-
Postów
160 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Neśka
-
Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta
Neśka odpowiedział(a) na temat w Nerwica lękowa
Ja też sądze, że to przez to, że ma może w naszym życiu rzeczy aż tak ważnych dla nas samych, by zabierały nam czas, który my trawimy na myślenie o tym co nam jest. Ja zauważyłam, że TO pojawiło się odkąd zwątpiłam w sens własnego świata. I tak borykam się właśnie z pustką, która uruchamia szereg innych dziwacznych reakcji. Jak już coś robię, to to, co muszę, gdy natomiast chcę robić, to co robiłam dawniej, w co wierzyłam, pojawia się psychiczna blokada, że to przeciez nie ma sensu.. A potem chaos myśli, bezsilnosć i kaplica. Wszytsko zależy od psychiki, od nastawienia. Tak mi się wydaje. -
Pysiu.... przede wszytskim pamiętaj, że to z mężczyznami trzeba twardo postępować, gdy nas tak traktują.. :) Może masz rację, że go to przerosło, bo jak sobie pomyślę o tym, że to ja kiedyś musiałam "znosić" kogoś, kto był taki, jak ja teraz (a byłam można powiedzieć zdrowa) to rozumiem, że to przytłacza. Mimo wszystko doradzałabym próbę stawania na własne nogi. I tak jak doradzają tutaj - poznawanie ludzi chociażby na forum, bo może okazać się, że ktoś jest z Twojego miasta. Poza tym tu jest bardzo silna grupa wsparcia i w niejednym pomożemy i doradzimy:) Napisałaś, że znajomi się na Ciebie pogniewali, że ich nie odwiedzasz... Mimo wewnętrznych oporów zrób to! Przeproś ich i spotykaj się z nimi! Jeśli naprawdę są fajnymi ludżmi, to wybaczą.... No i oczywiście nie pozwól się poniżać chłopakowi. To, że jesteś chora, nie znaczy, że ma prawo Cię tak traktować, bo jesteś gorsza. Oj nie. Jesteś kochającą świat, ładną dziewczyną, która zasługuje na szacunek i domagaj się go! Tym bardziej, że z postu wynika, że swojego chłopaka szanujesz... Tyle na początek. No i witamy na forum:):):)
-
Ina badania krwi już zrobiłam i one wyszły idealne.... i dlatego każdy lekarz rodzinny patrzy na mnie, jak na osobę całkowicie zdrową... Maskalina najgorsze jest to, że raz myślę, że koniecznie trzeba do lekarza, bo zwariuję, innym razem - że sama dam radę. Częstotliwość tych zmian równa jest moim zmianom nastroju, czyli średnio co pół godziny....
-
Zrobiło mi się cieplutko na duchu, gdy czytałam tego posta... Cieszę się, że Ci się udało dostrzec właśnie te chwile... Życzę powodzenia i szczęścia! Podrawiam!
-
Ja czekam aż przejdzie od roku i nic...niestety. Cholerstwo jedno!
-
Nie wiem już, co mam z tym zrobić... Postanowiłam walczyć, a jednak tak trudno zapanować mi nad codziennym osłabieniem. Wstaje z łóżka - chwieję się, kręci mi się w głowie, jestem taka słaba, jakbym w ogóle nie spała... Potem już jestem do niczego - nie mam nawet siły, by wlec za sobą nogi, wszystko mnie boli... O głowie, braku koncentracji nie wspomnę, bo to oczywiste.. Mam problemy z plecami i karkiem - tak jakby coś mi z tyłu naciskało... Stwierdziłam, że nie będę się faszerować lekami, bo nie chcę i nawet za bardzo nie stać mnie na to. Jak sobie z tym poradzić? Co może pomóc? Od zawsze staram się wcinać magnez, jakieś witamy, piję duzo ziołowych herbat... Nawet kawa nie jest w stanie postawić mnie na nogi - po niej wręcz bym jeszcze bardziej spała.. Jak sobie pomóc? Czy ma ktoś jakieś sposoby na tą słabość?
