-
Postów
160 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Neśka
-
Dysmorfofobia - Negatywny odbiór ciała w lustrzanym odbiciu
Neśka odpowiedział(a) na pitek temat w Pozostałe zaburzenia
Mam podobnie -czuję, że nie widze siebie. Po prostu nie mam kontaku z samą soba. Czuję się, jakby moja dusza nie byłoa w moim ciele, albo moje ciało miało obcą duszę. To okropne. Już dawno robiłam sobie takie "ćwiczenie" i od tej pory straram się unikać dłuższego kontaktu z lustem. -
No własnie - czaasami trzeba się wyżalić, bo to pomaga... Ja mam tak każdego wieczora. Wczoraj gadałam w duchu do księżyca i nie mogłam się doczekać, kiedy zasnę i zakończę to moje cierpienie.... Musimy wierzyć, że będzie dobrze, a tymczasem gadajmy i gadajmy, ale jeszcze więcej strajmy się robić... wszytsko doprowadzi nas do celu i wyzdrowienia, mam nadzieje:) Pozdrawiam wszytskich:) Dużo prezentów życzę!
-
Zrozumienie przez partnera
Neśka odpowiedział(a) na michal33 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Ja na siłę musze tłumaczyć po 100 razy, co mi jest, ale on niewiele z tego rozumie. Dla niego to chyba jakaś bujda, ale przestałam już wymagać zrozumienia. Staram się odbudować swoją godność i nie myśleć o tym, że jestem z kimś, kto może mnie pogrążyć. To boli, ale boli jeszcze bardziej fakt że bezoowocnie prosze o pomoc i że widzę ten wzrok, po którym najchętniej strzeliła sobie w łeb i ochrzaniła Pana Boga za to, że mnie stworzył.... Wiem, że nie mogę liczyć na taką pomoc, jakiej pragnę. Uczę się byc chyba egoistką w tej dziedzinie, bo straram się nie rozczulac nad tym, że znowu to ja jestem ta zła, że krzywdzę go prośbą o pomoc i moimi chorymi tekstami i napadami złości. Jestem samotna w związku pod tym względem. -
Ja podobnie nastawiam się na cąłkowitą zmianę mojego życia... Rzucając studia i toksycznego chłopaka, myślałam, że już nigdy do tego nie powrócę....że wróce do własnego mista i będę robić to, co chce. JEdnym słowem mówiąc, było jeszcze gorzej, a wszytsko ograniczało się do warunku: jeżeli to się stanie, to będzie tamto. G**** prawda. Nic nie wyszło z moich zmian, więc musze zapomnieć o tym, co było i zacząc żyć całkiem inaczej.. Ciężko bowiem ze złym nastawieniem po porażkach, więc lepiej zacząć coś, co ma puste konto i wierzyć, że gdy odzyskamy pewność siebie, to i dawna radość powróci....
-
Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta
Neśka odpowiedział(a) na temat w Nerwica lękowa
Nie chcę zakładać nowego wątku, więc piszę tutaj...mam nadzieję, że autorka się nie obrazi:) To, co mi się przydarzyło to napewno objaw nerwicy, ale mimo kłucia serca od jakiegoś czasu, to co stało się ze mną wczoraj w nocy przeszło wszytsko, co dotychczas mnie spotkało! . Nie wytłumaczę tego bólu!!!! Trwało to około 3,5 godziny od 21. Co dziwne, miałam udany dzień, pojechałam do szkoły, kompletnie się nie denerwowałam. Chciałam się pouczyć, usiadłam sobie na łóżku i zaczęło sie. Najpierw dziwne pokłuwanie w mostku, coś podobnego, jak ma się chore płuca. Zaczęło narastać. Serce bolało jak diabli i dwie ręce miałam odrętwiałe, dłonie trzęsły mi się makabrycznie. Nie mogłam leżeć, bo bolało mnie bardziej, zasnąć nie mogłam, choć tak bardzo pragnęłam... Melisa i środki uspokające nie pomogły. Nie było strachu przed śmiercią, choć nawet sobie pomyślałam, że dobrze by było, żeby tylko przestało boleć. Zaczęły mnie boleć na dodatek zęby i cała tchawica!! Pytanie moje...co to było do jasnej cholery!!!! To przeszłło wszelakie mdlenia, zawroty głowy, drgwki, walenie serca... To bół straszny ból! Tak jakby na żywc ktoś wyrywał mi serce z wszytskim dookoła! Zasnęłam po kilkugodzinnej męczarni, bo nafaszerwoałam się środkami przeciwbólowymi. -
