deader
Użytkownik-
Postów
4 886 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez deader
-
Nożeszjapierrdolę, ja mam jakiegoś wyjątkowego "farta". Przez lata paliłem po 4-5 papierosów dziennie w pracy, mojemu szefowi zawsze to było nie w smak bo jest totalnym abstynentem, potępia palenie plus jest totalnym żydem więc potrafił mi uciąć premię na koniec roku bo mi wyliczał ile godzin rocznie "traci" na moim paleniu. Od kilku miesięcy udało mi się ograniczyć do 1 papierosa dziennie w pracy - i co? ZAWSZE, kurrwa, CODZIENNIE, akurat jak wychodzę na tego jednego, jedynego papierosa, to akurat szef albo ktoś z jego rodziny (firma stoi przy jego domu dosłownie przez płot) się natrafi a to przechodząc z firmy do domu, a to wracając z zakupów a to chvj-wie-skąd jeszcze. Czyli - palę 5x mniej, a on i tak "ma dowody" że "tyle palę" Jeszcze w dodatku jego córka od miesięcy choruje na raka, lekarze nie dają jej szans, dzisiaj zabrali ją karetką, szefu pojechał do szpitala - i oczywiście kiedy musiał wrócić i co zobaczyć? No przecież że wtedy kiedy akurat wyszedłem na fajka. Więc jeszcze pewnie przysparzam go o "miłe" rozmyślania w stylu "ten ***** się truje i żyje a moja córka nie i umiera" Czemu, do cholery, czemu?! Kiedyś jak jeszcze było nas palaczy w firmie trzech, to się śmieliśmy że szefu ma wszczepiony we łbie odbiornik do kamery przed firmą i specjalnie nas "przycina" jak palimy żeby potem nam "przyciąć" z pensji, ale od kiedy jestem jedynym palaczem w firmie to przestało być takie zabawne
-
Ano, taka opcja najlepsza. Trzeba tylko pamiętać że jak zauważa PJT - na pierwszej wizycie niekoniecznie należy oczekiwać "panaceum". Dobrze byłoby pójść i wiedzieć jakie leki się chce, ale wtedy lekarz węszy ćpuna najczęściej
-
Problem chyba w tym, że "coś słabego" można podzielić na dwie kategorie: bez recepty i na receptę. Coś słabego bez recepty to wywalanie pieniędzy w błoto bo tylko do tego służą, a coś słabego na receptę - trzeba najpierw dostać receptę; a żeby ją dostać trzeba się dopchać do lekarza. Błędne koło
-
Ależ jestem zacofany jeśli chodzi o zalecane aktualnie konfiguracje pieca, luknąłem czego potrzebuje CoD i zdębiałem. Te 6 giga RAMu to jedno, ale też 40 na HDD do instalki też mnie rozbroiło. No i widzę że Winda XP już w ogóle nie wspierana
-
Reiben, właśnie mi się wypala druga płytka, pewnie jeszcze dzisiaj pyknę z godzinkę. Z ocenami CoD to jest śliska sprawa, bo gra ma z jednej strony przepotężną bazę fanów, a z drugiej - ogromną liczbę hejterów. Pierwsze opinie jakie sobie dziś poczytałem na xbox360iso są - bez niespodzianki - w tonie: "meh, znowu CoD, co za żen, wypuściliby w końcu coś innego, choć sam nie wiem co" Jako że zaopatrzyłem się w dvd-ki to wypalę też instalkę Battlefielda 4, będę mógł porównać. Ale BF4 to już na bank nie dzisiaj...
-
Kestrel, czy tylko mi żółwie w tej wersji przypominają E.T.?
-
Daj pan trochę, przyda mi się do tego: [videoyoutube=aqW5upASa-8][/videoyoutube]
-
Dark Passenger, zdaje się że wypalałem to sobie na xboxa, więc płyta powinna się gdzieś pałętać - może jeszcze kiedyś pyknę. Z platformówek to od jakiegoś miesiąca "zabieram się" za odnowionego Flashbacka, ale coś mi to nie wychodzi - GTA skutecznie odsysa od innych pozycji Choć można powiedzieć że pewien ruch już wykonałem - zassałem całkiem dobrze działający emulator SNESa na telefon i pograłem chwilę w oryginał Nowe Call of Duty już zassane, zaraz wezmę się za wypalanie, może na chwilę mnie oderwie od odnowionego San Andreas
-
Mi się podobały tylko dwa RTSy przez całą moja "karierę gracza": Diuna 2 oraz Homeworld. Ten drugi nawet dziś wygląda całkiem ładnie.
