deader
Użytkownik-
Postów
4 886 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez deader
-
Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem
deader odpowiedział(a) na gosia hd temat w Uzależnienia
"Każdy sobie rzepkę skrobie" - skoro ci to dobrze działa to git. Znam natomiast kilka osób które generalnie rzuciły palenie, ale "od święta", do piwka zdarza im się poprosić o fajka. Palą jednego i koniec. -
Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem
deader odpowiedział(a) na gosia hd temat w Uzależnienia
Ja szczerze mówiąc widzę w tym pewien sens. Kiedyś przez kilka lat byłem w ciągu amfetaminowym. W pewnym momencie praktycznie z dnia na dzień zrobiłem "stop". Nie znaczy to bynajmniej że przez te ostatnie 6 lat zachowałem 100% abstynencję. Dwa-trzy razy do roku jak napatacza się okazja (ktoś częstuje na imprezie, chłopaki na próbie sypią krechy na bębnach i tym podobne) to wciągam. Ale mam nad tym taką kontrolę, że ani razu mi się nie przytrafiło abym po takiej imprezie wyskoczył następnego dnia szukać spida na mieście. W South Parku był odcinek o alkoholizmie. Fabuła wyglądała mniej więcej tak: ojciec jednego z dzieciaków został przyłapany na jeżdzie po pijaku. W ramach kary zarządzono mu pogadanki w szkołach na temat niebezpieczeństwa alkoholu oraz dwa tygodnie uczęszczania na mityngi AA. Tam wmówiono mu że alkoholizm to choroba i zgodnie z programem 12 kroków kazano mu, wedle pierwszego punktu, przyznać że nie ma kontroli nad piciem i pokłaść wiarę o wyzwoleniu w Bogu. W efekcie facet zaczął pić jeszcze więcej, bo miał odpał że "choroba go kontroluje", że nie ma kontroli nad piciem". Szansę na wyleczenie dostrzegł w rzekomym cudzie który wydarzył się w okolicznej miejscowości - statua Matki Boskiej zaczęła krwawić z... odbytu. Ludzie masowo ruszyli po uzdrowienie, wierząc że święta krew wyleczy ich choroby. Randy poszedł więc pod statuę, został "namaszczony" krwią i natychmiast "ozdrowiał". Przez kilka dni celebrował zwycięstwo nad chorobą, które udzieliła mu boska moc. Piątego dnia zbiegły się dwa wydarzenia: mityng AA celebrujący jego wyzdrowienie, oraz przyjazd papieża który miał zweryfikować czy faktycznie krwawiąca statua jest cudem. Po dokładnym przyjrzeniu się posągowi, papież zauważył pewien detal. Podczas mityngu AA kiedy wszyscy świętowali "ozdrowienie" Randyego, w TV na kanale z newsami przedstawiono aktualizację sytuacji: otóż papież po dokładnym zbadaniu posągu, stwierdził że posąg Matki Boskiej nie krwawił z odbytu, ale z waginy. I, jak go zacytowano: "Panna krwawiąca z waginy to żaden cud - panny regularnie krwawią ze swych wagin". Randy'ego jakby piorun trafił: zdruzgotany stwierdził że skoro to nie był cudo, to wcale nie jest wyleczony - i po chwili poleciał do baru, zamawiając stos drinków, twierdząc że dalej jest "chory". W tym momencie nadszedł czas na tradycyjny "morał pod koniec odcinka". Mianowicie jego syn dopadł go w tym barze i opieprzył go za ten niekontrolowany powrót do chlania. Ojciec próbował się tłumaczyć, że nie może nic z tym zrobić - cudu nie było, więc nie jest wyleczony, alkohol znów nim włada. Wtedy syn uzmysłowił mu błąd w logice: "Tato, byłeś całkiem trzeźwy przez pięć dni. Skoro cud był fejkiem, to znaczy że SAM tego dokonałeś - jesteś w stanie SAM kontrolować swoje picie". Randy "przegryzł" ten wywód, przyznał radośnie rację, rzucił na ziemię wszystkie zakupione piwa rozbijając je na chodniku i stwierdził że od teraz będzie żył w trzeźwości, SAM, że nie pozwoli alkoholowi kontrolować swego życia. I tu nastąpił najważniejszy "morał": synek powiedział mu że - NIE! to nie jest rozwiązanie! Bo przecież tatko lubi raz na jakiś czas wypić sobie piwko. Albo dwa. Zadeklarowanie że już NIGDY nie będzie pił sprawia że alkohol nadal kontroluje jego życie. I że takie skrajności są w pewnym sensie łatwe. Prawdziwą sztuką jest nauczenie się kontroli nad piciem, poznanie pewnych osobistych "granic" których w tym temacie nie można przekraczać. Nauczyć się pić z głową - to prawdziwe wyzwanie... Ojciec przyznał mu rację i ruszyli w stronę zachodzącego słońca :) Przytaczam to streszczenie bo moim zdaniem w tej "głupiej kreskówce" autorzy bardzo często mają trafne spostrzeżenia na wiele aspektów życia które