Zuzka też mi się tak wydaje.... że najważniejsza w życiu jest ta druga osoba, to jaka ona jest. Bo nie oszukujmy się, że ważne żeby obok nas był ktokolwiek - ważne, żeby dzięki niemu nasze życie było bardziej kolorowe. Powiem Ci szczerze, że ja już od kilku lat nastawiałam się tak na żyie, by "iść własną drogą" w dorosłości. Poszlam na odpowiednie studia, po których liczyłam na konkretny zawód, wiedziałam, że muszę zacząć sobie cos doroabiać, bo w rodzinie u mnie cienko z pieniędzmi. Przyszedł moment kiedy potrzebowałam wsparcia hcłopka, rodziny - oni odwrócili się ode mnie, bo potrzebowałam go pierwszy raz. Osattanio wyznałam prawdę o mojej przeszłości mojemu teraźniejszemu chłopakowi, powiedziałam też, na co liczę w związku, który ma przetrwać. On nigdy nie ma mi nic do powiedzenia, woli milczeć, nawet, gdy go o co coś pytam, nie ma zdania. Też miał ciężkie życie, ale mu się poszczęściło dopiero rok temu, bo przypadkiem znalazł dobra pracę, poszedł na drugie studia. On jest już dorosły, powinien miec już rodzinę tak naprawdę. W życiu nie można chyba mieć wszytskiego. Cieszę się, że niektórzy są szczęśliwi, chciałabym choć raz poczuć, że to moje życie też jest choć trochę warte.
-
Taaaa, jesteśmy aż zanadto magiczni. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie hipnotyczne wpatrywanie się w gwiazdy jest normą a rozczulanie się to już maskara. Nie tylko nad innymi, ale nad sobą także. Problem w tym, że innym potrafiłoby się pomóc, a sobie nie, bo własne argumenty do nas nie trafiają. A beksa ze mnie straszna, wzrusza mnie muzyka i obrazy, czasami nie wiem dlaczego.
-
Mi się wydaje pokahontaz, że choć Lusi ma rację to jest jedna rzecz, która nas dzieli. Mam 20 lat i starsze rodzeństwo, chłopaka, znajomych... Dzieli nas coć co zwie się różnić pokoleniową. Dziś żyje się trochę szybciej, "nasz" świat jest pełen schematów, którch nieraz nie chcemy. Wydaje mi się, że tak jest z dorosłością. Dziś mając 20 lat i np. nie robiąc nic jest się człowiekiem trochę gorszej kategorii. NAjlepiej studiować i pracować jednocześnie, by dokładnie po studiach założyć rodzinę. Wystarczy popatrzyć na to, że szukając porządnej pracy, często od 20-latków wymaga się kilkuletniego doświadczenia! To świat się zmienia! Dorosłość to podobno przeskoczenia dołka z wymówkami i stanie się całkowicie odpowiedzialnym człowiekiem. Ja narazie walczę z ieodpowiedzialnością, bo moj pęd do dorosłości się zatrzymał, gdy rzuciłam studia przez deprechę, od roku nie wychodzę z domu i ciągle słyszę, że wzięłabym się w końcu do roboty. A ja na studia chcę w przyszłym roku, chcę się jeszcze młodością cieszyć, ale muszę na to sama np. zarobić, bo "jestem dorosła". Świat zabiera nam dzieciństwo! Zabiera naiwne spojrzenie, nieraz marzenia! Niew ątpie, że są ludzie, których nie ruszysz niczym i twardo stoją po stronie własnego "ja", jak Lusi. Ale teraz każdego dnia jest coraz gorzej i obawiam się, że ludzi, którym brzydnie szybka dorosłość jest coraz więcej... Pozdrawiam serdecznie:)
-
hehe....mój też i "fucy" na mnie, ale coż....
