Skocz do zawartości
Nerwica.com

inez3

Użytkownik
  • Postów

    2 144
  • Dołączył

Treść opublikowana przez inez3

  1. witam, czy ta modlitwa faktycznie jest dla ciebie? tzn. masz corke w takim ciezkim stanie? napisz cos wiecej. pozdrawiam
  2. moze nie na temat, ale chce sie podzielic z wami czyms... dzisiaj jak pisalam wczesniej bylam u fryzjera, ale rano oczywiscie nerwy jakbym nie wiem, miala zdawac jakis mega wazny egzamin. jak wyszlam tylko z domu wszystko minelo, doslownie... znow czulam sie jak kiedys... mam nadzieje, ze poprst mam slabsze dni, z ktorymi mi sie wszystko kojarzy z tym, co przechodzilam wczesniej... u mnie wlasnie najgorsze jest to, ze prawie kazde gorsze samopoczucie wiaze z nerwica "o pewnie znowu to to samo" i prosze, od razu zaczynam o tym myslec... przepraszam was, ze ja tak ciagle osobie, ale potrzebuje sie komus wygadac...
  3. co do rodzicow... moj probelm, te moje leki to wlasnie rodzice... jestem jedynaczka, ukochana corcia, czasem za bardzo trzymana pod kloszem... takie cos jak "nie biegaj, bo sie spocisz" kiedy zaczela sie moja przypadlosc to rodzice byli pierwszymi, ktorzy wiedzieli, ciezko to przezyli... ja zawsze usmiechnieta, pewna siebie nagle boje sie wyjsc do sklepu 100 m od domu... ja natomiast bardzo chcialam z tego wyjsc, od razu do psychologa, terapia... tam sie dowiedzialam, ze po czesci to ich wina... bardzo mnie do siebie przywiazali... zawsze im mowilam jak nawet chcialam nie isc do szkoly to mama sie zgadzala i wypisywala mi zwolnienie... teraz choc mam 24 lata nadal jestem od nich w jakims sensie uzalezniona, kiedy czulam sie zle to natychmiast dzwonilam do mamy... sama balam sie gdzies pojechac (to mi zostalo do dzis - moj najwiekszy problem) najlepiej na wakacje z nimi... czujecie?? 20-letnia dziewczyna na wakacje z rodzicami... po nawrocie pani psycholog mi powiedzila, ze najlepiej dla mnie byloby sie wlasnie wyprowadzic... skoo pracuje i jestem niezalezna od ich finansowo to tak powinnam to zrobic... dodam jeszcze, ze moi rodzice wiedza, ze to z nimi i przez nih mam ten problem, staraja sie, ale nie zawsze im wychodzi: "pamietj zamknij okna jak bedziesz wychodzic", "zaplac rachunki", "czemu juz nie masz pieniedzy", "a ile ci zostalo z pensji?" niby moje zycie jako dziecka bylo szczesliwe, ale za bardzo zwiazane z rodzicami... jak sieokazalo to tez nie jest dobra,zbytnia wiez...
  4. a ja wlasnie mam isc na 10 do fryzjera i znow mam wrazenie, ze nie wytrzymam tam, bo bede sie zle czula... porypane!!! a juz jakies 2 tyg. temu bylo ok... ale co ja zrobilam?? zaczelam sobie przypominac jak to bylo w zeszlym roku o tejporze... noi prosze... czasami tak sie na siebie wkurzam, ze jakbym mogla to sama bym sobie kopa dala... Piotrek, na prawde jestes jak psychoterapeuta Jak wyłączyc te mysli??
  5. niech ktos mnie walnie w glowe!!! czuje sie dobrze, ale juz wyobrazam sobie jakies dziwne sytuacje, ze np. pojde gdzies na obiad i tak sie zdenerwuje, ze nie bede mogla jesc albo ze jak pojde do fryzjera to nie wytrzymam tam tak dlugo (ide w piatek)... chyba musze "zblizyc się" ze sciana i to tak mocno
  6. hehe, mi sie od razu robi lepiej jak to czytam... wiem, ze mimo nerwicycos tam w sobie jeszcze czasem dostrzegamy minako89ja w mowieniu nie tez jestem super :) tylko czemunieumiem powiedziec nie nerwicy?
  7. inez3

