Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

ratille

Użytkownik
  • Zawartość

    62
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Po pierwsze - śmieszy mnie to, że siedzę godzinami w łazience i nikt nie reaguje mimo, że moja współlokatorka deklarowała, że będzie mnie ratować, gdy zechcę popełnić samobójstwo ( mam dwie próby samobójcze za sobą, ale teraz już nie jestem na tyle odważna, bo te dwie mnie zmęczyły). Dwie godziny siedzenia w łazience i nic. Tak samo mam w domu u mamy. A kiedyś faktycznie mogę coś sobie postanowić i nikt mnie nie uratuje. Nie lubię siebie ani swojego życia. Zakopałam swoje talenty pisarskie, a jak je odkopuję, to ujawnia się depresja/ dwubiegunowa choroba/ schizofrenia - nie wiadomo co to jest. Przyjaciel, którego uważałam do tej pory za najważniejszego przyjaciela powiedział, że "nie porwałam go i że nie interesuje już go moja osoba". Reaguję źle na kłamstwa innych osób i robię okropne awantury im o to (dochodzi do 3 godzinnego monologu z mojej strony i nad którym nie do końca panuję) więc tym więcej osób odeszło. Mam duże ambicje i staram się, aby skończyć studia z dobrymi wynikami, ale to w sumie dla mnie trochę puste. Przeżywam każdą miłość. Po każdej nieudanej mam czarno przed oczyma i wpadam w depresję na co najmniej kilka miesięcy. Nie znajduję zrozumienia w innych ludziach Nawet już dobrze czuję się ze sobą i go nie szukam, ale mi przykro, więc mam ochotę skończyć ze sobą. Tym bardziej, że powoduje mną poczucie winy, bo moich byłych partnerów doprowadzałam do depresji swoim zachowaniem. Nie rozumieli mnie, a ja reagowałam bardzo emocjonalnie mimo, że tego nie chciałam. Nie ma najlepszych kontaktów z ojcem. W zasadzie to - całkiem je urwałam, bo jest psychopatą i go nie obchodzę tak naprawdę. Nie wiem co mam powiedzieć i z czym mi źle na ten moment. Powinnam być pod opieką psychoterapeuty dobrego, ale żaden mi do tej pory nie odpowiadał. Nie wiem co mam powiedzieć, ale cierpię. Bardzo. Już nie wiem nawet co powiedzieć. Wiele razy mówiłam ludziom o tym, co czuję, ale nikt mnie nie rozumiał. Nikt nie chciał zrozumieć - nawet psychoterapeuta. Nie wiem już co mam robić, ale jestem zagubiona. Nikt z najbliższego otoczenia o tym nie wie, bo staram się to ukrywać. Ale jest coraz gorzej. Psychoterapia nie pomaga. Ludzie mnie denerwują....
  2. Mam dosyć poważne zaburzenia snu. Jestem dorosła, a nie wyrosłam z lunatykowania, co nadal mi przysparza problemów, bo wchodzę w takie rozmowy z ludźmi podczas snu, których nie powinno być. Dodatkowo od tych naocznych świadków słyszę często, że śpię z otwartymi oczami, zgrzytam zębami albo że ich zaczynam dusić w nocy. W ostatnim czasie zaś doświadczyłam uczucia wyjścia z ciała podczas snu. Chciałam coś zrobić podczas świadomego śnienia i nagle poczułam się tak, jakbym wyszłam ze swojego ciała i znalazłam się w nowym, dziwnym wymiarze snu. Ten stan nazywa się stanem oobe. Oczywiście, nie wierzę w mistyczną/magiczną definicję tej fazy, ale taka faza może się faktycznie uruchomić u nas podczas snu i ma praktyczniejszą definicje dla mnie. Niemniej jednak to nic przyjemnego nie było. To było wręcz przerażające. Z kolei w normalne dni spotykają mnie koszmary - budzę się potem i przez godzinę nie mogę dojść do siebie. Te stany się powtarzają coraz częściej. Najbardziej mnie stresuje lunatykowanie, bo mogłabym zrobić wtedy coś głupiego. Bardzo ciężko mi zasypać ze świadomością, że podczas snu nie panuje nad swoim ciałem i że może mi się przytrafić coś nieprzyjemnego...
