Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Czy istnieją źli ludzie, czy tylko złe zachowania?
Dalila_ odpowiedział(a) na Verinia temat w Psychologia
Obłokany to był jeszcze na pewno himmler. Ale tak też sądzę że chodziło o władzę i bogacenie, jak zawsze. By się ustawić. W tamtych czasach akurat lepiej było się nie stawiać:p -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
Catriona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Dlatego ja jestem fanką Scarlet O'Hary z Przeminęło z wiatrem i jej powiedzenia "Pomyślę o tym jutro". Jeśli dana rzecz nie jest na już, a mam na nią wpływ, to pozwalam sobie nabrać dystansu i w danym momencie odłożyć problem na później, zamiast tracić czas i energię na wkurzanie się, które nic nie zmieni, a które mogę przekierować na inne rzeczy. -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
shadow_no odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Prawo Myrphy'ego niestety. Serie złych zdarzeń ma każdy i też wychodzę z założenia, że szkoda czasu na denerwowanie się tym i wkurzanie. Lepiej przejść od razu do fazy akceptacji i po prostu robić z tym to, co możemy zrobić -
Dla mnie szczęście to nie jest stan stały, tylko momenty. W sensie, że szczęście to nie jest stan ciągłej radości, tylko poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu, że jest spokojnie tam w środku, we łbie. Buddyzm fajnie to porządkuje: cierpimy, kiedy za bardzo się przywiązujemy – do ludzi, planów, oczekiwań, dobrych chwil. Próbujemy zatrzymać coś miłego na siłę. A życie z definicji jest zmienne. Dlatego szczęście nie może być czymś, co trwa bez przerwy – bo nawet najlepsze rzeczy się zmieniają. I chyba najważniejsze: szczęście nie zawsze zależy od tego, jakie zdarzenia (dobre lub złe) nas spotykają, tylko od tego, jak to przeżywamy w głowie. Dwóch ludzi może mieć identyczne życie i jeden będzie się czuł spełniony, a drugi pusty w środku. Tak to mniej więcej działa. Dla mnie szczęście to spełnienie, ale takie codzienne: że robię coś, co ma sens, że mam wpływ na swoje życie, że nie uciekam od siebie, że radzę sobie z chorobą i wygrywam. I że nie muszę cały czas walczyć z rzeczywistością, tylko umiem czasem po prostu być. Szczęście to jest spokój. I zgoda na to, że gorsze dni też są częścią całości.
- 112 odpowiedzi
-
- filozofia
- (i 2 więcej)
-
Dziękuje, już mu to przekazuję
-
Czy istnieją źli ludzie, czy tylko złe zachowania?
Kiusiu odpowiedział(a) na Verinia temat w Psychologia
Skąd w ogóle tu takie słowo, skoro przecież Juraj Janosik nie obrabował najbogatszego człowieka na świecie, tylko rabował przypadkowo napotykanych kupców, a robił to przede wszystkim o sobie i swoich ludziach? Czasem przekupywał przy tym jakichś lokalnych notabli, by wyciągali go z więzienia i z innych opałów. W żaden sposób nie postępował szlachetnie, i niczego takiego nie sugerowałem. Nie odniosłem się do tej postaci w ogóle. To, o czym przedtem mówiłem, było eksperymentem myślowym, nie odniesieniem do działań jakiejś konkretnej postaci historycznej. Właściwie różnica między nazizmem a stalinizmem była taka, że nazizm był głupim i szalonym złem, a komunizm (tzn. leninizm i stalinizm) - złem wyrachowanym i perfidnym. I dlatego, że nazizm był głupi i szalony, przetrwał krócej niż komunizm. Przez to, że nazizm głosił wyższość Germanów, sam siebie ograniczał odnośnie wpływów. ZSRR wspierał rozwój ruchu komunistycznego na całym świecie, przez kilkadziesiąt lat, i oplótł cały świat swoją agenturą. Którą zresztą Rosja odziedziczyła po ZSRR. Komuniści opanowali manipulację do perfekcji. Naziści byli pod tym względem nieporównywalnie słabsi i bardziej ograniczeni - w porównaniu z sowieckim wywiadem, wywiad III Rzeszy to były naiwne dzieciaki. Gestapowcy również byli tępakami przy NKWD-ystach. Hitler był bezdennie głupi, dlatego musiał