Skocz do zawartości
Nerwica.com

Doktor Indor

Użytkownik
  • Postów

    1 844
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Doktor Indor

  1. Zbanują mnie tu za to. Słowa-klucze: mały piecyk (taki w sam raz dla dziecka), który sobie kupiłem, moja odpowiedź na pytanie, co tam niosę, i kolega, o którym zapomniałem, że jest żydem. Inna sytuacja, kolega z poprzedniej pracy zawsze powtarzał, że „jak udo jest grubsze od fiuta, to już można”. Pół roku później urodziła mu się córka. Pogratulowałem nowej produkcji i zapytałem (przy wszystkich zgromadzonych), czy udo jest już dostatecznie grube. Oj, nie był szczęśliwy. To w sumie z takich mimo wszystko bardziej lajtowych.
  2. Kurde, ja ten film oglądałem z 10 lat temu najmniej. Miałem nawet na telefonie dzwonek z niego, dla podkreślenia mojego czarnego poczucia humoru. Raz w pracy podkreśliłem za bardzo. Widzę, że kolega miał na tapecie jakiegoś martwego płoda, to pytam… – Ooo fan czarnego humoru? – Czemu? – No masz na tapecie jakiegoś martwego nadgniłego płoda (w tym momencie atmosfera zrobiła się tak chłodna, że piekło by zamarzło) – TO MOJA CÓRKA No tak, dwa dni temu został tatełem, a płód nie był martwy, po prostu wyglądał tak jak mógł wyglądać dwa dni po wykluciu się… Innym razem sąsiad skrobie samochód, bo mu w nocy oblodziło. Podchodzę, witam się. – Siema, co, wpadeczka była? – Czemu wpadeczka? – No bo skrobiesz A potem sobie przypomniałem że jego córka była z wpadki… eh. Indyczy mistrz taktu (i offtopów). A były i gorsze wpadki, ale to już za mocne na forum.
  3. Ja wprost przeciwnie – na obcym terenie (czyli poza domem) mam zawsze oczy dookoła głowy. Żadnych słuchawek, czy wgapiania się w telefon. Zagrożenie trzeba wypatrzeć z wyprzedzeniem. Co być może nie jest normalne, ale takie są efekty dorastania w takim środowisku w jakim dorastałem, a częściowo mieszkania w miejscu, w którym mieszkam.
  4. Doktor Indor

    zadajesz pytanie

    Weź, ja nie wiem co to znaczy, dopiero wczoraj się dowiedziałem że to jest młodzieżowe słowo roku. To już ten wiek.
  5. Nie pamiętam tej sceny… to chyba znak, że muszę obejrzeć jeszcze raz. Mi się ten film podobał.
  6. Są w niektórych sklepach jakieś ciche godziny dla autystów. Może warto chodzić wtedy.
  7. Można się na AI obrazić, albo wykorzystać je jak narzędzie do ułatwienia sobie pracy. IMO prędzej zostaną zastąpieni ci, którzy się obrażą. A że AI zmieni rynek to jest pewne – i trzeba próbować się jak najlepiej w tej nowej rzeczywistości odnaleźć. W IT nie można stać w miejscu, bo wtedy się cofasz. Taka branża. I nie, nie jestem szczególnym fanem AI, prawdę mówiąc czekam, aż ten hype minie, co nie znaczy, że nie widzę w tych narzędziach potencjału (jako narzędzi używanych pod kontrolą człowieka i takich, których rezultaty są przez człowieka weryfikowane).
