deader
Użytkownik-
Postów
4 886 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez deader
-
Nie mam zamiaru rozgrzebywać czego co przez ostatni rok ciężką pracą zostawiałem za sobą. Chcesz się dowiedzieć czemu tu jestem to sobie przeczytaj mój "debiutancki" post na forum. Co do nie zdawania sobie sprawy, itd... KUR*WA. Ile razy trzeba powtarzać? Nie mam problemów związanych z tym że mnie rodzice bili. Przerabiałem to z psychiatrą, ale jak widać każdy jest bieglejszy od niej, ma większą wiedzę, zna mnie lepiej niż ja sam i wie więcej ode mnie... DEAL WITH IT. Mam dość wmawiania mi tych pierdół. Ja wiem, że zwalenie winy za swoje niepowodzenia na rodziców to jest łatwa wymówka - chcecie, to sobie ją stosujcie. Ja już wyrosłem z tego etapu. Mógłbym odwrócić całą twoja teorię i byłaby równie sensowna: możesz sobie nie zdawać sprawy, że jesteś miękką nieporadną cipcią i nieświadomie przenosisz odpowiedzialność za ten stan rzeczy na rodziców, bo unikasz odpowiedzialności za swój stan. Mniej sensowne? Tak samo sensowne. Różnica jest taka że ja się nie wpierdzielam w twoje życie i nie wmawiam ci niczego, a ty mi próbujesz. Trzeba wiedzieć kiedy psychologia jest jeszcze psychologią, a kiedy przeradza się w psychobełkot. No jak to nie. Wystarczy spojrzeć na awatarze jaki przerażony siedzisz. Od razu widać, że od bicia. Kurde miałem farta, że nie zamordowałeś mnie, albo chociaż nie pobiłeś na zlocie. No ba, po awatarze widać też że moja matka była konserwą a ojciec wiertarką udarową
-
Bahahaha zamówiłem pendrive nowy, nie określiłem sprzedawcy na Allegro koloru, bo na zdjęciach były same czarne - dostałem różowy
-
Ba jest jeszcze lepiej - sezon drugi zamyka historię którą już rozpocząłeś, a w sezonie trzecim zajmują się inną sprawą. Tak więc - jest jeszcze więcej "killing" w "The Killing" Odnośnie "genialnych" tłumaczeń: http://www.beksa.ovh.org/Opowiesci%20z%20krypty/Patetyczny%20bekart.htm
-
Wiola... przecież ja tu nie jestem przez rodziców... Żaden z nich mojej dziewczyny nie zamordował... Naprawdę, nie każdy ma problemy w życiu przez zwalone dzieciństwo, przez zwalonych rodziców. Czasem odpowiedź jest tak banalnie prosta jak u mnie. Czy to jest naprawdę tak ciężko przetrawić? Ja rozumiem, że przez dużą część użytkowników przemawiają silne emocje, wystarczy wbić się w tematy "jęczarnia" żeby zobaczyć ilu narzeka i złorzeczy na rodzinę. Ale ja do nich, do cholery, nie należę. Macie problemy z rodzicami - miejcie sobie. Rodzice wpędzili was w depresję, nerwicę, alkoholizm czy prostytucję? Ja temu nie zaprzeczam. Miejcie choć trochę szacunku i przestańcie wmawiać mi że moi rodzice to para katów i spaczyli mi psychikę. Zaczyna mnie nudzić w kółko powtarzanie że nie przez nich tu jestem, a i niebyt przyjemne jest ciągłe przypominanie prawdziwego powodu. Weźcie to proszę uszanujcie. Ja wam nie wmawiam że wasi rodzice byli tacy, siacy czy sracy. Mówię jacy byli moi, mówię że nie przeszkadza mi jacy byli, a wy macie ból dupy bo "skoro wam rodzice zniszczyli mózg to musi tak być i u mnie".
-
A, to nie wiedziałem.
