Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

żyćalejakdługo

Użytkownik
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Nie adaptując się do grupy odstajesz od grupy. Dla nich takie zachowanie jest dziwne. Ale jest zrozumiałem nie chcesz mieć styczności z ludźmi którzy odstają od twojego poziomu.
  2. żyćalejakdługo

    36

    Witam ponownie, Robię ten wpis aby wam coś pokazać/uświadomić. Od mojego pierwszego wpisu zmieniło się bardzo dużo w moim samopoczuciu, obecnie czuje się dobrze nie miewam depresji, przygnębienia, czy jakiś większych problemów z nastrojem. Pracując za granicą, odkładając dosłownie kilka dni temu wróciłem z pierwszych swoich wakacji w życiu. Pojechałem do Egiptu na tydzień sam. Jestem sam i stwierdziłem że nie warto czekać na kogoś kto ze mną pojedzie bo po prostu się nie doczekam. Jak na początku 2021 roku myślałem że jedynym wyjściem jest samobójstwo po śmieci rodziców tak dwa tygodnie temu kupowałem buty do chodzenia po plaży i rafie. Przez lata miałem takie podeście do podróży samemu że nie warto, bo z kim będę dzielił te chwile, wspomnienia? Szczerze to tylko projekcje i urojenia umysłu nic więcej. Jestem dowodem że można pojechać gdzieś samemu, świat się nie wali i może to być też udany wyjazd. O ile nie zmagacie się z diagnozowaną przez lekarza ciężką depresją kliniczną tak reszta to efekt zasiedzenia się, marazmu, dnia świstaka, życia ciągle w tym samym. Te same emocje, te same otocznie, ci sami ludzie. Jeśli zmienicie otoczenie zmieni się też wasze życie. Zmiana miejsca to nowi ludzie, nowe sytuacje, emocje, miejsca. Musicie też mieć jasno sprecyzowany cel, do którego będziecie dążyć za wszelką cenę, nawet po trupach. Musicie się dobrze odżywiać. Nie chodzi tu o jakieś diety lub drogie produkty ale trzeba jeść dużo i różnorodnie. Zbilansowane posiłki aby organizm miał z czego się regenerować. Wasz mózg potrzebuje witamin, minerałów aby móc funkcjonować prawidłowo. Wielu z was pewnie je mało lub bardzo złej jakości jedzenie. Kolejna rzeczy to sport, aktywność fizyczna która pozwoli wam zachować sprawność, da zastrzyk endorfin. kontakty z ludźmi, w pracy gdy z kimś porozmawiam od razu czuje się lepiej. Nie jesteśmy stworzeni do życia w piwnicy, tylko wśród innych. Nie znaczy to że musicie zagadywać do każdego. Starajcie się podtrzymywać i utrzymywać kontakty z innymi ludźmi. Jeśli będziecie odpowiednio pracowici, wytrwali, rozsądnie zarządzali swoimi zasobami wyjdziecie na prostą. Spełnicie po drodze kilka swoich marzeń. Mi się udało, kolejne przede mną. Nara to chyba ostatni mój wpis.
  3. Może to przez leki, które bierze. Jak ja brałem różne lekki na depresję, to miałem problemy z erekcją, i wrażliwością członka na dotyk. Musiałem je dobierać tak aby te problemy nie występowały. Dwa może to też kwestia pornografii, może on za dużo jej ogląda, dużo się przy tym masturbuje, więc potem nie ma ochoty na zbliżenie. Jak sam oglądałem dużo porno, masturbując się przy tym, to później nie chciało mi się uprawiać seksu z dziewczyną.
  4. żyćalejakdługo

