Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie     

  1. Z ostatniej godziny
  2. Zmęczenie i obojętność cd
  3. Witam wszystkich Jak tam mija środek tygodnia? Kawa już wypita? U mnie herbata po raz drugi
  4. Dzisiaj
  5. Rafal31

    cześć wszystkim

    Od momentu zawarcia ślubu zadawalem sobie pytania kurcze to jest odpowiedzialne, to przed Bogiem, i zaczęło się leki szybkie bicie serca,a ja już nie pamiętam kiedy snilem dawno temu bardzo ja nawet jak się przespie to nie jestem zrelaksowany.
  6. Rafal31

    cześć wszystkim

    Nie daje ujścia stresowi na masażu jedynie zajebiscie się czułem nawet podwyżka w pracy nie sprawiła że jestem szczęśliwszy. Sam już nie wiem co robić w następnym tygodniu albo i dziś zadzwonię do ordynatora ds nerwic może ona mi pomoże bo już sam nie wiem ja poprostu czuje nie chęć do spania a jeszcze gorzej jak muszę iść do pracy nie sprawia mi to przyjemności. Chciałbym robić coś samemu ale od razu z góry od bliskich nie dajesz rady robiąc u kogoś a na swoim zusy podatki jeszcze więcej stresu. Ja chyba wpadłem w depresję.
  7. Rafal31

    cześć wszystkim

    Mi psycholog powiedziała że żyje w przewlekłym stresie że obecna praca daje mi dużo napięcia ciągle przed pracą mam wizytę w WC
  8. Rafal31

    cześć wszystkim

    No właśnie jak u kogoś pracuje to się stresuję, sam się napędzam że nie zdążę, od paru dni mam bóle brzucha w zasadzie nie chce mi się jeść a brzuch czuje pełny jem na siłę, nic mi nie sprawia przyjemności nie umiem się zrelaksować czuć tego odczucia ukojenia zrelaksowanja nic mi nie sprawia przyjemności, odechciewa mi się żyć bo już nie wiem co robić.
  9. jaszi

    cześć wszystkim

    Daj spokój z tymi snami, ostatnio śnie nawet sporo, ale często to trudne sny, po których jestem oszołomiony jeszcze.
  10. jaszi

    cześć wszystkim

    Ten biofeedback to ciekawa sprawa z tego co piszesz, może sam się wybiorę zobaczyć. Ja biorę dużo suplementów, przynajmniej od momentu większych trudności emocjonalnych. Badanie robię na kwantowym analizatorze składu ciała. Bada Ci wszystkie niedobory witamin, minerałów. Sprawca które narządy są osłabione, można z tego dużo wywnioskować, oczywiście wynik musi przeanalizować odpowiednia osoba. Teraz mam przerwę w suplementacji ale z takich godnych produktów mogę ci polecić: ashwaganda, sam-e , b-complex, koenzym q10. To są produkty które na pewno się przydadzą jeżeli masz problem z lękami.
  11. jaszi

    cześć wszystkim

    Współczuje Ci, ze dziecko Ci zmarło
  12. jaszi

    cześć wszystkim

    Behawioralna ? Nie wiem na czym polega ja chodzę na analityczna od pół roku. Wcześniej chodziłem na grupę, ale trudno mi było rozwiązać tam swoje problemy i jeszcze ta sytuacja ze stycznia która rozwaliła mnie totalnie. Szczęśliwie czuje się teraz całkiem Ok i nie chce już do tego wracać. Piszesz ze problemy się zaczęły od małżeństwa. Wcześniej ich nie miałeś ? Ja mam dziewczynę już 4 lata, mieliśmy trudny związek, kilka rozstań, ale do siebie wracaliśmy, teraz się dogadujemy w miarę, teraz głównie skupiam się na terapii i wierze ze dużo się zmieni.
  13. jaszi

