Skocz do zawartości
Nerwica.com

Prince of darkness

Użytkownik
  • Postów

    240
  • Dołączył

Treść opublikowana przez Prince of darkness

  1. Witaj, wydaje mi się, że powinnaś tutaj znaleźć osoby, z którymi swobodnie podyskutujesz. Tym bardziej z tak szerokim wachlarzem zainteresowań.
  2. No co ja poradzę? Nic już chyba, bo raczej się nie zmienię. Trochę to moja zasługa, a trochę ludzi. No nic widocznie moją empatię i umiejętności budowanie relacji międzyludzkich trzeba oceniać tylko w kategorii wartości ujemnych. Tak, Drodzy Forumowicze dziękuję za docenienie moich wyjatkowych dokonań
  3. Masz rację — przyjaciel to ten, który daje Ci pełną swobodę bycia sobą. Wśród bliskich nie ma tego strachu, że coś źle powiedziałeś czy wypadłeś inaczej, niż byś chciał. Oni po prostu Cię akceptują, z każdą niezręcznością i cichym momentem. Z obcymi to zupełnie inna bajka — to ciągłe granie w konwenanse, udawanie, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę myślami już jesteśmy gdzie indziej. Podziwiam, że udaje Ci się utrzymać tę twarz w pracy, zwłaszcza po tylu rozmowach dziennie. Muszę zapytać, czy po całym dniu takich interakcji masz czasami ochotę po prostu odciąć się od wszystkiego? Że jak wrócisz do domu, to już nie masz siły na żadną rozmowę, nie chcesz wychodzić, ani kontaktować się z nikim? Takie ciągłe bycie „w kontakcie” potrafi być naprawdę wykańczające, zwłaszcza gdy wymaga od nas udawania, że wszystko jest okej, nawet gdy wewnętrznie czujemy się wypompowani. Odnośnie żartów w większości to po prostu kiepskie próby rozluźnienia atmosfery, które nie wywołują u mnie żadnych pozytywnych emocji. Wręcz przeciwnie – zazwyczaj czuję tylko zażenowanie, że muszę w ogóle udawać, że to śmieszne. Wiesz, co jest najgorsze? To, że kiedy dla nas coś jest normalne i naturalne, to u innych wywołuje konsternację. Z automatu jesteśmy postrzegani jako oschli, zimni, czy nieprzyjaźni, bo nie dajemy się porwać tym „żartom” czy rozmowom, które z góry zakładają jakąś „lekkość”. A my po prostu nie czujemy się w tym dobrze. Wiele osób tego nie rozumie i raczej nie zrozumie, a brakuję człowiekowi już czasami siły na znoszenie tego rodzaju "wątpliwych atrakcji na co dzień".
  4. Totalnie Cię rozumiem. Mam bardzo podobnie i serio aż mnie uderzyło, jak dobrze to opisałaś. Z tym „byciem sobą” niby banał, ale w praktyce to czasem największe wyzwanie. Też często mam wyrzuty sumienia, że komuś nie odpisałem, że się wycofałem z rozmowy, choć wcale nie miałem złych intencji. A potem ludzie znikają i zostaje tylko to poczucie, że coś się zawaliło — przez brak słów, przez ten dystans, który sam się włącza. Small talk? U mnie to raczej misja specjalna. Z bliskimi potrafię się otworzyć, pośmiać, pogadać od serca. Ale z obcymi... no bywa różnie. Coś tam powiem, czasem nawet rzucę jakiś żart, ale zaraz mam potrzebę się zwinąć. Krępują mnie te przypadkowe spotkania i te rozmowy, które niby trzeba prowadzić, bo tak wypada. W głowie już tylko: „jak się elegancko wycofać, żeby nie wyszło dziwnie?”. I masz rację — wszędzie ta presja, żeby być „kimś”: wygadanym, towarzyskim, przebojowym. A ja po prostu taki nie jestem. Jestem bardziej obserwatorem. Lubię się pośmiać, ale żeby z kimś długo gadać, ot tak... to nie zdarza się często. Chyba że faktycznie trafi swój na swego. Wtedy rozmowa leci sama z siebie i człowiek nawet nie zauważa upływu czasu. Tylko że takie połączenia to rzadkość — jak wygrana na loterii. I wiesz co jest najgorsze? Że z racji pracy z ludźmi muszę często nakładać maskę. Udawać wiecznie kogoś, kim nie jestem — otwartego, elastycznego, zaangażowanego w każdą rozmowę. A wewnętrznie tylko odliczam minuty do końca. I najcięższe są właśnie te kontakty z osobami, których nie za bardzo lubię, ale muszę z nimi być, współpracować, rozmawiać. To mnie totalnie psychicznie drenuje. Czuję, jak mi z każdej takiej wymuszonej interakcji uchodzi energia. I jak tu żyć, panie premierze, jak mawia stara dewiza… Ale mimo wszystko — wiem, że nie mogę się całkiem zamknąć. Czasem naprawdę coś głupiego palnę pod presją, żeby tylko zabić ciszę, ale coraz częściej staram się po prostu być sobą — nawet jeśli to oznacza bycie cichym, zdystansowanym czy „niezgrabnym” w rozmowie. Bo może w końcu trafi się ten ktoś, z kim nie trzeba będzie niczego udawać. I to wystarczy.