    Witam Wszystkich nerwusów.

    witamy, witamy, ja tez tu od dzisiaj
  8. słuchajcie, może zamiast użalać się nad soba i dołowac to napiszemy w czym jesteśmy świetni i jakie mamy zalety? troche samouwielbienia jeszcze nikomu nie zaszkodziło ja łatwo nawiązuję kontakty... często łapie się na tym, że o wiele lepiej radzę sobie z załatwieniem różnych spraw niz inni (oczywiscie gdy nie mam napadu) zdałam prawo jazdy za pierwszym razem mowię niezle po angielsku... moze mi cos jeszcze przyjdzie do głowy no, wasza kolej!!!
  9. inez3

    witam! oto moja historia

    ach te nasze "wyimaginowane" dolegliwosci... :)
  10. aleks-23 ale to wlasnie na tym polega... czesto problem tkwi w tobie i tak na prawde to ty musisz sobie odpowiedziec na te wszystkie pytania... ja bedac na terapii grupowej dowiedzialam sie tyle rzeczy o sobie w zasadzie tylkomowiac i opowiadaja, zawsze ktos cos zauwazyl z innej strony, ale w wiekszosci byly to moje wlasne przemyslenia
  11. nie wiem czy ktos tak ma, ale moja nerwica zaczela sie wlasnie od problemu z wyjazdem na oboz na studiach... tak bardz nie chcialam i w kncu ni pojechalam... od tego momentu zaczelo byc zle... potem psyhoterapia, leki i wyszlam na prosta... musialam jednak odbębnić ten obóz i pojechalam rok później... 2 pierwsze dni to koszmar, nie moglam spac... ale potem ok, bylam zadowolona... myslalam, ze to koniec, myslalam, ze jak to przezylam to bede wszedzie mogla wyjezdzac, ale nie... po tym wszystkim mialam nawrot i zow to samo tylko, ze o wiele krocej... niestety przez ten okres nie wyleczylam sie z tegoproblemu... nadal odczuwam niepokoj, ze nie bede mogla jesc (czasem na sam zapach jak gdzies jestem na wakacjach robi mi sie niedobrze i od razu panika), ze bedzie mi slabo i ze sie bede denerwwac przez caly czas... jest to dla mnie strasznie ciezkie, bo tyle miejsc bym chciala zwiedzic, ale nie chce gdzies wyjechac i ic innego nie robic tylko myslec... moze ktos cos takiego ma albo mial i opowiemi o swoich przeżyciach i jak sobie z tym poradził p.s. dotakowo mam problem z rodzicami, jeste jedynaczka i nadala majac 24 lata czuje sie jak dziecko, pytaja mnie czy zaplacilam rachunki itp. ale to wlasnie do mamy dzwonie jak cos sie ze mna dzieje
  12. lady*k a nie uwazasz, ze to glupie?? ja np. chcialabym pojechac w tyle miejsc, zwlaszcza, ze wczesniej oprocz choroby lokomocyjnej bardzo lubilam podroze... u mnie to dodatkow wiaze sie z tym, ze jestem jedynaczka i rodzice mnie troche pod kloszem trzymali... do tej pory (a mam 23 lata) przypominaja mi np. zebym zamknela okna jak wyjezdzam albo czy zaplacilam rachunki albo zemu ten rachunek jest taki duzy i czemu wydalam wszystkie pieniadze... oni wiedza, ze to po czesci ich wina... no a codo wyjazdow to zawsze jak mi sie zdarzy atak to mysle o tym zeby byc z rodzicami albo dzwonie... chociaz musze przyznac ze ostatnio jak pojechalam to czulam sie wysmienicie, ale to wcale nie powoduje, ze jak jade tam kolejny raz to sie nie denerwuje i to mnie wkurza... popieprzone to wszystko a tak bym chciala normalnie wszedzie jezdzic...
  13. kurcze, nie jestem sama... umnie pirwsz atak choroby wiazal sie z latem i wyjazdem na oboz do szkoly... czujeie?? wyjazd wszystkim kojarzy sie z odpoczynkiem a dla mnie to mega stres - zle sie bede czula, nie bede mogla jesc ze stresu itd. nawrot choroby mialam kolejnego lata jak zaczelo sie robi upalnie, ale wtedy trwalo to o wiele krocej... zawsze lubilam lato, ale odkad mnie spotkala nerwica wole jak jest chlodno, moze swiecic slonce, ale bez 30 st. upalow, bo wtedy mi sie przypomina jak mi sie robilo slabo (niby) i niedobrze (niby, bo to tylko moja psychika)
