Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Mój tata też jest cholerykiem, zawsze jest ryzyko, że wybuchnie. Nie raz słyszałam jak mówi coś niemiłego, ale nie komentowałam tego, pewnie że strachu, choć wątpię żeby zwrócenie mi uwagi jakoś szczególnie pomogło. Tylko raz się postawiłam jak wrócił pijany w dniu mojej obrony nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że to ważny dla mnie dzień. W sumie skończyło się tym że chciał mnie uderzyć i siostra go zatrzymywała. Nie wyobrażam sobie tego żebym mu powiedziała żeby sobie "wsadził coś w dupe".
  3. take

    Co teraz robisz?

    Leżę w łóżku i korzystam ze smartfona
  4. Maat

    Spamowa wyspa

    Wegetacja. Nie lubię.
  5. Teraz nie wiem kto tam jest na topie.Karolak? .Dzis same wymuskane chłopczyki,.Moi dwaj panowie,niezmiennie,choc dzisiaj to juz chyba starsi dziadkowie.
  6. bei

    Co teraz robisz?

    Staram się przekonać siebie żeby spróbować zrobić coś konstruktywnego.
  7. Po jakim czasie zauważyliście działanie fluanxolu? Wiem, że w ciągu ok. tygodnia (w ulotce jest, że po tym czasie przy braku efektów można odstawić), ale ile to było u Was? No i jak z apetytem i wagą?- W górę? W dół?
  8. Dzisiaj
  9. Biotyna z tego co kojarzę też jest stosowana przy niektórych problemach skórnych, nie tylko na włosy.
  10. Niewkopomonowana Przeczytałam wszystko, co napisałaś, i jest tu naprawdę sporo rzeczy, nad którymi warto się zastanowić. Przede wszystkim rozumiem, dlaczego jesteś wściekła. Z tego, co opisujesz, wiele Twoich reakcji podczas hospitalizacji miało konkretne przyczyny. Reagowałaś na zachowanie personelu, na sposób traktowania innych pacjentów, na sytuacje, w których czułaś, że dzieje się coś niewłaściwego. Do tego dochodziło odstawianie benzodiazepin, które samo w sobie może bardzo mocno wpływać na samopoczucie i reakcje emocjonalne. I właśnie dlatego tak trudno jest oceniać czyjś stan psychiczny wyłącznie na podstawie zachowania w szpitalu. Na przykład podniesienie głosu, kiedy widzisz, że ktoś jest źle traktowany, nie musi oznaczać zaburzenia nastroju. Może wynikać z poczucia niesprawiedliwości, potrzeby obrony drugiego człowieka, wcześniejszych doświadczeń albo po prostu z Twojego charakteru. Podobnie z przechodzeniem od pobudzenia do wyczerpania czy płaczu. Silna reakcja emocjonalna potrafi pochłonąć ogromną ilość energii. Sama po intensywnych konfliktach potrafię być kompletnie wyczerpana, czasem przez długi czas. To nie musi oznaczać, że mój nastrój przeszedł z jednego epizodu chorobowego w drugi. Czasami to po prostu organizm dochodzący do siebie po ogromnym napięciu. Nie twierdzę, że właśnie tak było u Ciebie, ale uważam, że takie możliwości powinno się brać pod uwagę, zamiast patrzeć wyłącznie na to, czy ktoś był pobudzony, spokojny, drażliwy czy płaczliwy. Ale chciałabym Cię też zapytać o coś trochę innego. Co właściwie chciałabyś osiągnąć, szukając diagnozy i pomocy? Czy najbardziej zależy Ci na tym, żeby derealizacja i depersonalizacja całkowicie ustąpiły? Czy bardziej na zrozumieniu, skąd się biorą, co na nie wpływa i dlaczego doświadczasz ich właśnie w taki sposób? A