deader
Użytkownik-
Postów
4 886 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez deader
-
nam w granicach rozsądku a wam wolno wszystko tak?? poprostu Twoje argumenty są mało przekonujące jak dla mnie:) Jakie "wszystko"?? o.O Kto mówi że nam wolno "wszystko"?? Nam też wszystko w granicach zdrowego rozsądku wolno tylko.
-
Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie wam odmawiał czegoś w granicach zdrowego rozsądku. Nikt wam nie broni się nie ruchać albo nie mieć dzieci. Ale zdecydowanie jestem za zabronieniem rozpowszechniania takiej postawy jako godnej naśladowania, ponieważ nasz gatunek przetrwał właśnie dzięki ruchaniu i rodzeniu dzieci tyle tysięcy lat. -- 15 kwi 2014, 13:51 -- Przepraszam, gdzie..? Gdzie ja mówię że kobieta to powinna na łańcuchu w kuchni popierdalać? Gdzie ja mówię że kobieta to nie człowiek? Ja kobiety lubię, szanuję, bywa że kocham nawet.
-
"Niestety" poglądy takie miałem jeszcze zanim dowiedziałem się o kimś takim jak Korwin i tylko schlebia mi że moje tory myślowe przebiegały tak samo jak tego wyjątkowo inteligentnego człowieka (o głupich poglądach w wielu sprawach, to inna kwestia). Od czasów jaskiniowców zmieniło się wiele, ale to chyba właśnie feministki nie są w stanie ogarnąć tego umysłem. Żaden mężczyzna (nie: szowinista - to kolejna grupa debili, równych poziomem feministkom) nie twierdzi że kobieta ma siedzieć w domu, rodzić dzieci, prać, zmywać i sprzątać. Nie. Jeśli słyszałaś takie opinie - to od szowinistów, czyli mężczyzn nienawidzących kobiet. Ja kobiety przez znaczną część życia uwielbiam. Nie znaczy to jednak że będę ślepo akceptował każdy pomysł który ich dotyczy. Jak chociażby wspomniane już równouprawnienie. Twierdzenie że kobiety i mężczyźni są równi, czy tacy sami, czy jak to w różnych wariantach ludzie ujmują - jest całkowicie, totalnie bezsensowne. Nie jesteśmy tacy sami. Walka o równe prawa jest śmieszna. Dlatego kobiety o coś takiego nie walczą. Nie walczą, bo zbyt lubią bycie kobietami, żeby tracić to dla jakichś bzdurnych idei wymyślonych przez jakąś frustratkę. Natomiast nie wiem co jest obrzydliwego w poglądzie o samcach i samicach, zdaje się że płci nie pomyliłem...
-
mógłbys rozwinąć, wszak nie wiem dlaczego feministka nie moze byc kobietą To tak jakby prawiczek nie mógł byc mezczyzną albo cnotka kobietą, pieprzenie o szopenie To proste - ponieważ feministki nienawidzą kobiet. Tak bardzo nienawidzą kobiet i tego że się nimi urodziły, że próbują urządzać świat na nowo na jakichś pojebanych zasadach. "Kobieta" to nie jest funkcja biologiczna, tylko społeczna, biologicznie to mamy samców i samice. A społecznie mamy mężczyzn i kobiety, z określonymi rolami, które determinuje w dużym stopniu funkcja biologiczna. Ostatnimi czasy pojawiły się jakieś nowopojebackie dziwolągi typu "feministka" które buntują się przeciw swojej roli społecznej i próbują wejść w rolę płci przeciwnej. Mnie to śmieszy bo oczywistym jest że feministki krzyczą "równouprawnienie" a tak naprawdę mają