-
Cieszę się, że Ci się udało. Podobno tak jest, że miłosć czyni cuda...potrafi też czynić spustoszenie. Ja nauczyłam się nie uzależniać swojego szczęścia od chłopaka, bo kilka razy w życiu przejechałam się na tym i potem było gorzej. To dopiero pesymizm! Ale Tobie życzę powodzenia!!!! Dobrze, że miłość istnieje, bo czasem myślę, że to tylko sfera bajek;)
-
"Wkręcanie się" czyli nie wszyscy maja depresję
Neśka odpowiedział(a) na nieuzasadniony temat w Depresja i CHAD
Wszyscy macie rację.... Dziś pojęcie depresja to raczej uogólnienie chwilowego dołka psychicznego, a nie choroby.... Sama widzę, mówiąc, że jestem chora, jak reaguje na mnie mój chłopak... bo dla niego to mały kryzys który minie, który każdy kiedyś ma. No i faktem jest, że ludzie mają skłonnosć do hipochondrii...szkoda, że wśród tego całego zamieszania nikt nie widzi prawdy... -
Dziękuję bardzo... :* Ja mam królika, więc chyba przeniosę go do pokoju i będę sobie do niego paplać ile wlezie...
-
Wiecie co Wam powiem? Hobby w życiu to ja mam aż za dużo. Wbrew pozorom to ja miałabym co robić, gdybym tylko miała siłę. Ciągle zmieniam coś we własnym pokoju,ale to nic nie daje. Tak, jakby nie chiało mi się oddychać, a jednocześnie czuję wielką potrzebę życia. Wczoraj nie mogłam zasnąć - rzedko mi się to zdarza, bo głównie cały czas śpię. Miałam przy boku swojego ukochanego, który wtulał się we mnie, słyszałam chrapanie własnego taty z pokoju obok (ostatnio jest dosyć powaznie chory) i pomyślałam...że mogę ich przecież stracić. Że życie nas zaskakuje i choć czasem nie rusza mną wiele rzeczy, to przecież chciałąbym być jeszcze szczęśliwa.... Tak strasznie się w nocy bałam...walenie serca itd. W duchu dziękowałam Bogu za to, że mam ręce i nogi, rodziców, mężczyznę, który mnie kocha. Chociaż nieraz sprawiamy sobie przykrość, to tej nocy byłam taka wdzięczna za to wszystko.... Zobaczymy, co będzie dzisiaj.... Pozdrawiam Was kochani...:*
-
Dziękuję śliczni8e za wsparcie.... :* Z tym lękiem jest najgorzej, bo jeśli dam mu upust, to źle mi z tym, jeśli nie to rozywa mnie od środka. Tak jakby nigdy nie było dobrego wyjścia.... Za Ciebie tez trzymam kciuki...
-
Dziś doszło do mnie, jak bardzo TO się pogłębia. Zawsze nie mogłam wstać z łóżka, bo coś mnie w nim trzymało - to poczucie beznadziei, które każdy z forum zna... Ostatnio jest inaczej...śpię i wstając wywracam się. Zawroty głowy, jak nigdy wcześniej - jak po ciężkiej poijawie. Trzęsące się ręce, totalna słabość. Psychika przerzuciła wszystko na ciało. Ostatnio nawet wymioty, gorączka i całkowita niezdolność fizyczna do czegokolwiek. DOŚĆ MAM TEGO! Tyle razy próbowałam, ale muszę jeszcze raz! Nie wiem jak, ale muszę. Moje pomysły na życie dawno się przedawniły, ale nie mogę tak żyć. Nie daję rady. Podejmuje to cholerne wyzwanie raz jeszcze. Dobrze, że wiem, że nie jestem sama... Trzymajcie za mnie kciuki, błagam!!!!
-
A ja tu będę rekordzistką i powiem, że mam 5 rodzeństwa... Nerwica, depresja itd. nie zależy od tego, czy jest sie jedynakiem, a od indywidualnych predyspozycji tj. wrażliwości. Mimo licznej rodziny, czuję się samotna i nie mam oparcia w nikim, bo każdy żyje swoim życiem. Mimo więzi z sobą jesteśmy sobie obcy.
-
Maiev u mnie sytuacja wygląda podobonie i przez to jestem taka samotna.... Stałam się zazdrosna, bo czuję, że niewiele jestem warta, że ja nie potrafiłabym wzbudzić w kimś zazdrości, że jestem takim nikim, że nawet nie ma być o co zazdrosnym. Zachowuje się, jak zazdrośnia dlatego, że boli mnie to, że jestem właśnie takim niczym. To tak cholernie głupie.... Wszelkie sceny, jakie robię doprowadzają mnie po fakcie do palpitacji serca, czuję się jeszcze głupsza. Potem nikt nie rozumie moich trzęsących się rąk i nawet mój facet sp[ytał mnie dzisiaj:"co Ci się tak ręcę trzepią przy obieraniu tych ziemniaków"? Nie potrafię sobie poradzić z tym okorpmnym uczuciem, który wraz z wieloma innymi zabuja mnie każdego dnia, az zatlucze na amen.
