Rambo123
Użytkownik-
Postów
437 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Rambo123
-
Pilnie czytam Wasze posty i próbuję wyciągnąć wnioski odnośnie mojej choroby. To taka terapia, .ze nie tylko ja jestem na to chory. W objawach nie zgadza mi się jedna rzecz - ja nie mam derealizacji. Wieczorem przed próbą rozwiązywałem jeszcze krzyżówkę, co prawda pod kocem i w pozycji embrionalnej. To była jedyna rzecz którą potrafiłem robić. Jeszcze jedno kilka dni wcześniej w akcie desperacji wypiłem ampułkę relanium przeznaczoną dla mojego psa. Na kilka godzin poczułem się zdrowy i rzuciłem się na suchy chleb jak wściekły (nie jadłem już w tym czasie nic ) Opisuję to ponieważ mam zdiagnozowane to samo co Robert lecz niektóre objawy mam inne. Teraz jestem zdrowy, lecz zastanawiam się czy szukać hipo. Pozdrawiam i życzę zdrowia.
-
Na sto procent to nerwica. Ludzie aby pokryć lęk i strach często nadużywają alkoholu. Twój alkoholizm spowodowała nerwica lub choroba pokrewna. W tak młodym wieku nadużywanie alkoholu nie wywoła tak długich objawów abstynenckich. Skontaktuj się z psychiatrą. Pozdrawiam.
-
Ja trochę podróżowałem po świecie i z niecierpliwością czekam aż kościoły będą zamknięte na kłódkę tak jak to jest w innych katolickich krajach. Otwierane sa tylko na msze. Religia jest największym oszustwem w jakie wierzą ludzie. Ci niby religijni ludzie postępują odwrotnie do przykazań. Wstyd. Spójrzcie co wyrabiają pod Pałacem Prezydenckim. Jak powiedział pewien klasyk - religia to narkotyk dla biedaków ( czytaj głupców ).Pismo święte zostało napisane kilkaset lat po śmierci chrystusa. W czasach gdy on żył były pisane kroniki przez współczesnych mu ludzi lecz nie ma tam ani słowa o nim. Wychowany zostałem w rodzinie głęboko katolickiej, sam głęboko wierzyłem. Teraz już nie wierzę. Cała ta religia to zwykły biznes i chęć władzy. Mądrzy ludzie wiedzą jak zbudowany jest wszechświat, jakie zwierzęta żyły przed nami i co się z nimi stało. To samo czeka nas. Co do seksu przedmałżeńskiego to jestem ZA. Papieże mieli dzieci i wiele kochanek. Taka jest prawda. Zresztą w stanie kapłańskim ukrywało się najwięcej zboczeńców. Patrz afery na zachodzie. Kto wymyślił sobie ministrantów? Kto wymyślił zakony? Itp. itd. Chytrość naszego kościoła przekracza wszelkie dopuszczalne normy.
-
Mieliście kiedyś tak, że szalenie pragnęliście żyć a ból psychiczny zmuszał Was do popełnienia samobójstwa? Ja to przeżyłem i zrobiłem. Dobrze że mi się nie udało. Ale to było silniejsze niż mój chory umysł. Dzięki temu że przeżyłem zrobiłem wiele wspaniałych rzeczy. Był to epizod depresji w CHAD (nie wiedziałem o tym ) z którym walczyłem przez 3-4 miesiące w domu bez lekarstw. Przeżyłem piekło na ziemi. Nie znam nic straszniejszego od tego uczucia W końcowym stadium nie jadłem, nie spałem. Ból był tak straszny, że rano postanowiłem go przerwać. Teraz jestem zdrowy i wg. lekarzy jeżeli będę prowadził ustabilizowane życie (czytaj nudne ) to epizody mogą do końca życia się nie pojawić. Mogę prowadzić takie życie bo finansowo jestem zabezpieczony do końca mych dni. Lecz problem tkwi w tym, że podświadomie szukam okazji aby prowadzić życie tak aby wejść w hipomanię. U mnie jest ona niezauważalna dla otoczenia, a ja z kolei czuję się jakbym .................... Ci co mają niezbyt dużą hipomanię wiedzą o czym mówię. Jest to stan który uwielbiam. Potrafię się w nim utrzymywać latami Wtedy wszystko mam poukładane, śpię normalnie, po prostu świat jest piękny. To jak nałóg. Lepsze od jakiegokolwiek narkotyku. Nigdy w tym stanie nie popełniam żadnych głupot. Niestety cena jaką mi przychodzi zapłacić za to jest straszna. Depresja następująca po szczęśliwych latach może mnie zabić. Teraz depresji bez lekarstw nie potrafię zwalczyć Ale za lata bycia w hipo warto taką cenę płacić tym bardziej że lekarstwa są coraz lepsze. Do tej pory miałem 3 ciężkie depry i całe lata szczęścia.