  3. ratille

    Samookaleczenia.

    Mimo, że to było dawno temu i mimo, że tak jakby wyrosłam z tego, to jednak blizny pozostały i jednak ciężko z nimi coś zrobić. Szczególnie z tymi, które polegały na przypalaniu się. Wstyd mi często. Nie mogę normalnie uprawiać seksu z nowymi facetami, nie mogę się rozebrać na treningach ani w lecie. Noszę cienkie sukienki z długimi rękawami... ale w końcu się rozbieram przy facecie, z którym chcę uprawiać seks. Wręcz odczuwam jego zażenowanie czy jego trudność w wypowiedzeniu się na ten temat. Nie mam wielu blizn na szczęście, ale jednak są one widoczne dla bacznego obserwatora. Nie mogę założyć długiej sukienki na ramiączkach, gdy idę na imprezę. Zawsze zakładam jakieś cienki sweterek po to, aby nie było widać moich blizn. Nie są one bardzo widoczne, ale jednak są widoczne i czuję się nieswojo z tym. Myślę nad operacją laserową, ale nie można tak do końca zatuszować tego, że wypaliłam sobie dziury na nadgarstku. Bardzo tego żałuję. Ciężko wytłumaczyć samookaleczenie się. Nie chcę, żeby faceci mi współczuli czy przyczepiali mi jakieś etykietki... Jednak... to fakt. Bardzo wtedy cierpiałam, gdy to robiła. Nawet, jeżeli usunę te blizny to jednak one pozostaną w mojej historii życia.
  4. Od dziecka mam nerwicę. To nic w porównaniu z tym, jak się czuje teraz przy rodzicach. Nie skończyłam jednych studiów z powodu depresji. Zerwalam ze studiami prawniczymi i postanowiłam, że pójdę na studia techniczne, które mnie interesują od jakiegoś czasu. Moi rodzice w bardzo niewielu przypadkach zwracali uwagę na moje potrzeby. Mówiłam mamie, ze mam depresje, ze czuje się źle ze sobą i ze mam myśli samobójcze. Co ona na to? Mówiła mi, ze jestem słaba i ze nie moge mieć takich myśli. Nic ponadto... Ona sama ma borderline oraz nerwice i nie chce się leczyć. Gdy byłam na studiach, to wszystkie swoje problemy przerzucala na mnie. Potrafiła ze mną rozmawiać przez 2 godziny dziennie przez telefon. Nie mialam zycia towarzyskiego z wyboru, bo potrafila wyssac moją energię zyciową do samego dna. Wszystko to brałam do siebie i popadlam w jakiś dziwny stan, który nazwałbym depresja. Znikad nie mialam pomocy, czy nawet zwyklej rozmowy, a na prywatnego psychoterapeute nie bylo mnie stac. W dodatku moja matka zrobiła sobie dziecko z facetem, który jest nie do życia i który mnie wyzywa. Nie sa razem, ale to i tak jest problemem. W tym roku, po przerwaniu studiów, to ja sie zajmuje jej dzieckiem, a ona pracuje. Chciałabym pójść na studia, bo mam różne zainteresowania i pasje. Nie dostałam się jednak na techniczne studia stacjonarne, a niestacjonarne techniczne stoją pod wielkim znakiem zapytania. A to wszystko przez maturę, którą pisałam dwa lata temu. Chciałabym napisać mature rozszerzoną z matematyki, ale będę to mogła zrobić dopiero za rok, a moja matka nalega, żebym już teraz poszła na studia. Zaś moje niestacjonarne studia po prostu wyśmiewa. Czuje się źle, do niczego nie mam chęci. Całymi dniami zajmuję się jej dzieckiem, mimo, ze mam ochotę wyjechać za granicę i zarobić na jakąś podróż przed studiami. Nie wiem tez tak naprawde jaka jest moja droga życiowa, a muszę pomagać dorosłym ludziom - czyli moim rodzicom. Dzisiaj mama powiedziała, ze jakas ciotka stwierdziła iż nic ze mnie nie będzie. I miałam już dosyć dyskutowania z nią. Wyplukalam szklankę, która stała na zlewie, nalałam do niej wody i wylałam całą jej zawartość na matkę. Mam wyrzuty sumienia, bo wiem, ze jest jej w życiu źle z powodu zaburzenia i z powodu tego, ze mój ojciec jest psychopatycznym sadystą, ale z drugiej strony ... traktuje mnie jak śmiecia, mimo, ze jej pomagam i mimo, ze sama mam depresję, której ona nie rozumie. Jestem młoda i zagubiona w życiu. Nie mam przyjaciół. Nie mam miłości. Nie mam zrozumienia. Proszę o pomoc. Próbowałam z nią rozmawiać o tym wiele razy. Zawsze zaczyna od tego, ze jestem słaba i ze nic nie znaczę.