-
Pati1985...czuję się tak samo... i to cholerne uczucie zabiło mnie już. Mam rodzinę - co prawda ledwo wiążemy koniec z końcem, ale choć mam rodziców, liczne rodzeństwo, to nikt nie interesuje się wtedy, gdy trzeba. Mam chłopaka, nie mam znjaomych, przyjaciół. Każdy dzień jest taki sam - cztery ściany, bo nie ma z kim i gdzie wyjść. M ój chłopak dużo pracuje, wieczorami uczy się, wcześnie chodzi spać. Zawsze pocieszam się, że inni mają gorzej, nie mają rodziny, nikogo.. Ale ja potrzebuje kogoś kto zrozumie, gdy tak jak Ty - płaczę, gdy nikt nie wiedzi. Moje zycie przez to straciło sens. Wszytsko, co robię jest bezsensu. To taka cholerna samotność...Niby ma się kogoś obok, ale tak, jakby nikogo nie było. Czasami nawet wolałabym być całkiem sama - miałabym usprawiedliwienie na własną beczynność. A tak? Nikt nie rozumie, nie wie, co rozgrywa się w naszych duszach, nawet nie spyta, co tak dokładnie nam jest... Jak tu prosić o mimimalne zainteresowanie, by czuć, że dla kogoś chociaż trochę jestem ważna? Ech, ja też już nie wiem, co z tym wszytskim zrobić...
-
wierzę.... wydaje mi się, że oprócz tego, że konieczne jest trafić na osobę z którą taka miłość jest mozliwa, to ważne jest podejście do kwestii miłości...czyli podobne. Ludzie rozstają się, bo mają inne oczekiwania i potrzeby, uczucia znikają. A ja wierzę, że ludzie potrafią się pokochać na amen, zawsze tak samo się sobą fascynowć i być ze sobą na zawsze... Ideał prawdziwej miłości to dopiero wyzwanie, chyba nie ma większego:)
-
Strach przed stratą miłości/odrzuceniem
Neśka odpowiedział(a) na Ina temat w Problemy w związkach i w rodzinie
A ja gusiu się z Tobą nie zgadzam:) Wydaje mi się, że miłość to uczucie subiektywne, aczkolwiek ma jakieś obiektywne wyznaczniki. To, że merdingo napisała, że ogarnęła ją myśl, że nie kocha swojego chłopaka, wcale nie musi znaczyć, że naprawdę go nie kocha. Ważne dlaczego tak myśli. Miłości ksiąkowe to bujda niestety... A za Ciebie merdingo trzymam kciuki, bo zapewne, gdy podejdziesz do tego z większym dystansem z czasem uświadomisz sobie, czy to jest to, czy nie to... Trochę pracy nad tym i zobaczysz, że się uda! -
zapewne Ty jesteś bardziej normalna.
-
Właśnie...to otoczenie cholerne. Co prawda zawsze problemy niby leżą w nas, ale jakos ostatnio nie za bardzo w to wierzę. Ludzie potrafią być tak beznadziejni...
-
Chyba sama nie dam rady....chyba lekarz czeka.
-
Nerwica lękowa - Co zrobić? Moja historia część 1, zamknięta
Neśka odpowiedział(a) na temat w Nerwica lękowa
Ja to akurat czuję, że ja to nie ja:) -
Dziś zderzyłam się z framugą od drzwi i ze stołem, wylewając to, co na nim się znajdowało:):):) Maskalina... gorzej, gdy kompletnie nic nie cieszy na tyle, by się podnieść tak na maksa:) Osobiście czuję takie rozdrarcie i niemożność, bo nawet jakbym chciała, to mój organizm chce inaczej. Chyba za radami Radisona z innego posta skupię się tylko na sporcie i przebywaniu na świeżym powietrzu.... :) TYlko problemem jest to, że w zeszłym roku, namiętnie chodząc na aerobik mdlałam...