Od leków nasennych byłam uzależniona blisko 4 lata. Bez tabletki zwyczajnie nie mogłam zasnąć, wściekałam się, wstawałam w nocy i łykałam Zolpic albo Xanax, byle wreszcie paść na twarz. Udało mi się z tym skończyć dokładnie 26 marca tego roku. Tego dnia wydarzyło się coś, co mnie przeraziło - sądziłam, że już po mnie. Czekając na badanie myślałam "Jaka ja byłam głupia! Trułam się prochami na sen, irytowałam bezsennością, a teraz może się okazać, że mam o wiele poważniejszy problem". Obiecałam sobie, że jeśli wynik badania będzie dobry, to kończę z prochami na spanie. I... skończyłam. Gdy wróciłam do domu z gabinetu, byłam wykończona psychicznie. Zasnęłam. Na drugi dzień - znowu. I tak już od miesiąca. Ostatnie dni są trudniejsze, bo dostałam od psychiatry Cital (nasiliły mi się stany lękowe, które o dziwo nie wpływały już na jakość snu - kimałam jak dziecko) i przez niego mam pewne teraz pewne kłopoty ze snem - kręcę się w łóżku, zasypiam po około godzinie. Ale staram się nie frustrować, nie wściekać, tylko spokojnie wypoczywać. Mówię sobie "nawet jeśli nie zasnę, to mogę odpocząć, zrelaksować się, wyluzować". I w końcu zasypiam.
Klucz do sukcesu jest w głowie. Trzeba tylko znaleźć ten właściwy "przełącznik". Jestem najlepszym przykładem na to, że można. Więc nie martw się. Nie walcz ze sobą, gdy nie możesz zasnąć. Nie pozwól, by poniosły Cię negatywne emocje, nie denerwuj się. I uwierz, że można spać bez wspomagaczy. Bo naprawdę można. Skoro ja to rzuciłam po 4 latach uzależnienia, to jestem pewna, że Tobie też się uda.