dotyczą wielu ludzi. Odmawianie sobie całkowicie alkoholu, narkotyków, leków, które z jakichś powodów nas pociągają sprawia że nie możemy zdobyć się na dystans do tych problemów. W pewien sposób zamiast żyć tak jak zakładamy - całkowicie bez tej czy innej pokusy - cały czas jesteśmy pod jej szyderczą władzą. Prawdziwą sztuką jest właśnie znalezienie "złotego środka". Dlatego ja na przykład nigdy nie powiedziałem sobie czy innym: "już NIGDY nie wezmę amfetaminy". Po pierwsze - taka deklaracja spowodowałaby że częściej bym o tym myślał, stale "pilnując się" żeby nie złamać słowa; a po drugie - gdybym je jednak złamał, to zawiódłbym nie tylko tych którym to deklarowałem, ale przede wszystkim samego siebie. A to najszybsza droga do wpadnięcia w złe samopoczucie, myślenie "fuck, jednak jestem słaby, nie uda mi się, źle mi, muszę wciągnąć/zajarać/zapić żeby o tym nie myśleć, zapomnieć, poczuć się lepiej". I powrót do nałogu - może nie 100% pewny, ale bardzo , bardzo prawdopodobny. Najlepszy przykład z ostatnich miesięcy mam u siebie z marihuaną. Po około 10 latach praktycznie codziennego palenia, pewnego dnia, z dnia na dzień - przestałem. Nie zakładałem że "już nigdy nie zajaram". Po prostu miałem dość pewnych niefajnych spraw które wynikały z tak ustawicznego palenia i stwierdziłem że czas na trochę odstawić. Po części żeby się pozbyć owych niefajnych spraw, po części żeby przekonać się czy potrafię. Nie zakładałem przy tym, broń szatanie, że "już nigdy nie zapalę. I udało się - przez cztery miesiące nie jarałem. Cztery miesiące abstynencji oczyściło mój organizm z THC, kiedy w końcu postanowiłem że mam ochotę znów zapalić to skułem się tak niemiłosiernie, że szok - po 10 latach palenia non-stop organizm był tak przyzwyczajony do marychy, że prawie nie odczuwałem jej działania, paliłem z przyzwyczajenia można powiedzieć. I kiedy po tych czterech miesiącach zapaliłem faję i odleciałem dość mocno, to stwierdziłem: wow, nie, od teraz trzeba do tego inaczej podchodzić. Od tamtej pory popalam sporadycznie - na imprezach, na spotkaniach ze znajomymi u mnie, na Zlocie ( ) - wyeliminowałem przymus palenia codziennie, opanowałem podświadome można powiedzieć palenie - wcześniej zdarzało mi się że wracałem z pracy do domu, brałem prysznic, robiłem obiad, zasiadałem do kompa bez zamysłu zajarania, a w którymś momencie orientowałem się że leży przede mną naładowana lufa, którą nadziałem prawie nieświadomie. Teraz ma luz w tym temacie, nie mam żadnej spiny na codzień żeby koniecznie zajarać - ale raz na jakiś czas z pełną świadomością, przy odpowiedniej okazji, wyciągam z szuflady torbę i upalam się jak świnia Najlepszym dowodem mojego luzackiego obecnie podejścia jest to że stuff leży w szufladzie, w zasięgu ręki, a nie ma tak jak kiedyś że "jak coś mam - to trzeba to zjarać, już, teraz, natychmiast!". Moim zdaniem, nieskromnym, jest to pewien mały sukces, i cieszy mnie że - tak zresztą jak z amfetaminą - poradziłem z tym sobie sam, bez żadnych detoksów, terapii, mityngów Anonimowych Narkomanów. Nie pozwalam też żeby przemawiała przeze mnie pycha - nadal bez krępacji jak ktoś zapyta czy jest potrzeba określenia siebie podczas np. rozmowy - mówię o sobie bezlitośnie: "jestem ćpunem". Kiedyś zacząłem nim być, byłem, jestem i będę. Nie ma co mydlić oczu. Ale jednocześnie z dumą i przekonanie mogę powiedzieć że nie kontroluje to mojego życia. Tak więc uważam że teoria o tym że raz na jakiś czas można sobie zrobić "reset" swoją ulubioną trucizną - ma sens. Ważne żebyśmy byli na takim etapie że mamy PEWNOŚĆ że mamy sprawy pod kontrolą. Prawdziwą pewność, z nie puste zapewnienia "aktywnych" ćpunów czy alkoholików o tym że "w każdej chwili mogą przestać". Tu nie chodzi o to żeby w każdej chwili móc przestać. Chodzi o to żeby tak nad sobą popracować, żeby być pewnym że po jednorazowym "wyskoku" się nie zacznie. -
South Park Tour! [videoyoutube=w24Xd8fVlTU][/videoyoutube] [videoyoutube=sChi0Bsb2fw][/videoyoutube] [videoyoutube=-VILgSsesD0][/videoyoutube]
-
A ja się załamałem bo mimo takiej hot-nowości torrent pokazuje mi 12 h zasysania :/ Może się rozkręci, ostatnio Tomb Raider poleciał w jakieś 2,5 godziny... No ale entuzjazm opadł i nastawiam się że dopiero jutro odpalę...