na myśli "chcemy więcej niż faceci", bo jakoś nie słyszałem o postulatach feministek żeby przedłużyć im progi wieku emerytalnego, wymóc w kodeksie pracy żeby limit ciężaru podnoszonego przez kobietę był taki sam jak przez mężczyznę, albo żeby facetom przyznawano urlopy macierzyńskie, żeby postulowały w sądach że dzieciom wcale nie będzie po rozwodzie lepiej z matką. Do przykładów ze słynną lodówką i ósmym piętrem nie będę się zniżał. Krótko mówiąc: feministka to samica która nie chce być kobietą. QED. -- 15 kwi 2014, 13:11 -- Nope, to jest fakt, jedynie w twojej opinii nim nie jest :)
-
Kwintesencją buractwa (nie tylko polskiego) to jest zakładanie że każdy kto czegoś nie toleruje / nie trawi / nienawidzi - nie zna się na obiekcie swoich negatywnych odczuć, nie ma o nim żadnej wiedzy. Ty mylisz nietolerancję z zacofanym ciemnogrodzkim uprzedzeniem. Dlatego tak nie znoszę określenia islamofobia nawiasem mówiąc, czy homofobia - "fobia" sugeruje lęk, nieuzasadniony strach. Nijak się to ma do postaw antyislamskich chociażby, czy antygejowskich. Ale to dygresja. Faktem niezaprzeczalnym jest że Szczuka jest inteligentną istotą, ale kobietą to ona nie może być, obojętne co ma między nogami - bo jest feministką. Jej miejsce jest niestety w cyrku obok kobiety z brodą - to ci dopiero symbol równouprawnienia Moja postawa i opinia w temacie są jak najbardziej przemyślane, własne, oparte na zebranych przeze mnie informacjach. Jak dla ciebie to jest nadal pospolite buractwo, to znaczy że nie pomyliłem się w porównaniu do Kazimieły.
-
Nie wiem czy ja źle odczytałem, czy ty źle odpowiedziałaś, bo ja mówiłem konkretnie o facetach. Natomiast jeśli uważasz że większość ludzi ma skłonności do myślenia lub dążenia do zdrady... to tylko potwierdza mi się że świat jest popierdolony. Stereotypy nie biorą się z powietrza. A słuchać Szczuki nie ma po co, wszak jest feministką.
-
W ogóle się nie dziwię że osoba z problemami z psychiką tu mogła trafić, dziwię się raczej że piszesz o tym w stylu "o mały włos mnie nie rozpoznała", kumplowi z nerwicą od razu wysłałem linka do forum jak tylko je znalazłem. Natomiast "normalni" zapędzą się tu raczej niesłychanie rzadko. Normalni ludzie są za bardzo zajęci przeglądaniem demotów i fejsbukowaniem żeby "tracić czas na jakąś tam psychologię" Tu nie chodzi o gloryfikowanie, ale zwykłe docenienie. Mamy tendencję do wytykania wad, niedoskonałości, złych nawyków. Jednocześnie prawie w ogóle nie doceniamy zalet, pozytywów, dobrych odruchów. Normalnie jak u mnie w pracy, jak spieprzy mi się jakieś zlecenie za 50 pln to mnie opierdalają jakbym co najmniej wywołał III wojnę światową; jak perfekcyjnie przeprowadzę zlecenie za 10 tysięcy to nawet "dobra robota" nie usłyszę... Albo jak z rodziną: prędzej niż "dobrze sobie radzisz w życiu" na spotkaniu rodzinnym usłyszę "znowu przytyłeś". Plus nie zazdroszczę takiego podejścia do facetów, w sensie że większość z nas myśli a nawet próbuje zrealizować akt zdrady. Nastawienie godne Kazimieły.