-
związek z osobą o wiele lat starszą
Rambo123 odpowiedział(a) na monika88 temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Niestety ale zapominacie że jesteśmy zwierzętami i głównym motorem który nas napędza to zaspokojenie naszego głodu i przekazanie naszych genów. I to osobom zdrowym. Wszelkie choroby z reguły ujawniają się w naszym wyglądzie (szczególnie twarzy). Tzw. pociąg seksualny polega na tym, że podoba nam się osoba zdrowa. Objawami tego jest to co nazywamy że ktoś jest piękny. Sama miłość jest stanem do końca nie spracyzowanym. Dlaczego trudno nam się zakochać w osobie nazywanej brzydką? Zwykły silny pociąg płciowy jest niekiedy mylony z miłością. Dziewczyno jeżeli tego zbliżenia seksualnego tak bardzo pragniesz to zrób to. Lecz takich rzeczy nigdy nie robi się w pracy z współpracownikiem. NIGDY. Niekiedy rzeczy których nie zrobiliśmy mogą nas dręczyć bardzo długo. Dam przykład z własnego życia. Kiedy byłem studentem Politechniki na pewnej balandze strasznie spodobała mi się studentka psychologii. Znałem ją długo, lecz Ona była z swoim facetem a ja z swoją dziewczyną. Doszło do sytuacji w której mogliśmy się przespać gdybym bardziej nalegał. Coś między nami silnie zaiskrzyło. Niestety nie zrobiliśmy tego. Nurtowało mnie to bardzo długo, aż nadarzyła się sytuacja po latach że spotkaliśmy się. Poszliśmy na kawę i tam trochę nieśmiało zapytałem ją o tamten dzień. Ku memu zaskoczeniu pamiętała tamtą sytuację doskonale i również żałowała że nie zrobiliśmy tego. A może stosunek z nim by Cię wyleczył z tej niby miłości? Lecz nigdy z współpracownikiem. I to o tyle starszym. Nie napisałaś jeszcze o Waszej współzależności w pracy. To Twój przełożony? -
Robert możesz odpowiedzieć szczerze na pytanie jak długo trwał Twój pobyt w szpitalu i co Ci dał? ( chodzi mi o nastrój ).
-
Smutek. Zdrowy czy chory???
-
Spioch. Skowronek czy sowa?
-
RafQ - głównym moim hobby jest hodowla roślin egzotycznych (małe rośliny, krzewy i drzewka). Wysyłałem je dla koleżanek i kolegów z forum po całej Polsce i Europie. Dzielimy się informacjami na temat ich hodowli i nie tylko. Też lubię MMA lecz boks bardziej. Filmy raczej odpadają. Oglądam najczęściej Discovery, National Geografic, Animal Planet itp. oraz programy sportowe. Chyba jeszcze nie jestem w pełni zdrowy ponieważ opanowało mnie lenistwo. Muszę zrobić porządek w komórce i garażu lecz wynajduję usprawiedliwienia aby odłożyć to do poniedziałku. Muszę się pozbierać i zrobić to teraz. Wczoraj po południu pojechałem jednak na grzyby chyba ostatni raz w tym roku. Co do snów - ja w depresji ich nie lubię. Zawsze są straszne i budzę się zlany potem. Nawet jak są przyjemne to i tak obudzenie jest makabryczne. Nie potrafię tego wytłumaczyć ale te sny są zatrute. Robert może przegapiłem ale próbowałeś lekarst Astraza Zeneca takie jak Quetiapine, Seroquel 2000 ? Mnie pomagają.