przegrać. Stalin, choć podły i bezduszny paranoik i fanatyk, był sprytniejszy i mniej chaotyczny, dlatego wygrał. W ogóle to skoro już jesteśmy przy nazistach, to pamiętam, że gdy pierwszy raz czytałem "Tamten okrutny wiek" Wołoszańskiego, jakoś w gimnazjum, to jedną z rzeczy, które mnie najbardziej uderzyły, były informacje o procesie norymberskim 1945-1946 i zachowaniu oskarżonych w nim. Wcześniej byłem pewien, że skoro oni ślepo szli za Hitlerem i uważali się za dumnych przedstawicieli rasy panów, to oznacza, że oni zawsze i w każdej sytuacji byli bardzo aroganccy, butni, brawurowi, agresywni, zuchwali, ekspresyjni, drący ryja i że oni byli niezdolni do tchórzostwa ani umniejszania swojej roli. I że w Norymberdze ci zbrodniarze jak jeden mąż wygłaszali przed sądem nazistowskie manifesty, piali peany na cześć Hitlera, polecali wszystkim czytać "Mein Kampf" i "Mit XX wieku" i mówili coś w rodzaju "Ja, dumny przedstawiciel rasy panów, eksterminowałem podludzi i kazałem innym robić to samo i popierałem to, bo ci podludzie zasługiwali na śmierć i ich wytępienie było słuszne i takie pozostanie. Aryjska rasa w końcu zwycięży. Heil Hitler!". I nie mieściło mi się w głowie, że ci hitlerowcy mogli zrzucać winę na innych, zapewniać o swojej niewinności itd. Myślałem, że oni mieli pogardę dla śmierci - oraz dla tych, którzy ich sądzili. I że na sali rozpraw wyzywali sędziów i prokuratorów od zdrajców rasy itd. Przecież ich wodzem i idolem był typ, który uwielbiał zuchwale drzeć mordę na stadionach. Więc logika podpowiada, że oni zachowywali się tak samo, zawsze i wszędzie. A z tego, co przeczytałem u Wołoszańskiego, wynikało, że oni chyba sami nie wierzyli w te rasowe bzdury z "Mein Kampf". I im w istocie bardziej chodziło faktycznie o kwestię dominacji nad innymi niż o walkę ras. Czyli wbrew temu, co mogło się na początku zdawać, nie byli obłąkanymi fanatykami. Choć kiedyś byłem pewien, że warunkiem koniecznym do bycia nazistą jest bycie bezdennie głupim i obłąkanym tak, że bardziej już się nie da - oraz fanatycznym i lojalnym wobec Hitlera do tego stopnia, że bez wahania zabiłoby się własną matkę, gdyby Hitler kazał to zrobić. Niejaki Wilhelm Gustloff, działacz NSDAP, powiedział "Zabiłbym swoją żonę, gdyby Hitler kazał mi to zrobić". Gdy przed sądem stają jacyś fanatycy, to oni regularnie wygłaszają tam swoje ideologiczne manifesty, lub przynajmniej próbują to robić. Co więcej: aparat państwowy pobiera od obywateli podatki, bo nie ma własnych pieniędzy, i potem te pieniądze z podatków redystrybuuje - co zrównują z kradzieżą np. libertarianie i anarchiści, mówiąc, że gdyby wobec aparatu państwowego i jego postępowania stosować te same kryteria, co wobec osób prywatnych lub organizacji prywatnych, to należałoby uznać podatki za ściąganie haraczy, wymuszenia itd. A biorąc pod uwagę istniejącą korupcję, lobbing, nieformalne układy i wpływy, to w praktyce bogacze są uprzywilejowaną warstwą, opłacającą kampanie wyborcze polityków. Weźmy takich tzw. deweloperów (rozwijaczy, jak można by ich nazywać po polsku), których wpływy i znaczenie w przestrzeni publicznej są zupełnie nieproporcjonalne, jeśli wziąć pod uwagę ich liczebność na tle innych grup zawodowych, np. pakowaczy, fryzjerów, kosmetyczek, budowlańców, pracowników biurowych itd. I szarzy obywatele muszą protestować, bo jakiemuś patodeweloperowi zachciało się nagle postawić bloki na rekreacyjnym terenie zielonym, np. lesie czy parku, którego ten rozwijacz w ogóle nie odwiedzał, a który dla mieszkańców jest ważny. Wpływ lobby kopalnianego (zwanego też górniczym) i rolnego na prawo i postępowanie polityków też jest nieproporcjonalny do liczebności rębaczy kopalnianych (zwanych górnikami, choć pracują na dole, a nie na górze) oraz rolników. Podobnie z lobby myśliwskim. Albo oszust-prezes firmy ubezpieczeniowej