Przecież nie chcę stchórzyć specjalnie. To nie tak. Po prostu wstydzę się przyznać, że znowu sobie nie radzę. Boję się tego, co będzie po lekach.
Rzeczywiście jestem wycieńczona, większość dnia spędzam w łóżku próbując wstać i zrobić coś konstruktywnego. Oczywiście nic dużego z tego nie wychodzi, a wieczorem pojawiają się wyrzuty do samej siebie, że znowu nawalam.. i tak w kółko. Zdaję sobie sprawę, że muszę iść, ale taki mały głosik w mojej głowie mówi coś innego.