-
Miałem podobne stany. Lecz ja wierzyłem do końca że jestem zdrowy. Bez wypicia rano alkoholu nie potrafiłem nic załatwić. Po prostu nie mogłem wyjść z domu. Teraz w stanie mieszanym nie mogę spać, leżeć, myśleć. Cierpię takie katusze, że bez zamknięcia samobójstwo gotowe. Dosyć tego narzekania. Na razie rano mam 8 a wieczorem ok. 10 na 10. Tak mi się wydaje. Brakuje mi energii rano do działań. Miałem dzisiaj rano jechać sam na grzyby na cały dzień. Uwielbiam to (ok. 80km w jedną stronę). Niestety nie pojechałem. Uznałem że jest za zimno. Co do zakupów to zbyt duże wydatki jeżeli nas nie stać na nie mogą nas pogrążyć jeszcze bardziej. Ja zauważyłem, że jeżeli ludzie podziwiają mnie za moje czyny, to pozwala mi to przejść na drugą stronę. Natomiast jak przychodzi czarny pies (wg. znanego polityka) to rozum nie pracuje racjonalnie i wydaje mi się że już nigdy nie wyjdę na prostą. Natomiast w stanie odwrotnym, że już nigdy nie zachoruję. Zawsze przerywałem leczenie i potrafiłem na niby plusie egzystować latami. Najgorzej wprowadzić się w ten stan i go utrzymywać. W młodości miałem przewagę depresji co prawda niewielkiej ale jednak. Teraz stosunek 5:1 na korzyść niby hipo. Stabilizacja mnie zabija. Natomiast organizm podpowiada mi co mam zrobić aby wejść na plus., lecz nie w stanie całkowitego rozbicia. Przepraszam, że tak się rozpisałem. Jest to pierwsze moje forum na którym piszę o swej chorobie. Jestem użytkownikiem na innych forach dotyczących hobby i nie napisałem tam ani słowa od 2 miesięcy. Mam mnóstwo telefonów w tej sprawie. Na razie nie odbieram ich. ZDROWIEJCIE KOCHANI>
-
Robert nie o same pieniądze chodzi lecz o to co mogłyby one wnieść do Twego życia i jakie zmiany spowodować w mózgu. Naukowcy do tej pory nie wiedzą dokładnie jakie czynniki wyprowadzają nas CHADOWCÓW z dołka. Może to być kupno nowego telewizora, nowego samochodu lub sukienki. W stu procentach się to nie pokrywa ale jest w tym sporo racji. Pozytywny wstrząs może nas wyprowadzić na hipo. Ja po dwuletnich cierpieniach takich jak Twoje - kiedy już byłem bliski rezygnacji - wyjechałem do Anglii tylko z środkami nasennymi i licząc na alkohol(musiałem wypić żeby cokolwiek zrobić ). Po miesiącu wszedłem w hipo i pracowałem z młodzieżą dwa lata. Miałem już emeryturę i nie musiałem się pałętać po GB tym bardziej że moja rodzina najbliższa to Niemcy(brat i siostra, ja tylko podwójne obywatelstwo). Ja tak mam lecz w tej chorobie nie ma nic pewnego. Ja to porównuję do szczytów które muszę zdobywać, aż ostatecznie z któregoś spadnę na zawsze. Jeszcze raz pozdrawiam.
-
KRWIOPIJKU - bardzo ładna jesteś. A te oczy!!!!! Też uważam że to drugie, lecz rodzic mógł mieć tylko skłonności w tym kierunku, które się do końca nie ujawniły a swoimi wybrykami zrobił nas nieodpornymi na świństwo przekazane w genach. Tu kłania się psychoterapia. Ja zawsze najgorzej czuję się po przebudzeniu. Makabra. Od młodości lubiłem wieczory. Teraz jestem normalny, czyli ani wesoły ani smutny. Miałem zamiar już nie pisać na tym forum, ale zaciekawiła mnie historia Roberta - kibicuję mu z Katowic. Był to trzeci mój straszny atak depresji(małe epizody miałem) i wyszedłem z niego najszybciej i bez stanów lękowych. Jestem bardzo zadowolony, a jak to możecie tylko Wy wiedzieć. Snuję nawet plany na przyszłość. ROBERT TRZYMAJ SIĘ I NIE PODDAWAJ - ja w sierpniu wsiadłem w samochód w wiadomym celu a pojechałem nim do szpitala. Szpital mi pomógł. Nie spałem i nie jadłem 5 dni i praktycznie nie wiedziałem na jakim świecie żyję.
