-
Postów
4 680 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez czarnobiała mery
-
Cześć Egoisto, witaj na forum, wiele osób tu boryka się z podobnymi problemami. Mnie też wszyscy przekreślają i bardzo boję się ludzi. Na pewno poznasz tu wartościowe osoby, z którymi będziesz mógł porozmawiać
-
Próbowałam brać ten lek dwa razy, ale beznadziejnie się po nim czułam. Zawsze byłam osobą pełną pasji, wszystko mnie interesowało, lubiłam poznawać i uczyć się, miałam swoje hobby. A po rispolepcie straciłam wszystkie zainteresowania, nic mnie nie ciekawiło, wszystko mnie męczyło, życie było takie trudne, że musiałam zrezygnować z tego leku. Poza tym strasznie tyłam po tym leku, mimo że jadłam normalnie, a co tydzień miałam kilogram więcej. Na szczęście po zmianie leku na inny wróciłam do mojej prawidłowej wagi i wszystkie zainteresowania, pasje wróciły
-
Ojej, jest mi naprawdę miło, że mi w ogóle odpisujecie. Bałam się zapisać na forum, bo myślałam, że zostanę zignorowana, jest to dla mnie niezwykłe, że ktoś się do mnie odzywa z własnej woli. Bardzo się boję w realu rozmawiać z ludźmi, zwłaszcza boję się mówić cokolwiek o sobie (rozmawiam tylko z jedną osobą, moją przyjaciółką, ale przecież nie widzimy się codziennie). Innych ludzi potwornie się boję, mam lęki, że zostanę odrzucona, że znów ktoś będzie mi czegoś zazdrościł, choć uważam, że naprawdę nie ma czego, ale taki mam obraz ludzi. Ja nie wiem, staram się być naprawdę dobra i miła dla ludzi, ale boję się, że oni tak jak nieraz się to zdarzało, mogą się okazać fałszywymi. Beti19, założyłam konto, bo czuję się potwornie samotna, ta samotność to z pewnością moja wina, szukam wrażliwych ludzi, pomyślałam, że na tym właśnie forum może takich znajdę, bo też borykają się z problemami, a chorują psychicznie i nerwowo zwykle ludzie najwrażliwsi (pewnie nie jest to reguła, ale w dużej mierze się to zgadza). Chciałam móc z kimś porozmawiać o swoich i innych problemach. Wyobraźcie sobie, że gdy spotykam się z mamą rozmawiam z nią tylko o niej, nigdy nic nie mówię o sobie, bo boję się, że mama we wszystkim widzi te demony. Kocham mamę, wiem, że ona nie chce dla mnie źle, ale potwornie boję się powiedzieć cokolwiek o moim życiu, mówię tylko takie powierzchowne rzeczy, typu, że poszłam do pracy, słucham za to jej i jej problemów, ja chyba jestem empatyczna i mama może mieć we mnie wsparcie, jeśli tego potrzebuje. Mój tata nie żyje. Mam jeszcze rodzeństwo, które ma swoje życie. Zakręcona, jest mi miło, że tak mnie postrzegasz. Nie wiem, czy jestem silna, bardzo czuję swoją słabość, wiele razy wątpię, nie wierzę, że sobie poradzę, mimo wszystko robię wszystko, co w mojej mocy. Choroba i leki zabrały mi wiele sił, ale wiem, że nikt się o mnie nie zatroszczy. Cieszę się z pracy i z zajęć ze studentami, to było moje marzenie i chyba je zrealizowałam, pisałam doktorat, będąc silnie zamulona lekami i zmuszając się do stworzenia kolejnej strony, pisałam też w szpitalach... kiedy tylko odzyskiwałam świadomość, że muszę dalej walczyć. Hagar, ja chyba tylko na forum jestem otwarta, oprócz tego przed moją przyjaciółką, poza tym jestem bardzo zamknięta w sobie, odczuwam potężny lęk przed kolejnym skrzywdzeniem. ja chyba nie daję się ludziom głębiej poznać, choć gdybym wiedziała, że mogę zaufać, że nie zostanę skrzywdzona, że nie zostanę odrzucona, to wybiegłabym do ludzi z otwartymi ramionami. Ale tyle razy to się stało, że boję się. Po mnie widać, że jestem przewrażliwiona i słaba, a ludzie to widzą i potrafią być okrutnie, bo po mnie od razu widać, że jestem ofiarą. Nie wiem, jak to zmienić. Ja cała składam się z lęku i wszyscy to widzą, niestety. Hagar, ja nie mam pojęcia, dlaczego