dawna żartował z pomysłu z pomysłu "zniknięcia" i ucieczki od sławy. Wskazują na: zamkniętą trumnę brak autopsji zaginiony amerykański paszport bardzo skromny pogrzeb (kilka osób). W 2025 roku reżyser i fan The Doors Jeff Finn wydał dokument "Before he End:Searching for Jim Morrison" w któ©ym twierdzi, że Morrison żyje pod przybranym nazwiskiem Frank jako łysiejący, brodaty dozorca w Syracuse w stanie Nowy Jork. Film pokazuje nawet zdjęcie "Franka" i wskazuje na podobieństwo (blizna w miescu znamienia Morrisona itp.). Teoria ta regularnie wraca co kilka lat i ma swoich zagorzałych zwolenników. Najbardziej prawdopodobne wydają się warianty z przedawkowaniem heoriny, ale nawet to pozostaje spekulacją. Raczej nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę. Czy żyje sobie gdzieś tam, czy nie. Nadal jest dla mnie żywy. Jest na mojej ścianie i codziennie budzę się z jego siłą
  15. Nie zapominajmy o moim ukochanym Jimie Morrisonie Wczoraj oglądałam o nim dokument. A w domu wspomnienia jego kochanki o nim (nie Pam). Kiedyś miałam jeszcze kultową książkę "Nikt nie wyjdzie stąd żywy", ale chyba mi się nie podobała. Nie pamiętam. Jest też długi film o The Doors na cda. polceam. Można obejrzeć na kilka razy, tak jak ja. I te lata 60te. No, moje czasy Był to totalny buntownik. Kochał przekraczać granice, albo musiał. Czuł za mocno, albo chciał mocno czuć. Widział więcej. Był człowiekiem niezrozumianyn. Mimo ogromnej sławy nie uzyskał spełnienia, nie potrafił cieszyć się wszsytkim, co miał. Nadwrażliwiec, prekursor swojej epoki, kwientensencja nonkonformisty. Szedł pod prąd. Nie bał się kontrowersji, on tym żył. Chodził po linie, nad przepaścią. Znam mnóśwo ludzi każdego rodzaju. Czy był rozumiany? Czy ktoś widział w nim prawdziwego Jima, czy tylko gwiazdę rocka, sombolu seksu? Gdy zaczął pić i brać kwas zaczął patrzeć śmierci. Wtedy zresztą powstawały najmocniejsze teksty. Zaczął spóźniać się na próby, wychodził i szedł do baru. Od picia i autodestrukcji zaczął wyglądać gorzej. Przytył, nie golił się, ubierał się byle jak. Już mu nie zalezało na sukcesie muzycznym. Chciał z tym skońćzył i skończył. Gdy zaczął się koncety The Doors Jim nawalony jak świnia wszedł na scenę, mówił do publiczności rożne rzeczy (nie wiem dokładnie jakie) i wyszedł. Powiedział, że to koniec jego kariery i występów. Wyjechal do Francji. Zawsze uważał się za poetę. Jednak wiedział, że jego poezja nie jest dla nikogo ważna. Że jego teksty są pomijane, a najważniejsza jest muzyka i jego piękno, a także kontrowerrsyjne show na scenie. NIkt nie zwracal uwagi na to, co chciał powiedzieć. Mieli to w dupie. Mieli GO gdzieś. Niezrozumiany, zapomniany. W Francji niby odżył, ale po heroinie podanej mu, gdy nie miał żadnej tolrancji na nią - zmarł. Odeszł 2 lipca 1971 roku w Paryżu w wieku 27 lat. Został znaleziony w wanie w swoim mieszkaniu przez swoją dzieewczynę Pamelę Courson. Jego ostatnie słowa brzmiały mniej więcej:"Pam, myślę, że tonę". Nie było autopsji ani badań toksykologicznych, sprawa więc stała ię tajemnicza i do dziś budzi spekulacje. No ale prawda jest taka, że Jim od lat miał poważne problemy z narkotkami i alkoholem.
  16. Nie zapominajmy o moim ukochanym Jimie Morrisonie Wczoraj oglądałam o nim dokument. A w domu wspomnienia jego kochanki o nim (nie Pam). Kiedyś miałam jeszcze kultową książkę "Nikt nie wyjdzie stąd żywy", ale chyba mi się nie podobała. Nie pamiętam. Jest też długi film o The Doors na cda. polceam. Można obejrzeć na kilka razy, tak jak ja. I te lata 60te. No, moje czasy
  17. Verinia

