Może za 3-5 tygodni będzie lepiej. Nie wiem, czy to przez nagłe odstawienie leków, życiowe wypalenie, codzienne zawirowania, żałobę czy skrywane uczucia, absurd wolnopłynący czy toksyczne substancje, czy jeszcze coś innego, jest jak jest. Krzyczeć mi się chce i rozerwać na strzępy głowę, która rani mnie od środka. Mam w sobie więcej niż zwykle nienawiści i agresji do wszystkiego. Każdy dzień to udręka. Coraz wcześniej kładę się spać, bo nie chce mi się żyć, mogę tylko śnić i tam żyć, tutaj nie chcę, nie mam po co, tutaj mogę tylko zasnąć, żeby pożyć trochę tam. Wkurwia mnie ja. Wkurwia mnie świat. Przyodziać uśmiech na twarzy i do pracy, pokazać, że nie jest źle, ogarnia się. Jest tragicznie.