Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Nawet zmiany w rutynie dnia, czy spróbowanie czegoś nowego - jest spoko
  3. Lucy32

    czego aktualnie słuchasz?

    @Malowany_ jest rytmiczne i tekst tez fajny
  4. Lucy32

    Dzisiaj czuje się...

    Zmiana życia....czasami jest tez potrzebna, może nie aż tak ekstremalnie I ja lubię zmiany.Nawet takie drobne,malutkie
  5. Dzisiaj
  6. W końcu coś wpadło w ucho
  7. Bupropion dali Ci między innymi na lęk wolnopłynący? Nie chcę wchodzić w kompetencje lekarza natomiast trochę to dziwne. A ile masz jeszcze czasu na to żeby "przywrócić się do porządku"? Tydzień czy kilka dni to za mało, żeby ocenić czy lek zaczął działać czy nie. Np. Paroksetyna zwykle wkręca się po 2-3 tygodniach ale tu wiem po sobie, że działa cuda jeśli chodzi o lęki Jeśli Twoja derealka jest taka jak moja podczas ataków, i Ty ją masz cały czas, to szczerze współczuję bo to jest turbo nieprzyjemne uczucie i ja mimo tylu lat nie umiem nigdy się do tego przyzwyczaić. Chociaż u mnie jednak bardziej przerażająca jest depersonalizacja. Ona zdarza się nie zawsze ale jak się wkręci to rany boskie
  8. Witam. Jak się domyślam, mój post zostanie potraktowany jako kolejne ponowienie tematu, ale ja potraktuję to jako dyskusję albo „zaczepkę” wobec kobiet. Mam pewien problem związany z moim ciałem - dokładnie mówiąc z penisem. Nigdy nie byłem facetem z dużym członkiem, niestety natura trochę poskąpiła mi centymetrów. Pomimo mojego mankamentu jakimś cudem udało mi się znaleźć dziewczynę z którą się ożeniłem. Razem jesteśmy prawie 30 lat. Wydawało mi się, że było to 30 udanych lat. Żyliśmy razem, kochaliśmy się, wspieraliśmy się, rozumieliśmy się. Nigdy nie byłem i nie jestem typem faceta, który po wejściu do domu robi aferę „bo zupa była za słona”. Wiem i rozumiem co to znaczy rozmowa, czułość, zainteresowanie, zadbanie o rodzinę ale wiem również co to umiejętność przyznania się do błędu, umiejętność „płakania” nieukrywania swoich emocji.... Jak dla mnie są to normalne rzeczy normalnego faceta – chyba, iż ja nie jestem normalny? Przez całe nasze wspólne życie zawsze byłem osobą na którą „moja żona” mogła liczyć. Wspólnie wiele przeszliśmy, tych dobrych i złych rzeczy. Do tej pory nasze pożycie intymne zawsze było udane – tak mi się wydawało. Nie byliśmy „ pruderyjnymi katolami” co tylko pod kołdrą, przy zgaszonym świetle i po bożemu. Nie jestem piękny jak Apollo i nie mam ciała jak Herkules. „Moja żona” też nie jest MISS UNIVERSUM, jak każdy z nas ma swoje drobne „niedoskonałości”. Niestety.... po tych wspólnych latach, ostatnio „żona” wyskoczyła do mnie z hasłem "Że tak naprawdę nigdy nie odczuwała satysfakcji podczas sexu ze mną.... bo mam niedużego" Po prawie 30 latach usłyszałem coś takiego.... Zastanawiam się, dlaczego teraz? Dlaczego po tylu latach.... Szok... niedowierzanie.... Tak naprawdę przysłowiowo: „dostałem kopa w pysk”. Chwilę potrzebowałem aby jakoś dotarło to do mnie, abym mógł cokolwiek ruszyć z miejsca. Po „ogarnięciu się” próbowałem porozmawia z nią – o co tak naprawdę chodzi, czemu po tylu latach. Nie wiem, czy zaczęła się rozglądać za czymś bardziej dorodnym, czy jest jakiś inny powód. Niestety za każdym razem próby rozmowy, próby poruszenia tego tematu, dowiedzenia się czegoś więcej kończę się szybciej niż się zaczęły. Nie będę ukrywał – takie stwierdzenie, takie podejście do mnie pozbawiło mnie poczucia męskości. Ktoś zasugerował mi, że jeżeli po takim stwierdzeniu utraciłem poczucie męskości, to powinienem zacząć pracę nad swoją samooceną.... Zastanawiam się, czy kiedykolwiek i ktokolwiek po wielu latach wspólnego życia w podobny sposób podsumował tego człowieka (chyba, iż jest to osoba która jest sama/samotna i pomimo to próbuje pouczać innych) – niestety, członek dla każdego faceta jest ważny, chyba że jest się….. Zastanawiam się co mam zrobić dalej? Kochanka?? Rozwód?? Definitywne zakończenie "problemu"?? Ostatnio ktoś zasugerował mi, że to tak naprawdę ja jestem „problemem” bo nie potrafię się zająć „żoną” - raczej nie zaproszę nikogo aby oglądał nasze igraszki (i tak to jest niemożliwe bo nie ma żadnej szansy abym zdecydował się na sex z nią), ale bardzo dobrze wiem że sex to nie tylko mechaniczne ruchy ale również dotyk, pieszczoty, rozmowa, etc. Próba pójścia na wspólną terapię jest niemożliwa - „moja żona” uważa, iż ktoś kto chodzi do psychologa/psychiatry czy innego terapeuty jest „upośledzonym debilem” i że ona sama sobie z wszystkim radzi i nie potrzebuje takiej pomocy. Niestety nie mam możliwości fizycznego (operacyjnego) wydłużenia i pogrubienia penisa - a chyba jest to rzecz, która przywróciłaby mi normalną samoocenę. Po tym wszystkim dochodzę do jednego wniosku – jedynym rozwiązaniem jest „pozbycie się problemu”. A skoro ja jestem tym problemem, to zakończenie problemu jest tym co na pewno mi w zdecydowany i radykalny sposób pomoże, zakończy upokarzanie i jest to myśl która coraz bardziej mnie przekonuje.
  9. Życ podróżujących po świecie i mieć za to płacone ciekawa alternatywa dla zwykłego życia , ale może zmiana otoczenia =zmiama życia
  10. Mnie dziś wzruszały piosenki i ogólnie czuję dużo emocji. Tych złych i tych dobrych. Im więcej leków tym większa "nieczułość"
  11. Mam nadzieję, że nie lecą na namioty lub spadochrony, ale kto ich tam wie. Numer może być przypadkowy.
  12. mdłości i nakurwiający ból głowy, chyba rzygnę i zdechnę, co za chora mózgownica
  13. shadow_no, bupropion i brintellix, pierwszy od tygodnia. drugi zacząłem w ten wtorek... wiem że to długo trwa, ale tak bardzo liczę, że zadziała w miarę sensownie wkrótce. podczas wcześniejszych epizodów była paroksetyna i choć działała to na efekt trzeba było czekać... Jestem tak spanikowany, że nie wytrzymam.
  14. Najpierw kawa. Potem ogarnięcie domu na tyle na ile mogę zanim znów zacznie się dziać źle
  15. Lucy32