z USA, którego w grudniu 2024 zastrzelił Luigi Mangione, któremu z tego powodu grozi kara śmierci, a którego wielu ludzi uznało za bohatera, który miał odwagę sprzeciwić się patologicznym praktykom uprzywilejowanych bogaczy. Bo ten oszust był bogaczem, więc jemu wszystko uchodziło płazem. "Kto bogatemu zabroni". Niestety, należy zgodzić się ze stwierdzeniem, że prawo jest jak płot - żmija się prześlizgnie, tygrys przeskoczy, a bydło się nie rozłazi. I nic dziwnego ani złego w tym, że ludzie wściekają się na taką sytuację i chcą się jej sprzeciwiać. Z prawnego punktu widzenia Mangione jest zabójcą, jednak moralna ocena jego czynu to już całkiem inna kwestia, w kontekście nieuczciwych praktyk firm ubezpieczeniowych. Gdy zabójstwo jest braniem sprawiedliwości we własne ręce, sprawa się komplikuje. Na podobnej zasadzie, gdyby ktoś seryjnie zabijał np. kłusowników, myśliwych, hodowców bydła w Brazylii wraz z ich krowami (to ostatnie jako motywowane masowym wylesianiem Amazonii, którego dokonują w przeważającej mierze właśnie ci hodowcy bydła, i któremu hipotetyczny sprawca postanowiłby przeciwdziałać) czy biskupów tuszujących przestępstwa seksualne swoich podwładnych, to również byłoby o wiele trudniej potępić takiego zabójcę niż kogoś, kto zabija z niskich pobudek typu własny zysk, kariera czy dążenie do dominacji. Niestety, w praktyce świat, społeczeństwo, wygląda tak, że narcyzi i socjopaci mają większą siłę przebicia w życiu publicznym niż idealiści, dla których najważniejsze są uniwersalne wartości takie jak obrona słabszych i bezbronnych i ochrona środowiska. Gdyby było inaczej, deweloper nie miałby więcej do powiedzenia niż pakowacz, i nie miałby większego wpływu na cokolwiek. -
Czy istnieją źli ludzie, czy tylko złe zachowania?
Dalila_ odpowiedział(a) na Verinia temat w Psychologia
No jeśli nie będzie ktoś bliski to ja przestawie -
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
@MicMic ja absolutnie nie twierdzę, że „odpuszczenie” to fanaberia albo lenistwo. Wiem, że w kryzysie psychicznym człowiek potrafi po prostu nie mieć siły wstać – i to nie jest kwestia charakteru, tylko stanu zdrowia. I jasne: państwo powinno pomagać najsłabszym. Po to są podatki i po to istnieją świadczenia, zasiłki, leczenie, rehabilitacja. Tu się zgadzamy w 100%. Tylko że ja mówię o czymś trochę innym: o podejściu, że „rachunki i reszta to gówno, więc mam to w dupie, niech kto inny się o to martwi”. Kryzys to sytuacja, w której nie dajesz rady – a nie taka, w której przestaje Cię obchodzić, co dalej. Pomoc państwa jest potrzebna i niejednokrotnie bywa ratunkiem. Ale samodzielność – na tyle, na ile się da – też jest ratunkiem. I ja po prostu wiem z doświadczenia, że trzymanie się choćby minimum obowiązków (praca, rytm dnia, podstawowe czynności) często działa jak poręcz, której się człowiek łapie, żeby całkiem nie polecieć w dół. Mnie to kiedyś uratowało. Naprawdę wiem, jakie to ważne, żeby się nie poddawać. A politykę zostawiłbym na boku, bo to tylko niepotrzebnie podkręca emocje. Wszyscy wiemy jak jest i to niezależnie jaka opcja rządzi. Niewielki mamy na to wpływ -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
Catriona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
No bierze udział w jakiejś grupowej z tego co pisał to ma okazje dwa, że skoro wygląda to tak jak opisuje to to już jest na tyle nasilone że wkurza się i psuje mu dzień np. pogoda to raczej nie będzie w stanie sam odpuścić, bez dojścia do przyczyn czemu tak przesadnie reaguje na bzdury tak na prawdę i rzeczy które totalnie nie ma wpływu jak pogoda. Każdemu czasem idzie wszystko nie tak i wszystko pod górkę, tylko tracenie energii na takie rzeczy i psucie sobie nastroju do końca dnia przez dosłownie bzdury nie jest prawidłową reakcją -
Czy istnieją źli ludzie, czy tylko złe zachowania?