    cześć wszystkim

    Ja prowadzę swoją działalność i mam luz teraz psychiczny pod tym kątem, nie wymaga to ode mnie stresu bo zajmuje się wynajmem magazynów, mam 2 wspólników i jednego pracownika, sytuacja bardzo komfortowa dla mnie. Wcześniej prowadziłem jeszcze lodziarnie przez 10 lat, ale zrezygnowałem, ogólnie dużo zawsze obowiązków na siebie nakładałem, dużo aktywności zawowodwych na raz, teraz porezygnowalem z wielu rzeczy, i na razie mam czas do przemyśleń co dalej. Firma zajmuje mi dosłownie godzinę dziennie. Wcześniej jak pracowałem u kogoś to nie wytrzymywałem długo, w banku 3 miesiące, jako inżynier tez 3 miesiace. Dużo się stresowałem i dużo mnie kosztowała praca u kogoś.
  14. jaszi

    cześć wszystkim

    Tak jak czytam co piszesz to jakbym czasami siebie słuchał wiesz, ja wiele razy czułem podobnie jeżeli chodzi o to ze moje problemy to „błahostki”, żebym wziął się w garść.
  15. Może spróbuj z rTMS, to przynajmniej mają tam a w Polsce nie. Pozaczaszkowa stymulacja magnetyczna.
  16. Cześć. Terapię na 7F ukończyłam w 2016 r. Byłam tam najpierw na tzw. "pobycie diagnostycznym" , czyli przeszłam wszystkie spotkania konieczne, by zostać zakwalifikowaną, mieszkając na oddziale. Taka opcja jest dostępna dla osób, które muszą dojeżdżać z daleka. Po tym pobycie zostałam przyjęta. Nie pamiętam już wszystkich szczegółów "technicznych" (na przykład dokładnego rozkładu godzin zajęć). Powiem Wam natomiast, jakie ta terapia w moim przypadku odniosła skutki. Kiedy przyjechałam do Krakowa, nie miałam niczego - dosłownie. Relacje leżały, mieszkałam w wynajętych pokojach, byłam strasznie samotna, kurczowo trzymałam się pracy, do której dorabiałam wielką ideologię i na której opierałam tożsamość. Z emocjami radziłam sobie, zachowując się destrukcyjnie. Na 7F zgłosiłam się po kilku wielkich kryzysach, kiedy było coraz gorzej, a wręcz stwierdzono, że nie powinnam mieszkać sama. Trzy lata po ukończeniu programu mam swoją rodzinę i dom (co zawsze było moim marzeniem i takim świętym Graalem). Mam wspaniałego męża, naprawdę dobre, fajne małżeństwo, niedawno urodziłam synka. Pracuję w dużej firmie.Nie mam już żadnych problemów z zachowaniami autoagresywnymi , kompulsywnymi i nie zachowuję się destrukcyjnie. Nie ma potrzeby, abym brała leki. Konsultowałam się niedawno z terapeutką, żeby sprawdzić, czy może powinnam wrócić do regularnych sesji (nie korzystałam z żadnych po wyjściu z oddziału) ; uznała, że na tym etapie najlepszą pracą dla mnie będzie "praca w terenie" (czyli po prostu pilnowanie codziennych relacji z innymi, dyskusje z mężem czy wzorowanie się na jego mechanizmach - mąż jest normalny ), bo robotę z gabinetu wykonuję już na co dzień sama, w głowie, na bieżąco. Rozwiązałam problemy wynikające z toksycznych relacji w domu rodzinnym (nie znaczy to, że jest cukierkowo, ale na przykład dojrzałam do pozrywania szkodliwych więzi, w ogóle do dostrzeżenia ich, i do asertywności). Mam znacznie bardziej realistyczny obraz siebie i świata, jestem stabilna. Potrafię dbać o innych i o siebie. Kiedy wychodziłam, personel nie miał szczególnie optymistycznych prognoz dla mnie i wcale jakoś specjalnie we mnie nie wierzyli. P. Ordynator na podsumowanie powiedziała, że terapia służyła mi tylko do zorientowania się, z jakim problemem mam do czynienia, a właściwa praca nad tym problemem jest na lata po wyjściu. Wiem, że mówili różne rzeczy w rozmowach z ludźmi, którzy kończyli program później ode mnie, a kontaktowali