    Dzisiaj czuje się...

    Fajnie ze wróciłaś @Dalila_ Ja tez na Predze roznie sie bujam.Czasem mam ochotę coś zrobić (jak ty)wyjechac gdzies i nie wrócić.Mogla bym pracowac jako przewodnik turystyczny A pozniej gdzies czmychnac na Karaiby hehee
  16. shadow_no

    Brak uczuć i emocji

    No ale na lekach to normalne, że człowiek staje się trochę zombie. Ale jak z nich byś zszedł to by puściło. Na sobie sprawdziłem to wiele razy. Zawsze zejście z leków do 0 (SSRI) powoduje przypływ tego czego nie ma na co dzień. Czasem i skowronek dziubiący w ziemi wtedy potrafi wzruszyć
  17. Znowu smutno i bez sił zaczyna się robić... dobra- może to jakoś "rozchodzę".
  18. Ale 67 to moda dopiero z zeszłego roku, a już w szmatexie?
  19. Ja już nawet nie marzę o wyjściu z derealizacji. Nie puszcza mnie nigdy. Żyje w wyimaginowanym świecie, ale radzę sobie, choć często dokucza mi po prostu przebodzcowanie i to cholerne oderwanie od siebie. Nie czuję siebie. Nie poznaję siebie. Tak jakbym była duchem, wiesz?
  20. Znalazłam jakiś czas temu w szafie koszulkę 67 i nie wiedziałam o co chodzi. Dopiero jak mama mi powiedziała, że to jakaś moda to zrozumiałam Nie. Nadal nie rozumiem. A koszulkę w szmateksie kupiłam.
  21. A od kiedy bierzesz obecnie leki i jakie? Zwykle rozkręcają się one kilka tygodni z czego na początku może się pogorszyć. Jakkolwiek źle to brzmi - to normalne
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×