You know nothing, Jon Snow odpowiedział(a) na Verinia temat w Psychologia
Istnieją źli ludzie i złe zachowania. Niestety. -
Słodki kotek @shadow_no Dziś też źle.
- Dzisiaj
-
-
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Chongyun odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
Praca to moja porażka życiowa bo po prostu mam przed nią (jako sytuacją społeczną) lęk i wiele aspektów, które poruszone są w OP jest mi bliskie. -
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
MicMic odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
Piszesz tak, jakby to odpuszczenie to była jakaś decyzja czy fanaberia. Abo lenistwo, bo ktoś się nie chce 'zmęczyć'. A często to są właśnie osoby w kryzysie psychicznym. Tak, uważam, że zadaniem państwa jest pomaganie tym, którzy sobie nie radzą i najsłabszym. Na coś te podatki chyba idą? I chyba nie na to, żeby idiota Tusk mógł się chwalić swoim kumplom z zagranicy, że jesteśmy w pierwszej 20tce pkb na świecie. Nooo, zajebiscie. Te kurwy w rządzie biorą monstrualne hajsy, ale nie po to, żeby sobie wzajemnie robić dobrze i kupować kolejne mieszkania pod inwestycje, ale właśnie by tym najsłabszym żyło się lepiej. To jest ich pieprzony obowiązek - zapewnić minimum dla tych, którzy sobie nie radzą. Naprawdę, myślałem, że te czasy już minęły, gdzie problemy tej natury uznaje się za fanaberie. No, ale niestety nie w tym kraju. Z resztą o czym dysktujemy jak hajsu nie ma dla niepełnosprawnych itp. -
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Lusesita Dolores odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
Praca w życiu jest szalenie ważna, ale dobrze by było robić coś co sprawia nam chociaż odrobinę radości. To jak przekraczanie własnych strachów. Bywa jak ciepły koc. Bywa... U mnie w pracy raz występuje porządek, cykliczność, powtarzalność ( co zdecydowanie wolę ) a innym razem nieregularność i zmienność ( czego nie lubię). Ale od kiedy chaos wkradł się do mojego życia, naruszył spokój to najchętniej nie wychodziła bym z łóżka -nigdy( gdzieś mam rachunki, jedzenie i utrzymanie) -
Wg mnie szczęściem jest świadomość dobrze wykonanej roboty*, która dała jakiś wymierny rezultat, który nas cieszy *Mówiąc o robocie nie mam na myśli tylko pracy zarobkowej tylko ogólnie "jakieś" działanie
- 112 odpowiedzi
-
- filozofia
- (i 2 więcej)
-
Czy istnieją źli ludzie, czy tylko złe zachowania?
shadow_no odpowiedział(a) na Verinia temat w Psychologia
Skupiasz się na liczbach. A co jeśli tą jedną osobą będzie jakaś wybitna istota lub ktoś bliski? Jest tak dużo zmiennych do rozważenia że nie da się podjąć decyzji nie będąc w takiej sytuacji. Ja tylko zwracam uwagę że nie każde życie (wg mnie) ma taką samą wartość. Jeszcze mi się przypomniało jedno, to z kolei chyba z innego eksperymentu myśliwego było. Chodzi o to że człowiek inaczej reaguje jeśli w jakimś stopniu musi dokonać jakiejś czynności. Czyli jeśli ta zwrotnica na torach byłaby z góry ustawiona tak, że wagon przejedzie przez 5 osób. To czy świadomie ją przedstawisz na to by zabiła tą jedną osobę? Bo jeśli zwrotnica od początku będzie ustawiona tak że wagon tam jedzie, to nie musisz podejmować działania. -
Jak można pracować nie będąc szczęśliwym i wstać o 6:00 rano?