mama wymyśliła te demony, bo ja akurat jestem osobą bardzo wierzącą, praktykującą, tak się boję strasznie jakiegokolwiek zła w sobie. A mama zrównała mnie z najgorszym złem, w ten sposób mnie postrzegając. Jest to dla mnie strasznie dołujące. Lekarze próbowali z mamą rozmawiać, tłumaczyć, ale to nic nie dało. Dla mamy jestem siedliskiem demonów i potrzebuję egzorcyzmów. Carlosbueno, mama w mojej muzyce i ubiorach też widzi demony, choć słucham normalnej spokojnej muzyki. To prawda, ubieram się na czarno od wielu lat, ale tylko w takim stroju czuję się sobą, jestem tak zdołowana, że nie potrafię się przełamać do innych kolorów, czasem mam trochę bieli, ale generalnie czerń wyraża mój cały ból. Zielona miętowa, mama wprost mi powiedziała, że jestem zniewolona przez demony, uważa, że niepotrzebnie się truję lekami. Kiedy mówię czasami, że nie mogę spać, bo mama widzi, że w domu nie mogę zasnąć, to mama twierdzi, że to z powodu demonów. Kiedy raz przyznałam się, że mam lęki, mama powiedziała, że to właśnie szatan jest źródłem lęku. Pościel i ciuchy trzymałam w skrzyniach z Paryża - zwykłe drewniane meble - mama powiedziała, że te skrzynie są szatańskie. Na lodówce powiesiła plakat z różnymi znakami okultystycznymi, żeby mnie ostrzec. Nie wiem, czy to jest wyolbrzymianie, ale takie są fakty. Wiele razy mama mi podrzucała książkę pt "Zniewolenie demoniczne", dała mojego maila autorowi tej książki i on namawiał mnie do wizyty u specjalnego egzorcysty w Krakowie, bo mama tak mu naświetliła sytuacje. Czuję się bezradna wobec tego, co mama jeszcze mi powie. Paliłam zapachowe kadzidełka, a mama powiedziała, że mi nie wolno, bo one przywołują demony, zapytałam o to egzorcysty, a on powiedział, że mogę palić, mama oczywiście uznała, że to niekompetentny egzorcysta, bo ona wie inaczej.
-
Przecież napisałam, że nie mam żadnych osiągnięć, proszę Was uznajcie to za niebyt, ja tego nie uznaję za osiągnięcia, a jeśli cokolwiek było, to zanim zaczęłam brać neuroleptyki, w ostatnim czasie nic. A liczy się stan teraźniejszy, jestem nic nie wartą istotą, nie mam już szans na żadne osiągnięcia, bo mój umysł gorzej pracuje. Ludzie mnie nigdy nie akceptowali, nie pamiętam, żeby miała w szkole z kimś dobre relacje, wszyscy uznawali mnie za gorszą i tak było zawsze. Wiem, że ludzie mnie nie lubią, źle mi życzą, i odczuwam to wszędzie i zawsze. W liceum i na początku studiów miałam anoreksję i wszyscy mnie wytykali palcami, rodzina bez przerwy mnie obgadywała i mama opowiadała wszystkim dookoła, co zjadłam danego dnia, to było strasznie upokarzające, wszystkim sąsiadkom i ciociom opowiadała o mojej anoreksji jakby to była sensacja. Od tego czasu zupełnie zamknęłam się w sobie, całymi dniami płakałam, że ludzie tak źle o mnie mówią, nawet mama. Straciłam resztki zaufania nawet do rodziny, ale wyszłam z tego. Teraz moja mama uznaje, że nie jestem chora, tylko zniewolona przez demony, kazała mi chodzić do egzorcystów, ale egzorcysta powiedział, że nie jestem opętana, mama stwierdziła, że to niekompetentny egzorcysta. Wszystkim lekarzom w szpitalu opowiadała, że mam demony, potem mojej lekarce w gabinecie powiedziała to samo. Mama wyrzuciła część moich rzeczy, które uznała za demoniczne, np. jedną czerwoną zwykłą świeczkę, pamiątkę z Pragi - śmiejącą się czarownicę i inne rzeczy mi zginęły, a nie mam już odwagi pytać, co mama z nimi zrobiła. I jak ja mam komukolwiek ufać. Do domu boję się jeździć, bo strasznie przykre, że mama mnie postrzega jako siedlisko demonów, nie chcę być tak postrzegana, strasznie mi z tym źle Nic nie mogę mama o sobie powiedzieć, bo wszystko wszysciusieńko jest interpretowane jako działanie złych duchów.