    36

    Witam, Zrobiłem tu jakiś czas temu wpis, o moim przygnębieniu. Od tego czasu minęło kilka miesięcy i trochę też się zmieniło. Wpis był ze stycznia, natomiast w połowie marca 2021 wyjechałem do pracy za granicą (Holandia) Pracuje po 5, 6 dni w tygodniu, mam mało czasu dla siebie. Mam też jakiś kontakt z ludźmi. Za bardzo nie udzielam się społecznie, ale czasem się do kogoś odezwę. Czasem trafi się jakaś dziewczyna do której się odezwę, lub która uśmiechnie się do mnie. Jakoś od grudnia 2020 nie biorę już leków przeciwdepresyjnych, i nasennych. Obecnie nie czuję potrzeby zażywania takich leków. Odstawiłem je bo po prostu się skończyły, a że byłem za granicom, nie miałem jak iść po nowe. W okresie od października, do grudnia 2020 i tak już mi bardzo mało pomagały. I tak czułem się bardzo źle (przygnębienie, apatia, brak sensu itd.) W grudniu 2020 zjechałem do domu. Praca w której byłem była nie opłacalna i dołowało to jeszcze bardziej. Postanowiłem przezimować w Polsce. Posiedziałem około 3 miesiące i w połowie marca 2021 pojechałem do nowej pracy do NL. Praca jest fizyczna, trzeba czasem się narobić, ale obecnie pracuję tam już 5 miesiąc + miesiąc urlopu. Staram się po pracy dużo jeść. Jem to na co mam ochotę, nie bawię się w diety czy liczenie kalorii, po prostu jem. Jedyne co to staram się unikać śmieciowego jedzenia, bo z tego nie ma energii. Nie pijam prawie w ogóle alkoholu, nie zażywam używek. Sądzę że za polepszenie mojego samopoczucia odpowiada między innymi dieta, jem dużo, aby mieć energię. Praca mam cel, zajęcie, nie siedzę w domu, nudząc się godzinami lub siedząc na komputerze. Przyznam że w przeszłości brak takiego zajęcia był jedną z przyczyn gorszego samopoczucia, brak celu, brak robienia czegoś produktywnego, każdy dzień taki sam, pusty i zmarnowany. Pracując mam co robić, mam cel, mam ten obowiązek nad sobą. Może nie robię niczego ambitnego, bo to tylko fizyczna praca ale siedzę na dupie i nie dołuję się. Chodząc po kolejne leki do psychiatry nawet on zalecił mi znalezienie sobie stałego zajęcia. Wyjeżdżając w marcu miałem tylko odłożyć trochę kasy i wrócić, aby pójść na szkolenie w Polsce i mieć szanse na podjęcie stałej pracy na miejscu. Po jakimś czasie to się zmieniło, zacząłem lepiej zarabiać. Pojawiły się myśli że można posiedzieć dłużej i odłożyć więcej kasy na coś więcej (dom, samochód) może w przyszłości uda się założyć rodzie. Kontakt z ludźmi, z natury jestem samotnikiem, ale nawet ten lakoniczny kontakt z ludźmi dobrze wpływa na moje samopoczucie. A jak jeszcze zagada się do fajnej dziewczyny, czy też pogada się z kimś normalnie, to człowiek od razu czuje się weselej. Siedząc w domu w czterech ścianach, nie mam tej wymiany myśli i korelacji emocji, jaka jest wśród ludzi. Zdarza mi się tu uprawiać częściej seks, niestety tylko płatny ale zawsze coś. Podrywanie kobiet po prostu mi nie wychodzi i zasadzie dałem sobie z tym spokój. Skupiłem się na pracy. Za granicą też nie jest łatwo kogoś poznać, ale to już inna historia. Jak wcześniej przejmowałem się tym że nie wychodzi mi bajer z kobietami w pracy, tak teraz mam to w dupie. Nie obchodzi mnie to że jestem cichy, czy wyglądam na smutnego. Kto się do mnie odezwie, to z nim porozmawiam, a kto nie to mam to gdzieś. Nie zamierzam nadskakiwać wokół ludzi, mam swój cel i to jest dla mnie najważniejsze. Po co to w ogóle piszę? Będąc tu kiedyś, zauważyłem że są tu w zasadzie same depresyjne wpisy. Rozumiem że to są wasze emocje ale mam wrażenie że skupiając się tylko na jednym, jedynie co tak naprawdę się dzieje, to to że ta kula śnieżna staje się coraz większa. Może ktoś z was zastanawia się co zrobić ze swoją egzystencją i jak wyjść z tego gówna. Może moja droga okaże się dobrym kierunkiem? Nie jest to porada lekarska, czy wytyczna ale, no właśnie może... Pierwszy raz wyjechałem za granice w 2018 też jakoś na wiosnę, w styczniu byłem pierwszy raz u psychiatry po leki, bo fobia zaczęła zabierać coraz więcej mojego życia. Byłem bezrobotny przez wiele lat, byłem już po 30-tce. Odważyłem się pojechać za granie (Holandia) Decyzję podejmowałem przez kilka lat, w końcu się zdecydowałem. Przez pierwsze miesiące odżyłem po raz pierwszy w życiu. Zmiana otoczenia, praca, inni ludzie, itp., sprawiły że poczułem się lepiej. Później było już różnie, wzloty i upadki. Pobytu tu to nie Eldorado, tu się zapierdala, jest mało czasu dla siebie, doskwiera tu samotność, jest dużo patologii. Jednak mimo wszytko można poczuć się lepiej. Dlatego że coś się robi, wprowadza się jakieś zmiany w życiu, zmienia się otoczenie. Przyrównajcie sobie wasze stany, emocje, życie, do pokoju którego nikt nie sprząta, gdzie nikt nie otwiera okna. Wyobraźcie sobie że taki pokój jest tak zamknięty dniami, latami, miesiącami..., Wyobraźcie sobie, że w takim pokoju otwieracie nagle okno, wpuszczacie słońce, świeże wiosenne powietrze. Tym właśnie był pierwszy wyjazd, tym też jest obecnie ta praca w której jestem, mimo że często jest ona wkurwiająca i męcząca. Nie będę przepraszał za użyte wulgaryzmy, bo mam to gdzieś, oraz błędy stylistyczne, i inne, bo też mam to gdzieś. W agencji w przez którą obecnie pracuję mam możliwość plecenia ludzi do pracy. Nie jest to idealna agencja, ale żadna nie jest. Robię tu jakiś czas więc da się. Różowo nie jest za granicą. Trzeba nauczyć się samodzielności. Przyjeżdżają tu naprawdę różni ludzie, wszelkiej maści speirdoliny życiowe. Jak ktoś chciałby pracować, coś zmienić w życiu, otworzyć chodź na chwile okno w swoim pokoju i wpuścić trochę świeżego powietrza do środka, to mógłbym taką osobę polecić do pracy. Wpis nie ma na celu rekrutowania ludzi do pracy, opisuję swoje doświadczenia. Pomyślałem że takie rozwiązanie może komuś pomóc.
  5. żyćalejakdługo

