Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Brązowe bardzo ciemne
  3. Nie wkręcaj sobie schizotypii. Jesteś kontaktową osobą. A messenger... Ja nie rozmaewiam praktycznie wcale z kimś prywatnie w internecie. Usunęłam fejsbuka i inne tego typu platformy. Nie wiem z iloma osobami utrzymujesz kontakt, ale może potrzebujesz złapać oddech?
  4. Zznaczy, teraz otwierasz ponownie temat?
  5. Cieszę się @Dalila_, że powracasz z nowym tematem. do boju! Niby łatwe pytanie, niby nie. Możliwe, że o tym myslałam. Jakoś się nie indentyfkuje z normikami, bo poniekąd nim nie jestem. tzn. można powiedzieć, że nie jestem i czy chcę? Nie wyobrażam sobie być kimś innym, kim jestem teraz. Wiem, że "normicy" mają zwykle poukładane życie, swoje cele, pewnie stabilnie żyją i większość rzeczy, które są dla mnie trudne, dla nich są po prostu zwyczajne. NIe myślą w sposób w jaki myślę ja. Nie chodzi o to, kto tutj jest lepszy. Natomiast z boku dla pewnych osób mogę być "wyrzutkiem", bo wiedzą o szpitalach z plotek, które wyszły od mojego kochanego kolegi i wiesz sąsiedzi się nie odzywają do mnie (nie wszysyc). Rodzina mnie akcpetuje, (chodzi o tę poz domem) a przynjamnije tak myślę, ale nie zacieśniam z nimi więzi, bo tutaj też są inne potrzeby do rozmów, które kompletnie mnie nie obchodzą lub drażnią. MOgą czuć przewagę, bo są zdrowi, ale mogę też myśleć, że sie w niczym nie mylą, co widzę, zatem zaprzestałam jakichkolwiek uwag, choć zdarza mi się palnąć zdanie i cisza, potem idę bawić się z młdszymi kuzynkami, bo z nimi potrafię się dogadać. Pokolenie alfa, a jednak wg mnie mądrzejsze o "starych" pryków przy stole. Normik to niekoniecznie super zdrowy obywatel. To raczej ktoś kto ma rodzinę, ma pracę i ma okay reptuację, blablabla. W dupie to mam. Mnie normicy w negatywnej częsci ich sposobu myslenia i dzialania zwyczajnie obrzydzają, bo wiem jak bardzo są małostkowie i nie mają żadnych przemyśleń na temat siebie i nie rozkminiają, że mogą mieć jakieś wady lub problem wewnętrzny. Nie cierpię osób, które nigdy sie nie przyznają do błędu. Kazdy ma wady, ale jak ty nie umiesz rozmawiać ze mną na poziomie -chcemy dojść do sedna sprawy, do prawdy. Tutaj widzę chęć dominacji, żeby za wszelką cenę ukazać swoją rację. Mimo braku argumentów ta osoba brnie w swoje przekonania i jak pokażesz mu coś, co może podważyć jego poglądy, czy opinie, to zaczyna się rzeź. POdniesienie głosu, przerywanie, itd. Nauczyłam się z tzs "normikami" nie wdawać się już w dyskusje. NIe rozmwiam o polityce, bo to co ja mam w głowie, to nie przejdzie. Pojawia się gniew. Po co drążyć z nimi, to i tak do niczego nie prowadzi. Rozmawiam z młodszym pokoleniem, które jeszcze nie jest tak pochłonięte polityką, religią itd. Jakoś tak to fajnie idzie. Dobrze się dogadujemy i jak usłyszałam od młodej, że lubi we mnie to, że czuje się przy mnie sobą, gdzie u nikogo w rodzinie tak nie ma. Nie, nie chcę być normikiem. tzw "normalność" mnie nie interesuje.