  5. Mam podobnie. Często nie potrafię się wbić w rozmowę, nawet tutaj, na forum. Siedzę z boku i czuję, że nie bardzo mam coś do dodania. Nie dlatego, że nic nie myślę czy nie czuję, tylko po prostu — czasem nie umiem tego ubrać w słowa albo nie wiem, czy to w ogóle ma sens. I rozumiem to aż za dobrze, to uczucie wycofania, bycia trochę obok. Bywa, że zaczynam myśleć, że może niektórzy po prostu już tak mają. Że są stworzeni do bycia w cieniu. Tylko że to bardzo łatwo prowadzi do momentu, w którym człowiek się po prostu poddaje. Zamykamy się, rezygnujemy z prób, a przecież… jeśli komuś naprawdę zależy — to właśnie warto próbować. Nie chodzi o wielkie gesty, tylko o to, żeby nie odpuszczać od razu. Bo nawet jeśli coś nie pójdzie, jeśli rozmowa się urwie, jeśli zrobi się niezręcznie — to przecież każda taka sytuacja może nas czegoś nauczyć. Każda porażka, chociaż frustrująca, przybliża nas trochę do sukcesu. Do lepszego zrozumienia siebie, swoich reakcji, i może też innych ludzi. Sam też nie jestem święty — często coś źle zinterpretuję, wciągnę się w swoje myśli, nie odezwę się wtedy, kiedy powinienem. Ale wiem już, że nie ma sensu karać się za to bez końca. Lepiej spróbować znowu — może inaczej, może z kimś innym, ale spróbować. I co ważne: nie ma co z góry narzucać sobie presji. Nic tak nie blokuje, jak przekonanie, że trzeba się odezwać, że muszę być bardziej otwarty, że powinienem coś napisać. To działa odwrotnie — wtedy jeszcze bardziej się zamykamy. Presja zabija naturalność. A przecież relacje, te wartościowe, nie rodzą się z przymusu. One się tworzą tam, gdzie jest miejsce na ciszę, na niezręczność, na autentyczność. A temat do rozmowy? Zawsze się znajdzie. Może nie od razu, może nie w każdej chwili — ale każdy człowiek ma w sobie coś, czym może się podzielić. Jakąś historię, myśl, spojrzenie na świat. Czasem wystarczy jedno zdanie, żeby uruchomić coś więcej. Nie trzeba być duszą towarzystwa, żeby być kimś, z kim warto pogadać. Trzeba tylko być sobą — i dać sobie prawo do bycia takim, jakim się jest.
  6. Może jeszcze: - "Czarny łabędź" - "Dzień świra" - " Poradnik pozytywnego myślenia" - " Milczenie owiec" - "Lśnienie" - "Dzień dobry, Robin" - " Sala samobójców" - " Jak w zwierciadle"
  7. Pije cognac i relaksuję się powtórką wieczornej sesji przesłuchań XIX Konkursu Chopinowskiego
  8. Popieram niech kobieta mnie wozi obroni ja chętnie bym coś dobrego do żarcia zrobił w ramach rekompensaty xD Jasne to jest na pewno kontrowersyjne, ale z drugiej strony masz USA tam ludzie uciekają przed karetką pogotowia, bo akurat ubezpieczenia nie pokrywa transportu świadczonego przed dany szpital. Tam w stanie krytycznym i będąc nieprzytomnym trzeba zapytać do jakiej placówki będziesz odwieziony i szukać w warunkach ubezpieczenia, czy aby na pewno możesz tam się leczyć. Odnośnie liczby lekarzy to może być ich znacznie więcej trzeba utworzyć więcej miejsc na kierunku lekarskim skoro chętni są, a tak bzdurnie skonstruowane matury nie dają wstępu na uczelnie wyniki po 80 procent to tutaj zaczyna się problem heh i jeszcze wiele czynników jak mawia Tadeusz Sznuk:" Nie wiem chodź się domyślam".