    36

    Masz jeszcze dużo czasu przed sobą na wybór ścieżki zawodowej, ja ten czas zmarnowałem i nie wiem jak to naprawić. Nie mam pomysłu na to co mógłbym zrobić. Tobie doradziłbym poprawienia matury i rozpoczęcie nauki związanej z medycyną lub farmacją.
  6. żyćalejakdługo

    36

    A w czym mi to pomoże? Nie wyżyje z renty. Co mi da orzeczenie? Na studiach miałem robiony test na depresję, na pierwszej wizycie u psychologa. Później już nie robiłem takich testów. Przez prawie rok chodziłem prywatnie do psychologa, ale nie robiono mi tam testów. Ogólnie prawie większość życia czułem się źle. W dzieciństwie byłem prześladowany. To sprawiło że zamknąłem się w sobie. To z kolei spowodowało wykształcenie się zaburzeń obsesyjno kompulsywnych (mycie rąk i przedmiotów) Teraz już jest lepiej, nie mam tak ostrych objawów jak kiedyś, ale zwracam uwagę na pewne rzeczy. Na co dzień nie mogę pozbyć się poczucia marnowania czasu. jutro Poniedziałek początek tygodnia, który będzie cały zmarnowany, jak poprzednie.
  7. Też boję się brudu i możliwości zakażenia, to sprawia że rezygnuję z aplikowania na niektóre stanowiska.
  8. żyćalejakdługo

