Skocz do zawartości
Nerwica.com

Kirian

Użytkownik
  • Postów

    86
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Kirian

  1. Z góry przepraszam miłośników "Księżyca w Nowiu", ale: http://polec.to/opis/saga-quotzmierzchquot-ksiezyc-w-nowiu--twilight-saga-new-moon-the Obejrzyjcie film w "Inne materiały" (trzeba zjechać niżej i przeczekać parę sekund reklam). Nie wiem co to za facet, ale jest rewelacyjny i jego videorecenzja mnie rozbroiła.
  2. Od leków nasennych byłam uzależniona blisko 4 lata. Bez tabletki zwyczajnie nie mogłam zasnąć, wściekałam się, wstawałam w nocy i łykałam Zolpic albo Xanax, byle wreszcie paść na twarz. Udało mi się z tym skończyć dokładnie 26 marca tego roku. Tego dnia wydarzyło się coś, co mnie przeraziło - sądziłam, że już po mnie. Czekając na badanie myślałam "Jaka ja byłam głupia! Trułam się prochami na sen, irytowałam bezsennością, a teraz może się okazać, że mam o wiele poważniejszy problem". Obiecałam sobie, że jeśli wynik badania będzie dobry, to kończę z prochami na spanie. I... skończyłam. Gdy wróciłam do domu z gabinetu, byłam wykończona psychicznie. Zasnęłam. Na drugi dzień - znowu. I tak już od miesiąca. Ostatnie dni są trudniejsze, bo dostałam od psychiatry Cital (nasiliły mi się stany lękowe, które o dziwo nie wpływały już na jakość snu - kimałam jak dziecko) i przez niego mam pewne teraz pewne kłopoty ze snem - kręcę się w łóżku, zasypiam po około godzinie. Ale staram się nie frustrować, nie wściekać, tylko spokojnie wypoczywać. Mówię sobie "nawet jeśli nie zasnę, to mogę odpocząć, zrelaksować się, wyluzować". I w końcu zasypiam. Klucz do sukcesu jest w głowie. Trzeba tylko znaleźć ten właściwy "przełącznik". Jestem najlepszym przykładem na to, że można. Więc nie martw się. Nie walcz ze sobą, gdy nie możesz zasnąć. Nie pozwól, by poniosły Cię negatywne emocje, nie denerwuj się. I uwierz, że można spać bez wspomagaczy. Bo naprawdę można. Skoro ja to rzuciłam po 4 latach uzależnienia, to jestem pewna, że Tobie też się uda.
  3. Obecnie? Od Coli Zero. Od czego byłam? Aż boli wymieniać... papierosy, alkohol, tabletki nasenne, odchudzanie... a nawet głupie krople do nosa, bez których nie mogłam oddychać. Niestety bardzo łatwo się uzależniam
  4. Kirian

    [Łódź]

    Kolejna Łodzianka na pokładzie.
  5. 29. Przeraziło mnie jak wiele młodych osób jest na tym forum. Coraz młodsi ludzie zmagają się z depresją i nerwicą, to koszmarna sprawa
  6. Przy moim pierwszym załamaniu (początek roku 2008) psychoterapia pomogła mi bardziej niż farmakologia. Szczerze mówiąc przez źle dobrane leki zafundowano mi arytmię, odstawienie Effectinu było koszmarem. Psychoterapia pozwoliła mi pozbierać się jako tako do kupy i funkcjonować zupełnie nieźle do jesieni 2009. Niestety w tym momencie coś się zawaliło, a moja psychoterapeutka (której naprawdę mnóstwo zawdzięczam) stwierdziła, że nie widzi powodu bym wróciła do niej na stałą terapię. Usłyszałam, że jestem silna i dam sobie radę. Nie dałam, jestem znowu na lekach, szczęśliwie tym razem (jak sądzę) dobranych z większym sensem przez inną psychiatrę. Niemniej jednak - psychoterapia naprawdę może pomóc.
  7. Psychoterapia to chyba najlepsze rozwiązanie. Dzięki rozmowie ze specjalistą można łatwiej zrozumieć powody sięgania po jedzenie i przyczyny "zajadania" emocji czy problemów. Nie wiem czy z zaburzeń odżywiania można wyleczyć się na własną rękę (ja wybrnęłam z tego, choć na pewno nie wyzdrowiałam - wciąż jedzenie bywa dla mnie trudnym tematem). Lepiej porozmawiać o tym z kimś, kto jest w stanie pomóc, bo ma w tym doświadczenie. Ja też będę musiała poruszyć ten problem na psychoterapii, dotąd go nie omawiałam, bo inne problemy były bardziej aktualne, niż moje kłopoty z jedzeniem. Ale jeśli masz możliwość pójścia do psychoterapeuty, to nie zwlekaj. Im szybciej coś z tym zrobisz, tym lepiej. Pozdrawiam.
  8. Mnie pomogła kiedyś książka "Jak przestać się martwić i zacząć żyć", której autorem jest Dale Carnegie. Jest to naprawdę mądra lektura, ułatwiająca zrozumienie różnych mechanizmów powiązanych z lękiem i opisująca metody walki ze zmartwieniami. Nie zdziała cudów, ale może pomóc w innym spojrzeniu na niektóre sytuacje. I w jakiś sposób dodaje otuchy.
  9. Kirian

    Witam serdecznie

    Witajcie. Z depresją i nerwicą zmagam się od około 5 lat, choć lęki i poczucie wyobcowania towarzyszą mi właściwie odkąd pamiętam. Mam już za sobą leczenie Effectinem, które skończyło się dla mnie nasiloną arytmią. Powiedziałam sobie wówczas "nigdy więcej", ale niestety od pół roku czułam się coraz gorzej, obniżenie nastroju postępowało szybko i wolałam nie czekać, aż na nowo pojawią się myśli samobójcze czy autoagresja. Skonsultowałam się z psychiatrą i od tygodnia znów jestem na lekach (tym razem na Citalu). Mam nadzieję, że wybrnę z tego. Pozdrawiam wszystkich forumowiczów i życzę jak najwięcej siły w walce z przeciwnościami.
  10. Cital biorę od kilku dni. Wprowadzony został bardzo stopniowo - 4 dni brałam 1/4 tabletki, dziś jest drugi dzień na połówce. Ze skutków ubocznych zauważyłam suchość w ustach, problemy z zasypianiem (co mnie martwi trochę, bo dopiero niedawno wygrałam z trwającą 4 lata bezsennością i nie chciałabym znowu przez to przechodzić). Dziś pojawiły się też mdłości. Nasilenia lęków, odpukać, raczej nie ma. Na tej 1/4 (ku własnemu zaskoczeniu) czułam się naprawdę dobrze, funkcjonowałam prawie normalnie i nie mogłam zrozumieć jakim cudem - przecież tak niska dawka nie mogła chyba dać mi kopa? Tak czy owak - od wczoraj jest już 1/2 tabletki i czuję się nieco gorzej, ale zobaczymy co będzie dalej. Nie oczekuję cudów, rozumiem, że na efekty trzeba poczekać. Wierzę, że uda mi się wyjść na prostą i że znowu zacznę poznawać samą siebie.
×