-
OK, przyznaję, nie znam jak dokładnie u kaleba wygląda sytuacja czy żona wie czy nie że się leczy, ale jeśli wie, to tym bardziej powinna sprawę olać bo facet jest "legalnym wariatem". Co do tego że na forum jest mnóstwo zdjęć i innych pomagających w identyfikacji elementów - ok, zgodzę się, ale: najpierw trzeba wiedzieć gdzie szukać. Jestem pewien że prawdopodobieństwo że ktoś kogo znam lub znałem w ciągu mojego życia odnajdzie mnie na tym forum nie wiedząc że się tu udzielam jest bliska zeru. To nie fejsbuk, to mała społeczność. Może i każdy mógłby, (choć to stwierdzenie bardzo na wyrost - nie każdy jest w stanie znaleźć sobie kogoś, a co dopiero go zdradzać) ale nie każdy o tym myśli. A wśród tych którzy myślą, ci którzy się powstrzymują zasługują na uznanie. Łatwo jest nie sięgać wieczorem po flaszkę, jeśli się nie miało problemów z alkoholem; jak się jest alkoholikiem to każdy dzień bez procentów zasługuje na brawa. Analogicznie, łatwo nie zdradzać, kiedy nie miało się takich myśli; jeśli się jednak takie ma i powstrzymuje przed realizacją to - znów - należą się brawa. Jeśli facet ma takie myśli, powstrzymuje się przed ich realizacją pisząc o tym na forum, to powinien liczyć się wynik a nie metoda.
-
No a ja napisałem że tak samo czyiś rodzice poczuliby się na pewno urażeni potokiem pomyj jakie są na nich wylewane na tym forum. Skąd to założenie? Kaleb wiele pisze o różnych rzeczach zaznaczając jednocześnie z przymrużeniem oka że "lepiej żeby się żonka nie dowiedziała". Może i ja błędnie zakładam, ale zdaje mi się że w zdecydowanej większości rodziny użytkowników nie wiedzą że ci się leczą na głowę a już tym bardziej że siedzą na jakimś forum w internecie zrzeszającą innych chorych na głowę. Forum to otwarta grupa dyskusyjna, ale i zamknięta społeczność. To nie facebook, gdzie niejako z założenia ludzie uprawiają cybernetyczny ekshibicjonizm. Anonimowość jest tu dość ważna. Owszem żona kaleba ma dostęp do forum jako gość, ale o tym że kalebx jest kalebxem mogła dowiedzieć się tylko przypadkiem albo gdyby ją uświadomił. Na miejscu kaleba zmieniłbym nick bo może się okazać że niedługo będzie prowadzona inwigilacja potajemna 24/7 Chodzi ci o moje fantazje seksualne? Nie, bo raz że zaraz bym stracił imydż w miarę normalnego faceta a dwa że nie czuję potrzeby. Natomiast wiele swoich fantazji odnośnie zamordowania szefa czy klientów przedstawiałem - i czy to jest powód do tego żeby mnie skazywać od razu za groźby pozbawienia życia?? W ten sposób daję upust emocjom, nikomu nie dzieje się krzywda, szef ani klienci nie znają mojego nicka z forum, i nigdzie też poza forum go nie używam. Śmiem mniemać że kaleb traktował to forum jako właśnie miejsce na którym nikt go nie zna. Mogę się mylić ale coś mi mówi że jednak nie trąbił o tym dookoła wszystkim znajomym i rodzinie, żeby mogli wejść i czytać co tu wypisuje. Mierzę co prawda własną miarą, bo jedyną osobą która z mojego otoczenia wie o tym forum i że się tu udzielam jest moja psychiatra. Jestem w stanie się założyć że post o fantazjach o dawnej koleżance był właśnie dokładnie tym o czym piszesz - uniknięciem zranienia drugiej osoby. To że przypadkiem sprawa się rypła to inna kwestia. Ale to nie kaleb jest "tym złym" tutaj. Facetowi coś leżało na wątrobie, wyspowiadał się z tego, traf chciał że żona to przypadkiem "dosłyszała". Rozumiem jej wściekłość, ale też rozumiem kaleba, moim zdaniem babka powinna docenić fakt że ma męża który gdy najdzie go fantazjowanie o innych laskach to ogranicza się do walnięcia posta w internecie zamiast wsiadać w samochód i jechać na szybki numerek.