  14. a wiecie co?? najlepiej to byloby przestac to wszystko analizowac i sie zastanawiac czy akurat w tej chwili boli mnie glwa czy reka heh, tylko czemu to nie jest dla nas takie proste?? powiem wam szczerze, ze jak mi sie uda spojrzec na to wszystko z perspektywy to mi sie chce smiac samej z siebie
  15. aleks-23 trudno powiedzie... to yba zalezy od człowieka... ja jak mi sie zaczelo to bardzo chcialam wrocic do tzw. normalnosci i wiedzialam, ze musze isc do psychologa i to byla najmadrzejsza rzecz jaka zrobilam... jezeli dajesz rade to nie idz, ale jezeli sie zastanawiasz to moze warto sprobowac, nic nie stracisz
  16. aleks-23 no u mnie tez tak bylo... balam sie pojechac na oboz na studiach... potem od razu psycholog terapia i przeszlo, przestalam brac leki przez pol roku bylo ok, a potem nawrot... znow psycholog leki... i teraz znow czuje, ze cos sie dzieje i zaczelo mi sie wszystko przypominac... u ciebie wcale nie musi by to nawrot, ale niestety moze... w tej chorobie, przepraszam zaburzeniu, zdarzaja sie nawroty, co nie znaczy ze sie nie da tego pokonac... musze przyznac, ze moj nawrot trwal o wielekrocej bo jakis mesiac, a potem dzieki psychologowi i lekom wszystko wrocilo do normy...
  17. hmm... drogie panie moze t tylko taki gorszy dzien.. ja zawsze sobie tak staram ie mowic (z mniejszym lub wiekszym skutkiem ) a wogole co do tego co wczesniej pisalam... jest jeszcze druga opcja mojego gorszego samopoczucia - tak mysle... biore asentre 50mg od jakiegos pol roku, poniewaz dobrze sie czje czasami mi sie zdarzalo zapomniec i nic mi nie bylo. ale ostatnio (jakies 2 tyg. temu) postanowilam sie troche napic alko jakies piwo, pojechalam na dzialke i nie wzielam zesoba leku... po czym jak wrocilam i wzielam to w nocu obudzilam sie, bo mi bylo niedopbrze i juz nastepnego dnia wrocily moje wspominki... moze to stad?? zastanawiam sie tez czemu ja to wszystko tak analizuje?? zwlaszcza, ze juz przez to przechodzilam, ale musze przyznac ze nawrot trwal o wiele kroceh i szybciej stanelam na nogi... [ Dodano: Dzisiaj o godz. 3:48 pm ] aha i przepraszam, ze ja tak ciagle o sobie... ale jak cosmi sie dzieje to skupiam sie tylko i wylaznie na sobie... aha, moj lek odnosnie tego, ze zaraz zrobi mi sie niedobrze i nie zdarze do lazienki itd. mysle ze po czesci stad, ze jak bylam mala mialam chorobe lokomocyjna i zawsze panikowalam jak mi bylo niedobrze nawet nie w podrozy tylko... no czasami tak sie robi nie?
  18. Piotrek no masz racje... ja wogole nie wiem co wyrabiam... doslownie z dnia na dzien zmienilam sie przez moje bzdurne mysli... dzieki za to co napisales... nie pozwole tej cholerze znow mnie zaatakowac
  19. hej, jestem tu nowa... moja historia tam gdzie wszyscy nowi u mnie nerwica (chociaz nikt nigdy mi nie powiedzial, ze to jest ona napewno) trwa w sumie jakies 3 lata... bylam "wyleczona" przez dlugi czas, ale potem znow cos powodowalo, ze wracalam do tych beznadziejnych mysli... teraz znow cos mi swita w glowce i choc bardzo sie staram odrzucac te mysli to nie za bardzo mi to wychodzi... wiem, ze to forum pozytywnego myslenia, a nie dolowania sie, ale mam nadzieje, ze poprostu ktos mi powi cos co mnie jakos postawi na nogi... juz dwa razy wychodzilam z tego, a teraz jakbym zapomniala jak to sie robi... aha, chodze do lekarza (psycholog i psychiatra) i biore asentre... pozdrawiam
  20. inez3