Dryagan odpowiedział(a) na poszkodowany temat w Depresja i CHAD
@MicMic ja Cię rozumiem i w pewnym sensie się zgadzam: to bywa porażka życia jako takiego, że człowiek musi się zmuszać do rzeczy, których nie czuje. Tylko ja bym tego nie wrzucał do jednego worka z bezsensem. Dla mnie jednak nie jest porażką, że ktoś wstaje do pracy bez radości. Dla mnie porażką jest dopiero moment, kiedy człowiek całkiem rezygnuje z odpowiedzialności za własne życie. Nawet jeśli jest sam. Ja też długo byłem sam i mimo choroby zawsze próbowałem pracować. Jak mnie zwolnili, to nie kombinowałem „jak wyciągnąć rentę”, tylko szukałem następnej roboty, żeby stanąć na nogi. A odpowiedzialność to nie musi być od razu „misja” i wielki sens. Czasem odpowiedzialność to właśnie te najprostsze rzeczy: rachunki, czynsz, jedzenie, leczenie, jakiś porządek we własnym życiu. To nie są jakieś „gówna” — to są fundamenty. Bez tego wszystko się sypie jeszcze szybciej. Serio. I teraz pytanie do Ciebie: naprawdę uważasz, że lepiej jest całkiem odpuścić i obciążać rodzinę albo państwo własnym utrzymaniem, skoro da się choć trochę walczyć o samodzielność? Bo ja wolę być zmęczony, ale jednak na swoim, niż „mieć to w dupie” i liczyć, że ktoś mnie utrzyma i wyżywi. -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
shadow_no odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
@MicMic lubisz filozofować, a zapoznawałes się ze stoicyzmem? Marek Aureliusz, Seneka itd.? Praktykowanie stoicyzmu bardzo by Ci się przydało tak myślę. Rzeczy na które nie masz wpływu po prostu trzeba jak najszybciej zaakceptować a skupiać się tylko na tym nad czym masz kontrolę Dlaczego na terapii? -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
Verinia odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
Dokładnie tak. Złość odbija się na nas bardzo. Gdy się wściekamy, to bardziej cierpimy. Ale to chyba trzeba faktycznie przerobić na jakiejś terapii. No bo jak inaczej? Albo pracować nad tym. Nauczyć się gdzieś tę złość wyrażać. -
Czy istnieją źli ludzie, czy tylko złe zachowania?
Verinia odpowiedział(a) na Verinia temat w Psychologia
No tak. Z tym się zgadzam. Z pewnością nie planuję mieć dziecka. Byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne, skoro ledwo daję rada sama ze sobą. Nie funkcjonuję zdrowo, często nie daję rady. Mam trudne stany, więc nie stworzyłabym zdrowego wychowania dziecku. No po prostu bym je nieświadomie krzywdziła. Nie widzę się w tej roli totalnie. A nie chcę mieć dziecka, bo tak trzeba. NIe, właśnie to trzeba przemyśleć. Poza tym geny. Byłoby zagrożenie, że potencjalne moje dziecko coś by "dostało" w zanadrzu. Jakieś skłonności do chorób psychicznych. Nie chcę tworzyć istoty, która nie miałaby zdrowej mamy. A dziecko powinno w tych czasach mieć bezinteresowną miłość, opiekę i bezpieczeństwo. A powiedzmy sobie szczerze... sami nie kleimy wlasnego zycia, więc nie powinniśmy bezbronnej istoty wydawać na świat. -
Co na dzisiaj? - czyli dziennik psychoterapii
Catriona odpowiedział(a) na Dryagan temat w Psychoterapia