    36

    To wygląda tragicznie, w przyszłości nic mnie nie czeka. Nie mam szans na emeryturę. Tego boję się najbardziej, że nie będę miał z czego żyć na starość, że czeka mnie bezdomność. Rodzice nie będą żyć wiecznie, a mi kiedyś zabraknie sił do wyjazdów za granicę. Najbardziej boję się przyszłości. Nie widzę sposobów na zatrzymanie tego. To budzi we mnie największy lęk. Nie wiem jak podnieść swoje kwalifikacje zawodowe. Próbowałem zrobić prawo jazdy ale bez powodzenia. Nie wiem co i jak ze sobą zrobić.
  9. Witam Mam 36 lat i przegrałem swoje życie. Jestem 100% nieudacznikiem. Znalazłem to forum i chcę się na jego arenie wypowiedzieć. Przedstawić moją sytuacje, ale jest to takie trudne i nie łatwo jest pisać o sobie. Choruje na depresję już od młodzieńczych lat, z każdym rokiem sytuacja się pogarsza, a ja czuje się coraz gorzej. Obecnie czuje się najgorzej ze wszystkich lat. Mam 36 lat, nie mam swojej rodziny, jestem samotny, nie posiadam dzieci. Nie pracuję czasem wyjeżdżam za granicę praca tam jest ciężka, a życie dołujące. Przed świętami zjechałem z takiego wyjazdu, który był nie udany (marne zarobki) Nie mam szans na pracę w swoim mieście z powodu braku kwalifikacji, samochodu, i tego że ofert jest jak na lekarstwo. To sprawia że mojej przyszłości po prostu nie ma, lub ryzuje się w czarnych barwach. Czas ucieka, mam już 36 lat. Nie udało mi się założyć rodziny i nie mam szans na założenie takiej. Mieszkam z rodzicami, bez szans na własne cztery kąty. Nikt nie da mi kredytu, odłożyć nie mam z czego, rodzina nie jest wstanie mi pomóc. Zrezygnowałem z życia towarzyskiego ponieważ nie mam na takie warunków. Zresztą i tak kobiety nie zawracają uwagi na kogoś takiego jak ja. Dla nich jestem nieudacznikiem. Mam mało przyjaciół, znajomych w ogóle. Z bliskimi nie umiem podtrzymywać kontaktu. Całymi dniami milczę, mówię mało, zdawkowo lub w ogóle. Rodzina w ogóle nie wie co się dzieje w moim życiu, jak się czuję na co dzień. Każdy dzień jest dniem świstaka. Najgorszy jest poranek. Wstaję i nie wiem po co wstawać, nie mam żadnego celu w ciągu dnia. Śpię do późna aby nie męczyć się dłużej z dniem. Gdy już uda mi się wstać, nie mam żadnego zajęcia którym mógłbym zabić czas. Godziny lecą jedna po drugiej, a ja snuję się po pokoju, oglądam TV, siedzę na social mediach, przeglądając piękne życia innych ludzi. Nie mam po co wychodzić z domu. Nie mam do kogo iść, i w jakim kierunku. Czasem udaje mi się wyjść ale jest to snucie się po mieście. Siedzę do późna w nocy, oglądając TV, odwlekając nadejście nowego dnia. Od odstawienia leków nie mogę zasnąć wcześnie, przez co siedzę po nocy. Gdy już zasnę budzę się wielokrotnie, potem na krótko zasypiam, i budzę się ponownie. Przez ostatni rok brałem leki na depresję Depratal i leki na sen Rispolept. Po Depratalu nie mogę w ogóle spać. Działanie Depratalu po roku czasu było już znikome. Mimo brania leków całymi dniami byłem smutny i przygnębiony. Leki skończyły mi się gdy byłem za granicą, nie udało się załatwić nowych. Na początku myślałem że dam radę bez nich, ale teraz wiem, że sobie nie poradzę. Nie mogę przestać być smutny i przygnębiony. Nic mnie nie cieszy, nic nie ciekawi. Kiedyś umiałem zabijać czas na komputerze i internecie, teraz sam się dziwię jak to było możliwe. Każdy dzień jest dniem zmarnowanym, wyrzuconym do kosza. Przyszłość będzie jeszcze gorsza, bo jaką może mieć przyszłość samotny, bezrobotny 36 latek mieszkający z rodzicami? W tym tygodniu będę chciał pójść do lekarza po leki, w tym mam nadzieję na poprawę samopoczucia. Jednak wyglądana na to że będę skazany na łykanie chemii do końca życia. Najgorsza jest pustka dnia codziennego kiedy nie wiesz co z tym dniem zrobić i wiesz że jest on już zmarnowany. Czas ciągle ucieka, a mi jest coraz trudniej żyć w te nowe nadchodzące dni. Czasem myślę o samobójstwie, ale nie wiem jak to zrobić żeby nie bolało. Nie chcę też rodzicom sprawiać takiego bólu. Gdy ich zabraknie może będzie łatwiej podjąć decyzję.
×