    witam! oto moja historia

    ah, no wreszcie ktos sie odezwal... a gapie sie co chwila na moj post
  21. witam, jestem nowa na tym forum... moja historia tam gdzie sie witają nowi dzien... moj dzien... ostatnio tak srednio... ciagle walcze z myslami... bedziecie wiedziec o co chodzi, jak przeczytacie to co napisalam na powitanie... ostrzegam... duuuuuuuzo mi wyszlo. pozdrawiam wysztkich
  22. inez3

    witam! oto moja historia

    Moja "przygoda" z nerwicą zaczela sie jakies 3 lata temu. Poczatek to 1 rok studiów kiedy to okazalo sie, ze do zaliczenia jest oboz w giżycku. Tak potwornie nie chciałam jechac, ze zaczelam miec objawy - dziwne, nie wiedzialam co sie dzieje. Nie moglam jesc, spac, ciagle robilo mi sie slabo i niedobrze, a przede wszystkim wtedy kiedy tylko pomyslalam o tym obozie. Przed wyjazdem nie spalam wogole, w koncu powiedzialam rodzicom, ze nie jade, bo nie dam rady (rodzice mieli mnie i 2 kolezanki zawiezc do gizycka). Oni na to, ze ok, ale powinnam pojechac chociaz powiedziec dziekanowi (tak na prawde mial to byc podstep - zabrali walizke i mysleli, ze zostane). Kolezankom opowiedzialam wszystko w samochodzie zalewajac sie przy tym łzami... Namawiały mnie, ale ja zadecydowalam wczesniej. Poszlam do tego dziekana i mu powiedzialam, ze mam problemy i ze nie moge zostac, powiedzial, ze i tak bede musiala zaliczyc ten oboz... Wrocilam do domu, ale wcale nie poczulam sie lepiej, wrecz odwrotnie... Nie moglam nigdzie wyjsc, bo mialam wrazenie, ze cos mi sie stanie - ze zemdleje, zwymiotuje... Przestalam gdziekolwiek wychodzic, jezdzic komunikacja miejska, chodzic po sklepach itd. Wiedzialam, ze cos jest nie tak, wiec poszlam do centrum psychoterapii, tam skierowali mnie na grupe roczną. W miedzyczasie zmienilam studia z dziennych na zaoczne, bo nie moglam wysiedziec 2 sekund na zajeciach... zaczelam brac leki - asentre... po jakims czasie 2 czy 3 miesiacach zaczelam sie zastanawiac, po co ja wogole chodze na ta terapie, bo czuje sie tak dobrze... wszystko wrocilo do normy i bylam znow usmiechnieta i szczesliwa dziewczyna... dodam jeszcze, ze mialam wsparcie u rodzicow, ktorych zameczalam ciagle tekstami pt. "znow mi niedobrze", "nie pojde tam bo napewno bede sie zle czula" itd. Nie ukrywalam specjalnie tego jak sie czuje - bylo pare osob, ktore wiedzialo... W tym samym czasie zakochalam sie, moj chlopak bartek jest ze mna od wtedy - od poczatku wiedzial co mi jest... idzmy dalej :) wszystko wrocilo do normy, ale nadal odczuwalam lekki niepokoj przed wyjazdami (w sumie to jest podstawa mojej nerwicy), ale wiedzialam, ze musze ze soba walczyc - w wakacje przed tym obozem na ktory musialam pojechac zeby zaliczyc rok wybralam sie ze znajomymi nad morze - dalam rade, mialam kilka gorszych momentow, ale nie bylo strasznie. potem oboz, dwa pierwsze dni to byl koszmar, ale o dziwo potem bylo ok, bylam zadowolona i powiedzialam sobie, ze jak to przetrwalam to wszystko bedzie super i znow zaczne zdobywac swiat! po jakims czasie koniec terapii, odstawienie lekow i cud! nic mi nie jest!!! poszlam do pracy, poznalam mnostwo fajnych ludzi, znow żyłam!!! niestety problem z wyjazdami pozostal i kiedy pojechalam do mojej "tesciowej" na wielkanoc zdarzył sie jeden sekundowy moment kiedy nie moglam zjesc doslownie jednej kanapki na sniadanie (po czym zezarlam ze 4 :)) i