paradoksy, mama jest na studiach, daleko daleko, wraca wieczorem.
Nie umrę, za bardzo bym chciała, żeby to się stało...
Nie zniosę tego stanu.
Nic nie pomaga, nic...
LitrMaśalanki, biedna maama
Tak mi przykro, tak przykro.
Przepraszam was wszystkich. Za wszystko.
Chcę zdechnąć, już nie mam siły krzyczeć i wyć. Nie mam siły.
Vi., nie dam rady, czuję się osaczona, dziś o tej porze mogę tylko wyć...
I wyję.
I krzyczę.
Krzyczę tak głośno jak mogę. Z bólu...
Mam dość.
Najbardziej humanitarna byłaby śmierć.
Booooooooożeeeeeeeee
Zabierz mnie stąd, zabierz
Zaraz mnie rozerwie w pół ten ból i strach, mam dość.
Nie jestem w stanie iść zrobić sobie drugiej kawy, a muszę dziś posprzątać, odrobić lekcje i teoretycznie zajrzeć do książek.
JAK? Pytam się, JAK DO CHOLERY no
Nie mogę zawieść, ale nie mam już sił, skąd je wziąć?
Powinnam odejść. Dziś. Powinnam...
Kolejny ranek w tym samym odcieniu bólu.
wovacuum, nie powiedziałam jej i nie powiem, trudno, przecież nie umrę a ona i tak się martwi. Krzywdzę ją wystrczająco co dnia.
Boję się. Do łez, do paniki, do bólu i krwi.
Jutro przychodzą nauczyciele o tej porze. Nie dam rady, znów spieprzę kolejną rzecz. Tylko, że nie mam wyboru. Będę umierać i udawać, że wszystko gra... Ile tak można?
Mam dość. Pustki, braku miłości i bólu.
Dlaczego tak trudno się umiera...?
coma, żabko, masz ed?
Rozłażą mi się rany na rękach, przy każdym ruchu, te na bicepsie. Sweter mi o nie zahacza, już parę razy prawie zemdlałam z bólu. Żałosne.