  8. Ja wiem, że literówka, ale jakoś tak skojarzyło mi się z jednym userem z forum, sam nie wiem dlaczego… Bez libido jest lepiej? Ja mimo wszystko czułbym się okaleczony. Ale jeśli tak jest ci lepiej, no to w sumie super, problem rozwiązany…
  9. Kampanie w mediach mnie generalnie nie ruszają (a tej nawet nie zauważyłem), ale sprawa z nocną prohibicją jest wg mnie bardziej skomplikowana. W skrócie – popieram. Gdyby tu chodziło tylko o to, co ktoś sobie robi bez wpływu na innych, to nic mi do tego. Ale przez to, że bydło nie potrafi pić jak ludzie, cierpią niewinni – bo bydło nie potrafi napić się i dobrze się bawić, wyluzować, albo iść spać, tylko bydło musi drzeć mordę, robić awantury, bić postronnych ludzi, jeździć po alkoholu. I ofiarą czyjegoś picia mogę stać się przez to np. ja, albo moi bliscy. Więc to nie jest tylko jego sprawa. Ja sam piję bardzo, bardzo rzadko i mało (a jak już mam pić to kupuję to jedno czy dwa piwa w dzień), więc mi ten zakaz nic w życiu nie ogranicza, a jeśli ma dzięki niemu być bezpieczniej na ulicy, albo np. będę krócej czekał na SORze, jak się udławię ością z ryby (bo będzie mniej alkusów do obsłużenia), to tylko same pozytywy. Dlatego go popieram. Chodzenie po alkohol do sklepu w nocy, żeby się dopić, nie jest normalne. Myślę że obecna (patologiczna) kultura picia ma jakiś związek z tym, że nie tak dawno temu szlachta rozpijała chłopstwo (czyli w większości naszych przodków). https://wielkahistoria.pl/metody-rozpijania-polskich-chlopow-panszczyznianych-co-szlachcice-robili-by-ich-uzaleznic-i-otumanic/ Nie normalizuj zachowań patologicznych. Raczej nikt nie ma problemu z tym, że ktoś obcy pije. Problem ludzie mają z tym, że niektórzy pijani przestają zachowywać się jak ludzie, tylko drą mordy jak bydło. I nie, mieszkanie przy rynku nie oznacza, że ktoś musi godzić się na uciążliwe zachowania (już nawet pomijając te łamiące prawo).
  10. Nie trzeba, tylko można My jeździmy w gości, ale u nas gości nie ma. Tylko że tu jest zgoda obu stron (mnie i dziewczyny), nasz dom to nasz azyl. Plus są chore koty, które bardzo źle znoszą gości (dwa się panicznie boją, a jeden niby się cieszy, ale potem mam nasrane w pościeli). Nie pytałem
  11. I właśnie dlatego u mnie nie ma gości W tym roku jak zwykle grubo popłynąłem z prezentami – wychodzę z założenia, że kasa jest, rozpłynie się, zarobi się, będzie, nie będzie, a wspomnienia radości na twarzach bliskich zostaną na zawsze. Więc nie oszczędzam na prezentach. Inna sprawa, że był taki test języków miłości („5 love languages”) i u mnie wyszło, że ja wyrażam miłość przez prezenty (i tak samo w drugą stronę, czuję się kochany, gdy je dostaję).
  12. Też myślę że u mnie można na to patrzeć w kategoriach PTSD lub CPTSD. Podejście dysocjacyjne to po prostu trochę inne podejście do tego samego zjawiska. Co do mózgu gadziego – musiałbym sobie dokładnie przypomnieć, gdzie przebiega podział (czy lęk to odczucie gadzie, czy już emocja ssacza?), ale na pewno wyższe struktury mogą hamować działanie niższych. Była taka teoria… https://zwierciadlo.pl/psychologia/473740,1,zrob-to-jak-salamandra-na-czym-polega-teoria-poliwagalna.read No i jest też pewna hierarchia – gdy „wyższe” mechanizmy (w „The Haunted Self” były nazwane „action tendencies”) nie mogą zadziałać, to działają te „niższe”, bardziej pierwotne. Jak chcesz to ci wyślę ebooka, zobacz rozdział 9 („The Hierarchy of Action Tendencies”). Tu podsumowanie:
  13. Nie. Rozkminy życiowe, czy ogólnie procesy poznawcze, nie są u mnie zaburzone. Tzn. emocje mają na nie wpływ, ale to emocje są źródłem, a nie błędne myślenie, czy przekonania. Dlatego np. CBT się u mnie nie sprawdziło. Bo jak korygować przekonania, czy myśli automatyczne, które nie wymagają korekty? Jest coś takiego jak hipoteza mózgu trójjedynego. Mózg gadzi, paleossaka, i kora mózgowa (mózg myślący). U mnie „kora” działa w porządku, nie odkleja mi się rzeczywistość. Nasrane jest w tych niższych warstwach. A one potrafią przejąć kontrolę nad wyższymi. Oczywiście mózg myślący też ma wpływ (działanie hamujące) na te niższe warstwy, ale jak pojawi się atak, to to po prostu nie działa. Hmm, inne wyobrażenie, które do mnie przemawia… rośniemy sobie jako drzewo, doświadczamy różnych rzeczy, które stają się gałęziami na tym drzewie. Niektóre rzeczy sprawiają, że któraś gałąź się odrywa. Nie mamy już do niej dostępu, a ona nie ma dostępu do reszty drzewa, ale ona nadal tam jest i jak sobie te emocje hasają po tym drzewie, to czasem mogą przeskoczyć na tę gałąź i nie móc z niej wrócić z powrotem. Ciężko mi to wytłumaczyć, bardziej to czuję niż rozumiem. Do tych moich ataków bardziej pasuje pojęcie flashbacku niż nerwicy. Tylko takiego flashbacku emocjonalnego. Flashbacki rozumie się jako pełny powrót do jakiegoś wspomnienia, że znowu jesteś tam, gdzie stała ci się krzywda, itd. U mnie tak nie ma. Ja cały czas poznawczo „tu i teraz”, ale emocjonalnie wracam do jakichś chujowych sytuacji z kiedyś, i to takich, których świadomie nawet nie pamiętam (jedna z teorii terapeutki była taka, że coś się działo lub zadziało przed 3 rokiem życia, na pewno w fazie prewerbalnej). To, plus pustka, którą często odczuwam, a którą identyfikuję jako odłączenie od jakiejś części mnie i tęsknotę za nią (stąd niektóre relacje były bardzo intensywne, gdy podświadomie szukałem tej utraconej części w innych), składa mi się w ten dysocjacyjny model. Może to ta część, zamrożona w czasie bo chroniona przed doświadczaniem świata, to jest to, co pojawia się w tych flashbackach. Bo jeśli coś czuję, to w zasadzie tylko wtedy. Na co dzień jest po prostu działanie, a wszystkie emocje są albo mocno stłumione, albo nie ma ich w ogóle. Zupełnie inna sprawa to to, że patrząc na te strzępki wiadomości, które wiem o moim dzieciństwie, to ciężko żeby się ta tożsamość inaczej rozwinęła, i patrząc w ten sposób to nie jest to nawet zaburzenie, a po prostu normalny mechanizm adaptacji do nienormalnego otoczenia, który po prostu został na stałe (i stał się przez to nieadaptacyjny).
  14. Przyjrzyj się temu uczuciu. „Nie lubię”, a może „boję się”? Co czujesz, gdy myślisz o tym, że miałabyś się zagłębić w przeszłości? Nie musisz odpowiadać tutaj, potraktuj to raczej jak małe ćwiczenie z introspekcji. Nie zawsze. EMDR podobno pomaga nawet gdy się w nią nie wierzy. Mówię „podobno”, bo mi nie pomogła. Ale są ludzie, którym faktycznie pomaga.
  15. U mnie te pojęcia powiedzmy „nerwicowe” – derealizacja, depersonalizacja, sama nerwica – zupełnie się nie sprawdziły. Weźmy np. F41.0. Jest to opis czegoś zupełnie innego, niż doświadczam ja, i już dawno to zauważyłem. To, co nazywałem nerwicą, czy stanami lękowymi i paniką, jest tak naprawdę czymś zupełnie innym, niż jest tutaj opisane. Nie pasuje do mnie w ogóle. U mnie wszystko nabrało sensu dopiero gdy przestałem myśleć w sposób, nazwijmy to, „klasyczny”, i zagłębiłem się w dysocjację – dysocjacja strukturalna, IFS, teoria akcji. Te różne podejścia mogą opisywać podobne zjawiska albo się zazębiać i uzupełniać, jak np. w przypadku przełączania się, którego doświadczają borderzy, ale w moim przypadku to podejście dysocjacyjne po prostu miało więcej sensu, bardziej opisywało to, czego doświadczam. Problem polegał na tym, że terapeuci generalnie bardzo mało o tym wiedzą. Gdy nazywałem pewne odczucia słowami, to (choć to było słowo w słowo z definicjami, których wtedy jeszcze nie