  5. I czasami też mam obawy odnośnie tego, że moje stopy są brudne. Kiedyś doprowadziłam tym partnera do konfuzji podczas sytuacji łóżkowej, bo nagle stwierdziłam, że muszę zakryć swoje stopy i zrobiłam dziwny ruch
  6. Czasami muszę spojrzeć na daną rzecz z wielu stron. Dzieję się tak dlatego, że nie jestem pewna, czy widzę to, co widzę oraz czy mój mózg nie płata mi jakichś figli. Nigdy nie miałam omamów co prawda, ale potrafię sobie wyobrazić skąd one się biorą i że mogłabym je mieć. Muszę zmieniać co jakiś czas miejsce, w którym wykonuję czynności wymagające ode mnie skupienia. Często mi przeszkadza światło, temperatura oraz lokalizacja różnych przedmiotów. Boję się też, że mogę wpływać na przedmioty za pomocą telekinezy i np. odkręcać gaz etc. Dlatego jak wychodzę z kuchni to staram się nie patrzeć na kurki od gazu pod niewłaściwym kątem.
  7. Nie będę się rozpisywać i przejdę do konkretów. Tęsknię bardzo za jedną osobą już ponad rok. W związku z zaistniałą sytuacją miewam sny, które staram się zrozumieć. Pierwsze kilka snów: On i ja jesteśmy w bardzo małym, podłużnym i ciemnym pokoju. W domyśle jest to jego pokój. Obydwoje jesteśmy smutni. Pojawiają się silne uczucia między nami i jednocześnie pojawia się dystans. Ostatni sen: Spotykam go we śnie. Od samego początku boję się, że go zaraz stracę. Tracę go z oczu. Na koniec siedzę sama w pokoju, który znam z poprzednich snów. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, co ten pokój symbolizuje i czy to nie jest jakaś forma kontaktu emocjonalnego/ telepatycznego między nami. Nie wiem czy coś takiego może istnieć. Dla mnie jest to tylko zagadka. Czy ktoś mógłby mnie trochę naprowadzić? Czy ktoś miał podobne zagwozdki? Może nie warto się nad tym zastanawiać?
  8. Bycie w związku jest do bani pod pewnym względem. Jesteś z kimś i to zmusza cię do głębokich przemyśleń na temat tego kim jesteś w tym związku. Zmusza do przemyśleń na temat tego, w jaki sposób twoja autonomia jest ograniczona. Zadajesz sobie pytanie: po co? Czy umiesz naprawdę kochać siebie i osobę z którą jesteś? Szczere rozmowy o swoich odczuciach z tą osobę nie pomagają, a to dlatego, że tamta osoba myśli bardziej optymistycznie. Ty nie potrafisz tak myśleć. Wiesz tylko, że masz jakieś role do wypełnienia, które są w zgodzie z twoim ja, a jednak paraliżują cię ograniczenia. Nie mogę uprawiać seksu z kim chcę, nie mogę być wolna.... To przejdzie? Czy związek się skończy? Czy w końcu zdradzę? To mój pierwszy poważny związek...
  9. Skąd wiesz z czego sobie zdawał sprawę? Szukasz winnych zamiast szukać rozwiązania. Jeżeli chodzi o tę znajomość to rozwiązanie jest jedno i jest ono jasne. Skąd wiem? A komu się podobają kobiety, które uważają się za obyte i które tylko pozornie dają swobodę facetowi? On jednak sam prowokował podobne zachowanie u mnie. Gdy ja chciałam porozmawiać szczerze, to on mnie zbywał.