-
rotten soul, "The Killing" najpierw "uśmiercono" po drugim sezonie, po czym teraz w lato poleciał jeszcze trzeci, już ponoć "ostatecznie ostateczny". I szczerze mówiąc to jest jeden z tych przypadków, kiedy uważam że dobrze postąpiono - serial nie miał czasu żeby się "zmęczyć" (zazwyczaj dopada to seriale właśnie po trzeciej serii), plus w przeciwieństwie do niektórych otrzymał konkretne zakończenie, fabuła nie została przerwana w połowie. Jeszcze co prawda nie skończyłem oglądać (jestem nieco dalej jak w połowie) ale serial kojarzy mi się pod tym względem z kultowym "Twin Peaks" - którego nie wyobrażam sobie jako siedmiosezonowe monstrum. Były dwa - i starczy. "Wallander" oblukałem teraz na szybko na filmwebie, nie słyszałem o nim wcześniej. Pan na plakacie ma mroczną minę, ale kolorystyka jakaś taka żywa, radosna
-
rotten soul, ja tam się na strategiach nie znam, ale czy przypadkiem "serial" Total War nie spełnia twoich oczekiwań?
-
Reiben, wow, nie spodziewałbym się że od ciebie usłyszę że czekasz na premierę konsoli BTW ja też jestem ciekawy zarówno Steamboxa jak i konsolki od Madcatz'a. Pomysł na konsolkę stacjonarkę chodzącą pod Androidem jest całkiem interesujący, choć zdaje się że Ouya wywoływała podniecenie i trzęsawkę u niektórych przed premierą, a po - okazało się ponoć że jednak nie jest taka "wow". Nie kojarzę tylko dokładnie czemu - i aż chyba sobie o tym zaraz poszukam i poczytam. Sam może nie czuję potrzeby stawiania takiego sprzętu pod telewizorem - cieszę się Androidem na komie i tablecie, ale jakby ktoś mi podarował jako prezent to bym na bank nie wyrzucił - ale widzę w tym całkiem dobrą alternatywę wobec konsol od M$/Sony/Nintendo jeśli chodzi o... dzieci. X-klocki i Plejaki chodzą relatywnie drogo (chodzi mi o nówki sztuki, nie rynek wtórny), ceny gier też niefajne, więc taka (dopracowana) Ouya to niezły patent na prezent pod choinkę czy komunię - dzieciak dostaje zarówno sprzęt niedrogi (Ouya miała chodzić po jakieś 400-500 pln), o wystarczających jak na dziecko możliwościach graficznych (dzieciak nie potrzebuje grafy na CryEngine żeby się dobrze bawić) i o gigantycznej bibliotece gier, w niskich cenach lub wręcz darmowych.
-
Pierwszy raz widzę żeby ktoś się cieszył z zamawiania czegoś potrzebnego do pracy, to się dopiero nazywa optymizm (chyba że chodzi o dostawę do pracy )
-
Nie wiem czemu tak uważam, po prostu tak uważam. Mam swój pogląd, swoje zdanie, kropka. Nieraz dostałem pasem i nie wyrosłem na jakiegoś agresywnego zwyrodnialca - dla mnie to dowód na to że tym "biciem" wcale mi nie zniszczono życia, jak niektórzy by chcieli uważać. I żadnemu dziecku taka ilość "przemocy" jakiej byłem "ofiarą" nie zryje beretu. Nawet jeśli nie pomogło mi to bicie, to też nie zaszkodziło, nigdy nie dostałem w dupsko "za nic", mój dzisiejszy szacunek do rodziców nie jest efektem "musztry" tylko dostrzeżenia, już będąc dorosłym, jakimi są ludźmi. Jak kogoś przyprawia to o ból dupy (badabum-tss) to jego sprawa.