-
Haha ten tekst o tym że "na twoje stanowisko jest sto chętnych" to tak standardowy tekst szefa przy sprzeczkach że przestałem na to zwracać uwagę, usłyszałem to dziesiątki razy a jakoś mnie nie zwolnił dotąd. Wie że gość z branży na moje stanowisko za taką kasę to by go wyśmiał, a robotę swoją robię dobrze. No, ale ten tekst to można powiedzieć manifest XXI-wiecznego kapitalizmu :/
-
To nawet nie tylko takie podejście Ot, przed chwilą miałem właśnie kolejną "geniuszkę" - przychodzi baba z pendrajwem, z plakatami do druku formatu 80x100 cm, i mówi że chce tego zrobić 4 sztuki. Na dzisiaj. Zaznaczę wyraźnie że przyszła do nas o godzinie 15:18 a na firmie jest wyjebiście wielka tablica PRACUJEMY OD 7 DO 16. Jakim trzeba być "geniuszem" żeby przyjść z taką robotą myśląc że zdołamy ją wykonać w 42 minuty? I jakim arogantem, żeby zakładać że jest jedynym klientem na świecie i moja maszyna tylko czeka aż raczy się zjawić, na pewno nic innego nikomu nie drukuję akurat pod koniec piątkowego dnia, przecież któżby był takim idiotą żeby drukować coś w piątek pod koniec dnia?
-
Najgorsze że niektórzy nie myślą tak w kategorii żartu...
-
A mnie tam nie przeszkadza, ważne że gra się fajnie :)
-
Ale to prawdziwe nie fake? A masz taką machinę żeby to udźwignąć? ;] Pewnie że tak. Xbox 360 + TV 42" Potwierdzone że nie fake bo na xbox360iso już ludzie zweryfikowali i pykają. Farciarscy amerykańce Ale niech no ja tylko wrócę z pracy...
-
Hmm jak jesteś na uczelni to nie jesteś taki stary Praca, jeśli nie jest to praca w banku, też dziwnym argumentem dla mnie... Ja tam za rok łamię trzydziestkę i zasuwam w bojkach cały czas, najlepsiejsze spodnie ever! MNIE! Rozbrajają mnie takie akcje, bo to tak jakby pójść do pizzerii i znaleźć się w takiej sytuacji: - Dzień dobry, macie państwo w ofercie pizzę mexicana? - Tak, mamy... - To ja poproszę jed... - ...tu ma pan ciasto, tu ser, tu fasolkę, piec jest tam...
-
K = kilient J = ja Dzwoni telefon. Odbieram. K = Dzień dobry, chciałbym zamówić [wieloetapowa praca zajmujaca zazwyczaj ze wzlędów technologicznych kilka godzin], na za godzinę J = Poproszę o nazwę firmy K = Urząd Miasta w... (zaprzyjaźnieni z szefem) J (zaciskając zęby) Ok. Uda się. Mają państwo gotowy projekt? K = Tak... J = Ok, proszę przesłać na adres... K (wchodząc mi w pół zdania) = ...więc chciałbym żeby pan zrobił taki tekst, i do tego dołożył taki obrazek.... Ręce opadają.
