Nie wiem jak ci to wytłumaczyć bo w psychologii jest coś takiego jak wewnętrzne dziecko...
To, że dom stoi i ma nowy dach, nie znaczy, że fundamenty pod ziemią nie są popękane. Moje dzieciństwo to fundamenty. Wracanie do tamtej małej dziewczynki to nie jest 'cofanie się w czasie' dla zabawy, tylko naprawianie fundamentów, żeby cała moja dorosłość była stabilniejsza.. rozumiesz? skoro ból tamtego dziecka żyje we mnie do dziś i jest tak bardzo realny, to i pocieszenie musi trafić dokładnie pod ten adres. Moje Wewnętrzne Dziecko to po prostu ta część mojej psychiki, która została zraniona i nigdy nie dostała wsparcia. Dzisiaj, jako dorosła, mam moc, żeby to naprawić. Zresztą nie każdy musi to rozumieć i to też jest ok.