się ze mną (teraz już nie pamiętam szczegółów, ale wtedy pogłoski o tym strasznie mnie bolały, bo czułam się wykluczona z "domu" ). Wiem, że pielęgniarki nie pochwalały faktu, iż wynajęłam na początek mieszkanie z koleżanką z 7F, która im "nie rokowała". Mówiły, że razem "popłyniemy". Tak się nie stało. Nie są alfami i omegami, tylko ludźmi, jak widać. Jestem im wszystkim bardzo wdzięczna. System ma wady, jak każdy system. Nie są w stanie wypatrzyć wszystkiego, muszą oceniać ostro i pracować często dość gwałtownymi metodami, nie wszystkie tematy na terapię się pokażą podczas tych 24 tygodni, nie zawsze będzie się trafnie ocenionym.. . Jednak Oddział to szczególne miejsce. Po pierwsze, niesamowite poczucie wspólnoty, celu. Człowiek czuje się jak w bezpiecznym domu (większość z nas - po raz pierwszy w życiu). To jest terapia po części kontaktem z ludźmi, a po części odtwarzanym przez zespół terapeutyczny duetem rodzicielskim. Bardzo mocne nastawienie na relacje z otoczeniem. Każdy element ma znaczenie, nawet dobór ludzi w pokojach, który - jak głosi legenda - nie jest przypadkowy. No i rozmowy, rozmowy, rozmowy, analizowanie, dyskusje, ciągła praca, ciągłe wsparcie, uważanie, zasady (znowu - większość z nas pierwszy raz to dostaje). Akceptacja z jednej strony duża, a z drugiej - nie bezgraniczna, w takiej zdrowej proporcji. Pobyt na 7F to bardzo, bardzo mocne przeżycie. Niezapomniane. Taka terapia indywidualna 24/7 ; czasem jest się śmiertelnie zmęczonym, ale to działa, człowiek się naprawdę uczy i zmienia. Do dziś, jak wspominam tamten okres, to nie umiem tak naprawdę o tym mówić (co widać w tym wpisie). Z czego ta terapia się składa? Każdy ma swój zespół terapeutyczny, przydzielony po pierwszych 2 tygodniach pobytu. Terapeuta plus pielęgniarka albo grupa terapeutyczna i pielęgniarka. Sesje z terapeutą są wyznaczone w konkretne dni, 2 razy w tygodniu. Rozmowy z pielęgniarką zależą bardziej od pacjenta : trzeba chodzić samemu i umawiać się z nimi. Niektórzy mieli problem, żeby w ogóle pójść choć kilka razy, niektórzy prawie biwakowali pod dyżurką. Do pielęgniarek można też zwrócić się o rozmowę kryzysową w razie potrzeby (tutaj nie trzeba koniecznie rozmawiać ze swoją, można z inną, która się zgodzi). Poza tym narzędziem terapeutycznym jest Społeczność, czyli wszyscy pacjenci w tym momencie przebywający na 7F. Przez cały tydzień społeczności są podzielone na dwie mniejsze grupy i mają osobnych prowadzących, raz w tygodniu jest tzw. duża Społeczność, połączona, wtedy też przychodzi tam p. Ordynator i inni członkowie personelu. Codziennie ok. 12 jest tzw. "coffee break",nieobowiązkowe (acz wskazane)spotkanie przy kawie w świetlicy. Personel i pacjenci razem, tematy nieterapeutyczne. Codziennie (oprócz dwoch pierwszych tyg. pobytu) ma się do wykonania dyżury (typu sprzątanie jadalni, świetlicy, zbieranie petów na skwerku, zmywanie). Grafik dyżurów jest ustalany chyba co tydzień przez przewodniczącego (co tydzień jest to inny starszy, bliski wyjścia pacjent). Dyżury pełni się w parach. Trzeba też codziennie sprzątać pokój (to jest oprócz dyżurów, system się zostawia ludziom do uzgodnienia, jak chcą się tym dzielić : pamiętam,że my z dziewczynami sprzątałyśmy po kolei, każdego dnia inna). W weekendy można brać przepustki - wyjść do miasta albo wyjechać. Jest określona ilość przepustek na cały pobyt i trzeba sobie samemu nimi zarządzać tak, żeby ich starczyło do końca. Wnioski o przepustki wypisuje się co