-
hehe:) po jednych widać, po innych nie:) ja zawsze robię się czerowna na szyi i dekolcie (masakrycznie czerwona), dłońmi mi rzuca, zaczynam sie jąkać i, gdy ktoś pyta co jestem taka zburaczona .... zawsze mówię, że mi za gorąco!!! w domu jem i śpię na zmianę, we wszytsko kopie i niech mnie tylko ktoś denerwuje jeszcze bardziej....
-
Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta
Neśka odpowiedział(a) na temat w Nerwica lękowa
Mam podobnie jak Ty:) Mam huśtawki nastrojów i wtedy np. nie ponaje siebie i swojego chwilowego optymizmu. Ale więcej mam "dołów" i tych wrednych myśli o skończeniu z tym wszystkim:) Ale staram się powtarzać sobie, że tam wcale "to" nie musi się skończyć, że to nie zakończy cierpienia, że będzie jeszcze gorzej... Bo to co się z nami dzieje to problem raczej duszy, a ona jest nieśmiertelna;) (tak myślę). Ta myśl może albo dobić albo dać siłę do kolejnej próby walki... Ale niestety kwestia unicestwienia siebie powraca jak bumerang. Dlatego głowa do góry, śledź forum, rozmawiaj z ludźmi tutaj, bo nie możemy się poddać! Popatrz ilu nas jest, nie jesteśmy same!!! Ja myślałam jeszcze niedawno, że jestem jedynym wybrykiem natury, a okazało się, że nie tylko ja tak mam... Jakbyś chciała pogadać, pisz na priv:):):) -
Strach przed stratą miłości/odrzuceniem
Neśka odpowiedział(a) na Ina temat w Problemy w związkach i w rodzinie
dziękuje i wzajemnie oczywiście Meskalinko;) No i oczywiście życzę tego Inie:) Damy radę, prawda? No, więc pora brać się do dzieła:):):) -
Strach przed stratą miłości/odrzuceniem
Neśka odpowiedział(a) na Ina temat w Problemy w związkach i w rodzinie
no właśnie:) ja czuję, że trochę zrobiłam to po raz czwarty:) -
Strach przed stratą miłości/odrzuceniem
Neśka odpowiedział(a) na Ina temat w Problemy w związkach i w rodzinie
A ja także doradzam zajęcie się czymś. Bardzo boimy się odrzucenia, gdy osoba z którą jesteśmy jest albo Ta jedyną z jaką mamy styczność, albo gdy jesteśmy od niej jakoś uzależnione. Zauważyłam to teraz, gdy jestem w nowym związku i mój chłopak ma "swoje" życie, a mi pozostało "nic" po poprzednim. Przeanalizowałam to sobie, wszytskie poprzednie 3 związki i doszłam do wniosku, że gdy miałam co robić w życiu, miałam jakieś własne wartości, cele i priorytety znałam swoją wartość i wiedziałam, że cokolwiek by się nie stało zawsze zasługuję na coś lepszego. Ja staram się znaleźć swoje miejsce, choć z ta depresją i nerwicą jest cholernie trudno, ale wiem, że tylko to jest w stanie mnie uratować. Nie żaden mężczyzna, nie ktoś inny, tylko ja sama. Fajnie jest polegać na innych ludziach, ale prawde mówiąc to moje życie i nauczyło mnie ono jednego - nie warto uzależniać się od innych, tym bardziej od mężczyzn z którymi się jest, bo to niszczy... To taka nutka feminizmu Pozdrawiam. -
No ja tam jestem już "ścia" nie naście hehe:) Irenko zgadam się z Tobą, że ludzie to ludzie, każdy jest inny i że to nie przeszkadza mieć jakiś znajomych.... Pisałaś, że Twoje dzieci nie mają z tym problemów, choć przeprowadziły się z miasta na wieś...i wyglądają i zachowują sie inaczej. Może jestem w błędzie, ale wydaje mi się, że zawsze na wsiach ludzie z wiasta byli postrzebani jako Ci lepsi i większość dzieciaków garnęła do nich..Mogę się mylić:) No, ale to o czym Ty piszesz moim zdaniem nijak ma się do tego, o co nam chodzi. Bo co innego jest być człowiekiem mieszczącym się w normie (Boże, jak to brzmi), a co innego całkowita indywidualnością w swoim gronie. A dla mnie osobiście to nie kwestia wyglądu, sposobu ubierania się, a zainteresowań, poglądów i podejścia do życia. Czasami tylko, gdy ma się dość, to chce się to zamaskować poprzez ubiór i wygląd, bo dzisiaj znaczna część młodzieży przez to postrzega drugą osobę. Tu chodzi nie tylko o to, o czym Ty piszesz... Aczkolwiek dużo zależy tez od tego, jakich ludzi się spotyka:)
-
galopująca dwudziecha (ale to leci.....)