  9. Ad. 1 nie kwestionuję Twojego punktu widzenia być może przytoczona przeze mnie sytuacja była zbyt uwydatniona i tutaj jak najbardziej się zgadzam, że w szeroko pojętym ogóle obie strony chcą w sposób najbardziej korzystny osiągnąć zamierzony cel. Miałem na myśli bardziej wartościowanie, że atmosfera w pracy ma przełożenie na relację z osobą postronną owszem może mieć, ale według mnie ten czynnik nie jest przesądzający. Tutaj większą rolę odgrywa podejście vis a vis i tyle Ad. 2 widzisz to masz inne doświadczenia i bardzo dobrze, bo to pokazuję, że istnieje inne podejście do klienta. Ten przykład jest jak najbardziej w porządku nikt nikomu się nie narzuca "wciskając coś na siłę". Ja jestem taki dziadkowy pomimo młodego wieku hehe. Pewnie, że jest to niezdrowe, ale jeśli ktoś chce brać fentanyl rekreacyjnie albo pić 3 litry gorzały codziennie to mi nic do tego jego zdrowie, jego życie. Nie miałem zamiaru tutaj kogoś umoralniać
  10. I to jest właśnie sedno problemu. Naturalnie, że Twoje odczucia są według mnie jak najbardziej prawidłowe. Tak jak piszesz te kelnerki, przedstawiciele firm, instytucji są dla Ciebie mili tylko po to, abyś kupił ich produkt. Mało tego tacy ludzie muszą robić takie wrażenie, bo szef patrzy, a jak nie ma wyników to Cię wywali na zbity ryj, a coś do tego garnka trzeba włożyć. Tak naprawdę to taka osoba po zakończeniu obsługi na pewno w myślach wielokrotnie powtarza "uff... dobrze, że już poszedł sobie, albo jaki naiwniak wcisnąłem mu to gówno z prowizji kupię sobie 4-pak Harnasia na promocji". Nie wiem ja przynajmniej tak mam, bo też muszę pracować z ludźmi i być cholernie miły do obcych pomimo tego, że bardzo nie mam na to ochoty, a jednak zawsze to jest jakiś stosunek zależności. Nie rozumiem co ma bycie miłym do klienta/petenta do dobrej atmosfery w pracy to nijak nie ma żadnej implikacji. Do osoby postronnej musisz z racji wykonywania obowiązków być uprzejmy, ale w pracy zza kulis może się okazać, że poziom gnoju osiąga liczbę Graham'a nie ma, co tego w ogóle wartościować moim zdaniem. W pewnym sensie godząc się na pewne obowiązki wynikające ze stosunku pracy i zakresu jaki on zawiera jesteś zakładnikiem wykonywania najczęściej postaw, do których w 99% przypadków nie masz ochoty i jesteś przymuszany, bo tak jak wyż. wym. jest to równoznaczne z zależnością od innych czynników. I ja tutaj rozumiem przynajmniej odnoszę takie wrażenie @Mic43, że nadmierne włażenie w cztery litery i przyklejone uśmieszki u innych, bo "tak trzeba" mogą nawet wywoływać odruch wymiotny. Na cholerę taka obłuda dla kogoś kto chce tylko zjeść na przykład schabowego, a tutaj "ojej może jeszcze deserek z truskawką na torcie" "niech pan sobie nie żałuję i domówi 14 kawałeczek pysznego serniczka mimo cukrzycy, nadmiernego cholesterolu lub nadciśnienia po świeżo przebytym zawale". To nic innego jak socjotechnika i niczym nie skrępowana hipokryzja.