znow powrocily mysli - boze, a jak to znowu to?? te mysli powrocily, powrocily wspomnienia i powrocila choroba... nie moglam chodzic do pracy, jezdzic autobusem, jesc w restauracjach, bo mialam wrazenie, ze pewnie zaslabne, zwymiotuje... serce mi walilo, rece trzesly, wszystko tak jak wtedy... budzilam sie o 4 rano od razu z mysla "cos mi jest, niedobrze mi itd.". mimo tego, ze juz raz to przeslam znow bylam przerazona... na obrone pracy pojechala ze mna mama... udalo sie, ale dla mnie wazniejsze bylo to, ze zle sie czuje, o niczym innym nie myslalam... nastepnego dnia lek wygral. pojechalam do pracy, powiedzialam szefowej (płacząc) co mi jest i ze potrzebuje urlop od dzis. juz wtedy zaczelam znow brac asentre i chodzic do psychologa... po 3 tygodniach przyswajania leków wrocilam do siebie i do pracy (szybko, nie? :)) tym razem kiedy najgorzej bylo czerwiec/lipiec to na poczatku sierpnia znow bylam soba... i wszystko bylo ok, az do teraz. dwa tygodnie temu poszlam do psychiatry po recepte. zaczelismy rozmawiac o odstawianiu leku... i w pewnym momencie on powiedzial zdanie, ktore znam "po odstawieniu nie ma gwarancji, ze to nie wroci". jakos specjalnie sie nie przejelam, bo juz raz to bylo... potem zostalam u swojego chlopaka na noc i w nocy obudzilam sie, bylo mi strasznie niedobrze, ale w koncu usnelam... od nastepnego dnia znow zaczelo mi sie przypominac jak to bylo w zeszlym roku itd. i znow wczoraj jak bylam w restauracji bylo mi niedobrze i wpadlam w panike - trwalo to jakies 3 sekundy, moj bartek kazal mi sie uspokoic i wszystko wrocilo do normy... zjadlam wielki talerz jedzenia... wiem dokladnie, ze to wszystko co sie dzieje to moja wina, ja sie sama nakrecam i chociaz przeszlam terapie grupowa, na ktorej dowiedzialam sie mnostwa rzeczy o sobie, chodze do psychologa, ktory jest swietny... te mysli znow wracaja... w sumie przez te 3 lata nie poradzilam sobie z wyjazdami - nawet jesli pojade gdzies i wszystko jest ok to jak nastepnym razem jade to znow mysle "a co bedzie jak"... dobija mnie to wszystko, bo chcialabym tak jak inni (zdrowi) nie miec takich glupich problemow (umiem czasem spojrzec z perspektywy i sie z tego smiac), zdobywac swiat, jezdzic we wszystkie miejsca o ktorych marze i nie myslec o tym czy boli mnie brzuch czy głowa i sie tym denerwowac. po pierwszej terapii doszlam do wniosku, ze wina po czesci to sa moi rodzice... jestem jedynaczka, pod kloszem, ktorej do tej pory sie pytaja na co wydałam pensje, albo czy zaplacilam wszystkie rachunki... pani psycholog powiedziala, ze najlepszym wyjsciem bylaby wyprowadzka, bo w koncuy musze zaczac to dorosle zycie... z checia, ale nie stac mnie, a moj chlopak nie do konca jest przekonany czy to juz ten moment... jestem smutna, ze znow to wraca (a przynajmniej takie mam mysli) - nie chce znow tego wszystkiego przezywac i walcze jakos, ale jakos mi nie za bardszo wychodzi... zamiasta widziec to co mi sie udaje i co potrafie (mam super prace, samochod, rodzine, przyjaciol), widze tylko "co bedzie gdy" i same moje wady... wiem, co wyrabiam, ale znow nie moge sobie z tym poradzic... to forum znalazlam po 1 nawrocie, ale dopiero teraz postanowilam sie tu zapisac i spotkac takich ludzi jak ja, ktorych przezycia moze mi jakos pomoga... nie chce znow tego samego przezywac... pozdrawiam ciepło P.S. Ale sie rozpisalam :)
×