może chciałabyś przede wszystkim nauczyć się lepiej funkcjonować z tymi doświadczeniami, rozpoznawać własne reakcje i mieć większy wpływ na to, jak sobie z nimi radzisz? Pytam, bo to są różne cele i mogą wymagać trochę innego podejścia. Sama przez lata otrzymywałam różne diagnozy — między innymi ChAD, borderline, depresję i PTSD. Później dowiedziałam się o swoim DID, a jeszcze później zdiagnozowano u mnie ADHD. I wiesz co? Żadna z tych diagnoz nie sprawiła nagle, że wszystkie moje doświadczenia zaczęły idealnie do siebie pasować. Diagnozy pomogły mi zrozumieć pewne mechanizmy, ale nie powiedziały mi, jak konkretnie JA reaguję, co wpływa na moje zachowanie, dlaczego pewne sytuacje są dla mnie trudniejsze niż inne i jak najlepiej sobie z tym radzić. Tego musiałam się nauczyć, poznając siebie. Dzisiaj, kiedy korzystam z terapii, zaznaczam nawet, że nie chcę, żeby koncentrowała się ona na moim DID. Nie dlatego, że udaję, że go nie ma. Wręcz przeciwnie — jest częścią mojego życia i funkcjonowania. Po prostu nie traktuję samego istnienia mojego systemu jako czegoś, co trzeba naprawić. Jeżeli któraś z części chce uczestniczyć w terapii, zależy mi, żeby była wysłuchana i potraktowana poważnie. Ale są też inne sprawy, nad którymi chcę pracować. I chyba właśnie do tego zmierzam. Można wiedzieć, że doświadcza się dysocjacji, przeczytać mnóstwo artykułów, znać wszystkie kryteria diagnostyczne, a nadal nie rozumieć, dlaczego akurat dzisiaj świat wydaje się bardziej nierealny niż wczoraj. Czasami najważniejsze nie jest nawet to, co dzieje się w tych najbardziej dramatycznych momentach, ale to, jak wyglądają zwykłe dni pomiędzy nimi. Jak reagujesz na ludzi, na zmęczenie, na zmianę otoczenia, na poczucie bezpieczeństwa, na konflikty, na dobre wydarzenia. Co pomaga, co przeszkadza, co się zmienia z czasem. Dlatego tak bardzo zachęcam Cię do szukania specjalisty, który będzie chciał poznać nie tylko Twoje objawy, ale też Ciebie jako człowieka. I absolutnie nie namawiam Cię do rezygnowania z diagnozy. Przy tak długo utrzymującej się derealizacji i depersonalizacji porządna ocena diagnostyczna jest jak najbardziej uzasadniona. Chodzi mi tylko o to, żeby diagnoza nie stała się jedynym celem, bo samo poznanie nazwy zaburzenia nie zawsze daje odpowiedź na pytanie, jak z nim żyć. A co do testów online — osobiście nie wydawałabym pieniędzy na przypadkowe płatne testy z internetu. Niektóre kwestionariusze mogą być pomocne jako element oceny, również wypełniane online, ale ważne jest, kto je przeprowadza, jak interpretuje wyniki i co dzieje się później. Wolałabym przeznaczyć te pieniądze na konsultację z psychologiem klinicznym lub psychiatrą, który ma rzeczywiste doświadczenie z zaburzeniami dysocjacyjnymi. I bardzo mnie cieszy, że porozmawiałaś z rodzicami i że zaczynasz rozważać zmianę lekarza. Nie dlatego, że nowy lekarz na pewno postawi inną diagnozę, ale dlatego, że zasługujesz na możliwość spokojnego opowiedzenia o swoich doświadczeniach, bez ciągłego przerywania i zbywania. A najbardziej jestem ciekawa Twojej odpowiedzi na to pierwsze pytanie. Co dla Ciebie oznaczałoby, że