  11. Znam to uczucie. Samotność potrafi zżerać od środka, ale egzystencja wśród ludzi, którzy cię nie szanują, traktują jak śmiecia i dojeżdżają przy każdej okazji, też potrafi być piekłem. Tak naprawdę i tak, i tak jest źle – z jednej strony pustka, z drugiej ciągły ból i poczucie bycia nikim. Czasem trudno powiedzieć, co gorsze. Ja na przykład odczuwam to w taki sposób, że "współczucie" to zazwyczaj tylko sposób, żeby ktoś poczuł się lepiej sam ze sobą – jakby odhaczył „dobry uczynek” i mógł iść dalej z czystym sumieniem. To nie wynika z realnej troski, tylko z potrzeby pokazania, że niby jest się empatycznym. W rzeczywistości ludzi i tak to nie obchodzi. Dlatego wolę już nic niż sztuczne gesty i obłudę. Trafne podsumowanie tego, co powyższe nie warto było się rozwijać. Krótko, zwięźle i na temat. Chapeau bas
  12. Mnie wszystko i zastanawiam się po co tu jestem i jeszcze walczę. Tym bardziej, że każdy dzień oddech mówi skończ już ten nędzny kabaret
  13. Hehe są jeszcze takie relikty przeszłości jak ja co korzystają z GG i z niczego więcej
  14. @Maat Można, ale tylko jak jest referendum @Liber8 Hmm trzeba założyć partię srających i jakiś manifest napisać
  15. @Liber8 Widząc co się dzieje i jak daleko posunięty jest upadek polityków to ten pomysł wydaje się najbardziej prawidłowy. Mnie się podoba
  16. Zdecydowanie tak ważna jest równowaga i umiejętność obcowania z naturą. Drzewa jedynie przeszkadzają przy drogach, a tak niech jest ich jak najwięcej
  17. Cześć, dzięki za uświadomienie nie wiedziałem, że Ozzy miał taki pseudonim. Słucham podobnego gatunku muzyki taka skrajność od klasyki do heavy metalu. Mam nadzieję, że tak będzie dzięki za to trzeba się wspierać. Pozdrawiam serdecznie
  18. To nie jest jakieś skomplikowane. Chodzi o tzw. „widmowe komitety” – formalne komitety wyborcze, które wprawdzie zgłosiły swój udział w wyborach, ale nie miały realnych kandydatów ani poparcia. Dzięki przepisom mogli zgłaszać swoich reprezentantów do obwodowych komisji wyborczych, co pewna partia wykorzystała, aby zwiększyć liczbę swoich ludzi w komisjach. Wbrew pozorom, każdy zarejestrowany komitet – nawet bez kandydata – miał prawo desygnować członków komisji. W wyborach prezydenckich 2025 zarejestrowały się ich aż 44, ale tylko 13 wystawiło kandydatów; pozostałe to te „widma”. Ponad 20 000 członków komisji (w tym około 4 000 przewodniczących) pochodziło z takich fikcyjnych komitetów, szczególnie w miastach jak Kalisz, gdzie radni pewnej partii zgłaszali się do komisji pod szyldem tych organizacji – zamiast własnych. W mojej ocenie miało to wpływ na sposób przeliczania głosów i to nie nawet przez zamierzone działanie, ale przede wszystkim przez dobór przypadkowych ludzi. Można wysnuć hipotezę, że KBW nie zapewniło odpowiedniej wiedzy merytorycznej i praktycznej członkom OKW. Braki w szkoleniu są widoczne chociażby przez błąd jaki został popełniony w Gdańsku sprawa pana Józefa, który chciał oddać głos po przybyciu do OKW nr 87 w Gdańsku członek komisji wyborczej źle spojrzał na listę wyborców ktoś inny podpisał się za pana Józefa, któremu komisja odmówiła wydania karty wyborczej, ponieważ w miejscu przeznaczonym na podpis za niego kartę pobrał inny wyborca. Takich sytuacji pewnie było więcej tylko nie zostały nagłośnione. Szczerze mówiąc jako obywatel tej pięknej krainy chciałbym, aby prokuratura zajęła się tymi sprawami skoro do SN wpłynęło blisko 50 000 protestów, z czego zarejestrowano 10 515, a 98 zostało rozpatrzonych (pozostawiono bez dalszego biegu) można wywnioskować, wypowiedź SSN Artura Redzika, który stwierdził, że choć są „zasadne naruszenia”, nie miały one realnego wpływu na wynik wyborów to Izba kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych niezbyt rzetelnie przyjrzała się tym pismom. Całą odpowiedzialność praktycznie zepchnięto na prokuraturę, która ma zbadać, czy nie doszło do przestępstwa. Mnie tylko jako obywatela takie sytuację po prostu zniechęcają, ponieważ skoro wybory mają być 5 przymiotnikowe, a powoli nie są to jaką ja mam pewność, że głos przeze mnie oddany będzie przeliczony w prawidłowy sposób. Jedno co mogę od siebie dodać to te wybory nieważne jakie decyzję zapadną zostały zdeptane i ośmieszone szczególnie w ramach działania służb. W kraju, który należy do UE jak i ma z zasady chociaż tak nie jest być chociaż trochę demokratyczny i działać w granicach i na podstawie prawa takie incydenty nie powinny mieć w ogóle miejsca, bo to zaburza zaufanie obywatela do uczestnictwa w wyborach i referendach, a tak szumnie się mówi, że wybory to "święto demokracji" w takim wydaniu to chyba białorusko - rosyjskiej.
