cyklopka
Użytkownik-
Postów
8 782 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez cyklopka
-
Podobno wyobraźnia Psychoza w sensie, że nie słyszę głosów, ale mogę nie odróżniać, na ile sytuacja jest ogarnięta w świecie rzeczywistym, a na ile w głowie. Nie wiem, trochę się boję sąsiadów w tamtym bloku Mieszkanie będzie wolne od przyszłego roku akademickiego.
-
Z dzisiaj: "Bo teraz nie jest 100 lat temu tylko współczesność". (A propos mojego rozumienia zamążpójścia).
-
kosmostrada, prawdopodobnie rodzice też mi dają podświadomego hinta z cyklu "nie podoba się, to won" Ale ja dalej chcę zawalczyć o to, żeby odnaleźć swój rytm bez pracy, dziecka i psa. I żeby się, do ciężkiej i zakręconej kobry, wyprowadzić z domu, bo sobie radzę, a nie bo sobie nie radzę Zatyczki? Cały czas bym gmyrała w uszach i na pewno po chwili by ktoś przyszedł i zaczął do mnie mówić DUŻYMI LITERAMI W RAZIE GDYBYM NIE SŁYSZAŁA. Niezły jest noise generator, ale nie zawsze chcę siedzieć przy włączonym kompie
-
Tak, prawie to samo co seledynowy, tak mi się wydaje. I mnie się od zawsze podoba zestawienie zieleni z różem albo fioletem Zaraz zwariuję, tzn. pogłębi mi się wariactwo, bo się chciałam uczyć, a nie mogę przy tych zasranych serialach.
-
platek rozy, heeee, jakby co, to ja umiem i farbować i podcinać Jak już paczysz na koraliki, to sioszczenica ma fisia na punkcie miętowych dodatków (w sensie taki pastelowy zielony), więc może i dla niej małe kolczyki? W sensie krótsze niż te co ja mam. A jakby były dyndadła w jakimś kształcie, np. butów albo serduszek to chyba by się posiusiała. Jeszcze lubi fioletowy. To szepnij mi, jeśli coś zobaczysz w tym temacie A dla mnie byłby zestaw kolczyki i wisior, bo bransoletkę teraz noszę taką z czarnych korali w kwiatki i krzyżyk na niej jest, co tworzy dziesiątkę różańca i jak mi się ją raz udało zapiąć lewą ręką, to już nie rozpinam
-
Niektórzy lubią małe brunetki Ale muszę się zmierzyć ze swoją prawdziwą naturą dużej blondyny W ogóle przytyłam 5 kilo, a oczywiście znajomi rodziców mówią, że urosłam i zeszczuplałam. Chore głowy
-
platek rozy, kosmostrada, ja lubię mój naturalny kolor (ciemny blond) odbarwiony o kilka tonów, właściwie więcej nie trzeba. Umówiłam się na dekoloryzację w przyszłym tygodniu, taki jakby prezent urodzinowy I jak będzie fajnie, to się będę tego trzymać i już nie robić eksperymentów na sobie.
-
mirunia, moja terapeutka taka jest, nie wiadomo czy blond, czy siwa -- 08 kwi 2015, 19:57 -- jasaw, dasz radę bez problemu wierzę -- 08 kwi 2015, 20:00 -- Marcin2013, cześć!
-
platek rozy, kiedyś po nałożeniu się kilku warstw dorabianych pasemek było wrażenie jasnego blondu, tak że rozpędzić się w tym kierunku się nie boję, nawet teraz mam z przodu na środku prawie białe pasmo, natomiast w czarnych ani prawdziwie rudych siebie nie znam, bo zawsze mi były mocno odradzane
-
platek rozy, blondy od zawsze wolę białe niż żółte, chyba się dam cała zdekoloryzować, bo choć boję się odrostów, to nie chcę już pasemek, bo miałam za dużo razy, a grzywka, żeby przody nie leciały na buzię.
-
Mówiłam wczoraj Płatusiowi i dzisiaj terapeutce, że już mnie nudzi mieć w kółko te same problemy. A sesję miałam taką, że z co drugim jej zdaniem się nie zgadzałam I jeszcze cukiernię po drodze mi zamknęli, więc musiałam pączka kupić gdzie indziej i zjeść takiego niedobrego No i dalej stara bieda. Klienta kiedyś uduszę, bo jak z nim rozwiązywałam zadania równocześnie, to mi powiedział, że "szkoda jego czasu", a jak przyniosłam wszystko uprzednio sprawdzone, to mi powiedział, że "oszukuję", bo wiem jak się skończy czytanka. No po prostu twarzą w stół Uczyć mi się nie chce, ale będę ambitna jeszcze w tym tygodniu. A za tydzień fryzjer, się chciałam zrobić na słit blondi, dobrze odda aktualny stan umysłu
-
Właśnie napisałam posta na osiem ekranów, ale mi go przeglądarka zjadła. kosmostrada, kiedy wstaję, bo muszę, to nie jest motywacja, tylko mega stres, więc moim zdaniem to się nie liczy. Do tego mogę zasnąć na wykładzie albo w pracy, czego się bardzo boję. A nawet jeśli się sama nie zadręczam zmarnowanym dniem, to mogę przecież dostać borutę, że olewam i.t.d. I szczerze mówiąc, idiotycznie mi się rozmawia o czymś, czego akurat nikt inny nie ma. Bo każdy się nieraz budzi niewyspany, ale jakoś sobie radzi, więc nie rozumie, z czym ja mam problem. Tak że już mi się nie chce gadać, bo to nawet nie przynosi ulgi.