naprawdę otrzymałaś pomoc? Jeszcze jedna rzecz przyszła mi do głowy, szczególnie kiedy wspomniałaś o szukaniu specjalisty w Rzeszowie albo prywatnie. Warto pamiętać, że terapia to zazwyczaj proces, który wymaga czasu. I nie chodzi wyłącznie o liczbę sesji potrzebnych do zauważenia poprawy. Najpierw trzeba znaleźć osobę, z którą rzeczywiście potrafisz nawiązać kontakt. Czasami udaje się za pierwszym razem, a czasami trzeba zmienić terapeutę, nawet kilkukrotnie. Potem potrzebujesz czasu, żeby tę osobę poznać, zbudować zaufanie, poczuć się na tyle swobodnie, żeby mówić również o rzeczach, których sama jeszcze nie rozumiesz. Terapeuta też potrzebuje czasu, żeby poznać Ciebie. Nie tylko Twoje objawy, ale też sposób myślenia, reakcje, relacje z ludźmi, codzienność, historię życia. To wszystko tworzy obraz, którego nie da się zbudować podczas jednej czy dwóch wizyt. I dopiero z czasem możecie coraz lepiej rozumieć, co się dzieje i nad czym właściwie warto pracować. Oczywiście nie oznacza to, że pierwsze spotkania nie mogą już przynieść ulgi czy czegoś wartościowego. Dlatego zanim zdecydujesz się na prywatną terapię albo dojazdy do większego miasta, zastanów się również, czy będziesz miała możliwość regularnego korzystania z tej pomocy przez dłuższy czas. Nie wiem, jak daleko masz do Rzeszowa, ale nawet godzina czy dwie podróży robią różnicę. Szczególnie kiedy masz gorszy dzień, źle się czujesz albo jesteś wyczerpana. A po terapii też nie zawsze wychodzi się w świetnym nastroju. Czasami sesja potrafi poruszyć naprawdę trudne rzeczy i potrzebujesz chwili, żeby dojść do siebie. Powrót do domu też jest częścią tego doświadczenia. Podobnie z kosztami. Prywatna pomoc może być świetnym rozwiązaniem, ale jeśli po kilku spotkaniach okaże się, że finansowo nie jesteś w stanie jej kontynuować, możesz znaleźć się w trudnej sytuacji, szczególnie jeśli zdążyłaś już zbudować zaufanie do tej osoby. Może warto też zapytać o możliwość spotkań online, przez wideo? Sama korzystałam z takiej formy, bo nie prowadzę samochodu. Początkowo było mi bardzo trudno się przyzwyczaić, bo nie przepadam za rozmowami przez kamerę, ale z czasem okazało się to dla mnie znacznie wygodniejsze i bardziej dostępne. Nie każdemu taka forma odpowiada i nie każdy rodzaj terapii dobrze się do niej nadaje, ale warto rozważyć taką możliwość, szczególnie jeśli znajdziesz dobrego specjalistę dalej od domu. Nie piszę tego, żeby Cię zniechęcać do szukania pomocy. Wręcz przeciwnie. Chodzi mi o to, żebyś znalazła rozwiązanie, które będzie dla Ciebie możliwe do utrzymania, a nie tylko dobrze zapowiadające się na początku. Bo znalezienie odpowiedniego terapeuty to jedno. Stworzenie sobie warunków, w których naprawdę możesz korzystać z tej relacji i stopniowo budować coś trwałego, to druga, równie ważna sprawa.
  11. B1 zbadałem z nieuwagi. Miałem ją zbadać przed suplementacją, a zbadałem w czasie suplementacji. Mnie ciekawi kwestia biotyny. Biotyna to podobno jeszcze rzadszy niedobór. Więc jakim cudem rejestrują leki z biotyną w ogromnych dawkach? Przecież niby biotyna nie działa na włosy i paznokcie, jeśli nie ma niedoboru.