-
I jeszcze jedno: Zabawne, że jak tylko facet wspomni o kilku wadach swojej żony, którą generalnie w wielu postach sobie chwali i pisze że jest z nią szczęśliwy - to podnosi się raban i hejt. Ale już na rodziców mnóstwo ludzi ciśnie i jakoś nikt ich nie moralizuje że "jak możesz tak pisać o swoich rodzicach, sprowadzili cię na świat, wychowali, wydali kupę pieniędzy a ty tego nie doceniasz"! Co to jest za chora mentalność Kalego?? Ale czy kaleb się podzielił swoimi myślami z żoną? Nie, podzielił się z ludźmi na forum na którym pisuje, jak dla mnie to że żona mu wlazła i zaczęła czytać jego posty jest równoważne z otwieraniem czyjejś poczty - to się po prostu nie godzi. Zawartość tego forum to co najmniej 50% tajemnic użytkowników, rzeczy z których nie zwierzają się ludziom w swoim bezpośrednim otoczeniu. Masz 3 wyjścia, jeśli najdzie cię myślenie o którejś ze swych byłych: kisić to w sobie, powiedzieć swojej żonie, lub napisać na forum. Która z tych form ekspresji przynosi najmniejsze ryzyko nieadekwatnych konsekwencji? No właśnie, forum. Według tej zasady to musielibyśmy rozmawiać w kółko o sadzeniu marchewki bo "o swoich tajemnicach się nie mówi". Mógłbym zacząć polemizować, ale lepiej chyba jak powiem po prostu: "lusterko". Oburzacie się na postępowanie kaleba, tymczasem on sobie dokładnie ustalił co jest w jego związku zdradą, nie uważa żeby się jej dopuścił = o co cały ten raban?
-
O LOL jaki śmieszny miernik nastrojów społecznych Sorry że piszę po przeczytaniu ledwo 4 początkowych stron, ale nie sądzę żeby dalej było coś odkrywczego powiedziane. Czuję specyficzne rozbawienie kiedy czytam wypowiedzi ludzi którzy oburzają się na posta kaleba o jakiejś Ani X której 22 lata temu robił dobrze, tak jakby to było coś niezwykłego, krzywdzącego i niemoralnego... #zgrzyt gwałtownie zatrzymywanej płyty gramofonowej# Zaraz, co?? Przecież KAŻDY ma takie myśli. Jest nawet przecież specjalna kategoria masturbacji zwana w moich okolicach (nie wiem jak w innych regionach kraju) "pamięciówką" i polega na zrobieniu sobie dobrze podczas wspominania najgorętszych chwil poprzednich związków. Czy to zasługuje na aż takie potępienie? Jesteśmy ludźmi i nic co ludzkie nie jest nam ponoć obce. Nostalgia jest jedną z wybitnie ludzkich cech. Nostalgia, czyli chwilowa tęsknota za rzeczami które minęły. Nieszkodliwa, za to prznosząca ukojenie umysłowi. Nie tyczy się to tylko sfery seksu. Weźmy inny scenariusz: facet meszka przez X lat jako kawaler w swoim mieszkaniu. Poznaje któregoś dnia Tą Jedyną. Wspólnie zaczynają zapierdzielać i po kilku latach i jeszcze kilku kredytach - stawiają swój wymarzony domek jednorodzinny. Facetowi się domek naprawdę podoba, podoba mu się żona z którą go postawił, podoba mu się mieszkanie w tym domu. ALE - ! Czasem na bank w jakiejś chwili pomyśli "kurde, fajne było te mieszkanie samemu, jak nikt nie marudził że wracam do domu o 4 nad ranem i włączam film, nikt mi nie dziamgał żebym wyłączył tv bo chce spać"... Czy to jest złe? Zasługujące na potępienie? Nie, dopóki facetowi tylko czasem taka myśl wpadnie do głowy - co innego gdyby powiedział żonie "sorry kochanie, wiem że przez 5 lat wspólnie zapieprzaliśmy na dom, ale jednak poprzedni tryb życia bardziej mi odpowiadał, adios"... "Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamieniem". Serio, osoby które miały w życiu więcej niż 5 partnerów, odpowiedzcie szczerze - nigdy nie