-
Czyli - czy z pasem, czy bez - wychowanie jest stresujące? o to chodzi? Nie...Wychowanie bezstresowe jest zrównywane z pozwoleniem na nasranie sobie na głowę. W świadomości rodziców najwyrazniej istnieje tylko przemoc jako narzedzie dyscypliny...Wychowanie bezstresowe jest dla nich równoważne z rób co chcesz. Tak jakby uwazali że jeśli nie bedą mogli dzieci bić, to te dzieci beda mieć nad rodzicami władzę i bedą mogły robic co chcą. Taka dziwna retoryka jest. Tak jakby to był układ 0-1. Brak przemocy=zupełna bezsilności i defensywa. Czyli - chodzi ci o to że ludzie popierający kary cielesne mają złe informacje na temat tego jak wygląda wychowanie bezstresowe? Że nie łapią że dziecko można wychować inaczej niż pasem, więc za bezstresowe wychowanie uważają takie, w którym dziecku na wszystko wolno? To nie jest tak Ja wiem że można dziecko wychować bez kar cielesnych, wspominałem nieraz. Tyle że wychowanie za pomocą dialogu, i innych o których nie mam pojęcia nie nazwę "wychowaniem bezstresowym", tylko... po prostu wychowaniem. Tak samo wychowanie w którym czasem dziecko dostaje klapsa nie nazwę "wychowaniem stresowym", czy "wychowaniem w przemocy", tylko... wychowaniem. Na osobną nazwę, to trzeba sobie zasłużyć - "wychowanie bezstresowe", chcecie tego lub nie, stało się zwrotem popularnie określanym wychowanie bezmyślne, nieprawidłowe, i jak tam jeszcze nazwać wychowanie dające efekt w postaci nieokiełznanego bachora - to tak jak na buty sportowe mówisz "adidasy" obojętne jakiej by firmy nie były. Bo czymże tak naprawdę miało być "wychowanie bezstresowe" w najczystszej formie? Nie da się dziecka wychować bez stresu, życie jest pełne stresów i to od najmłodszych lat; wystarczy jedna wizyta u dentysty i "bezstresowość" nam z "wychowania" ucieka
-
Wygrałem aukcję OST z "This is Spinal Tap!" na winylu za grosze
-
Czyli - czy z pasem, czy bez - wychowanie jest stresujące? o to chodzi?
-
Heh popatrzyłem sobie na wyniki ankiety i wychodzi prawie pól-na-pół; cieszy brak zwolenników wychowania bezstresowego Jest nadzieja dla ludzkości!
-
Wpajali! Ale oporny byłem! No serio, zrobiłem to ze zwykłego dziecięcego debilizmu, zasłużyłem! Serio myślisz żeby z tego robić psychoanalizę? (BTW - przerabiałem - to nie to )
-
Ale przyspieszają proces nauki!
-
Candy... po pierwsze, ja trochę nie o tym. To dlaczego dziecko kradnie nie jest przedmiotem dyskusji. Mówimy o tym jak reagować kiedy do takich rzeczy dochodzi. Ty decydujesz się to rozstrzygać po swojemu, ktoś inaczej. Ja absolutnie wierzę w możliwość wychowania porządnego człowieka bez ani jednego "cielesnego upomnienia" - znałem taką osobę. OK. W jej przypadku się sprawdziło. W moim - nie sprawdziłoby się. U mnie się sprawdziło wychowywanie poparte czasem pasem - czemu próbujecie mi wmawiać co innego..? A po drugie - to przypomniała mi się moja pierwsza i ostatnia kradzież. Było to w sklepiku koło szkoły, gdzie próbowałem ukraść gumę do żucia - i przysięgam że ta historia to nie fake - ale zostałem przyłapany: babka w sklepie kazała mi oddać gumę i chlasnęła mi "plaskacza" po wyciągniętej ręce. Czemu ją chciałem ukraść? To nie miało nic wspólnego z tym że moi starzy wynosili papier toaletowy z roboty, tylko zwyczajnie - ukraść gumę to był "szpan" w wieku 8 lat w szkole.
-
Mnie mój tatko próbował uczyć boksu już jak miałem z 5 lat. Bo już od małego mówił że kiedyś może mi się przydać, oraz że nawet jak bym się nauczył - to i tak choć raz dostanę w życiu wpierdziel. I - wow! - miał rację! Kto by pomyślał!