-
Esprit - nie taki delikatny off topik. Nie tylko chemia pozwala wyjść z stanu w jakim jest Robert. Teoretycznie - gdyby nie kłopoty z żoną o których sam pisze - gdyby ktoś podarował mu z 10mln na rozkręcenie interesu itp itd przypuszczam że po jakimś czasie wyszedłby na prostą. Wielu znanych ludzi m.innymi i polityków chorowało na CHAD i egzystowali w miarę normalnie. Chyba najdłużej z was choruję na to świństwo. Zawsze jest wyzwalacz, który powoduje wychylenie się wahadła w drugą stronę, tym samym zmiany chemiczne w mózgu. Ja z hipomanią mógłbym egzystować do śmierci. Tylko pytanie - czy hipomania moja nie jest przypadkiem stanem normalnym? Tego nie dowiem się do końca życia. Znam ludzi którzy w większej hipomani żyją cały czas, niczym się nie martwią, tryskają humorem i są duszą towarzystwa tak jak był Robert przed chorobą. Co do dzieciństwa - to też miałem ojca pijaka i też potrafił się awanturować. Pytanie - czy awantury spowodowały naszą chorobę czy chory rodzic za pomocą alkoholu leczył swą chorobę którą w genach przekazał nam? A może i jedno i drugie?
-
Łatwo jest doradzać kiedy nie czuje się tego co dana osoba. Ja cierpiałem po próbie samobójczej i wyjściu ze szpitala przez rok czasu. Większość z tych lekarst przetestowałem na własnej skórze bez widocznej poprawy. Myślałem, że tak będzie do końca życia. W stanie gdy nie potrafiłem wyjść z domu załatwiłem sobie dobrze płatną pracę. Przez pierwsze dwa tygodnie nie potrafiłem niczego przeczytać a strach wręcz mnie paraliżował. Najchętniej bym uciekł. Przeżywałem tortury. Póżniej stan mój zaczął się poprawiać Po trzech miesiącach byłem już niby zdrowy bez zażywania lekarstw. Następnie hipomania i kolejne awanse w pracy. Potrafiłem pracować po 16 h. Dwukrotnie zmieniłem jeszcze pracę zajmując coraz wyższe stanowiska. W ostatniej pracy wszyscy liczyli, że dzięki znajomościom załatwię odbiór prac nierzetelnie wykonanych(przed moim przyjściem) na milionowe sumy. Kiedy zaczęły się kłopoty nastrój mój poleciał w dół i pomimo załatwienia tego nie zatrzymałem się i wylądowałem drugi raz w szpitalu. Mam zdiagnozowany Chad taki jak Robert, lecz każdy przypadek jest inny. Kwestia samobójstwa - też chciałem popełnić w samochodzie, lecz depresja dosłownie zmiotła mnie tak że nie byłem w stanie do niego dotrzeć.
-
Dzisiaj minął tydzień od wyjścia z psychiatryka. Biorę tylko depakin i powoli również dochodzę do siebie. Dla mnie normalność jest niezwykle nudna. Niestety. Mam rozpoznany CHAD lecz nadal w to powątpiewam. Mani nigdy nie miałem, a tzw. hipomania w moim przypadku mogła być moim stanem normalnym. Trudno to określić. W tzw. hipomani cieszę się życiem tak jak każdy zdrowy człowiek. Nigdy nie zrobiłem rzeczy tzw. głupich. Czytam fora aby określić co dokładnie mi dolega. Stwierdziłem już niewielką NN. Pozdrawiam.
-
Przeczytałem całość i jestem trochę zbulwersowany poziomem dyskusji. Miałem podobne dzieciństwo jak f. Też poszedłem na studia dzienne (w tamtych czasach na jedno miejsce przypadało 6-ciu kandydatów). Rozstanie z dziewczyną, również studentką, spowodowało stan którego nie rozumiałem. Nie potrafiłem się uczyć i w konsekwencji przerwałem studia. Po kilkumiesięcznym pobycie w domu i kilku przypadkowych pracach, dokończyłem studia .Cały czas wiedziałem, że jest ze mną coś nie tak. Byłem bardzo nieśmiały co pokrywałem zawsze alkoholem. Założyłem rodzinę, lecz zacząłem popełniać te same błędy co mój ojciec za co go nienawidziłem. Stan mój niepokoił mnie bardzo lecz nie rozumiałem co się ze mną dzieje. Np. wybrałem się z dziećmi do ZOO i wesołego miasteczka, a byłem smutny niesamowicie i to bez powodu. Choroba wraz z wiekiem nasilała się.Odstawiłem alkohol jako lekarstwo aby nie postępować podobnie jak mój ojciec. W prawdziwą depresję wplątałem się po przejściu na emeryturę. Po 4-ech miesiącach męczarni nastąpiła próba samobójcza. Miałem wszystko poukładane - wysoką emeryturę, żonę pracującą, dzieci na swoim po skończonych studiach, kochane i oczekiwane wnuki. Wypis ze szpitala, rozpoznanie CHAD. W naszych chorobach wszystko jest możliwe i nie krytykowałbym nikogo za to że ma objawy nietypowe. Ja już zazdrościłem ludziom zbierającym złom i inne rzeczy w śmietnikach. Z tego forum dowiedziałem się że mam jeszcze w niewielkim stopniu NN. Masakra. Pozdrawiam.
