-
Postów
160 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Neśka
-
Nie ukrywam, że dzisiaj juz wiele więcej rozumiem. Chociaż nie do końca zgadzam się z tym, że to tylko wina braku poczucia własnej wartości. Ale ogólnie to szczeliłeś dobrze:) Tylko, że ja mimo "męskich" zainteresowań, jestem bardzo wrażliwą kobitką, a kiedyś "niezłomnym charakterem" Dzięki za wsparcie:) Mam nadzieję, że barrt zrozumie, że jest wiele wart. U mnie zbyt wiele rzeczy złożyło się naraz, by tak łatwo coś zmienić. Ale się staram. chociaz narazie z kiepskim skutkiem. Ale może to się zmieni:)
-
Wirtualne życie wygląda inaczej... dokładnie! Ja jako 14 - latka zajęłam się... politykowaniem i filozofowaniem na tematy bliżej nieokreślone, ale dotyczące narodu. Polityczne książki, ideologia. Inspiracji do "tworzenia sobie siebie" znajdowałam w necie. Gdy koleżanki uganiały się za chłopakami i ciuchami, oglądając romansidła, ja obmyślałam, co zrobić dla tego naszego kraju Planowałam przyszłość tak, by móc przysłużyć się społeczeństwu. Ludzi o podobnych zainteresowaniach w okół siebie nie miałam, bo były one zbyt "poważne" (hehe, dalej są) Kilka razy spotkałam się z ludźmi z innych miast, bo sama o spotkanie poprosiłam. Ale właśnie samotnośc w tej kswestii rozbroiła mnie. W liceum nie mogłam znaleźć wspólnego języka z ludźmi, bo dla mnie zwykła nauka miała być krokiem do doskonalenia siebie.... Ech, długa historia. Poszłam na studia, na polonistykę, bo chciałam zostać nauczycielką. Zrobiłam coś po swojemu, porwałam się na szerokie wody i zamieszkałam w Krakowie bojąc się tłumu iwielkich miast. I na tym etapie ropoczął się proces niszczenia emocjonalnego przez mojego chłopaka - też długa historia, dziś już nieważna. anonim... Po mnie było widać. Dziś, ludzie którzy mnie znają, a nie znali wcześniej nie uwierzyliby, że to byłam ja. Dziś jestem inną osobą, powiedzmy nie-sobą. Dawniej nie ukrywałam siebie, żyłam tak jak chciałam. Dziś jest inaczej... Barrt... My chyba musimy jakoś być sobą...nie wydaje Ci się? Hehe:) Dla pocieszenia powiem Ci, że gdyby nie chłopak byłabym w szkole wojskowej, a ostatnio zaczęłam się interesować wpływem księżyca na życie ludzkie. W takim razie jesteśmy już we dwoje dziwakami:)
-
Trochę głosu żeńskiego w tej sprawie....choć wiadomo baby mają czasem urojone problemy...ale właśnie ja byłam inna i przez to, że ich nie miałam czuję się i zachowuje tak, jak Ty Barrt.... Tyle, że atakuję złością, albo płaczem. Żle się czuję z tym wszytskim, jak idiotka, która musi się dostosować. Też sądze, że powaliło mi się we łbie;) Przez to nie potrafię normalnie zachować się w towarzystwie... God's top 10 mówisz o samoakceptacji...to prawda, że to nie wygląd jest najważniejszy, bo tak czy tak po czymś innym ocenia się człowieka. Nie wiem, jak jest u Ciebie, ale uwierz, że gdy ktoś naprawdę wyróżnia się wśród innych, a nie ma stabilnego poczucia własmej wartości, co więcej - pragnie żyć, to jest katastrofa. Nie wiem, jak Barrt, ale ja czuję, że przez tą papraninę straciłam poczucie własnej tożsamości, więc jak można zaakceptować coś, co gdzies zniknęło. Barrt dużo mnie łączy z tym, o czym mówisz i czuję dosłownie to samo. Źle się czuję we własnej (niewłasnej) skórze. Pisałeś, że ubierasz się, jak inni, jesteś przystojny facet, a mimo to nie czujesz tego, co wg. innych powinieneś. To po prostu nie jest Twoje... Zapewne Twoje towarzystwo różni się od Ciebie pod względem chociażby zainteresowań... skąd ja to znam? Wiecznie inna, ale ta inność nie dodaje uroku, bo jest to inna inność:) Wierzcie, czy nie, ale to naprawdę się zdarza.