  6. Co do biegania. Jakieś dwa, może trochę dawniej, nie pamiętam, bardzo systematycznie biegałam, ćwiczyłam, trochę siłowni (ale tutaj nabawiłam się kontuzji). Kiedyś lubiłam rower. Jeździłam prawie codziennie tak do dwóch godzin drogą rowerową. Choć nie ważyłam bardzo dużo, to schudłam szybko jakieś 16 kg, ale tez nie jadłam słodyczy może z pół roku. W zasadzie często w moim życiu przewijał się sport. Pływać lubiłam. Tato za dzieciaka nauczył mnie grać w nogę, bo był piłkarzem. On od dziecka latał za piłką z kolegami, grał w drużynach szkolnych i w wojsku, a potem w 4 lidze w naszym rejonie. Do dzisiaj ma mega umięśnione nogi i i ma swoje lata. Też biegał kilka lat temu ze mną. On to zapisywał i naliczył ileś tysięcy kilometrów. Też zbytnio nie może, bo miał kontuzję kolana i operację. Teraz ja wgl nie ćwiczę, nie biegam, nic. Poza spacerami i pracą, która w dużej mierze jest fizyczna, tk pół na pół. ALe przez powiedzmy kilka lat, jakoś o 2020 przez możę 3 lata zawsze była u mnie aktywność - interwały, nawet taniec w domu z taką fajną grupą na yt (Marshall Fitness) - gość jest przezabawny i świetnie się rusza, a do tego są same hity - nowe i stare, co było fajne. I jak miałam iść powiedzmy ćwiczyć coś (miałam nawet sztangę, ciężary), to pierwszym krokiem było zaczęcie i potem szło. Bieganie to tak. Och, nie lubiłam zaczynać. Ale jak już wracałam do "mety", to była taka adrenalina, niesamowite uczucie zawsze. Szkoda, że to przerwałam, bo teraz trzeba coś wykombinować, bo dla mnie ruch jest zbawienny. Mój umysł, ciało - czuję, że to mocno pomaga. Nie jest to łatwe, bo zwykle mi się nie chciało, ale był dni, że, się chciało. To było już tak nawykowe jak to, że musisz iść do sklepu, umyć się, coś tam, coś tam. I nie wiem jak do tego wrócić. Tzn do biegania nie chcę wracać. I tutaj nie wiem, co bym chciała robić. Siłowania tez odpada. Tam jest za dużo ludzi i duchota. Spacery uwielbiam. Taniec samemu tez jest nudny. Ale myślę, że każda aktywność (niekoniecznie stricte sportowa) dobrze nam robi. Filozofowie lubili mówić, że spacery pomagają poukładać myśli.
  7. Nie. Poranek zaczyna się od 4 rano xDDD A tak serio. 6 rano, musiałam biec na dół do klopa z wielką uważnością, że tak to ujmę. Brzuch nawala, rewolucje, ale bez wymiotów (sorry za obrzydzanie). Nie pojechałam do roboty, nawet nie pytali. Wzięłam gorącą kąpiel i nie wiem jakie leki dziś wzięłam, tzn nie wiem czy wszystkie i muszę "przeliczyć". Mój ulubiony wczorajszy posiłek do mus jabłkowy, który ponoć może pomóc mi w tej jelitówce, bo peptyna. I tak chciałam coś zjeść owocowego. Może się zważę, bo pewnie mnie wyczyściło No i tak, obok mnie kawa, której nie powinnam pić, ale mam też rumianek i chyba nie wzięłam tego nifuroksazysydu na brzuch. Tragedii nie ma, ale muszę chyba kilka dni to przeczekać w domu. Plus jest taki, że nie muszę nic robić dzisiaj. Tzn. nie wiem, co mogę robić nawet. I energia jest na raczej słabym poziomie. Może po prostu coś się dzisiaj zamówi na obiad. Ja i tak nie zjem, ale rodzicom pasuje coś zorganizować. Chociaż zupa jest, więc może jakoś to będzie. Psychicznie czuję się raczej okej. Zasnęłam szybko od wzięcia leków( choć i tak bardzo późno jak na mnie, bo po północy grubo) i chyba późniejsze wzięcie kwety jest dobrym pomysłem, choć może nie aż tak późno jak wczoraj. Powiedzmy mogę brać ok. 19/20 wraz z innymi lekami, bo tez branie leków 4 razy dziennie jest dośc wkurwiające
  8. Dzisiaj
  9. Grouchy