  19. Dziękuję za dobre rady spróbuje to ogarnąć heh. Ze mnie też nie jest znawca, ale nie powiem lubię sztukę. Uspokaja mnie i powoduje, że na chwilę zapominam o codziennych problemach. Podobnie działają na mnie spacery szczególnie po lesie szum drzew, zbieranie grzybów i takie tam aktywności
  20. Dziękuję za tak miłe przyjęcie do Waszego grona. W odpowiedzi na temat moich zainteresowań są to na pewno kinematografia lubię filmy polskie z tak zwanego okresu "moralnego niepokoju" ponadto dzieła takich reżyserów jak Francis Ford Coppola, Martin Scorsese, Ridley Scott i wielu innych. Zagadnienia z obszaru historii przede wszystkim wojen napoleońskich i II Wojny Światowej, także nie są mi obce. Dodatkowo mogę wypowiedzieć się w kwestii politologii, nauk prawnych, geografii, literatury w szczególności bliskie mojemu sercu są myśli filozofów niemieckich i francuskich z okresu XVIII i XIX wieku. Malarstwo impresjonistyczne jak i dzieła najsławniejszych malarzy niderlandzkich nie stanowią dla mnie tajemnic. Serdecznie Was pozdrawiam
  21. Witam, szczerze mówiąc to przeliczenie wszystkich głosów w wyborach będzie raczej niemożliwe. Sąd Najwyższy rozpatruję tylko konkretnie każdy z przypadków zgłoszonych w proteście wyborczym na mocy art. 321 Kodeksu Wyborczego. Nie ma nigdzie przepisu sensu stricto mówiącego, że SN jest zobowiązany do wydania takiego postanowienia, aby przeliczyć głos z każdej komisji. W praktyce oznacza to, że właściwość w rozpatrywaniu przez SN protestu kończy się tylko na określonej komisji wyborczej. Reasumując nie liczyłbym na to, że będzie ponowne liczenie głosów albo powtórzone wybory pomimo wielu nieprawidłowości jakie zaistniały i zostały zgłoszone. W gruncie rzeczy zastanawia mnie Wasze zdanie na temat mężów zaufania jak i obserwatorów społecznych. W wyborach parlamentarnych było na ten temat bardzo głośno, a teraz jakby o tym zapomniano. Mam na ten temat własne przemyślenia na zasadzie: 'nie wiem, chodź się domyślam".
  22. Prince of darkness

    Przywitanie

    Cześć wszystkim, Trafiłem na forum, ponieważ od dłuższego czasu zmagam się z problemami psychicznymi, z którymi nie potrafię sobie sam poradzić. Mam 25 lat i od około 10 lat towarzyszy mi przewlekły spadek nastroju, brak odczuwania przyjemności, ogólne wycofanie i poczucie pustki. Dopiero niedawno zdecydowałem się na terapię u psychoterapeuty, więc jestem na bardzo wczesnym etapie pracy nad sobą. Mam wrażenie, że duża część tego, z czym się teraz mierzę, wynika z życia wbrew sobie — z podejmowania decyzji, które nie były zgodne z moimi potrzebami, a także z niespełnionych ambicji. Patrząc wstecz, mam też poczucie, że wiele moich porażek to w jakimś stopniu moja wina — choć zdaję sobie sprawę, że to może być część problemu, a nie obiektywna prawda. Na co dzień jestem samotny, nie mam realnego wsparcia i bardzo brakuje mi kontaktu z kimś, kto czuje się podobnie. Chciałbym poznać osoby z podobnymi doświadczeniami, które może też szukają zrozumienia lub po prostu rozmowy. Mam dość szerokie zainteresowania i mimo trudności nadal wierzę, że można coś zmienić — małymi krokami. Pozdrawiam wszystkich i dziękuję, że mogę tu być.
×