zdarzyło wam się fantazjować o swoich byłych? Bardziej mnie przeraża podejście któremu wielu ludzi zdaje się przyklaskiwać: OK, w czym widzę problem? W tym że zdradę ludzie postrzegają na poziomie fizyczności. "Zdrada jest jak wsadzisz/połkniesz". Natomiast "myślenie o kimś innym" nie jest uznawane za zdradę. Oczywiście, to też można rozbić na dwie kategorie. Pierwsza, to "myślenie o kimś" w sensie wspominania gorących numerków podczas głaskania salami pod prysznicem. To faktycznie nie jest zdrada, bo to jest de facto nie "myślenie o kimś" a "myślenie o seksie z kimś". Czyli de facto nie myśli się "o kimś", myśli się "o seksie", jedynie tego kogoś używa w roli wyobrażonego "partnera w zbrodni". Natomiast "myśleć o kimś" można też interpretować w drugą stronę i to jest dla mnie kwintesencja zdrady. Nie odczuwam jako zdradę to jak dziewczyna mi powie że czasami leżąc w wannie gmera sobie tu i tam wspominając gorące momenty poprzedniego związku. Wniosek bowiem jest logiczny: skoro moja kobieta fantazjuje o minecie robionej przez swojego byłego, to znaczy że ja robię minetę za słabo i powinienem się zmobilizować, postarać i zrobić tak żeby to o mnie fantazjowała, ewentualnie, jeśli się kiedyś rozstaniemy, to żebym w przyszłym jej związku zajął miejsce poprzedniego, "pokonanego" minetatora. Ale jeśli kobieta zaczyna myśleć o innym facecie w kontekście innym niż seks, np. że komuś innemu woli się wygadać, z kimś innym wolałaby pojechać na wakacje, z kimś innym chciałaby wieczorem obejrzeć film w łóżku - TO jest zdrada. Nie kiedy kobieta myśli o swoim byłym podczas masturbacji podczas przerwy na lunch w biurze, ale kiedy wieczorem leży pode mną i ciągle marzy żeby to był ktoś inny. Nie kiedy kobieta wychodzi na miasto z kumplami na dziką imprezę, ale kiedy spędza z nimi więcej czasu niż ze mną. Kiedy przestaję czuć że traktuje mnie jak swoją faktyczną drugą połówkę. Poza tym jest jeszcze w tle jedna kwestia której nikt chyba nie zauważył (sorry, jak pisałem, przeczytałem tylko 1/4 tematu) a mianowicie pieprzone technologiczne społeczeństwo w którym żyjemy. "Czego oczy nie widzą..." - jakby żona kaleba nie wlazła czytać jego posty na forum to nie byłoby sprawy. Paweł zainwestuj kilkadziesiąt pln w jakiś badziewny tablet żeby zyskać trochę prywatności skoro komputer macie wspólny. Każdy ma prawo mieć kilka swoich tajemnic.
-
"Szósty zmysł" - obejrzany po raz drugi, po dobrych 10 latach od pierwszego seansu. Ciekawie się ogląda znając finałowy twist, śledząc uważnie każdą scenę w poszukiwaniu ewentualnych potknięć M. Night Shamyalamanlamanna. Ze względu na to nie były to stracone 2 godziny, aczkolwiek trzeci raz już tego filmu raczej nie mam w planach oglądać, bo pomijając element zaskoczenia za pierwszym razem i "tropienia" za drugim - obiektywnie rzecz biorąc nie jest doskonały, w scenariuszu jest mnóstwo dziur. "From Hell" - Johnny Depp jako detektyw Abberline, regularnie ćpający opium dzięki któremu zaznaje "wizji" dzięki którym próbuje wytropić Kubę Rozpruwacza. Film wywołał we mnie sprzeczne reakcje - z jednej strony głupi, głupi, głupi scenariusz podążający tropem jednej z najdurniejszych teorii na temat Rzeźnika z Whitechapel, wyśmiewający zdrowe zmysły kogokolwiek interesującego się tą sprawą; z drugiej strony niesamowicie oddany klimat Londynu tamtych czasów, oraz realistycznie, z dbałością o detale przedstawione morderstwa tzw. "kanonicznej