-
Sorry ale istnieje coś totalnie anty-pedalskiego czyli bojówki i te spodnie akurat znajdziesz we wszystkich rozmiarach i wzorach Porządne M-65 są nie do zdarcia czyli inwestycja na lata plus bonus w postaci pojemności maksymalnej kieszeni wynoszącej około 12 browarów
-
GTA 5 już na torrentach. Szykuje się weekend nerda
-
Marilyn Manson "Długa droga z piekła" - totalnie odjechana, porypana, zaćpana i zarzygana autobiografia artysty którego nie słucham ale książka mnie dosłownie "przyssała"
-
Mlehehe dobree To i tak nic w porównaniu do fanów Gwiezdnych Wojen, którzy wiedzą że powstaną kolejne części ale boją się tego jak będą wyglądać A nawiasem mówiąc - ja doświadczyłem czegoś podobnego z Diuną, żałuję że Herbert napisał tylko kilka tomów. Te kontynuacje pisane przez jego syna to już "nie to".
-
Nie, spoko. Muszę odpowiedzieć wymijająco: że to co proponujesz - przerabiam w gabinecie u lekarza
-
Owszem, przepraszam, poniosło mnie. Mamy inny wątek, gdzie bluzganie jest dozwolone i tam powinienem był się wyżyć. Albo policzyć do dziesięciu i nic nie pisać... Jedyne co mam na "usprawiedliwienie" to że ten temat jest dla mnie mocno drażliwy, mój "przypadek" to właśnie nie "defekty" snu spowodowane zarywaniem nocy, czy rozregulowanie zegara biologicznego. Próbowałem już przez lata wiele rzeczy i różnych sposobów na "ustawienie" owego zegara podłóg trybu życia "normalnych" ludzi i cały czas nie jestem zadowolony z efektów. Przez kilka ostatnich miesięcy było lepiej dzięki lekom, teraz mam wrażenie że przestają działać i panikuję. Jeszcze raz sorry. Zamiast bluzgać powinienem był raczej napisać o tym jak sprawa wygląda u mnie. Jakby co - nie mam nic przeciwko "ocenzurowaniu" tamtego posta jeśli zbyt razi w oczy.
-
Dziś rano o tym pomyślałam, ale nie chciałam proponować, bo do Sylwestra jeszcze tak dożo czasu Mnie powstrzymywało obawa odzewu "nieee, bez przesady, w Sylwestra to idę się bawić z bliskimi znajomymi"
-
No i takie "niekanoniczne" podejście do wiary ja szanuję, serio, niewielu "chrześcijan" ma odwagę myśleć samemu, w taki sposób. Eh, gdyby więcej było wierzących jak Kalebx to dużo mniejszy hejt na religię by był...
-
też myślałem o sylwestrze. W tym przypadku mógłbym rozpatrywać nawet południe Polski tj. góry. A wiecie że też mi niedawno po głowie chodził taki pomysł i to w dokładnie takiej lokalizacji? Ja chyba już teraz mógłbym się "pisać" na takiego Sylwka; jedyne kryterium: co najmniej 10-osobowa ekipa, tak, żeby można było jakieś konkretne party rozkręcić
-
Jakby co, jakby jednak piekło istniało i dostałbyś tam jakąś super funkcję to pamiętaj o użytkownikach nerwica.com i załatw jakiś wygodny kociołek z hydromasażem Spoko, kocioł z napierdzielającymi po plecach tabletkami hydroksyzyny - załatwione
-
jak ja się mylę , to i tak niczym nie ryzykuję , gorzej jak Ty W pewnym sensie - ryzykujesz. Życie "niegrzeszne" jest dość mało atrakcyjne - ani papierosa nie można zapalić (bo to zabijanie siebie a to wbrew nakazom kościoła) ani dupeczki w wakacje poznanej przelecieć (bo seks to tylko w małżeństwie i to po kościelnej ceremonii) i tak dalej i tym podobne... Żyjąc "po bożemu" odmawiasz sobie sporo przyjemności No, chyba że zbijesz to argumentem spowiedzi. Ale wtedy - ponawia się problem który nie dawał ci spokoju - bo teoretycznie w takim razie Hitler mógłby się wyspowiadać przed śmiercią, odbyć odpowiednią pokutę i popijac drinki w niebie. Jestem niewierzący, ale moim zdaniem, gdyby Bóg istniał, to sądziłby ludzi sam osobiscie po śmierci, nie zważając na spowiedzi i inne takie, ustanowione przez ludzi. Bowiem jest szansa że mylimy się i my, i ty :) i że wszystko działa jeszcze inaczej. Hie hie hie
-
Przewrotnie odpowiedziałbym: to samo, co jeśli ty się mylisz - przerypane To pytanie to trzebaby zadać odpowiednim organom, bo na przykład dla mnie brak kary śmierci i więzienia z luksusami t parodia sprawiedliwości.