Chodzi mi o to, że wciąż mimo leków jadę kolejką górską. I mam wrażenie, że z wiekiem to się pogłębia. Owszem, na lekach jest nieco lepiej (zwłaszcza po EW, bo przed to czy brałam leki czy nie, nie miało żadnego znaczenia), ale wciąż chyba nie tak, jak powinno. Nie oczekuję czegoś idealnego, bo wiem, że jest to tak naprawdę niemożliwe.
Raczej nigdy tego nie dostanę. Wiesz, jestem niecierpliwa, ale uparta też. Jeśli jest to coś, na czym mi zależy, to będę dążyć do tego za wszelką cenę. I będę czekać, jeśli to niezbędne, chociaż będzie mnie to dużo kosztowało.