-
Znam takich co wyszli po 2 tygodniach i takich co wyszli po 3 miesiącach. Wszystko zależy od powodu tego desperackiego kroku. Jeżeli powodem jest choroba to pobyt jest dłuższy. Jeżeli chwilowe załamanie nerwowe to krótszy.
-
Mam pytanie - zdarzają wam się epizody kilkumiesięczne a póżniej spokój przez kilka lat bez przyjmowania lekarst?
-
Zgoda na drobny romans mej żony podyktowana była tym, że w depresji nie potrafię jej zadowolić. PROSTE? Dlaczego ma cierpieć z mego powodu? Zdrada której nie widzimy ani o której nie wiemy nie zatruwa chorych umysłów. Po prostu nie istnieje.!!!!! Trzeba kochać prawdziwą miłością aby się na to zdobyć. Również trzeba kochać aby z tego nie skorzystać To na tyle w temacie zdrad. Samopoczucie coraz lepsze. Ale ulga. Wczoraj zaliczyłem samotnie grzybobranie, prace domowe. Dzisiaj spacer z żoną. Korci mnie aby już szukać pracy - czyli zmusić organizm do szukania 10-12 w dziesięciostopniowej skali. Na razie dam sobie jeszcze spokój. Mam 8-kę i życie wydaje mi się szalenie nudne. Lecz dzień po dniu następuje poprawa.
-
Życzę Ci Robercie takiego odjazdu jaki ja miałem przez ostatnie 3,5 roku. Może wcześniej miałeś plusa bo życie układało się po Twej myśli? Może Twój plus jest niedostrzegalny jak mój? Za to mam śmiertelny minus. Tylko chorzy na to potrafią się zrozumieć. Moja ostatnia szansa to dożywotnie przyjmowanie Depakine lub Litu. Lekarze radzą abym nie wchodził na plus i wiódł monotonne życie bez wzlotów i upadków, najlepiej na poziomie -7- w 10-cio liczbowej skali do normalności. Tylko życie takie dla mnie nie ma sensu. Jestem wtedy automatem (cierpiącym). Tak żle i tak niedobrze. Boję się każdego poranka. To najgorszy moment. Wieczorem trochę lepiej. Trzymaj się i nie poddawaj. Ja po pierwszej próbie samobójczej (była tylko jedna, nie rozumiałem do końca co się ze mną dzieje) przez 6 miesięcy znosiłem niesamowite cierpienia. Po wyzdrowieniu zapomina się o nich. Jeszcze raz trzymaj się i nie poddawaj.
-
Robert ma tyle sił na różne rzeczy. Może po wyjściu ze szpitala coś przegapiłem, ale o ile pamiętam to oscylował gdzieś ok. 3-5. Ja w tym stadium nie mam sił na podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Tym bardziej GO podziwiam że potrafi to zwalczyć Ja już nie potrafię. Miałem się zgłosić do psychiatry za 2 tyg. a wybieram się jutro. Za wcześnie wyszedłem ze szpitala, lecz w warunkach jakie tam panowały nie potrafiłem wytrzymać. Napisałem tak ponieważ na rozpoznaniu mam napisane EPIZOD MIESZANY. Wiem że to temat Roberta ale nie znalazłem na forum drugiego tak ciekawego CZADOWCA. Może korzystając z Jego uprzejmości ktoś by się podzielił uwagami na temat swoich objawów?