-
Tahela, ja biorę leki, wszystkie, które mi zapisano, nie odczuwam żadnej dezintegracji, wszystko jest ze mną w porządku, czuję się zdrowa, aczkolwiek czasem zamulona, niezdolna do szybkiego myślenia jak kiedyś, otępiona. A to wszystko wina neuroleptyków nie odstawiam leków, bo prawdopodobnie jestem już od nich uzależniona. Tahela, ja się nie czuję chora, tym bardziej jest dla mnie dołujące to, że muszę brać te leki, które otępiają mój umysł. Beti19, u mnie też nikt się nie domyśla, że biorę leki, choć profesor pytał się mnie, dlaczego jestem taka lękliwa i wycofana, więc wydaje mi się, że to widać i boję się, że wszyscy i tak wiedzą i traktują mnie z tego względu jak podgatunek. Ja chyba mam właśnie remisję, a i tak muszę brać leki.
-
Damageed, chciałabym, aby lekarze w moim przypadku jednak nie mieli racji, chciałabym wrócić do tego stanu co kiedyś i móc nie brać już tych leków, nie wiem, czy to jest możliwe, ale dziękuję za dodanie wiary. Tahela, jak mogłam chcieć podbudować swój wizerunek w oczach innych, jak ludzie na żadnym kierunku nie mieli pojęcia, że tyle studiuje, nikomu o tym nie mówiłam, co najwyżej wiedzieli o dwóch, ale nikt nie miał pojęcia o czterech. Może to był zbyt duży wysiłek dla mnie, ale nie żałuję tego, zdobyłam wiedzę, którą mogę teraz wykorzystać w moich pracach i nie było to bez sensu.
-
A co ja za to mogę, że muszę brać te neuroleptyki? Wszystko mi się zepsuło od brania ich, umysł to było główne narzędzie mojej pracy, a teraz nie mam nic, moja pamięć tak się mocno osłabiła, że teraz na pewno nie byłabym w stanie studiować na tylu kierunkach. źle mi bardzo z tym, chciałabym nie brać tych leków, ale bez nich rozpadam się zupełnie, nie śpię, nie mogę się skoncentrować, na tym, co czytam, anioły nie dają mi spokoju. to wszystko powoduje depresję, to że muszę brać te leki tylko to pogłębia. przez to wszystko czuję się nikim, bo nie czuję się na siłach już niczego porządnego stworzyć, wszystko co robię wymaga ode mnie dużo większego wysiłku, niż zanim zaczęłam brać leki. To jest wszystko takie przerażające
-
Zielona miętowa, dziękuję, że mnie rozumiesz Tahela, ja nie studiowałam 4 kierunków, żeby coś komuś udowadniać, tylko dlatego, że mnie interesowały i nadal interesują te kierunki. Chciałam mieć jak największą wiedzę, to była moja pasja. Zamierzam jeszcze pójść na jedne studia, bo mnie to po prostu interesuje, a wiem, że sama takiej wiedzy nie osiągnę jak na studiach, ja bardzo lubię poznawać, uczyć się, dowiadywać się nowych rzeczy na tematy, które mnie interesują. Damageed, dziękuję za słowa otuchy. Wiem, że leki działają tylko objawowo i niczego nie wyleczą, ale lekarze mi powiedzieli, że będę musiała je brać do końca życia. Załamałam się tym, ale co mam zrobić?