-
Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta
Neśka odpowiedział(a) na temat w Nerwica lękowa
Witam, ja nic nie doradzę niestety , ale to takie dziwne uczucie, gdy czyta się, że ludzi, jakich ja się boję (czyli wykładowcy, nauczyciele) moga bać się mnie i inych z "trybunału"!!! Ja mam takiego stresiora, gdy przyjdzie mi się do takowej osoby odezwać - tak jakby mnie zjeść miała...:) Pozostaje mi serdecznie pozdrowić, bo powiedzieć, co z tym zrobić nie potrafię. -
Ja także szanuję to, co piszesz listonoszu. Co więcej wiem, ile to znaczy. Mało kto przeżywa życie godnie i radośnie bez jakiejkolwiek wiary. Tak to jest, że racjonalizmem nie da się wszystkiego wytłumaczyć.. Ja tam mam "swoją" wiarę, nad czym nie będę się rozmyślać teraz, ale powiem Ci, że wiara, że jest ktoś, komu na nas zależy pomaga żyć. A sama świara w istnienia Boga powoduję, że po prostu godniej idzie się przez to życie. Ja oddaliłam się od kościoła kilka lat temu, ale wiele razy brakowało mi tej prostej, dziecinnej wairy, jaką w sobie miałam. Pewnego dnia, będąc w Częstochowie o mały włos nie dostałam padaczki. Weszłam do Kościoła i czułam się okropnie. Rozdzierała mnie potrzeba pójścia do konfesjonału i wyspowiadania się to z całego życia, a z drugiej strony trzymał mnie strach przez potępieniem... To długa historia, ale najważniejsz to to, że trzeba pewne rzeczy w życiu zrozumieć. Jednym przychodzi to łatwo, innym trudniej, a kolejnym w ogóle. Każdy jest inny, każdy rozyśla inaczej o pewnych sprawach, dlatego jednym wiara pomoże - innym nie. Cieszę się, że Tobie się udało. Ja ciągle szukam swojej drogi, pozdrawiam.
-
Ja podobnie mam, więc też nic nowego nie dorzucę.... No może tyle, że samo uświadomienie sobie, że ludzie potrafią być nieczuli na pewne rzeczy po części doprowadziło mnie do nerwicy No bo żyjemy dzisiaj w takim świecie, gdzie często tworzenie własnego jest jak przeczenie sile grawitacji :) W każdym bądź razie prawdą jest, że my nerwusy :) jesteśmy bardziej wrażliwi - szkoda, że czasem to potrafi aż tak dobić.
-
Owszem - u mnie to norma, często mi się zdarza:) i lubię to uczucie, bo fascynuje mnie i naszczęście lęku nie wywołuje. Zauważyłam, że gdy w tej chwili (bo jest to chwila i uczucie znika, gdy tyko sobie ją uświadomię) "znam" dalszą wersję wydarzeń nie następuje ona... To tak, jakby wcześniej mi się coś śniło, ale zmieniłam bieg wydarzeń. Więcej na ten temat nie wiem...
-
Na mnie xananx 0.25 w ogóle nie działa... w ogóle... czuję się tak samo, jak przed jego zażyciem. Ostatnio miałam strasznie okropną sytuację...wzięłam kilka tabletek naraz, licząc że mna tak trzepną, że zasnę... Nic się nie wydarzyło. Głowa boli mnie od zawsze, co najmniej raz dziennie, więc n ten temat chyba nie mogę nic powiedzieć:/
-
Depresja a związki/miłość/rozstanie
Neśka odpowiedział(a) na chmurka temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Witaj, Przykro mi z tego powodu... jednak obawiam się, że prędko nie przestanie boleć niestety. Ja nauczyłam się jednego - CZEKAĆ, aż samo przejdzie. Nic nie goi ran, jak czas. Przerzywa się wtedy okropne rzeczy, ale z czaem przechpdzi... Nie mówię, że jest wtedy dobrze, ale jest coraz lepiej. Podpinam się pod wypowiedź, że to ONA zdradziła... Ja sobie w takich chwilach myślałam, że to nie ja zrobiłam tak wredną rzecz, a tak strasznie cierpię... To nie ja skrzywdziłam! Tak samo - to nie Ty skrzywdziłeś!!! I to ona nie nie chce się do Ciebie odzywać, więc z nia coś jest nie tak. Może przykre to, co teraz powiem, ale musisz sobie to uświadomić. Wydaje mi się, że to na powinna wrócić, jeżeli czułaby, że popełniła błąd. Świadczyłoby to o tym, że ona nadal chce z Tobą być. Uwierz mi - nie żyję się dobrze w związku, gdzie ktoś zdradził, bo choć może nie uwierzysz - to wyszłoby prędzej czy później na "tapetę" i bolałoby Cię jeszcze bardziej. Pozdrawiam serdecznie. -
Ja mam odwrotnie... Muzyka i zapachy przeszłości doprowadzają mnie do szału, dltego, że swoja przeszłość uznaję za udaną, a jestem osobą strasznie sentymentalną... Teraz , gdy słyszę utwory, które przypominają mi o dawnym życiu załamuję się, bo dawniej było pięknie....nie to co teraz Dziś nie wierzę, że kiedyś będzie lepiej, po prostu nie wierzę!!! Rozkojarzam się w przeszłości i to mnie zabija, bo zamiast iść do przodu stoję w miejscu, ba - stałam:)