  12. Dalila_

    Najpiękniejsza Polka

    Ja miałam grzywke do końca gimnazjum i siostra mi mówiła że jestem podobna do ani. Oglądała jakiś serial z nią o takich kolezankach z baru czy coś xd to wtedy wynika miała grzywke Z tych co wymieniliscie to zamienilabym się z Anią ale koło 30 bo wcześniej miała takie okrąglutkie za bardzo rysy i wyglądała jak dzidzia i z młoda mielcarz @Niewkopomonowanapprzypomniało mi się czy to nie jest luxuria astarov? Nie pomyliłaś cos
  13. Oni chyba tak zawsze piszą przy wypisie. A przecież była w szpitalu państwowym pewnie A nie prywatnej klinice
  14. Pytanie w jakim celu miałaby być była badana wit. B3 tylko wybiórczo? Można mieć jej niedobór ale tu raczej należałoby ją sprawdzić w połączeniu z B6 i żelazem. I to najczęściej przyczyną niedoboru jest uboga dieta lub nadużywanie alkoholu. To jest bardzo rzadko występujący niedobór, stąd raczej się takich badań nie zleca, a tym bardziej wyrwanych z kontekstu jako pojedyncze badanie. Badanie poziomów podczas suplementacji danego preparatu daje średnio wiarygodne wyniki i tu zrozumiałe, ze wyszła dużo za duża. Tym bardziej jak brałeś dzień lub dwa przed badaniem. Oczywiście nie neguję tego że nawet po odczekaniu jakiś czas nadal miałbyś nadmiar - jednak no wynik z tych raczej do powtórzenia to był. Nie wiem na którym etapie coś "zawaliło" - czy lekarz nie doedukował, że nie bada w trakcie suplementacji czy to był jego celowy zabieg? Ja z zasady nawet jak badam poziom wit. D to nigdy nie od razu po przyjęciu ostatniej tabletki tylko odczekuje min. 2 tyg.(ja biorę praprat z tych do dawkowania np. raz na dwa tygodnie w zależności od poziomu także u mnie taka przerwa to żadna przerwa w przyjmowaniu, ale no raczej w momencie gdzie wiem, że ostatnia wzięta tabletka już wyczerpała swoje działanie).
  15. Spoko, no tam dużo zaburzonych to ciężko nie rozmawiać. Ale i tak niech przeprasza raczej tamta a nie ty jak Ty to ofiara dezinformacji przecież:d
  16. Na mnie w ogóle melisa nie działa, nawet melisowa nalewka lecznicza. Można kupić jeszcze melisept i tam jest właśnie olejek melisowy, który ma właśnie odpowiadać za działanie uspokajajace, tego jeszcze nie próbowałem. Ja nie mam dużej nerwicy i innych rzeczy, ale mnie wyraźnie wycisza magnez i to w formie taurynianu, ale trzeba go sumiennie brać.
  17. Ale czuję smak melisy, jak piję rumianek to czuję smak rumianku. Jak piję zieloną, to czuję zieloną, a jak piję kawę to piję kawę. Ciekawe, co oni tam robią.,
  18. @Śmojda Czyli moja meliska z trzech torebek jest tylko 000000,1 % melisy jakąs sobie upoluję i wysuszę. Kurde, czyli moja melisa działa, ale tylko poprzez moją wyobraźnię. W zasadzie dodaję do niej trochę soku malinowego i smakuje cud. MOja rada: nie bierz suplementów i zajmij się leczeniem.
  19. Podobno część badań na witaminy i minerały jest mało miarodajna, więc jak potwierdzić czy faktycznie ma się niedobór? Niby badanie B3 jest totalnie bezwartościowe a badanie kosztuje około 300zł. Są jeszcze badania metabolitów witamin, ale te są jeszcze droższe. Ja akurat brałem lek z witaminą B1 i za kilka dni przez przypadek ją zbadałem z powodu nieuwagi. Wyszła znacznie powyżej normy. Właśnie po witaminie B1, miałem te nieprzyjemne stany pobudzenia, wręcz nerwicy, które mijały po kilku dniach od odstawienia. Akurat objawem nadmiaru B1 może być pobudzenie oraz objawy jak przy nerwicy. Ten lek lekarze lubią przepisać przy zaburzeniach nerwów.
  20. Polecam Wam dzisiaj sobie zrobić mocne kakao Wsyp trz łyżki kakao, zalej gorącą wodą lub mlekiem, zrób jak chcesz. Jest fajne. A tak poważnie... suple to nie leki. Ale jak się nażresz 50 suplementów, to możesz się spalić.