-
A ja sobie słowa "ideał" nie znoszę.... Kochałam się w błękitnookoich blondynach, jestem z ciemnym, czarnookim brunetem. Nie lubie mięśniaków, ale raczej szczupłych, lecz wysportowanych:) Wbrew wszelkim naukowym wywodom nie zwracam uwagi na wygląd nawet, gdy kogoś mijam na ulicy nie spojrzałabym na "niby" przystojniaka. Atrakcyjny dla mnie jest ten, od którego powieje czymś niesamowitym;) , czymś czego nie widać. Ale tak czy tak pociągają mnie faceci z pasją, indywidualiści, nieprzeciętniacy (czytaj-napewno nie tacy, dla którcy piwo, piłka nożna i kobiety - to koniec ich zainteresowań). Lubie mężczyzn wrażliwych i dobrodusznych (naprawdę!!!), ale i zdecydowanych, gdy trzeba. Poza tym ambitnych i upartych. Taki jest właśnie mój mężczyzna:)
-
Jestem jak najbardziej za:)
-
Moje włoski biedne..... Jak byłam "młoda" miałam długie, lekko kręcone włosy. Z czasem je skracałam, skracałam, ale raczej zawsze były długie/ półdługie. Raz zachciało mi się obciąć tak jak siostra i wyszłam na głowie...z paziem!!! Płakanie, kompleksy, walenie głową w ścianę i ....zapuszczanie. Poszłam do fryzjera, by podciął końcówki i zrobił mi .......znów pazia!!! Moja załamka trwała z 3 lata. Teraz nie dam fryzjerowi obciąć nawet kilku cm - mama podcina mi końcówki w domu:) Zmian się boję. A włosy im dłuże, tym bardziej zniszczone, bo przez te moje problemy i stres, złe odżywianie itd. itp jak można mieć ładne włosy???? Ale nie obetnę! Oj nie! Zresztą zaraz są takie same - czy długie, czy krótkie:) A czesać je muszę co chwilę, bo tylko "rozczesane" jakoś wyglądają i to na 10 minut przy bezwietrznej pogodzie
-
U mnie syf na maksa..... pewnie położe się między wszytskim i zasnę - na tym skończe ten piękny, jesienny dzionek.
-
U mnie nerwica zaczęła się od nauki i to nauka ją nakręca... Całym moim zyciem prawie była nauka i do niczego dobrego to nie doporowadziło... Zero pamięci, zero koncentracji, ale już nie tylko, gdy przychodzi się uczyć. Także, gdy trzeba chociażby sobie coś przypomnieć lub cokolwiek zrobić. Nie wierzę już w siebie, choć to wielki błąd-wiem otym, ale nie potrafię już inaczej.