-
Dla mnie też. Ja nie [i]zakładam[/i] że dziecko trzeba będzie prać. Ja dopuszczam taką ewentualność jeśli zajdzie potrzeba. Jak mi się uda (mieć i) wychować dziecko bez ani jednego klapsa to będę bardzo szczęśliwy. Ale nie optuję za skrajnością w drugą stronę że dziecko jest święte i nie można na nie ręki podnieść. George Carlin już lata temu stwierdził że z dzieci zrobiono obiekt kultu. Podpisuję się pod tym. To doskonała ilustracja do tej dyskusji. Ten tekst nie miał na celu obrażenie ciebie, czy ośmieszenie, czy upokorzenie. To jest odpowiednik klapsa właśnie - jak od kilkunastu stron truję w kółko to samo to w pewnym momencie nadchodzi chwila że trzeba "użyć pasa". Nic ci się nie stało, a zwróciłem twoją uwagę na tyle, że poświęciłaś jej oddzielny akapit.
-
A czy ktoś z nas (zwolenników karcenia cielesnego) twierdzi że bicie to coś pozytywnego?? Dzięki nim można uzyskać pozytywne REZULTATY w wychowaniu. To tak jak zabijanie ludzi nie jest niczym pozytywnym, ale w wielu krajach funkcjonuje kara śmierci - i choć nie jest to samo w sobie "pozytywne" - to jest to narzędzie do uzyskania żądanych rezultatów. alez naturalnie ze tak! zreszta nigdzie nie pisalam ze sie nie sprawdzilo w TWOIM PRZYPADKU. o ile pamietam to slowem nie zahaczylam o TWOICH RODZICOW. chyba sam zes w pewnym momencie zaczal sie powolywac na swoje dziecinstwo (nie chce mi sie teraz szukac w ktorym momencie dyskusja sie rozjechala ) No i super, ja przyznaję że moje metody wychowawcze mogą się nie sprawdzić na innych dzieciach a nawet że mogą się nie sprawdzić na moim dziecku. Nie oznacza to jednak z automatu że zmieniam poglądy Czyli - rozumiemy się doskonale, przybijamy piątkę i pokój, cała dyskusja niepotrzebna
-
Więc - jesteś gotowa przyznać że możesz nie mieć racji i wychowanie za pomocą pasa sprawdziło się w moim przypadku, jak twierdzę? Jesteś w stanie choć spróbować dostrzec mój punkt widzenia? Bo ja wasz bez problemu potrafię, i mówię o tym bez ogródek.
-
Luktar, kompromituje to się każda kolejna osoba która próbuje mi wcisnąć swoje racje twierdząc że są "lepsze" od moich i oskarżając mnie jednocześnie że narzucam innym swoje poglądy
-
i w ten oto sposob sprowadzilismy sie do poziomu gimbazjalistow - jak ktos sie ze mna nie zgadza to z pewnoscia nie ma racji i cala dyskusja tez w pizdu Gimbazjalne to jest takie podsumowanie Bo sugerujesz że jest tylko jedna święta racja i wszyscy muszą ją wyznawać; niestety (albo na szczęście) świat nie jest tak zbudowany, i wiele jest racji, i niezaprzeczalnym faktem jest, że dla każdego priorytetowa będzie jego racja, a nie czyjaś. Czytanie ze zrozumieniem kuleje, oj, kuleje. Od kilkunastu stron tłukę w kółko że ja mam sraki a nie owaki pogląd, wy możecie mieć taki lub siaki - każdy sobie rzepkę skrobie. To wy od kilkunastu stron próbujecie mnie przekonać że nie moja racja jest najmojsza, tylko że wasza powinna być najmojsza Ja wam swojej nie narzucam, pytacie dlaczego uważam takie a nie inne wychowanie za skutkujące - to odpowiadam. Nikomu w ani jednym zdaniu nie sugerowałem że powinien swoje dziecko "moją" metodą wychowywać.
-
Tyrr, o serialu czy o tym że wybitny?
-
O, to, to
-
Ależ... nie zrozumiałaś mnie Właśnie o to mi chodzi - że ty masz swoje zdanie (które dla ciebie jest "najtwojsze") a ja mam swoje, które dla mnie jest "najmojsze". Absolutnie nie chodzi mi o to żeby przekonywać cię do mojego zdania, to co napisałem było podziękowaniem za to jak się do moich poglądów odniosłaś - że to moja sprawa i że mogę mieć jakie chcę. Dla każdego jego zdanie jest "naj-jego", chodzi o to żeby nie narzucać swojego na siłę. Zważcie że ja nie przez cały temat nie atakuję wychowania bez pasa, tylko tłumaczę jak i czemu u mnie się sprawdziło wychowanie z pasem. Tylko tyle. Cała dyskusja wynikła z tego że X ludzi postanowiło wmówić mi że moja opinia jest niewłaściwa.