-
Jejuuu...ja właśnie przed momentem odeszłam od TV:( Coś o odchudzaniu było... Ja każdy stres zajadam--jem więcej niż wszyscy u mnie w domu łącznie. Dawniej miałąm szybką przemianę materii i co wchłonęłam tak nie było większego śladu... Ostatnio zgrubłam 8 kilo, mam wilekie fałdy tu i tam, zero "sprężystości" przy ciągle szczupłej budowie ciała. To mnie przybija każdego dnia, gdy patrzę w lustro... Ale o nawyku zapychania się miałam gadać. Jem jak najęta, najbardziej ciągnie mnie do tego, co niezdrowe lub tuczące i do słodyczy. Jak już jem to tonami, mieszam ogórki kiszone z jajkiem, popijam mlekiem, walnę sobie czekoladę (co najmniej jedną), dowalę bułką z serem i płatkami z mlekiem. To taki rytuał... A potem zdycham, zadręczm się, mam doła, płaczę. Nie zwymiotuję, bo nie potrafię... Następnego dnia robię to samo, choć mówię sobie, że od jutra z tym kończę...
-
Mam identyczną sytuację, dosłownie ideentyczną... Czasem czuję taką straszną potrzebę robienia wszystkiego w szerszej grupie osób. NAwet jak jestem rano w domu sama przez dłuższą chwilę to zaczynam się nakręcać i myślę tak samo, jak Ymk. Że inni teraz poszli do pracy, szkoły, że mają w okół siebie ludzi. Też mam chłopaka i tak się skłąda,że on ma bogate życie towarzyskie... bo pracuje, codziennie gdzieś jeżdzi służbowo, jest piłkarzem i w weekendy go nie ma, poza tym studiuje... Gdy sobie tak myślę o sobie to dochodzę do wniosków, któe potrafią mnie tak dobić, że staram się zasnąć. Co innego jest, gdy uda mi się łapnąć jakimś cudem z kimś kontakt i wyjść. Gdy już to się zdarzy to czasem czuję, że nic mi nie jest, nawet czuję się sczzęśliwa, bo jest ktoś obok... Wracam do domu-nawet po dniu spędzonym w tłumie luzi, znowu wracają te myśli. Tak, jaby żcyie przelatywało przez palce... To jakaś schiza po prostu.
-
Zależy od tego, czego oczekuje się od danych ludzi. Osobiście dla mnie radością jest poznanie kogoś nawet przez net....zawsze byłam naiwna:) To, że się kogoś zna przez internet nie zobowiązuje do spotykania się, czasami nawet fajnie jest tylko porozmawiać. Mi w ten sposób ludzie nieraz wydawali się bliźsi niż na żywo, co jest przecież absurdem. Nie ma to jak "żywy" człowiek, ale zawsze fajnie jest poznawa nowych ludzi. PRzeważnie też kontakty, które zawrę staram się utrzymam, ale oczywiście tylko z ludźmi, z którymi chcę ten kontakt utrzymywać.
-
Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta
Neśka odpowiedział(a) na temat w Nerwica lękowa
Ja tam powiem tak.... w mojej psychice nastąpił całkowity obrót. Popadłam w skrajność. I chyba to jest najgorsze, bo bardzo dużo zależy właśnie od tego co siedzi w psychice. A mi jak na złość siedzą takie myśli, których kiedyś byłam wrogiem, których nie akceptowałam, bądź nie byłam w stanie sobie wyobrazić. Psychika "padła" i przekonałam się ostatnio, że jednak ludzie, którzy mnie znają widzą to...niestety. Sama nie rozumiem siebie, swoich zachowań, nie mam żadnej kontroli nad tym co robię, choć to wydaje się dziwne... nie potrafię się zmobilizować nawet pod presją. Nawet jeżeli coś chce to robię co innego i czuje wewnętrzą targaninę między chcieć a móc. straszna walka w duszy, innym razem odpływanie w siną dal... Coraz częściej się boję, że może stać się ze mną coś niedobrego, bo jestem dla siebie już teraz obca... Dziś tak jakbym nie była sobą, jakbym raczęła życie z inną "ja" - z tą gorszą wersją ja. -
Mnie osobiście to przeraża....jeszcze bardziej. Nie słyszałam o niczym atkim i mam nadzieję nie usłyszę
-
Mnie osobiście to przeraża....jeszcze bardziej. Nie słyszałam o niczym atkim i mam nadzieję nie usłyszę
-
Samo to forum to po części motywacja... Nigdy nie mogłam odnależć się w świecie,k tóry pojawił się tak nagle. Odnajduję się tutaj i wiem, że nie jestem sama... A poza tym to nie wiem... też szukam sensu życia... Dla mie to łównie przyroda, bo osobiście nie chcę żyć tak jak większość ludzi wokół mnie, bo taki świat mnie przeraża... Jest jesień, więc mówię sobie, że chociaż warto żyć dlatego, by po raz kolejny ją ujrzeć....