piątki". Dla ludzi nie siedzących w ripperologii może wydać się nudny, dla ludzi siedzących - może wydać się głupi. Jako należący do drugiej grupy, poradziłem sobie za pomocą zmiany stanu umysłu i potężnej torby popcornu. Na marginesie - tytuł filmu bierze się z najbardziej znanego listu Kuby Rozpruwacza, jeden z trzech które uznaje się za coś więcej jak wygłup (ochrzczonego tak od pierwszych, powitalnych słów). Wszystko fajnie i super, ale czemu na ekranie ten list pojawia się przez niecałe dwie minuty?! Myślałem że z takim tytułem, list będzie główną osią fabuły, było nie było, jest to najprawdopodobniej jedyny legitny list od JtR; myślałem że co najmniej 1/4 czasu ekranowego będzie poświęcona badaniom, analizie, tropieniu... Coś jak listy Zodiaka w "Zodiaku", coś jak motyl w "Milczeniu Owiec". Cóż, przeliczyłem się. "Battle Beyond The Stars" - Roger Corman w całej swojej gównoglorii: film powstały na fali szału "starwarsowego", z obowiązkowymi kolorowymi laserami, fabularnie zerżnięty z "Siedmiu Wspaniałych" (tyle że w kosmosie), podany w sosie kiczu, ujęć używanych po kilka razy ze względów finansowych i gry aktorskiej zawstydzającej pierwsze odcinki Star Treka z lat 60-tych. Kolejna produkcja wywołująca mieszane uczucia, z jednej strony bowiem po kilku minutach ma się ochotę nacisnać "STOP" żeby nie stracić 2 godzin z życia na coś tak głupiego, z drugiej strony - nie da się wyłączyć, bo film jest wręcz hipnotyzująco głupi i autentycznie człowiek się zastanawia jaka głupota wyleje się z kolejnej sceny... i kolejnej... i kolejnej... Jako ciekawostka: jest to jeden z pierwszych filmów Jamesa Camerona, tyle że nie jako reżysera - pracował przy modelach statków i trzeba mu przyznać: facet od zawsze był wizjonerem. To chyba jedyny film w którym widziałem statek kosmiczny z CYCKAMI. Yup, z cyckami. Popatrzcie tylko na plakat i powiedzcie mi że ten statek nie ma cycków: Na deser - prawdziwa wisienka na gównianym torcie: "From Beyond". Panie, ja pier*dolę. Uwielbiam horrory z lat 80-tych. Są tak kiczowate, tak komiczne, tak obrzydliwe i tak niesamowicie zajebiste!! I ten z pewnością należy wykopać na światło dzienne bo zasługuje na sławę podobną do "Martwego Zła", "Hellraiser" czy "Powrotu Żywych Trupów". W skrócie: film jest bardzo swobodną adaptacją krótkiego opowiadania H.P. Lovecrafta, główny bohater jest pomocnikiem szalonego naukowca, konstruktora maszyny pobudzającej ludzkie mózgi aktywując "szósty zmysł" pozwalający dostrzec inne wymiary i zamieszkujące je stwory. Ale - o, o! - stwory oczywiście lubują się w ludzkim mięsie - tak na start, bo powodują wiele innych efektów ubocznych. To jeden z tych filmów, w których co chwila nie wiadomo czy się śmiać czy rzygać - efekty specjalne są NIESAMOWITE, obrzydliwe, kreatywne, a jednocześnie reakcje bohaterów na to co się wokół nich dzieje, dialogi i sposoby na pokonywanie przeszkód są komiczne. Widzieliście kiedyś film w którym bohaterka ratuje się przed sforą żarłocznych potworów za pomocą pudełka zapałek? Jak nie, to możecie obejrzeć "From Beyond". 9/10, piątka z plusem, zajebistość skondensowana w 90 minutach! No i końcówka, która mogłaby posłużyć jako intro do jakiegoś metalowego albumu [videoyoutube=htt9eoPhmbE][/videoyoutube]
-
Boje sie tego kraju, za duzo zjebów ktorzy za krzywe spojrzenie sa gotowi wjebac w ciebie cały magazynek z uzi bez mrugnięcia okiem Przy dużej dozie szczęścia Meksykańce uwielbiają maczety, zwłaszcza w cudzych szyjach