-
BARDZO DZIĘKUJĘ! :) "Twoja racja jest racja najtwojsza" że tak sparafrazuję znany cytat. Ja mam odmienny pogląd ale nie mam zamiaru przekonywać żebyś zaczęła go stosować u siebie. Ani krytykować Twojego (oczywiście dopóki Twoje dziecko przykładowo nie ukradnie mi portfela ).
-
O gustach się nie dyskutuje - za to można od niektórych "gustów" uciekać co sił w nogach
-
Idąc tym tropem myślenia powinnaś była tłuc swoje dziecko, bo ciebie tłuczono. Jednak sama mówisz że wychowywałaś córkę inaczej. Czyli - da się postępować inaczej niż się samemu miało? Da się. Nie jest tak że rodzice "programują" dziecko na określony światopogląd i nie ma tak że ten "program" zostaje zapisany i niezmienny przez lata. Rodzice "programują" podstawy - a na tym człowiek sobie buduje swój świat i swoje wartości. Kilka lat temu byłem zwolennikiem wychowania "przyjacielskiego", potem poglądy mi się zmieniły. Możliwe, że za kilka lat zmienią się ponownie. Ale to nie jest efekt tego że rodzice mnie bili czy nie. To jest efekt wpływu świata zewnętrznego na moją osobę, moich własnych przemyśleń itd... Mówiąc "Dla mnie krzywda jest wpojenie Ci, ze mozesz bic swoje dzieci jezeli wedlug Ciebie na to zasluza" atakujesz moich rodziców, ich metody wychowawcze. Aż strach pomyśleć czego jeszcze możecie mi w ten sposób współczuć. Mój ojciec jest fizykiem, więc ominęły mnie bajdurzenia o stwarzaniu świata w 7 dni przez gościa z brodą, ojciec od małego pokazywał mi gwiazdy i opowiadał o Wielkim Wybuchu. Domyślam się, że to, co ja uważam za jedną z najlepszych rzeczy jakie mu zawdzięczam - racjonalizm - niektórzy zaraz uznają za "odebranie dzieciństwa" albo koszmarną krzywdę bo jako ateista się łaski bożej pozbawiłem. A wszystko przez tych moich złych, niedobrych rodziców, którzy nie wciskali mi ciemnoty i zabobonów. Wiecie ile miałem lat kiedy pierwszy raz powiedziano mi że święty Mikołaj nie istnieje? 7. I jakoś wcale nie traktuję tego jako "odebrania kawałka dzieciństwa", tylko jako prawdziwy dar od rodzica dla dziecka: PRAWDĘ. W zerówce na religii próbowałem inne dzieci oświecić że właśnie słuchają steku bzdur - jak nic zaraz ktoś powie że rodzice wyrządzili mi krzywdę bo się wyalienowałem przez to że byłem od innych bardziej uświadomiony...
-
Nikt mi czegoś takiego nie wpajał. Na temat wychowywania dzieci to z rodzicami nie rozmawiałem nigdy, bo nie mam i nie zanosi się żebym miał w najbliższej przyszłości. To jest kwestia mojego światopoglądu, który sobie ukształtowałem SAM. Naprawdę, obrażasz mnie, ciągle insynuując, że wszystko, cała moja osobowość, sprowadza się do tych kilku pierwszych lat życia i że to kim dziś jestem to wszystko absolutnie efekt metod wychowawczych stosowanych przez moich rodziców. Jak mam poglądy lewicowe bądź prawicowe to też "wina" moich rodziców? To że lubię blondynki a nie brunetki to też mi "wpoili"? Może jeszcze to przez nich mój brat "stał się" gejem?... Wszystko "przez nich", wszystko "zostało wpojone", zostałem "zaprogramowany"?.. Mam dość przenoszenia waszych problemów na mnie. Miałaś fatalną matkę która cię biła jak nie zasługiwałaś - nie możesz przeboleć że ja miałem fajną która biła jak zasługiwałem. Tak to wygląda z boku. Wszyscy którzy próbujecie mi wciskać kity mówicie więcej o swoich problemach niż rzucacie jakiekolwiek światło na moje.
-
acherontia-styx, i co, leciały laski na jego ostentacyjne obnoszenie się różowym strojem?
-
acherontia-styx, tak, słyszałem w sumie ostatnio że najbardziej męską rzeczą jaką może zrobić facet to założyć różową koszulkę - bo skoro ma odwagę włożyć na siebie "pedalski kolorek" to znaczy że jest pełnokrwistym samcem
-
amelia83, dobrze że mam w kompie wejścia usb także z tyłu obudowy