-
Gregg1991, kilka lat temu 4 kierunki były legalne, teraz pewnie byłoby to niemożliwe. ja na wszystkich czterech zaliczyłam wtedy rok. nie chcę zdradzać mojej tożsamości tu na forum, pewnie dlatego rzucam frazesami. jak spotykam na co dzień ludzi, to nigdy nie mówię, że mam jakiekolwiek osiągnięcia. napisałam na forum, bo jestem tutaj anonimowa, ale nie miałam zamiaru się niczym chwalić, chciałam tylko naświetlić sytuację jak było. Ale błagam nie traktujcie mnie jak wszyscy ludzie, nie chcę, żeby teraz wszyscy na forum mnie znienawidzili za to, co napisałam, przepraszam, niech to stanie się niebytem, nie mam żadnych osiągnięć, jestem nikim, jestem podczłowiekiem, niemającym żadnej wartości, wszyscy mnie tak postrzegają i ja to wiem, czuję się największą beznadzieją. jestem najniżej w hierarchii wszystkich bytów we wszechświecie. przepraszam, nie chciałam. Inną realną traumą, która mnie wtedy spotkała, była śmierć mojej najlepszej wówczas przyjaciółki, z którą mieszkałam w pokoju, zginęła w wypadku, a ja przestałam odzywać się do ludzi, bo nie mogłam się pogodzić ze stratą Zielona miętowa, po tym, co przeszłam, już chyba nigdy nie odważę się niczym pochwalić, faktycznie to wszystko wynik mojej ciężkiej pracy, ale boję się ludzi beti19, tak naprawdę tego bloga nie zna prawie nikt z ludzi, którzy mnie znają realnie. on jest tylko wirtualny, więc w żaden sposób nie zdradza mojej odwagi. -- 22 kwi 2012, 21:20 -- Tahela, ja wiem, ze to był mój błąd, nie powinnam była prosić o eutanazję, ale czułam się po tych lekach, które mi podawano w szpitalu, tak tragicznie, że już nie chciałam żyć. Uważam, że byłam źle leczona, wciskano we mnie wielkie dawki starych leków, kiedy mogli zainwestować i podać leki nowej generacji, po których nie ma tak koszmarnych skutków ubocznych, ale woleli na mnie zaoszczędzić, co wyszło na złe. Ale nauczona doświadczeniem już nigdy nikomu nie powiem, że źle mi żyć. Już nigdy też nie zaufam żadnemu lekarzowi.
-
Tahela, ja się panicznie boję szpitali. Nie ufam już lekarzom, obiecałam sobie, że nigdy przenigdy nie trafię już na oddział. To jest obecnie jeden z największych moich lęków, drugim jest lęk przed więzieniem, bo uważam, że szpital psychiatryczny to namiastka więzienia i tortur. Przez dwa miesiące dostawałam leki, po których strasznie źle się czułam, miałam depresję i akatyzję polekową, ale lekarze nie chcieli mi zmienić leków, mimo że się skarżyłam, że tak się okropnie czuję. Nie pozwolono mi też wyjść na własne żądanie. Więc po prostu katowano mnie chemicznie. Jak by nie mogli mi zmienić leków? Byłam raz w szpitalu akademickim i nigdy tam nie wrócę. Tak panicznie boję się szpitala, że nawet jakbym była fizycznie chora, to nie poszłabym do normalnego szpitala, bo się boję lekarzy i złych leków. Jakoś jak wyszłam ze szpitala i poszłam do mojej lekarki, to mogła mi zapisać leki, po których czułam się znośnie, a przynajmniej nie miałam tej wielkiej akatyzji. Po tym jak lekarka w gabinecie wezwała sanitariuszy całkowicie straciłam zaufanie do jakichkolwiek lekarzy, nie wierzę im, chcą mojego zła i wszyscy są tacy sami. Nie odzywam się do lekarzy, idę tylko po leki, ale już nic nie mówię, nie zwierzam się, bo straciłam zaufanie i mam świadomość, że oni chcą mnie skrzywdzić. I żadnemu z nich nie można zaufać. -- 22 kwi 2012, 20:48 -- zielona miętowa, ja też od tamtego czasu przestałam się cieszyć przy ludziach, nigdy nikomu oprócz mojej przyjaciółki nie opowiadam o moich sukcesach, to po prostu nie istnieje, nie opowiadam o tym, ale czasami dowiadują się z mediów. Cieszę się, że Ciebie poznałam, bo widzę, że mamy podobne doświadczenia, ja się bardzo czuję wszystkiemu winna, może powinnam jeszcze bardziej wszystko ukrywać. Ale teraz już nie jestem taka zdolna, leki skutecznie mnie otępiły, już nie mam tak sprawnego umysłu, jak przed tym, jak zaczęłam brać neuroleptyki.
