Ja chciałem być genialny, najlepszy, wyjątkowy. Tylko wtedy czułem się wartościowy, że mam jakieś obiektywne prawo do życia.
Niestety, nie udało mi się, przychodzić taki moment w życiu, że zdajemy sobie sprawę, że nie będziemy już wyjątkowi, nie osiągniemy niczego spektakularnego. Nie znajdziemy wyjątkowej, bajkowej wręcz miłości, bo taka nie istnieje. Nie będziemy mieli przyjaciół jak z amerykańskiego serialu, bo generalnie ludzie mają się w dupie wzajemnie i każdy goni za własnym szczęściem.
Miałem okres, że to zaakceptowałem i skupiłem się na tym, co sprawia mi przyjemność. Tak mi się wydawało. Ale teraz wraca uczucie pustki, bezsensu. Może znowu się pomyliłem, za bardzo stłumiłem jakieś potrzeby. Wcale się nie pogodziłem z tym wszystkim, a jedynie to przykryłem pod warstwą racjonalizacji. I tama puściła.