  10. To jest przykład wyłącznie na to, że nie radzisz sobie w tym konkretnym związku/układzie, z tym konkretnym facetem. Wszelkie uogólnienia są tu bez sensu. Żeby naprawdę kochać innych ludzi, to najpierw trzeba pokochać siebie. Ja natomiast mam skłonności do autodestrukcji i w dodatku nie czuję się bezpieczna/pewna siebie mimo, że dostałam się na bardzo dobre studia. Dla mojej pani najwidoczniej ma, skoro mieszka ze mną od roku i nie ma ochoty tego zmieniać. Nie mówię o związku młodej kobiety ze starszym facetem. Ja mówię o konkretnej sytuacji, o mojej sytuacji. Cieszę się, że Wam się układa. Naprawdę, poprawiło mi to humor ;- ) Nie wiem czemu... Nie, to Ty powinnaś wybierać takich partnerów, którzy zaspokoją Twoje potrzeby. Potrzeby to jedno, a konsekwencje to drugie. Na początku to wszystko miało być na stopie przyjacielskiej, więc się zgodziłam. Nie wiedziałam z czym się to dokładnie wiążę. Ten człowiek najwidoczniej nie dba o moje życie, skoro wziął mnie do łóżka bez względu na konsekwencje (o tym, jakie to były konsekwencje napisałam wyżej), z których zdawał sobie sprawę przynajmniej częściowo.
  11. Wiem, że ludzie którzy się nienawidzą często wchodzą w takie destrukcyjne związki. To chore. Ja byłam w tym układzie przez trzy miesiące. Może ze mną też jest już tak źle? Okaże się, ale wiem, że potrzebuję częściej spotykać się z psychoterapeutą teraz. To otępienie w jakie popadłam gdy wszystko stało się dla mnie jasne bardzo mnie zaniepokoiło. Boję się, że znów przestanie do mnie docierać to, jak jest naprawdę i że znów się umówię z tym facetem. Niby wszystko miało być na stopie koleżeńskiej i dawał mi to do zrozumienia... niemniej jednak to tylko seks-układ według mnie i nie uważam, że jest dobrym człowiekiem, skoro wprowadził mnie tak bestialsko w świat seksu. On jest dorosły i bardziej dojrzały i dlatego powinien nad tym panować. Powinno być dla niego oczywiste to, że mogłam się zaangażować. Jednak nie było. Dopiero jak mu powiedziałam czego chcę to zrobił ze mnie idiotkę.
  12. Myślę, że muszę podjąć obecnie bardzo trudną decyzję. Zachowam się wbrew sobie, ale myślę, że w przyszłości będę odczuwać tylko pozytywne skutki tej decyzji. Przywiązałam się do człowieka, który nie myśli o naszej relacji w tych samych kategoriach co ja i postanowiłam zerwać z nim kontakt. Gdy ja wchodzę z kimś w głębszą relację to staram się zaangażować emocjonalnie i unikam seks-układów. Seks-układy są skazane na porażkę i gdy jedna ze stron wyobraża sobie coś więcej to prędzej czy później zostaje na lodzie. Seks-układy budzą patologiczne zachowania, szczególnie te układy w których jedna z osób tego układu jest dużo młodsza od drugiej. Często jest też tak, że wchodzimy w seks-układ ale tak naprawdę nie zdajemy sobie z tego do końca sprawy, bo nie rozumiemy człowieka z którym w ten seks-układ wchodzimy... Gdy byłam jeszcze tydzień temu w takim seks-układzie to zaczęłam dopuszczać się niedopuszczalnego. Uznałam, że facet potrzebuje swobody i zaczęłam mu okazywać pełne w rozumienie w tym względzie, jednak nie byłam wtedy ze sobą i z nim szczera. Ja chciałam żeby był mi zobowiązany i wierny. Prawda jest taka, że w takim razie znalazłam sobie nieodpowiedniego faceta. Znalazłam sobie dojrzałego faceta, który ma za sobą kilka lub kilkanaście poważnych związków i z którym nie będzie mi się układać. Ja nie byłam w żadnym poważnym związku. Bycie z kimś wiąże się z dyscypliną, pokorą, troską i odpowiedzialnością, a przede wszystkim wiąże się ze zrozumieniem samego