-
Samo to forum to po części motywacja... Nigdy nie mogłam odnależć się w świecie,k tóry pojawił się tak nagle. Odnajduję się tutaj i wiem, że nie jestem sama... A poza tym to nie wiem... też szukam sensu życia... Dla mie to łównie przyroda, bo osobiście nie chcę żyć tak jak większość ludzi wokół mnie, bo taki świat mnie przeraża... Jest jesień, więc mówię sobie, że chociaż warto żyć dlatego, by po raz kolejny ją ujrzeć....
-
Ja w ogóle nie rozumiem, dlaczego nieraz aż tyle mówi się o wyglądzie! Ktoś może powiedzieć, że uwagi na wygląd nie zwracają Ci, co sami nie mają wiele do zaoferowania. Ja tam uważam, że świat się na tyle spierniczył, że nie warto się nim przejmować, a swoje zdanie mam i koniec. No i Malcolmie obawiam się, że tak naprawdę to wielu ludzi myśli podobnie i wygląd nie jest sprawą priorytetową, co więcej - jestem pewna, że sam się przekonasz o tym, jak trafisz na swoją kobietkę, a prędzej czy później to się stanie. A poza tym, to nie wiem, co Ci się w sobie nie podoba.... fajny gość z Ciebie i tyle!
-
Ja w ogóle nie rozumiem, dlaczego nieraz aż tyle mówi się o wyglądzie! Ktoś może powiedzieć, że uwagi na wygląd nie zwracają Ci, co sami nie mają wiele do zaoferowania. Ja tam uważam, że świat się na tyle spierniczył, że nie warto się nim przejmować, a swoje zdanie mam i koniec. No i Malcolmie obawiam się, że tak naprawdę to wielu ludzi myśli podobnie i wygląd nie jest sprawą priorytetową, co więcej - jestem pewna, że sam się przekonasz o tym, jak trafisz na swoją kobietkę, a prędzej czy później to się stanie. A poza tym, to nie wiem, co Ci się w sobie nie podoba.... fajny gość z Ciebie i tyle!
-
Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta
Neśka odpowiedział(a) na temat w Nerwica lękowa
Hehe:) Ja mimo usilnego skupienia przy słuchaniu czegoś w języku angielskim rozumiem tak że nic nie rozumiem. Niby wiem, ale okazuje się, że nie wiem - nie wychwytuję tego, co istotne. W ogóle rozpływa mi się to, co słyszę. O mówieniu nie wspomnę, bo angielski to mój największy przedmiotowy stresior:) -
Ja także bardzo mocno kogoś proszę elehaz@wp.pl Dziękuję :* i pozdrawiam!!!!
-
Odejdźcie!!! Jak najprędzej. Mój związek trwał 3 lata (poprzedni też 3). Byłam chodzącą szczęciarą dopóki nie spotkałam Jego. Bałam się samotności po poprzednim związku w którym tkwiłam od 13 roku życia. Myślałam, że ten drugi chłopak mnie rozmie, że ma takie same wartości jak ja. Wiele chciałam w życiu robić, on-nie za bardzo. Robił awantury o byle co, wszytsko go denerwowało, zabraniał mi tego, co pragnęłam robić. Oddaliłam przyjaciól, został mi tylko on. Mówił mi, że dla mnie są rzeczy ważne i ważniejsze, on jest tylko tą ważną, ciągle ganił mnie za moje ambicje. Wiem, że swoje słabości leczył poniżając mnie. Wykorzystywał moją naiwność. Podświadomie wiedziałam, jak mną manipukuje, ale nie mogłam się od tego uwolnić - bałam się, że zostanę sama, a lepiej być z kimkolwiek niż samej. Jednak musiałam się uwolnić. Udało mi się w czerwcu, ale skutki pozostały trwałe-depresja, nerwica, niespełnione marzenia, zabrana młodość i wiara w pewne ideały. Odejdźcie jak najprędzej!!!!!