    Spamowa wyspa

    nie no, to przecież zwyczajna sprawa
  18. Nie mam maskotek. Bardziej wolę kwiaty. To moja obsesja. I inne słodkie ozdoby. Ostatnio baaaardzo odgraciłam pokój. Jest teraz więcej optycznej przestrzeni. Mam za to słabość do moytu motyli. Ale zostawiłam tylko łańcuszek z motylkiem na srebrno i wsuwkę z motylami. Minimalistycznie teraz w moim pokkoju, na tym mi zalezało. Na ścianie powiesiłam tablicę korkową z własnym kolażem. Jakieś wycinki z gazet, napisy, sentencje, mój portret wykonany przez 11 latke - przepięknie rysuje. Maskotek nie lubię jakoś. Jedną mam "takiego koktajla z truskawkami", ale to pochowane w szafie. Większość rzeczy powynoszonych, ale schowanych w koszykach w szafie Nigdy nie byłam miłośniczką maskotek.
  19. Wczoraj
  20. flupentiksol jest świetnym lekiem na rozkręcenie energii do życia
  21. Przerobiłam większość neuroleptykóq. Na początku choroby miałam mocne urojenia. Byłam długo na hakoperidolu, to była chyba dawka 10mg. Niestety zaczęłam sporo pić i do tego brać benzo. Pewnej wizyty pryznałam się do tego i silną depresją. Moją diagnozą była wtedy schizofrenia, ale już lekarz mówił, że to jakiś schizoafekt chyba. Nie chodzę już do tego lekarza, co trafiłam na oddział trochę lżejszy, do ordynatorki, która leczy mnie już kilka dobrych lat. Ona powiedziała, że haloperidol może obniżać nastrój. Zaczęła się całkowita zmiana leków. No i... nastąpiła lżejsza psychoza, a może nie taka lekka. Leki nie działały, więc dawała inne. I wtedy byłam na kwetiapinie - malutkiej dawce najpierw. I jak wyszłam ze szpitala, nada były urojenia - trochę oszukiwałam, bo towarzystwo było dla mnie mega toksyczne. Nie dawałam sobie z nimi rady. Byłam słaba, i chorobą i własną kruchością. W domu miałam zwiększyć kwetiapinę, i zaczynało się wszystko zmieniać. Miałam wtedy abilify chyba. To nie było jeszcze zdrowie, ale był to stan znośny. Byłam też na solianie - super lek. Gdyby nie to, że okres mi zaniknął na 6 miesięcy, to pewnie nadal bym brała. Kwetiapina - według mnie, to dobry lek na poprawę nastroju. Nawet w tych większych dawkach pomaga przy depresji. Chociaż mówi się, że tak do 300mg jest działanie antydepresyjne. Wyżej ---> przeciwpsychotycznie, poniżej 200 ---> nasennie, ale chyba dużo ludzi bierze 100mg. Ja biorę 650mg, czasem 550mg, bo od kiedy waga u mnie spadła, to czuję, że ta dawka jest za mocna. Po prostu czuję to działanie. Czasem jak wezmę w krótkim czasię tę dużą dawkę to mam haj jak po dragach. Muszę odczekać godzinę leżąć, żeby wrócić do świata Niektórzy chwalą też abilify. 15mg ma działać antydeprsyjnie. Gdy tak brałam, to czułam mocne pobudzenie - no normalnie robi u mnie jakąś hipo. Także u ludzi bez takich skłonnościach, może zadzaiałać. I był taki lek ---> flupentiksol. No, złoto. Mocno poprawiał nastrój i energia do działania była.
  22. Verinia

    Ku lepszemu

    Trzymaj się tam i kprzystaj z uroków tego miejsca. Nie jestm tak tak źle. Jedzenie podane jak w restauracji, nic nie musisz robić. jak palisz, to szybciej poznajesz ludz. Możesz coś robić w sali terapeutycznej. Możesz nadrobić czytanie. Jak znajdziesz sobie ciekawe zajęcia - o ile się lepiej już poczuciej - to pobyt jest czymś, co możesz dobrze wspominać.
  23. Verinia

    Ku lepszemu

    Jak zeszli z benzo, to znak, że już jesteś jedną nogą w domu. Staraj się nie prosić o benzo, bo dłużej posiedzisz. Mówię to na własnym przykładzie. Jak zpytałam kiedy wyjdę, to też mówili, że około 2 tygodnie. I w sumie dotrzymali słowa. Pewnie by mnie wypuścili wcześniej, bo w sumie nic mi nie bylo, ale chcieli dojść do chociaż do 0,6 litu. I tak lit spadł jak wróciłam, zaczęłam więcej pić, moe przez to. Jestem miłośniczką wody z cytryną lub czegokolwiek, co możn wypić. Uwielbim też soki marchwiowie. Sporo tego picia u mnie, a to obniża lit. Lekarka zwiększyła o tabletkę litu więcej, a ja się bałam, że będzie chciała znowu wziąć mnie na oddział. Wiesz... im dłużej się tam siedzi, to tym bardzie jest to męczące i chcesz być tak po ludzku wolnym. Nie kojarzę ile tam jesteś. Ja byłam ok. 7 tygodni. Czy było ciężko? No, tak. Jak schodzili mi z benzo + pregabaliny. Czułam to, choć n a pocątku nie zczaiłam, że już jestem bez pregabaliny. Pegabalina to mój ulubiony lek. Cy tolerka wzrasta? Pewnie tak. Zaeży też od potrzeb. I tak do niej wróciłam, bo robi mi dzień. Pobyt trzeba przetrwać. Jak powiedzieli Ci, że zostało Ci około 2 tygodnie, jeśli będzie w miarę ok, to wypuszczą. Za tydzień zapytaj znowu, poproś o konkretną datę. Ja ich trochę męczyłam. Raz poszłam do ich gabinetu i powiedziałam, że bardzo chciałabym wyjść, bo zaraz mam urodziny i rodzina za mną płacze xD Moja lekarka, która jest ordynatorką powiedziała, że jeszcze max tydzień. I wtedy już odliczałam dni i modliłam się, żeby lit był wysoki. Był średni, zwiększyli mi, a on i tak spadł xDDDDDD Słuchaj, widzę, że głosy ucichły. To już mega sukces. Z samopoczuciem różnie jest, nawet zdrowi nie mają zawsze super hiper nastroju. Jak wyjdziesz, to będziesz w euforii przez jakiś czas. Pamiętam moje wyjść ---> no cudo. Świat jest piękny, jestem wolna, mogę iść gdzie chce, nikt mnie ciągle nie sprawdza. Te korzyści jakie mamy na co dzień, są często przez nas niedoceniane. Jesteś na leczeniu - jesteś już prawie w domy. Zleci. Tylko nie bierz benzo, bo to przedłuży pobyt.
  24. shadow_no

    Cześć, tu Verinia.

    Zdrówka i walcz o siebie!
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×