-
Bądźmy poważni, do pracy tylko komputer choćby z tego względu że na nawet 10-calowym tablecie nie wyobrażam sobie pracy w Corelu, Excelu, czy jakimkolwiek programie przydatnym w pracy, nie mówiąc już o tym że po prostu nie ma takiego oprogramowania na tablety (a przynajmniej mi nic nie wiadomo o tabletowym Corelu). Osobiście na telefonie uważam net za nieprzeglądalny, jest pewna granica wielkości ekranu poniżej której staje się to torturą. Nawet głupie sprawdzenie rozkładu autobusów to koszmar. Każdy ma swoje powody; filmy i zdjęcia do mnie na przykład zupełnie nie przemawiają jako argument za zakupem tabletu, natomiast już nieraz pisałem - jest to idealna zabawka do książek. A co do gier to o gustach się nie dyskutuje więc tylko powiem że mam odmienne zdanie - nie tylko są dostępne przenośne wersje naprawdę fajnych tytułów (Max Payne, GTA) ale też pierdyliardy darmowych wariacji Angry Birds czy Cut the Rope, innymi słowy: gierek logicznych z gatunku "pięciominutówek" idealnych na oczekiwanie na autobus czy na długą kolejkę w Biedronie; do tego świetna baza emulatorów tak więc uwielbiane gry z dzieciństwa zawsze można mieć przy sobie. Jak ktoś oczekuje po tablecie że wyjdzie na niego Crysis 4 to chyba pomylił galaktyki po prostu. Inna sprawa że zgodzę się w tym że to nie gry są głównym atutem tabletu. Są nimi: "natychmiastowość" (startup Androida to kilkanaście sekund), wygodne przeglądanie internetu (ja głównie siedzę na wikipedii i naprawdę nie narzekam; przyznaję że inne aktywności niż przeglądanie są już bardziej uciążliwe) oraz funkcja ebooka.
-
Absolutnie się nie obrażam i skontruję: Kolumbia!
-
Tak było w moim śnie A myslisz że po co uwzględniłem je w swoich wymaganiach, hiehiehie? Argentyna, nowa osobowość, tyle wygrać xD
-
OK, jako że za każdy niewykorzystany dowcip gdzieś umiera panda, to... W dodatku na opadającą fajkę są pigułki, ha! 1:0, drogie panie! To jest tak seksistowsko śmieszne że musiałbym być Kazimiełą żeby to płostować
-
Ja tam raczej uważam że tylko w jednej (wiadomej ) kwestii się nie zgadzamy :) No ja właśnie uznaję się za klasycznego robola, praca = 8 godzin i do domu, kropka A taki właściciel firmy jest w pracy praktycznie cały czas. Nie dla mnie taka opcja... Plus jeszcze jedna kwestia: trzeba rozkazywać ludziom. A ja strasznie tego nie lubię, migam się od tego jak mogę i nie znoszę dni kiedy muszę zastępować kumpla na jego dziale bo on "dyryguje" czterema osobami. Nie znoszę jak ktos mi każe coś robić --> nie czuję się dobrze kiedy sam muszę komuś kazać coś robić. Jakby co, to zaznaczam że nie chodzi mi o to że przychodzę do pracy i migam się od roboty; po prostu lubię pracowac własnym tempem i metodami. Jak przychodzi zlecenie od mojego klienta i je od razu przyuważę w firmowej poczcie, to najczęściej (jesli nie jest to jakaś pojebana robota) zabieram się do pracy z uśmiechem. Ale jak maila wcześniej przyuwazy szef i dzwoni do mnie na wewnętrzny z poleceniem "przyszedł mail od X, zrób to" to wewnętrznie się gotuję i buntuję Przecież to zrobię, nie trzeba mnie pośpieszać! Natomiast miałem kiedyś piękny sen - wygrałem w totka i wykupiłem teren centralnie na przeciwko obecnego miejsca pracy, postawiłem drukarnię, zatrudniłem wszystkich z którymi obecnie pracuję a klienci wszyscy przeszli do mnie bo też irytują ich kontakty z moim szefem To był piękny sen...
