Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Nowy news: https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-10-07/smierc-po-incydencie-z-dzuma-w-rosji-trump-zapowiada-pilna-rozmowe-z-putinem/
-
no właśnie tego też nie wiem w pewnych środowiskach normictwo było określeniem na ludzi, którzy właśnie żyją "zwyczajnie". Jakby... no bo ta grupa nazywała siebie "przegrywami" - brak rodziny, słaba samoocena, ewentualne zaburzenia psychiczne i brak umiejętności stworzenia powiedzmy związku, rodziny, grupy. Normicy - czyli "normalność". Tylko, że granica normalności jest cienka, można powiedzieć. Mogę powiedzieć - NIe jestem normalna. Czyli co to może oznaczać? Jestem inna, bo coś.. bo coś odbiega od ich wyobrażeń normalności. Widzą Ciebie i wydajesz się okay, ale jak poznają twoje życie, to mogą uznać, że coś tu nie gra. Ja odkąd pamiętam byłam nazywana dziwakiem i dludkiem, więc moze to być przeciwieństwo normika, ale nie wiem. To jest to, co mogłam usłyszeć, powiedzmy. Ten termin się zdaje często pojawia na wykopie i w różnych grupach inernetowych I(np. discord), gdzie są zawierane znajomość stricte wirtualne. Sama nie rozumiem, co @Dalila_ masz na myśli, czym dla Ciebie jest normictwo. Możesz sprecyzować?
-
Myślę, ze rzeczywiscie wszystko zostalo juz napisane i kolejne przytaczanie waszych prywatnych spraw na forum jest juz bezzasadne.
-
@Kajukaju przeszłaś terapię? Masz kontakt z rodzicami? Mieszkasz z nimi czy sama?
-
Wiele osób ma podobnie. Ja tak w zasadzie mam poczucie obowiązku zrobić to i to, ale jednak odczuwam jakieś ambicje zdobywania wiedzy, tylko nie zabieram się do tego od dłuższego czasu. Zawsz chciałam iść na studia, ale nie podołałabym, bo mam częste zmiany faz i miałabym ogromne trudności z nauką akademicką. Zdobywam jakąś tam wiedzę (lubię trochę psychologię, wcześniej bardzie). U mnie to są zainteresowania bardziej ludzkim umysłem, co już było we mnie od liceum. Robię to dla siebie, albo by podzielić się tym, co się dowiedziałam. Także jakieś poczucie, że muszę rozwijać się pod względem ibtelektualnym, czy jakoś tak, ale mój chaos i częste zmiany emocji nie pomagają. I nie mam jako takiej pasji. Nie odczuwam czegoś takiego, że coś mnie pochłania do reszty, ale coś tam się tli. Pod tym względem jest trochę lepiej. Zastanów się, czy pasja jest dla CIebie tym, co "mają" inni, czy chcesz znaleźć pasję, by się w niej zatracić. Znalezienie tego, co się kocha, jak to się mawia, jest tak naprawdę dość rzadkie, tak myślę. Tzn. oczywiście ludzie robią wiele rzeczy. Pytanie co jest ich motywem. Tak sobie rozkmniam. Luźne obserwacje. Sama bym chciała wejść w coś i zapomnieć o świecie. Pasja to wg mnie taka ogromna fascynacja czymś. Wstajesz rano i powiedzmy masz obowiązki, ale cieszysz się, że potem możesz robić, to co kochasz, a znalezienie tego może wymagać wielu prób. nie wiem. Ja sama próbuję, a wiele rzeczy mi przeszkadza w tym i rozprasza, ale to już problem jest we mnie, ale na przestrzeni lat się to poprawiło. Są rzeczy, które faktycznie lubię i mnie interesują.
-
ja lubiłam wracać do rudego, ale kompletnie czułam się w nim niezręcznie, bo zbytnio zwracał uwagę, a i tak jestem dziwadłem xD Ciemne oczy są mocne. Podobają mi się bardzo.
-
ja chyba jestem nerdówą
-
4557
-
Zależy jak definiujesz normictwo.