  21. Jakąś chwilę temu rozmawiałam o tym dość długo z rodzicami o tym, co czuję i co chcę zrobić. Przede wszsytkim chcę iść do innego lekarza, pewnie prywatnie, niezwiązanego z środowiskiem szpitalnym. Po długim moim tłumaczeniu jak czuję się, gdy jestem u mojej lekarki, chyba zrozumieli, że jest to problem, bo nie czuję się w ogóle wysłuchiwana i jestem zbywana, by tylko zapisać leki. Jest chłodna i czuję dyskomfort, więc jakoś mało mówię o sobie i tematy czasem schodzą na jakieś pierdoły. Raz inny lekarz proponował, żebym znalazła faceta i będzie świetnie. Będę happy i bajka, jeeej! Albo powiedział, żebym wyobraziła sobie jak się mają ludzie bez ręki. Super rada. Świetne zrozumienie mojego chaosu - delikatnie sumując. Także... szukam lekarza i się wybiorę, a do swojej też pójdę choćby po to, by jeszcze raz sprawdzić jak odpowie na moje pytanie na temat DD i badań. Jeśli mnie wkurwi, to chyba odejdę. Trzymałam się jej tylko dlatego, że jest ordynatorką i miałam tam "łatwiej", bo mnie zna i czasem rzucałam hajsem, by wejść bez rejestracji. Dla mnie to miejsce szpitala, lekarze i całe towarzystwo mające pomagać, jest w dużej mierze słabo wykształcone, albo wypalone, alno nie kształci się, bo wiedza przecież ciągle się poszerza, a oni jakby stoją w miejscu i wielu ludziom mówili wprost w szpitalu, że już się nie da im pomóc. Fajna perspektywa. Dzisiaj jestem wściekła, chyba dlatego, że czuję, że nie jestem dostatecznie zbadana...
  22. Trochę za duże uogólnienie, bo będą osoby które będą musiały suplementować niektóre rzeczy. Owszem, zdrowa osoba, poza okresową suplementacją wit. D, większości suplementów nie potrzebuje, bo większość jest w stanie dostarczyć z pożywienia i jako kraj ogólnie mamy problem z tym, że wiele osób bierze je jedynie dla fabuły, bo reklama itd. i placebo. A jeśli ma np. jakieś zaburzenia wchłaniania to nawet zeżarcie tony suplementów nie sprawi że poziomy się wyrównają, bo najczęściej jest to wyrównanie chwilowe i problem nawraca, bo zamiast zająć się przyczyną bawi się w pudrowanie problemu (osoby które bezskutecznie walczą np. z niską ferrytyną pewnie dobrze wiedzą o czym mówię). Kolejny problem z suplementami, nawet tymi kupowanymi w aptece jest taki, że one nie podlegają ŻADNEJ kontroli - jakoś o lekach o chwile słychać że jakieś wadliwe partie, a o suplementach? Tylko wtedy jak ktoś zainwestuje prywatnie w badanie składu i nagłośni sprawę, że coś się nie zgadza (nawet jest taka znana firma która takich wpadek miała kilkanaście jak nie kilkadziesiąt, a jednak nadal mają się całkiem dobrze). Suplement jest badany tylko w momencie wprowadzenia do obrotu aptecznego, a dalej producent może sobie tam wpakować mąkę i wciskać kit że oferuje Wam super suplement. Nie wierzycie? Poproście kiedyś w aptece o chociażby 2 opakowania magnezu, jedno uznane za lek, drugie będące suplementem - dlaczego stoją w 2 zupełnie oddalonych od siebie miejscach mimo, że substancja ta sama? Mimo, że w biedronce wit. C bez problemu stoi koło ibuprofenu bo apteka nie może wprowadzać pacjenta w błąd stawiając suplement koło leku, bo większość wybierze po prostu tańszy preparat lub ten który zobaczyli w reklamie. W końcu reklama dzwignią handlu a dobry marketing działa cuda a placebo już dawno zostało uznane za najskuteczniejszy lek I nie, nie mówię tu że wszystkie suplementy są złe, bo są też całkiem dobre i skuteczne, ale żeby jakikolwiek suplement zadziałał musi być dobrany na podstawie wyników badań i rzeczywistych potrzeb danego organizmu, a nie bo jest akurat popularny i na czasie