-
blah!, własnie na tym polega to niezrozumienie. Gdybym mogła sobie nastawić budzik na 7 rano i wstać, to bym nie zwracała dupy na forum, nie szukała leków ani suplementów. Może faktycznie ludzie tego nie rozumieją, bo to idiotycznie brzmi. Tyle że to jest problem, na którego wyleczeniu mi bardziej zależy niż nawet na tych objawach depresyjnych, które mi już prawie zeszły.
-
Dzisiaj jeszcze bardziej zaspałam, bo w sumie pierwszy dzień, kiedy nie muszę nic robić do pracy ani do szkoły. I oczywiście pretensje, że olewa i że nie można na mnie liczyć. A ja przecież nie mam pojęcia, co się dzieje, kiedy śpię i nie podejmuję żadnych decyzji. Wiecie, że jak idę na terapię albo do szkoły, to jakoś zdążam, ale żeby sobie zaplanować coś w domu do południa, to chyba od 4-5 lat mi się ani razu nie udało, przez co mi się wydaje, że tracę połowę życia. Tak bardzo siebie nienawidzę, bo nie mogę sobie nic postanowić, ani w sobie zmienić. I nikt mi nie wierzy i nikt mi nie chce pomóc, ani psychiatra, ani terapeutka, ani nikt w domu.
-
platek rozy, ja wszystko rozumiem, tylko generalnie nie mogę Leżę sobie z książką, w końcu czas na książkę Tulę was!
-
To nie ma znaczenia, nawet jak śpię 10-11 godzin to nie ma znaczenia, i tak się budzę niewyspana. Leki i zmiana czasu mi jeszcze dołożyły Miałam zrobić spód do mazurka, więc chciałam wypróbować przepis na szkockie kruche. Z tego bym zrobiła jeszcze ciasteczka. Ale się denerwuję, bo oglądają zasranego Ojca Mateusza i tylko słyszę pretensje, że ciasto "pachnie". "Pachnie" nie w znaczeniu, że dobre, tylko takim tonem że "za długo w piecu trzymasz, bo się nie znasz". -- 02 kwi 2015, 21:20 -- platek rozy, jeżu, dla mnie być zapchaną to najgorszy koszmar. Dlaczego ludzie w dietach dążą do uczucia sytości? To okropne uczucie. Skończyłam kruche ciastka wg. szkockiej tradycji. Mało glutenu (różne mąki), obfitość masła i cukru Strasznie się denerwuję, bo matka nie lubi, jak próbuję nowych rzeczy. Krzywdzę jej strefę komfortu takimi herezjami jak kruche bez żółtka A dzisiaj na obiad były niebywale ohydne parówki. Po co próbować nowych rzeczy. Powiem terapeutce, żeby się stuknęła z tymi pomysłami, żebym ja sobie sama robiła cokolwiek do jedzenia.
-
kosmostrada, platek rozy, z propranololku i innych lolków chcę za tydzień napisać poprawę, bo wiecie, powinnam się już znać Obudziłam się przed 11 i cały czas są boruty. Koszmarny dzień. Idę do pracy z brudnymi włosami
-
kosmostrada, tych bezskorupnych się boję jak mało czego w życiu. A skorupne to czasem mama przynosi do domu i je trzyma w słoiczku z perforowaną pokrywką, tylko muszą być bardzo małe i wtedy sobie patrzy jak rosną
-
Kawy bym spróbowała. I mięsa z mamuta wykopanego z pod lodu też, oraz miodu i zboża z piramidy Ale na bezkręgowce to nawet paczeć nie mogę. Przed złożeniem namiotu po festiwalu zawsze kolega mi sprawdza spód na obecność ślimoków
-
Ja lubię tę z przyprawą do placka dyniowego (pumpkin spice latte). A najdroższa jest kawa z owoców zjedzonych i nasion wykupkanych przez nietoperze owocożerne
-
Bo ja w gruncie rzeczy to jestem z prostej rodziny
-
Ej, ja Lavazzę to czasem mamie kupowałam, że taki luksus, a tu mówisz nie...?