- Dzisiaj
-
Matka bardzo chłodna. W dzieciństwie nie dawała mi takiego ciepła matczynego, nie przypominam sobie żeby kiedykolwiek się ze mną bawiła. Nigdy nie zapomnę jej słów kiedy miałam ok. 10 lat „gdyby nie to, że jesteś moją córką to byłabyś dla mnie nikim”. Nie miałam z nią więzi. I zawsze wymuszała, żeby postępować tak jak ona sobie życzy. W innym wypadku karała milczeniem lub innymi sposobami. Oboje z ojcem Nadopiekuńczy w takich ciągłych zakazach „nie chodź, bo się przewrócisz”. Ojciec krytykujący. A jaką relację mieli rodzice? Ciągłe kłótnie o pierdoły i albo krzyk albo ciche dni. Matki boję się do dzisiaj. Cały mój lęk życiowy jest powiązany z nią, bo mam w głowie jej karzący wzrok. Moje jedyne zajęcie poza pracą to czytanie forum, poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: czy ktoś ma podobnie i czy ktoś z tego wyszedł. Oprócz tego, żeby mieć wrażenie, że coś robię- czasami wsiadam w pociąg i jadę gdziekolwiek, żeby zmienić miejsce, chodzę na kawę na mieście lub na obiady lub do biblioteki (na dział psychologia). I tyle z moich zajęć
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
Dalila_ odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Ciągle go łapie bo uja nie utrzymuje kontakty. Haha tak wiem to był żart -
Chciałabym tonerem coś sobie walnąć jakiś fajny odcień pod mahoń np ale nigdy nie robiłam xd nie wiem co to Si. Wolałabym jasne oczy
-
Twój naturalny jest to kolor? A oczy też brązowe?
-
Brązowe bardzo ciemne
-
A masz jakie włosy? Czarne?
-
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
Niewkopomonowana odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Nie wkręcaj sobie schizotypii. Jesteś kontaktową osobą. A messenger... Ja nie rozmaewiam praktycznie wcale z kimś prywatnie w internecie. Usunęłam fejsbuka i inne tego typu platformy. Nie wiem z iloma osobami utrzymujesz kontakt, ale może potrzebujesz złapać oddech? -
Zznaczy, teraz otwierasz ponownie temat?
-
Cieszę się @Dalila_, że powracasz z nowym tematem. do boju! Niby łatwe pytanie, niby nie. Możliwe, że o tym myslałam. Jakoś się nie indentyfkuje z normikami, bo poniekąd nim nie jestem. tzn. można powiedzieć, że nie jestem i czy chcę? Nie wyobrażam sobie być kimś innym, kim jestem teraz. Wiem, że "normicy" mają zwykle poukładane życie, swoje cele, pewnie stabilnie żyją i większość rzeczy, które są dla mnie trudne, dla nich są po prostu zwyczajne. NIe myślą w sposób w jaki myślę ja. Nie chodzi o to, kto tutj jest lepszy. Natomiast z boku dla pewnych osób mogę być "wyrzutkiem", bo wiedzą o szpitalach z plotek, które wyszły od mojego kochanego kolegi i wiesz sąsiedzi się nie odzywają do mnie (nie wszysyc). Rodzina mnie akcpetuje, (chodzi o tę poz domem) a przynjamnije tak myślę, ale nie zacieśniam z nimi więzi, bo tutaj też są inne potrzeby do rozmów, które kompletnie mnie nie obchodzą lub drażnią. MOgą czuć przewagę, bo są zdrowi, ale mogę też myśleć, że sie w niczym nie mylą, co widzę, zatem zaprzestałam jakichkolwiek uwag, choć zdarza mi się palnąć zdanie i cisza, potem idę bawić się z młdszymi kuzynkami, bo z nimi potrafię się dogadać. Pokolenie alfa, a jednak wg mnie mądrzejsze o "starych" pryków przy stole. Normik to niekoniecznie super zdrowy obywatel. To raczej ktoś kto ma rodzinę, ma pracę i ma okay reptuację, blablabla. W dupie to mam. Mnie normicy w negatywnej częsci ich sposobu myslenia i dzialania zwyczajnie obrzydzają, bo wiem jak bardzo są małostkowie i nie mają żadnych przemyśleń na temat siebie i nie rozkminiają, że mogą mieć jakieś wady lub problem wewnętrzny. Nie cierpię osób, które nigdy sie nie przyznają do błędu. Kazdy ma wady, ale jak ty nie umiesz rozmawiać ze mną na poziomie -chcemy dojść do sedna sprawy, do prawdy. Tutaj widzę chęć dominacji, żeby za wszelką cenę ukazać swoją rację. Mimo braku argumentów ta osoba brnie w swoje przekonania i jak pokażesz mu coś, co może podważyć jego poglądy, czy opinie, to zaczyna się rzeź. POdniesienie głosu, przerywanie, itd. Nauczyłam się z tzs "normikami" nie wdawać się już w dyskusje. NIe rozmwiam o polityce, bo to co ja mam w głowie, to nie przejdzie. Pojawia się gniew. Po co drążyć z nimi, to i tak do niczego nie prowadzi. Rozmawiam z młodszym pokoleniem, które jeszcze nie jest tak pochłonięte polityką, religią itd. Jakoś tak to fajnie idzie. Dobrze się dogadujemy i jak usłyszałam od młodej, że lubi we mnie to, że czuje się przy mnie sobą, gdzie u nikogo w rodzinie tak nie ma. Nie, nie chcę być normikiem. tzw "normalność" mnie nie interesuje.