    Dzisiaj czuje się...

    Od rana...toż to środek nocy jeszcze był.
  10. Zależy w czym. W ogarnięciu życiowym chciałbym, w reszcie nie.
  11. Przestałam biegać. Przed wyjazdem do pracy wyoierd.... nawet buty do biegania. Nie chcę póki co tego kontynuować. Tradycyjnie płaczę od rana...
  12. 'Spotykałem się z jedną taką typiarą "....,, masz zryty łeb, puknij się w łeb, hipokrytko, manipulatorko, narcyzie, głupia babo...To się tak wryje w głowę, że codziennie wstawje z płaczem. Próbuję inaczej, ale to jest jakby zakodowane.
  13. Zniszczona38

    Co teraz robisz?

    Tak, wspomnij na wizycie, że masz takie objawy. Ja już gotowa, za niedługo wyjeżdżamy do pracy. Zdrowia życzę. Trzymaj się.
  14. Grouchy

    Dzisiaj czuje się...

    ostatni raz silną podnietę grą miałem w wieku 27 lat.
  15. Wczoraj
  16. A ja widzę regres u siebie, od miesiąca nie odpisałam na messengerze wpadam w schizotypie chyba
  17. Najlepiej mi w czarnym chyba nawet lepiej niż w białym. Włosy mi się prawie nie odznaczają a dopiero co lato skończyło się:o Na profilowany mam zdj pod światło robione i włosy brązowe jakieś, może by mi gemini zmieniło ich kolor xD
  18. haha nie brzmi jak wina wcale co to za dywanik? A czemu nie wolno rozmawiać z byczym? Ale ci odpowiedziały mam jakaś zjebana kwadratową koldre i śpię bez poszewki
  19. A jakie miałaś relacje z rodziną? Nie jestem psycholgiem, wiadomo. NIe zamierzam diagnozować. Nie wiem nawet, co mogę napisać, bo to co piszesz nie do końca mi mówi. Natomiast chyba najlepiej byłoby to zweryfikować w testach, albo u innego lekrza, w innym miejscu. Sama o tym myślę, bo końca też nie wiem, co mi jest. I jeśli chodzi o depresję, to może ona wgl nie mieć żadnego "powodu". Możesz czuć pustkę, bezsens, niechęć do jakiekolwiek czynności, niemoc, cierpienie itd.. wiesz czym to jest. Kiedyś miałam diagnozę depresja lękowa. Cóż... lekarze nie są nieomylni niestety. Dlatego ja często sama czytam i próbuję się czegoś dowiedzieć, bo mój lekarz się śmieję, gdy coś sugeruję, że mogę mieć jakieś zaburzenie lub jakiś jeszcze innego typu problem. Nienawidzę chodzić do lekarzy, ale muszę i nie wiem, co będzie dalej.
  20. do fascynacji rzeczami za dzieciaka raczej do końca nie dojdziemy u mnie podobnie. fajnie, że wraca Ci zainteresowanie czymkolwiek, to naprawdę super
  21. Wiesz... Myślę, że wiesz, że masz wiele do zaoferowania, ale tutaj pozostaje kwestia, czy poznasz kogoś dla kogo będzie to "atrakcyjne". Ludzi ciągnie do tych pewnych siebie, commozna mylić z arogancją. Można wtedy wyczuć, że mają władzę, a ty starasz się o jego uwagę. To może być w pracy lub np. w innych relacjach z ludźmi. Często zakładamy, że ludzie sa jak my. Tzn. tak może być. Nie mówię, że Ty tak masz. Po prostu rozmawiamy o to są moje luźne myśli. Część ludzi widzi, że ludzie są jednak różni. Są ludzie, którzy są drapieżnikami często się to dzieje, gdy dostają władze, a ci którzy są pod nimi, którzy mogą mieć większe kompetencje od np. kierownika itd., mogą mieć tendencje to tzw. płaszczenia się przed tymi osobami. Tutaj trochę może zbaczamy z tematu, ale widzisz. Poznajesz miłą osobę. Cóż. To w zasadzie nic o niej nie mówi. Może naprawdę cię przyciągać z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu i ja tak to nazywałam chemia. Czasem ci ludzie wiedzą co robią, a to jacy są naprawdę ujawnia się potem stąd zgrzyty i rozstania, bo to oczywiste, że ludzie są inni niż już. Nie mówię tu że Ty czy ja, czy ktoś jest zły czy dobry. Tutaj nawet nie o to chodzi. Ja serio jakoś mam blokadę przy zacieśnianiu, bjbgdy robi się bliskość nawet przyjacielska, to już zaczynam odczuwać strach, że coś zostanie mi wytknięte. I wiesz. Nawet tu na forum spotkałam się z tym, że no. Jestem sama sobie winna, bo cos tam. To było po moim odejściu i bez konta czytałam o sobie. Dlatego nie mam na ten moment żadnego powodu by ufać. Można powiedzieć, że to moja wada..może być. Zgadzam się. Jeśli chodzi o życie zawodowe, to tak poważnie, trochę Ci współczuję. TN. Bo porównuje rondo siebie. Dla mnie koszmarem jest być pod kimś i czuć zagrożenie, że ktoś mnie może wywalić. Ja tak miałam nawet na terapii. Bałam się że terapeutka zrezygnuje z terapii ze mną, a to ja zrezygnowałam. I widzisz. Zawiłość umyslu. Pojebane. Nie umiałabym dzialax w grupie ludzie których nie znam. Mogę pracować albo u siebie albo samodzielnie bez no. Chodzenia do jakiejś firmy. Wiem, że moje relacje nie byłyby "normalne". Odkąd pamiętam ocena innych była ważna dla mnie. Toksycznie ważna. I tutaj może mechanizm obronny: jesteście idiotami. Mogę tak czuć, ale nadal wyobcowanie, inność. Mogę się wydawać inna. Tzn wiem jak niektórzy mnie odbierają i są to skrajnie inne opinie. I tak. Myślę, że to powszechne. Też chciałabym poznać kogoś. Chciałabym się uczyć ale to niemożliwe jeśli chodzi o studia. Robię to na własną rękę i jest to wiedza jaką mnie w danej chwili interesuje, co nie jest nauką akademicką. Robię to bo to lubię. Pracy nie zmienię na pewno przez dłuższy czas. Wiele spraw zależy jak potoczy się moje dalsze leczenie. Często ludzie słysząc o chorobie psychicznej wieją bardzo szybko A tak naprawdę to życzę Ci najbardziej, żebyś poczuł się pewnie w pracy bez strachu i przyszłość i /lub zwolnienie. To poważny problem. Nie mam tu nic dodania bo ja pracuję u rodziców i nie wiem zbyt wiele jak to działa, jednak wiem, że jest to z pewnością bardzo stresująca sytuacja dla Ciebie.
  22. Prince of darkness

    Dżuma

    Oj tam, oj tam nie zapominajmy o katastrofie kysztymskiej, czy wspaniałych programach z dziedziny kosmonautyki. "У нас людей очень много." Stara dewiza nadal aktualna
  23. Mam przymusowy reset kolejny raz i zaczynam wszystko od nowa. Jakoś nic kompletnie nie mam na stałe. W niczym i w nikim oparcia tak naprawdę. Chciałbym ustabilizować sobie życie zawodowe, poznać kogoś, zadbać o siebie bardziej, zabezpieczyć sobie przyszłość, ale wszystko jest jakieś takie trudne. I w dodatku nie bardzo czuję, że mam teraz coś do zaoferowania.
  24. Chociaż w sumie myślę sobie teraz, że dużo rzeczy z nami zostaje do końca. Możemybzmienix pracę, możemy nawet z kims się związać na lata. Możemy osiągnąć jakieś nasze marzenia, powiedzmy. To co w nas, tonconnas uksztaltowalo, wg mnie - jest w nas. Co nie znaczy, że się nie zmieniamy. Jednak powiedzmy nasz "cień" lub można nazwać to "demony" kroczą przy nas. Ale tutaj to takie luźne rozważanie nie jakiś pewnik, który mam.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×