siebie. Ja natomiast po każdej nieudanej próbie szczerej rozmowy zamykałam się w sobie, a raz nawet znienawidziłam siebie. Nie może być tak, że czujemy się niedowartościowani tylko dlatego, że nie jesteśmy dla kogoś odpowiednim materiałem na związek. Zdaję sobie z tego sprawę, a jednak gdy to emocje zaczęły grać główną rolę to straciłam panowanie nad sobą. Do ostatniej szczerej rozmowy, jaką miałam z tym człowiekiem zmusiła mnie sytuacja w której się znaleźliśmy. Chciało mu się spać po seksie, był zmęczony i mnie nie przytulił. Jest mi wstyd, że o tej rozmowie zadecydowało właśnie coś takiego. Czułam się wtedy nieszanowana, nielubiana i niekochana. Ponadto byłam przerażona. Wyszłam o 4 w nocy z mieszkania i przesiedziałam godzinę w klubie patrząc przed siebie. Nie sądziłam, że jeszcze coś takiego się zdarzy. Po moim ostatnim nieudanym związku byłam rok sama po to, żeby zrozumieć co robię źle i oczyścić się z brudnych myśli. Niedawno musiałam jednak zmierzyć się ponownie z poczuciem zupełnego zagubienia i to w najgorszy sposób z możliwych. Znów nienawidziłam siebie i znów moje dotychczasowe życie wydało mi się być w najwyższym stopniu beznadziejne. Już chyba nie potrafię uwierzyć, że ja kocham siebie i że kocham ludzi. Już chyba nie potrafię uwierzyć sobie. Potrzebuję teraz dowodu i muszę pracować nad sobą. W związku najważniejsza jest równość (nie równouprawnienie - to inna kwestia); ludzie, którzy są ze sobą nie powinni czuć się poniżeni ani nie powinni pokazywać swojej przewagi, powinni być ze sobą szczerzy i nie bać się siebie nawzajem; ludzie tacy nie powinni zawierać "układów" i wystrzegać się robienia rzeczy, które nie spodobają się drugiej osobie ale powinni szczerze szanować swoją autonomię i akceptować się. Powinni szanować własną osobę i drugiego człowieka. Ja osobiście chcę tę tezę wprowadzić w życie, ale chyba zbyt łatwo ulegam manipulacji, a to znaczy, że nie znam siebie i ulegam emocjom jakie mam w stosunku do danej osoby. Ulegam temu co tylko wydaje mi się być prawdziwe. Prawdziwych rzeczy i emocji jest mało w moim życiu. I to mimo, że nie marzę o tym co może się zdarzyć. Te fałszywe emocje nie są produkowane przez wyobrażenia jakie mogę mieć w stosunku do drugiego człowieka, są raczej wywoływane przez zażenowanie i przez poczucie, że nie jest się zrozumianym. Prawda jest taka, że gdybym znała siebie to nie przejmowałabym się tym, że niektórzy ludzie w moim otoczeniu oceniają mnie niewłaściwe. To właśnie zauważyłam podczas obcowania z tym facetem i to właśnie wpływało na mnie negatywnie. Negatywnie wpływały takie czynniki jak brak szczerości, poczucie, że nie jest się rozumianym i jednocześnie jego chęć ogarnięcia mnie. Chcę całe to zajście potraktować jako przykład na to, że nie radzę sobie w związkach. Chciałabym porozmawiać z kimś kto ma podobne przemyślenia i kto powie mi, czy związek ze starszym facetem w takiej sytuacji ma jakikolwiek sens. Według mnie nie ma. I jeżeli jeszcze kiedyś mu ulegnę i spotkam się z nim to chyba tylko ze względu na wysokie libido i zwierzęce instynkty. Przykro o tym słyszeć. Przykro mi słyszeć, że mogłabym się stać niewolnicą czegoś takiego i dawać się znów wciągać w takie gierki, które będą miały na mnie i na moje relacje z innymi ludźmi nie wiadomo jaki wpływ.
  13. ratille

    Suchar na dzisiaj :)

    Dialog z "Życie jest piękne": y:Czasy są ciężkie X:Jakie ma pan przekonania polityczne? (słychać dzieci, które skaczą na kanapie) Y(ojciec dzieci): Benito, Adolfo! Spokój. Uśmiałam się.
×