znałem), negowali wszystko, tak jakby poruszali się po omacku. – Czasem czuję, jakby mi się emocjonalność przełączała, jakbym miał dwa zestawy nie samych emocji, ale tych „pudełek”, które odczuwają emocje – Takie coś zdarza się w borderline, a pan nie ma borderline Sam się musiałem doedukować, i takie „przełączanie się” ma sens, gdy myślimy o tożsamości w kategoriach dysocjacyjnych (w tym przypadku jakiegoś zdysocjowanego EP – Emotional Part). Dlatego pytam w tym ujęciu i tymi słowami, czy to ma większy sens. Zobacz np. tu: https://did-research.org/origin/structural_dissociation/anp_ep https://did-research.org/origin/structural_dissociation/primary https://did-research.org/origin/structural_dissociation/secondary Oczywiście skrajny przypadek to dysocjacyjne zaburzenie tożsamości, z pełnym przełączaniem, dobrze wyodrębnionymi, konkretnymi częściami, kilkoma częściami typu ANP, amnezją dysocjacyjną, ale dysocjacja jest na continuum i nawet gdy się tego nie doświadcza w taki „pełny” sposób, to też można dysocjować. I zwykle jest jakiś wyzwalacz, który nie ma wiele wspólnego z „tu i teraz”, ale uruchamia jakieś podświadome, zapisane „w ciele”, wspomnienie. A jak wspomniałem o wycieczce na działkę i mówiłeś, że musisz nakarmić kota? To była prawda czy po prostu wtedy włączył się lęk na myśl o tym? Szczerze Pytam, bo staram się wyczuć.
  16. Ale ty myślisz że ja się z chorym człowiekiem, być może w epizodzie manii, będę lał po pysku, bo coś mi w internecie napisał?
  17. Powiem jeszcze raz – zastanów się nad tym, co i do kogo piszesz. Powrotu do zdrowia życzę.
  18. Zastanów się nad tym, co piszesz.
  19. Zasadniczo świat zaczyna się i kończy się na dupie, więc możesz mieć trochę racji. Wiem, co masz na myśli, ale nie chce mi się dyskutować na filozoficzne tematy tym bardziej, że mózg nie jest jeszcze do końca zbadany. Nie wiadomo, czy niedeterministyczne zjawiska kwantowe aby na pewno nie mają wpływu na procesy myślowe. Zakładam, że raczej nie, ale nie można tego wykluczyć. Świat, w którym założymy, że wszystko jest z góry określone, a my nie mamy żadnej sprawczości, musi być strasznie smutny. Ja tę sprawczość odczuwam. Czy jest jedynie iluzją, sztuczką mojego mózgu, który ma mnie jedynie przekonać do tego, że mam tę sprawczość, to nie ma znaczenia, bo mówimy o tym, co odczuwamy. Może świat w ogóle nie istnieje? Może jesteś tylko mózgiem w słoiku, a twoja rzeczywistość, w tym ja, jesteśmy jedynie wykreowani? Może wolna wola nie istnieje? W kontekście tego, co robimy, czyli w tym przypadku dążenia do unikania cierpienia, nie ma to znaczenia. Można o tym dyskutować długo i zupełnie nic z tego nie będzie wynikało. Natomiast z decyzji, którą ta osoba podejmie (bo wszyscy jakieś decyzje podejmujemy, niezależnie od tego, czy tylko nam się tak wydaje, czy nie), wynikają konkretne konsekwencje dla niej. Wiem, czytałem o tym.
  20. Indory może nie, ale pamiętaj, że ptaki wykluwają się z jajka, a z jajkami nie ma żartów…
  21. Masz wtedy wrażenie jakbyś się „przełączał”, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi? Miałeś to też na ostatnim burgerze z najsympatyczniejszym indykiem świata (co brzmi dwuznacznie ale niech brzmi)?
  22. Ja jestem chyba typowym polakiem cebulakiem, bo wszędzie muszę mieć masę czosnku i cebuli
  23. W mózgu. Którym konkretnie prawom fizyki miałby przeczyć? Nie chodzi o duszę. Dusza to pojęcie abstrakcyjne, ja staram się takich nie używać. Mam na myśli wolną wolę. Mamy możliwość myślenia i podejmowania decyzji. Każdego dnia podejmujemy jakieś decyzje. Oczywiście można się zastanawiać, czy wolna wola jest iluzją, a te decyzje faktycznie są nasze, ale to już są rozważania filozoficzne i temat na inny wątek.
×