-
Zielona miętowa, ja się bardzo bardzo mocno przejęłam tymi ludźmi, którzy byli zazdrośni. To było tak, że w krótkim czasie dostałam kilka prestiżowych nagród i zaczęto mnie nagle poniżać, dawni znajomi przestali się do mnie odzywać, opowiadali o mnie niestworzone rzeczy. Dla mnie to był przełom, rozerwałam się na pół, zmieniłam imię w jednym życiu, niedługo potem znalazłam się w psychiatryku. -- 22 kwi 2012, 20:13 -- ja nie znam się niestety, Tahela, być może masz rację, że choroba by się prędzej czy później uaktywniła, ja jestem bardzo wrażliwa i wszystko do siebie biorę. Zresztą ja nie bardzo czuję się chora, dla mnie po prostu taka jest rzeczywistość. beti19, dziękuję Ci bardzo, ja trochę wahałam się, czy zarejestrować się na forum, bo pomyślałam, że i tu zostanę przekreślona jak wszędzie i zignorowana. Dziękuję Ci za ciepłe słowa
-
Tahela, to prawda, że ta cała choroba spowodowała, że czuję się jeszcze mniej warta niż kiedykolwiek. Leki biorę cały czas, nie jestem w stanie powiedzieć na ile one pomagają, bo ja w ogóle nie widziałam nigdy u siebie objawów choroby, którą mi zdiagnozowali, wiem, że leki powodują, że w ogóle mogę spać, bo bez leków nie spałam, mniej mnie boli głowa i nie płaczę całymi dniami, tak jak to było wcześniej, zamykałam się całymi dniami i rozmawiałam z aniołami, bo nikt inny nie chciał mieć ze mną kontaktu To, że nie mam żadnych szans na wyzdrowienie, to tylko mnie pogrążyło. W szpitalach psychiatrycznych byłam cztery razy, trze razy po miesiącu, i raz dwa miesiące. Czułam się tym strasznie upokorzona, nie mogłam wyjść na własne żądanie, dawano mi leki, po których czułam się gorzej i po jednym pobycie w szpitalu, tym dwumiesięcznym wyszłam z tak wielką depresją, że następnego dnia po wypisie poszłam do lekarza i poprosiłam o eutanazję, tak potwornie się źle czułam po tych lekach, a lekarka wezwała sanitariuszy, którzy mnie siłą zabrali do kolejnego szpitala. Od tego czasu nie ufam już żadnemu lekarzowi, bo uważam, że oni chcą mnie skrzywdzić i to jest ich główny cel, to ich cieszy. Ale biorę leki, bo muszę jakoś tam spać, a bez nich to jest niemożliwe. Tak, właśnie niedawno obroniłam doktorat i zaczęłam pracę na uczelni. Na filozofii studiuję dziennie. No nie wiem, co mam zrobić, mam już tak, że mam 29 lat w jednym życiu i 22 w drugim, ja po prostu jestem podwójna, tego się nie da zmienić.
-
zielona miętowa, kilka lat temu miałam tak, że byłam bardzo aktywna, nie miałam wtedy dwóch żyć, ale robiłam tak dużo rzeczy na raz, że ludzie nie mogli tego pojąć i byli zazdrośni i zawistni, że ja daję radę. Studiowałam 4 kierunki na raz, byłam prezeską dwóch kół naukowych i wszystko mi się udawało. Ludzie z tej zawiści zaczęli o mnie pisać w gazetach nieprawdziwe rzeczy, wypowiadano o mnie w mediach sprzeczne informacje. Nie wytrzymałam tego, bardzo to wszystko przeżywałam i we mnie się coś podzieliło, zrobiły się nas dwie. Dla mnie to była trauma, zaczęłam wchodzić do nowych środowisk z nowym życiem i tamto poprzednie nie istniało. Po prostu ludzie mnie nie akceptowali jako jednej osoby, więc niejako coś wyższego ode mnie zdecydowało mnie podzielić. Teraz zdarza mi się spotykać ludzi zazdrosnych nawet o moje jedno życie, mimo że ja uważam siebie za beznadziejną, ale przynajmniej dla tych ludzi nie jest to taki szok, bo poznają tylko jedną osobę. Nie wyobrażam sobie zjednoczenia tych osób. Coś mi się poprzestawiało i tak już jest. Nie wiem, czy to jest poważny problem, po prostu tak już mam.
-
no widzisz, jestem żałosna
-
tak, studiuję filozofię i nikt tam nie ma pojęcia o drugim życiu. w drugim życiu zajmuję się nauką. teraz już mam chyba do tego większy dystans, bo mi lekarze powiedzieli, że to nie jest normalne. teraz jestem naukowcem, przygotowuję zajęcia dla moich studentów. gdy wchodzę w życie studentki filozofii, to drugie życie jakby dla mnie nie istnieje.