-
Moja mama: "A może tylko tak gadasz, napewno nie zrezygnujesz ze studiów, podejdziesz do poprawki"... Moi sąsiedzi: "Jak mogłaś zrezygnowac ze studiów...Ty?" Znajomi np. w sklepie: "Mam mówiła, że zrezygnowałaś, bo stwierdziłaś, że to dla Ciebie zbyt nudne!!!!" Tata: "Chwycilibyście się w końcu jakiejś roboty pasożyty;)" A ja po prostu zachorowałam, siadłam psychicznie, zrezygnowałam, a im wstyd za mnie!!! Rozpoczęłam nauke w szkole policealnej, by wypełnić jakoś rok, bo w przyszłym chcę znowu studiować. Policealną już prawie zawaliłam.. I tak zaczynam maraton bez celu, podobnie jak Ty... A wystarczyłoby czasem przytulić, spytać co się stało, powiedzieć, że to nie koniec świata, że może damy radę, że to nie jest najwazniejsze... A tak, że szkoda roku, skoro uczyłam się całe życie, by "KIMŚ" być. Mam ochotę zniknąć, ucieć, wyjechać tam, gdzie nie ważne jest kim jesteś, ale jaki jesteś.... Trzeba walczyć, walczyć, walczyć... chciałabym mieć o co....
-
no dobrze niech to będzie mała wymiana zdań:):):):)
-
To moje myśli w tym momencie - dokładnie moje! Ostatnio rozmyślałam nawet temat samobójstwa i doszłam do takiego samego wniosku - no skuteczne, jak zostawi się list pożegnalny i napisze się "to wina depresji" Widziałam tam malutką kłótnie między Malcolmem a Czarowniccą_Akara... Mi wydaje się, że są dwie samotności - samotność z własnego wyboru (bo ktoś tak woli i nie przeszkadza mu ona) i samotność, na którą jesteśmy skazani, a wcale być nie chcemy. Ja mam to drugie i jak wiele z Was już napisało - bo jestem inna i jakoś nie przystaje do ludzi w okół których udawało mi się obracać. W efekcie czuję jakby nikomu nie zależało na moim istnieniu, jakby nikt z własnej woli nie chciał mi pomóc. Po prostu nikt nie dostrzega, że sobie nie radzę, a jeśli nawet - nigdy nie wesprze. Już przestałam o to prosić i staram się z tym pogodzić. Ja potrzebuję ludzi, ale ludzi mi bliskich - z którymi mogłabym chcoiaz bez problemów wyjść gdziekolwiek, którzy rozumieliby moją "inność". Tylko jeden taki mały człowieczek.....czy zbyt wiele wymagam??? Kurcze, zaś pesymizm sieję
-
ja też wierzę - niestety.
-
A co zrobić, by je jakoś zatrzymać, - by zatrzymać ten chaos we "łbie", jeśli sam nie chce się zatrzymać? Liz, ja wczoraj myślałam tez o tabletkach... Każdego wieczoru mam to samo. Rano natomiast odrobine chęci (o ile uda mi się z łóżka wygramolić), by walczyć... Wieczoram okazuje się, że nie ma po co. Chciałabym nieraz choć na chwile odpłynąć, innym razem to już skończyć, ale kto wie, co jest dalej albo jak to się może skończyć... Ech, ten mózg....
-
U mnie tak samo wygląda wieczne wahanie się. Ubiorę się i jak głupia zastanawiam się, czy wyjść, czy nie - jakby to była decyzja, od której zależy cale moje życie. To męczy, bo ja zawsze czuję się, jakby targały mną dwie sprzeczne siły. Z tym autem tez podobnie - zawsze zasypiam, Ale to nie jest zwykłe zasypianie - to raczej odpływanie w inny świat. Zaczyna wszystko wirować i oczy same się zamykają. Moge to porównać do upojenia alkoholem:)
-
Ciekawe zestawienie.:) Ja narazie depresję mogę jedynie oskarżać o wiele rzeczy. Zawdzięczać coś będę, jak uda mi się ją pokonać:)