  23. @Silas_maze dziękuję za tyle informacji. Masz dużą wiedzę. Dzięki. Co do tego, co piszesz, to tak, mam takie same odczucia. Nie uwzględniono wcale tego z jakich powodów byłam powiedzmy kłótliwa. Byli tam przeróżni pacjenci, którzy nie byli do końca przyjemni, a ja na to reagowałam złością. Moja derealizacja/depersonalizacja wgl nie byłą brana pod uwagę. U psychologa byłam dwa razy i były to pytania jak sobie radzę w szpitalu i jaki mam nastrój, trochę o moje życie itd. Mam wrażenie, że ta osoba nie miała pojęcia na temat DD. Moja lekarka do której chodzę nie pyta o to i gdy prosiłam o jakieś badania np. o zaburzenia osobowośći, to słyszałąm nieeee, Ty tego nie masz i nie polceam Ci żadnej terapii, bo to nie dla Ciebie. I tak słyszałam od dwóch lekarzy, którzy pracują w tym szpitalu i u których byłam już na wolności. Życie w szpitalu nie jest łatwe. Też wtedy miałam odstawiane leki benzo, więc moje samopoczucie było trudne, powiedzmy. Pielęgniarki były niemiłe i miałam z kilkoma konflikt, gdy nie pozwalały mi leżeć w dzień. NIe lubiły mnie, bo nie godziłam się na pewne ich zachowania. Mówiłam wprost i mówiłam lekarzom jak się zachowuje personel, gdy jest często bardzo nieprzyjemny w stosunku do pacjentów. Przyznaję, że podnosiłam głos, gdy śmiali się z mojej koleżanki, gdy znowu zapinali ją w pasy, jakby ich to radowało. Well... ten szpital oceniany jest chyba na jakieś 2/2 w necie i jest sporo negatywnych opinii. To co jest napisane to raporty personelu. Rozmowy z lekarzami trwały może z 2 minuty kikla razy w tygodniu. Moje zalecenia? Amulatoryjne leczenie. Nigdy nie proponowali mi jakiejś terapii. Psychologowi proponowałam żeby zapisałą mnie na dzienny i niby zapisała, ale jakoś potem lekarz o tym nie wspomniał, więc chyba "Zapomnieli". Domagałam się tam testów i miałam mieć zrobione, ale jak to bywało wcześniej chyba zabrakło im..hm.. czasu? Teraz wszystko zależy od mojego działania i pewnie rzucę hajsem, ale poważnie muszę wiedzieć z czym się mierzę, bo tak długoletnia DD nie jest dla mnie miła. Nikt się o to nie pyta. Może już kwlaifikują to jako urojenia. Może mało wiedzą o tym. Nie wiem. Czytałam przed chwilą, że są możliwości znalezienia psychologa klinicznego i prywatnie i w ich przychodni przy szpitalu (z kilkutygodniowym czekaniem) i ewentualnie udanie się do Rzeszowa, gdzie będzie większy wybór lepszych specjsalistów z tego co czytam. Czy testy wykonywane powiedzmy online za zapłatą (jest drożej) są warte uwagi? Czy lepiej zrobić o stacjonarnie? Pewnie lepiej na żywo. Niektórzy lekarze/psychologowie mówią, ale po co CI ta wiedza, co jest totalnie absurdalne z ich strony. Nie mają pojęcia z czym się zmagam, choć ich okiem mogę wyglądać na osobę w remisji. Ale nie jest mi w smak kolejne lata przeżywać jako ktoś, kto czuje się duchem i żyje w krainie grzybów.
  24. Czyli uważasz, że suple, to są jak zwykły cukier i nie mają skutków ubocznych. Wiesz, że nawet taki ostropest przy części leków nie jest bezpieczny i może znosić działanie leków lub wręcz rozsadzić wątrobę?
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×