-
Co do biegania. Jakieś dwa, może trochę dawniej, nie pamiętam, bardzo systematycznie biegałam, ćwiczyłam, trochę siłowni (ale tutaj nabawiłam się kontuzji). Kiedyś lubiłam rower. Jeździłam prawie codziennie tak do dwóch godzin drogą rowerową. Choć nie ważyłam bardzo dużo, to schudłam szybko jakieś 16 kg, ale tez nie jadłam słodyczy może z pół roku. W zasadzie często w moim życiu przewijał się sport. Pływać lubiłam. Tato za dzieciaka nauczył mnie grać w nogę, bo był piłkarzem. On od dziecka latał za piłką z kolegami, grał w drużynach szkolnych i w wojsku, a potem w 4 lidze w naszym rejonie. Do dzisiaj ma mega umięśnione nogi i i ma swoje lata. Też biegał kilka lat temu ze mną. On to zapisywał i naliczył ileś tysięcy kilometrów. Też zbytnio nie może, bo miał kontuzję kolana i operację. Teraz ja wgl nie ćwiczę, nie biegam, nic. Poza spacerami i pracą, która w dużej mierze jest fizyczna, tk pół na pół. ALe przez powiedzmy kilka lat, jakoś o 2020 przez możę 3 lata zawsze była u mnie aktywność - interwały, nawet taniec w domu z taką fajną grupą na yt (Marshall Fitness) - gość jest przezabawny i świetnie się rusza, a do tego są same hity - nowe i stare, co było fajne. I jak miałam iść powiedzmy ćwiczyć coś (miałam nawet sztangę, ciężary), to pierwszym krokiem było zaczęcie i potem szło. Bieganie to tak. Och, nie lubiłam zaczynać. Ale jak już wracałam do "mety", to była taka adrenalina, niesamowite uczucie zawsze. Szkoda, że to przerwałam, bo teraz trzeba coś wykombinować, bo dla mnie ruch jest zbawienny. Mój umysł, ciało - czuję, że to mocno pomaga. Nie jest to łatwe, bo zwykle mi się nie chciało, ale był dni, że, się chciało. To było już tak nawykowe jak to, że musisz iść do sklepu, umyć się, coś tam, coś tam. I nie wiem jak do tego wrócić. Tzn do biegania nie chcę wracać. I tutaj nie wiem, co bym chciała robić. Siłowania tez odpada. Tam jest za dużo ludzi i duchota. Spacery uwielbiam. Taniec samemu tez jest nudny. Ale myślę, że każda aktywność (niekoniecznie stricte sportowa) dobrze nam robi. Filozofowie lubili mówić, że spacery pomagają poukładać myśli.
-
Nie. Poranek zaczyna się od 4 rano xDDD A tak serio. 6 rano, musiałam biec na dół do klopa z wielką uważnością, że tak to ujmę. Brzuch nawala, rewolucje, ale bez wymiotów (sorry za obrzydzanie). Nie pojechałam do roboty, nawet nie pytali. Wzięłam gorącą kąpiel i nie wiem jakie leki dziś wzięłam, tzn nie wiem czy wszystkie i muszę "przeliczyć". Mój ulubiony wczorajszy posiłek do mus jabłkowy, który ponoć może pomóc mi w tej jelitówce, bo peptyna. I tak chciałam coś zjeść owocowego. Może się zważę, bo pewnie mnie wyczyściło No i tak, obok mnie kawa, której nie powinnam pić, ale mam też rumianek i chyba nie wzięłam tego nifuroksazysydu na brzuch. Tragedii nie ma, ale muszę chyba kilka dni to przeczekać w domu. Plus jest taki, że nie muszę nic robić dzisiaj. Tzn. nie wiem, co mogę robić nawet. I energia jest na raczej słabym poziomie. Może po prostu coś się dzisiaj zamówi na obiad. Ja i tak nie zjem, ale rodzicom pasuje coś zorganizować. Chociaż zupa jest, więc może jakoś to będzie. Psychicznie czuję się raczej okej. Zasnęłam szybko od wzięcia leków( choć i tak bardzo późno jak na mnie, bo po północy grubo) i chyba późniejsze wzięcie kwety jest dobrym pomysłem, choć może nie aż tak późno jak wczoraj. Powiedzmy mogę brać ok. 19/20 wraz z innymi lekami, bo tez branie leków 4 razy dziennie jest dośc wkurwiające
-
Od rana...toż to środek nocy jeszcze był.
-
Zależy w czym. W ogarnięciu życiowym chciałbym, w reszcie nie.
-
Przestałam biegać. Przed wyjazdem do pracy wyoierd.... nawet buty do biegania. Nie chcę póki co tego kontynuować. Tradycyjnie płaczę od rana...
-
Najnowsze tematy
-
Ostatnio zaktualizowane