-
Robert a próbowałeś sam wprowadzić się w hipomanię? Ja mani chyba nie miałem, bo nie mógłbym zajmować odpowiedzialnych stanowisk w pracy. Moje ego podpowiadało mi jak to zrobić. Dzięki temu dotrwałem do emerytury. Były to pomysły głupie ale zawsze realizowałem je w początkowym stadium depresji. Np. kupowałem dzieciom samochody za co byłem przez innych krytykowany. Było to głupie aby 17-latka miała samochód ale mnie na jakiś czas to pomagało. I nie miałem szmalu jak lodu. Jeżeli stan mój się poprawi i pójdę do pracy to hipomania gwarantowana. Zresztą CHAD ma tyle odmian, że trudno się w tym połapać.Gdyby nie depresja doprowadzająca mnie na skraj, to byłbym normalnym facetem z dużym poczuciem humoru i tryskającym energią. A tak to jestem w chwili obecnej wrakiem człowieka. Pisanie przychodzi mi z trudnością. Przed chwilą była synowa z 7-mio letnią wnuczką, a ja zachowywałem się jak automat wyprany z uczuć. Straszne!!! Muzykoterapia pomaga mi w końcowych stadiach depresji. Oczywiście peruwiańskie melodie i muzyka poważna. W hipomani jestem na topie z młodzieżą. Psychoterapia grupowa to dno. Indywidualna przynosi efekty krótkotrwałe. To tak jak w pracy duży stres potrafił przebić się przez depresję i ją zniwelować, lecz w drodze do domu znów depresja dawała o sobie znać. Kiedyś nie wiedząc co to depresja, leczyłem ją wódką jak każdy. Teraz po wypiciu wódki w depresji rano bym nie żył. Robert twój CHAD jest jakiś dziwny. Ja miałem dzisiaj jechać na grzyby i odmówiłem. A jest to rzecz którą uwielbiam. Jutro wybieram się do psychiatry i nie wiem czy starczy mi sił aby pojechać. POZDRAWIAM.
-
Robert - w naszej chorobie zazdrość jest jednym z jej objawów. Też przez to przechodziłem. Zdrada nie jest powodem do ekstremalnych zachowań. Ludzie zrównoważeni potrafią wybaczyć i wysnuć z tego wnioski. Może tej drugiej osobie czegoś brakowało w związku? Wiem co mówię. Moja żona była bardzo śliczna (jest nadal ale inaczej). Na ulicy mężczyżni oglądali się za nią (to moje przeklęte NAJ).Proponuję jej teraz wczasy i nie ma we mnie zazdrości. Nawet cieszyłbym się gdyby miała króki romans. Niestety nie chce sama jechać. Tylko ze mną. W depresji jestem wrakiem. Nie potrafiłbym skrzywdzić nikogo poza sobą. Tym bardziej że śpię po 3 godziny na dobę. Pamiętaj Robert - mamy tylko jedno życie. Choroba nam je zmarnowała. Ale to nie powód, że mamy je zmarnować komuś. Ja zadaję żonie pytanie czy chce się ze mną rozwieść bo marnuję jej życie. W odpowiedzi słyszę że nie - i jeszcze - nie pij wódki. Obiecałem sobie że już nigdy. Jeżeli się napiję to będzie oznaczało, że mam silną hipomanię i nie potrafię się kontrolować. W chwili obecnej w skali 1-10 mam 3 i trochę cierpię. Pozdrawiam z Katowic.
-
Terapia przynosiła natychmiastową ulgę ale na krótki okres czasu i w stanie o niezbyt dużym natężeniu dolegliwości. Depresja to stan w którym zrobiłem wszystkim krzywdę moją chorobą, sam jestem temu winien że jestem chory, To że jestem chory nakręca spiralę obwiniania się, aż dochodzi do takiej rozpaczy i bólu psychicznego, że tylko samobójstwo może to przerwać.W tym stanie nie mogę pić alkoholu - organizm o tym nie myśli.Mogę tylko palić papieros i rozwiązywać krzyżówki. Przy próbie s. robiłem to przez 2 miesiące do ostatniego wieczoru. Próba była rano. Muzykoterapia wymusiła na mnie płacz chociaż nigdy nie płaczę. Czułem się głupio .Doznawałem dziwnych uczuć. [Dodane po edycji:]
-
Na ten rodzaj terapii silnie reaguje. Zwykła rozmowa z żoną bardzo mi pomaga. Po pierwszym pobycie w szpitalu przechodziłem ten rodzaj terapii oraz terapię muzyką. W hipomani piję bo rozsadza mnie energia. Tak to sobie tłumaczyłem kiedyś. Teraz obiecałem sobie że do końca życia już nie wypiję kieliszka. Będzie to trudne szczególnie w hipomani lecz muszę wytrzymać. Zastanawiałem się nawet czy winnym nie jest alkohol. Pierwszy pobyt w szpitalu po wczasach w Tunezji z pełnym wypasem, drugi po Egipcie. Piło się od rana do nocy bo darmo. Depresja przychodziła pod koniec grudnia. Teraz przechodzę depresję po 3,5 rocznych balangach. Nie brałem żadnych lekarstw. Uwierzyłem że jestem zdrowy. No i był konkretny powód. Teraz będę do końca życia brał Depakin Chrono. Może pomoże.