@MicMic tylko wiesz, że wkurwianie się do tego stopnia na coś na co nie masz absolutnie najmniejszego wpływu (jak np. pogoda czy spóźniający się autobus) drenuje tylko Ciebie z energii? Nie da się kontrolować wszystkiego. Im szybciej przepracujesz na terapii to, że nie wszystko będzie zawsze szło tak jak Ty chcesz, tym lepiej będzie Ci się żyło. Ja mam teraz w pracy idealną sytuację do nauki tego, że nawet jeśli ja zrobię wszystko jak należy to niestety efekt czasami i tak będzie inny od oczekiwanego. Ba, wręcz ostatnie 1,5 tyg. totalnie zdezorganizowało mi pracę - wystarczyło małe dziecko z cukrzycą typu 1, które samo o siebie nie zadba, bo nie mogę wymagać od 7-latka żeby potrafił sobie sam obliczyć dawkę insuliny na posiłek, bo owszem rodzice mogą mu wrzucić karteczkę z rozpisaną ilością węglowodanów do śniadaniówki i dopisaną dawką insuliny do tego posiłku, ale to nadal nie będzie oznaczało, że rzeczywiście tyle dostanie jak przyjdzie pora jedzenia, zbyt dużo zmiennych, których tak małe dziecko nie weźmie pod uwagę a rodzice nie są w stanie ich przewidzieć. Od nastolatków wymagam pełnej samoobsługi w tym zakresie, ja wkraczam dopiero jak sami nie mogą sobie poradzić, bo dzieje się coś nietypowego. Pierwsze dwa dni po powrocie młodego do szkoły ja nie mogłam zrobić praktycznie nic innego, tylko 80% czasu siedziałam w pobliżu bo dziecko mi skakało z hiperglikemii którą bardziej można "olać" jeśli nie trwa długo, do hipoglikemii której olać nie mogę nigdy i w żadnym przypadku. Czy moja pozostała robota leżała bezczynnie w tym czasie? Tak. Czy siedziałam z młodym na lekcji bo mimo nafaszerowania go 20g węglowodanów łatwo przyswajalnych nadal cukier spadał, mimo, że powinien się podnieść? Tak. Owszem, w końcu się podniósł, ale dopiero po zadziałaniu czymś co jest wbrew zaleceniom wszystkich diabetologów, pediatrycznych towarzystw diabetologicznych i wszystkich świętych. Za to dwa dni później wpakowałam w niego jednorazowo 2x tyle insuliny co normalnie dostaje podczas pobytu w szkole a cukier z 350 spadał mi co najwyżej do 320 i znowu odbijał w górę, gdzie idealnie powinien się utrzymywać pomiędzy 80 a 180max, ale niestety, w pewnym momencie musiałam powiedzieć stop i nie dokładać mu więcej insuliny, tylko pozwolić mu pozostać z wysokim cukrem, bo pewnych rzeczy jak stres u dziecka czy rozwijająca się infekcja, która jeszcze nie daje objawów nie przeskoczę żadną ilością insuliny - cukry będą wyższe i tyle. Moje dobre chęci i inne obowiązki nie obchodzą trzustki dziecka. Czy byłam wkurzona, że jedno małe dziecko powoduje, że nic innego nie mogę zrobić? Tak. Z tym, że to nie jest wina dziecka. I nie mam prawa odreagowywać w żaden sposób na dziecku. Ostatnie dni już były spokojniejsze i pozwoliły mi zrobić inne rzeczy, bo nauczyłam się reakcji organizmu młodego i już wiem kiedy reagować, a kiedy wystarczy poczekać zajmując się czymś innym, ale za tydzień zacznie mi się cyrk od nowa przez kilka dni, bo dziecko dostanie pompę i nie przewidzę reakcji bo zmieni się sposób dawkowania insuliny. I nie, w tym przypadku zostawienie przez rodziców dziecka w domu przez kilka dni, absolutnie nic by nie zmieniło, bo nawet poziom aktywności dziecka w domu vs. w szkole zmienia zasady tej "gry". Mogę się wściekać, że jest jak jest ale złoszczenie się na takie rzeczy odbije się tylko na mnie -
Raczej nie. Może początkowo tak było, ale nie pamiętam już. Organizm się zaadaptuje szybko. Wgl to zmieniam pory brania kwetiapiny. Rano biorę 400xr, a na noc 100 zwykłego ketrelu. Chcę, by rano już być lekko "kwetiapinowa". Na po południe brałam wcześniej. Ale ostatnio biorę szybciej,a teraz już całkiem z rana. Sprawdzimy. Kweta zawsze mi pooprawia samopoczucie.
-
Najpopularniejsze
-
Najczęściej czytane