-
no moze klaps to nie przemoc ale w ten sposob upokarzasz dzieciaka wiec chcac nie chcac go krzywdzisz Ale przecież to jest część nauki życia!!! Chcesz wychować dziecko pod szklanym kloszem? Jak klaps jest dla twojego dziecka "upokorzeniem" to nawet nie wiem jakimi słowami opiszesz to co go spotka w szkole jak dostanie wpierdziel od kolegów bo [wstaw jakikolwiek powód dla którego dzieci się biją]
-
To jest zabronione przez to samo prawo, które reguluje krzywiznę banana. Prawo w niektórych aspektach jest po prostu głupie i sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem w imię politycznej poprawności. A na pytanie odpowiedziałem w pierwszym tutaj poście. Jest też subtelna różnica kiedy najeżdżasz na mnie a jak najeżdżasz na moich rodziców. Do mnie sobie gadaj co chcesz. Od nich się odpierdol bo ich nie znasz.
-
Przecież napisałem "uprzejmie proszę". Zresztą kto mnie będzie pouczał o kulturze, koleś który mi się kazał pukać w czoło? Weź mnie nie rozśmieszaj.
-
Niktita, to przede wszystkim opierdziel swojego lekarza że ustawia wizytę na 14 a leki przepisuje do 30 poprzedniego miesiąca, przecież to tragikomedia jakaś...
-
Hahahaha ale danie klapsa to już "wychowywanie w przemocy"? Ten temat przeradza się w parodię. Tak, ok, rodzice powinni iść na terapię, leczyć się itd - ale to wcale nie odpowiada na pytanie co zrobić z dzieckiem które kradnie. Ani jednym słowem.
-
Nie. Mam wrażenie że to ty nie chcesz pojąć że może istnieć coś takiego jak "złoty środek", czyli wychowanie polegające zarówno na dialogu jak i karceniu cielesnym w ekstremalnych przypadkach. Wręcz wmawiasz nam jak my byliśmy wychowywani, nie mając o tym zielonego przecież pojęcia Kurde, jeszcze kilka postów i się pewnie dowiem że mnie tatko molestował a matka mnie pedofilom sprzedawała Moi rodzice są jak najbardziej z klasą i ogładą, uprzejmie proszę żebyś się od nich odpierdolił w tym momencie, bo gadasz głupoty. Nie było cie koło mnie jak miałem 5/10/15 lat, nie wiesz jak to wyglądało, ja ci opisuję - a ty mi wmawiasz że musiało być inaczej! Tym razem to ja zapostuluję: puknij się w czoło. Przykład: idziesz z dzieckiem do sklepu. Dziecko w sklepie kradnie batonik. Odkrywasz to i urządzasz mu spokojną lekcję na temat uczciwości, tego że nie można kraść, tłumaczysz że to co zrobiło jest niewłaściwe. Idziecie do sklepu oddać batonik. Następnego dnia sytuacja się powtarza. Dziecko kradnie gumę do żucia. Ponownie mu tłumaczysz i tłumaczysz. Ponownie idziecie oddać skradzioną gumę do żucia. Kolejnego dnia dziecko kradnie czipsy. Myślę że gdzieś tak przy 10-tej kradzieży dziecko zdecydowanie zasługuje na to żeby mu sprać dupsko skoro tłumaczenie nie dociera. A może nigdy jej nie miałeś. Wiesz co? Mam jej na tyle że nie będę się wyśmiewał z tego co sugerujesz.
-
To jakaś zmowa lekarzy, też mam wizytę 14 Ale wracając do sedna - trochę kiepsko że leki skończyły ci się dwa tygodnie przed wizytą. Przepisują ci za mało, czy szamiesz za dużo? Nie wiem co bierzesz, więc nie wiem co byś mógł jako zamiennik zastosować, zresztą, w takim wypadku i tak lepiej by Dark wiedział pewnie...