-
Do usług Pytanie o to co to przekątna byłoby faktycznie głupie, ale jest jeszcze kwestia proporcji ekranu, czy mamy do czynienia z ekranem 4:3 czy 16:9, bo wtedy przy takiej samej przekątnej wymiary będą różne
-
To taki co ma ekran o przekątnej 7 cali czyli 17,5 cm co daje ekran o wymiarach +/- 16x9 cm
-
Wszystko zależy od oczekiwań, preferencji i przewidywanych zastosowań iOS uważam za dobry system, na pewno stabilniejszy w użytkowaniu w porównaniu do Androida. Na pewno pomaga w tym zamknięta architektura oraz wąski zakres urządzeń które pod nim "chodzą" - jest to system dla sprzętów Apple'a i kropka. Natomiast Android musi chodzić nawet na zegarku Na pewno iOS sprawdza się lepiej jeżeli urządzenie ma ci służyć do przegladania neta, fejsbukowania, tweetów i tak dalej. Ale to nie system dla mnie - nie jestem "społecznościowcem" i dużo bardziej cenię sobie otwartość Androida. Ot choćby prosty fakt że mogę na niego wrzucić muzę przez USB a nie przez iTunes (czy czego tam używają Jabłka). Plus użytkownik ma większy dostęp do ustawień urządzenia, Android jest łatwiej "hackowalny" bez jailbreakowania nawet. Mam w sumie 3 urządzenia na Androidzie - tablet, telefon i konsolę. I podoba mi się niesamowicie to, że nawet jeśli przykładowo jakiś program teoretycznie nie jest onsługiwany przez dane urządzenie, to nic nie stoi na przeszkodzie żeby samemu zainstalować program i bardzo często okazuje się że "jednak się da się" I nie chodzi tu bynajmniej o to że to tylko fajna furtka do piracenia; przydaje się też przy całkowicie "legitnym" oprogramowaniu. Mam chociażby grę X kupioną legalnie na moim telefonie LG, ale już chodząca pod Androidem konsolka Ouya nie ma jej w swoim sklepie. W kwadrans dało sie bez problemu zrobić backup na telefonie, zgrać backup na usb, przenieść na konsolę i zainstalowac z poziomu Total Commandera. No ale to właśnie pokazuje w pewien sposób "co jest dla kogo". Jeśli ktoś nie zrozumiał połowy powyższego akapitu, to zdecydowanie polecam mu iOS'a :) Fajny system, ale nie dla mnie, może kiedyś jak wygram w Lotto, na razie pozostanę przy systemie dla biedoty
-
Każdy sobie rzepkę skrobie, ja uważam Android za zajebisty, no ale może dlatego że nie tylko czytam na nim książki ale i grzebię w systemie trochę - ale wiem że to dla 90% użytkowników akurat jest zerowy argument
-
ladywind, przeglądanie forum na tablecie nie sprawia mi problemów, za to pisanie to fakt, bez podczepionej klawy - tragedia.
-
A to tu się zgodzę - albo laptop albo tablet powyżej 1000 pln, na sprzętach z tej półki cenowej nie powinno być już problemów ze stabilnością/szybkością, a kwestia podłączenia klawiatury czy myszki czy głośników przez USB wymaga jedynie kupna przejściówki albo huba za 10-15 zeta i wtedy łatwo przekształcasz sobie tablet w prawie-laptopa.
-
To nie jest jedyny plus, no chyba że się nie jest książkomanem, dla mnie w tym urządzeniu mogłoby nie być nic oprócz adobe readera a i tak byłbym mega zadowolony Do łóżka to chyba i laptopa da się bez bólu przytargać, ale tablet można zabrać nawet do kibla