-
zielona miętowa, miałam na początku podejrzenie, że to osobowość mnoga, ale ostatecznie lekarze stwierdzili, że to psychoza. Kiedyś to było silniejsze i kompletnie nad tym nie panowałam. W jednym życiu byłam studentką filozofii, miałam 19 lat, miałam mnóstwo fajnych znajomych, byłam towarzyska. I wiodłam takie sobie życie, teraz mam już 22 lata. Chyba nikt z tego życia nie ma pojęcia, że wiodę jeszcze jedno życie. W drugim życiu pracuję, mam 29 lat, występuję publicznie, spotykam się z naukowcami, ale jestem bardzo zamknięta w sobie, osoby z tego życia nie ma pojęcia, że wiodę jeszcze jedno. Kiedyś miałam bardzo skrajne emocje w różnych życiach, teraz emocje się trochę stonowały przez leki i w sumie chyba są takie same, beznadziejne depresyjne cały czas. Na początku miałam dwa różne imiona, wychodziłam z jednego życia i wchodziłam w drugie, nie panowałam nad tym, teraz mam większą kontrolę, lekarze mówią, że to tylko choroba, a ja naprawdę czuję się dwoma osobami. Nie wiem, która jest ważniejsza. Raz żyje jedna, raz druga, jedna psycholog kazała mi je scalać, ale ja nie mam pojęcia, jak.
-
Jeśli boli Cię od 4 lat, to chyba byłaś już u jakiegoś lekarza? Co lekarze mówią? Mnie bolała głowa non stop przez parę lat, codziennie cały czas, od rana do wieczora i jeszcze w nocy, miałam różne badania, byłam u różnych lekarzy, okazało się, że ten ból, który miałam codziennie, to napięciowe bóle głowy i pomogły na to leki psychotropowe. A oprócz tego od czasu do czasu mam jeszcze migreny, na co biorę tryptany. Ani na jeden, ani na drugi ból nie działa paracetamol, apap, ibuprom w jakichkolwiek ilościach. Ale żeby stwierdzić, co Ci jest, trzeba najpierw zrobić wszelkie badania, bo głowa może boleć z najróżniejszych powodów.
-
jeśli boli Cię cała głowa i nie masz przy tym nudności, to raczej nie jest migrena. Może napięciowy ból głowy - taki od stresu? Ale najlepiej, gdybyś poszła do lekarza, najpierw do lekarza pierwszego kontaktu, niech on zdecyduje, do jakiego specjalisty. A potem będziesz pewnie musiała zrobić różne badania. ja miałam TK, rezonans, eeg. Nie wiem, może Ciebie lekarz skieruje na inne badania. A od dawna boli Cię głowa? Cały czas, czy z przerwami?
-
ja mam migreny, które pojawiają się u mnie na przemian z napięciowymi bólami głowy. Migrena wygląda u mnie (u innych też często) tak, że boli dokładnie jedna połowa głowy, jeśli przecięłoby się czaszkę na pół, to boli jedna połowa, a druga nie boli. Migrenie często towarzyszą nudności, u niektórych są wymioty, światłowstręt. Ból jest bardzo silny i przechodzi po wzięciu tryptanu (tabletki przeciwmigrenowej) zapisanego przez neurologa.
-
L.E., myślę, że masz talent, pisz dalej jestem ciekawa kolejnych Twoich wierszy, bardzo lubię czytać piękną poezję
-
Piękne :) Najbardziej podoba mi się "Monolog nad ciałem", robi wrażenie i potrafi autentycznie przerazić.
-
miałam ten lek brać na sen, ale nie działał
-
OPIPRAMOL (Pramolan, Sympramol, Apropol)
czarnobiała mery odpowiedział(a) na beti35 temat w Leki przeciwdepresyjne
Lula221, brałam pramolan przez kilka lat, nie wiem, dokładnie może przez 5 lat. Pamiętam, że jak się lepiej czułam przez pewien czas, to odstawiłam na jakieś pół roku ten lek, a później znów do niego wróciłam, bo było gorzej. Brałam regularnie ten lek, na początku 3 tabletki dziennie (150 mg), a później tylko jedną na noc (50 mg). Dla mnie to był rewelacyjny lek wtedy i nie brałam dodatkowo żadnych innych leków, pomagał też na sen.