tydzień do konkretnego dna i godziny, jeśli się tego nie zrobi, przepustki nie ma. Z przepustek (i ze spacerów po gruntach szpitala) trzeba wracać o 20:00, o tej porze drzwi oddziału zostaną zamknięte.Przez pierwsze 2 tyg.pobytu nie można opuszczać terenu szpitala. Umawia się kolejność korzystania z pryszniców z innymi rano i wieczorem (jest pryszniców mało, więc codziennie rano jest kursowanie po pokojach z pytaniami, kto ostatni się myje ). Umawia się też kolejność korzystania z pralki na miesiąc z góry, 3 prania w miesiącu, ale mona się z kimś innym dogadać i na przykład coś mu dorzucić albo mu pomóc.Ogólnie wszystko jest nastawione na dogadywanie z innymi i współpracę. Są zajęcia, na które się chodzi - obowiązkowe, jak psychorysunek, muzykoterapia, albo dodatkowe, jak np. dyżury kuchenne (wspólne gotowanie z Panem Markiem:) ) . Jedzonko z dyżurów kuchennych można potem kupić za symboliczną opłatę. Można sobie wybrać dietę : wegetariańską, wątrobową etc. Na terenie Babińskiego są dwa sklepy spożywcze, ciucholand i knajpka. Internetu nie ma, a przynajmniej nie było, kiedy ja tam siedziałam. Pamiętam, że ci, co mieli mobilny, dzielili się z innymi i na przykład ściągali filmy, które wspólnie oglądaliśmy w świetlicy wieczorem. Poza tym własny w telefonie. Można zabrac ze sobą co się chce, ale miejsce jest ograniczone i te zwracają uwagę na podejście do przedmiotów (mi na początku powiedzieli, że się odgradzam przedmiotami od ludzi. Mieli rację, używałam estetycznych przedmiotów i markowych ciuchów, żeby podbić pewność siebie. Teraz już nie potrzebuję tego robić). Wszystkie suplementy diety i leki trzeba oddac do dyżurki pielęgniarek, nie wolno ich zażywać na własną rękę, tylko zglaszać się po nie do konkretnej godziny codziennie. Jeśłi ktoś nie zdąży,/zapomni, nie dostanie leków. Po połowie terapii są tzw. "wnioski" - trzeba napisać swoje wnioski z terapii i odczytać przy p. Ordynator i swojej Pielęgniarce. Zwykle wszyscy się strasznie tym stresują. Pamiętam, że chodzilam wręcz po ścianach ze strachu, dałam swoje wnioski do przeczytania wszystkim po kolei i prosiłam o opinię, ciągle męczyłam moją Pielęgniarkę o wskazówki.. . Można zostać wypisanym wcześniej, przed ukończeniem terapii - z różnych przyczyn. Jeśli się nie reflektuje i jeśli nie ma postępów, głównie. Niektorzy nie wytrzymują ciśnienia i muszą przenieść się na oddział "ogólny". (ogólnopsychiatryczny) .Czasem zostają przyjęci z powrotem na terapię, a czasem niestety muszą zostać dłużej na ogolnym albo odejść. Cały czas ktoś kończy terapię i odchodzi, a na jego miejsce przychodzi ktoś inny. Tego, kto wychodzi, żegna cały oddział, dostaje on także "kartkę" (wykonaną ręcznie przez przyjaciół, z wpisami od wszystkich). Dla mnie ten element zmiany był najtrudniejszy, szczególnie, kiedy wyszło dużo osób, z którymi zdążyłam zaprzyjaźnić się i zżyć, a przyszli w zamian nowi, z którymi na końcu mojej terapii nie bardzo miałam już siłę się zapoznawać. Kilka moich przyjaźni przetrwało, kilka rozluźniło się już czy przepadło, ale w swoim czasie były bardzo ważne i potrzebne. Związki między pacjentami są zakazane / niewskazane i omawia się je na Społeczności i indywidualnej erapii. Mimo to oczywiście pary się tworzą. Znam jedną naprawdę fajną parę, która jest razem do dzisiaj i radzą sobie świetnie. Ogólnie trzeba jednak na to uważać nie dlatego, że personel zakazał, tylko dlatego, że rzeczywiście związek z inną zaburzoną osobą może być po prostu toksyczny. Poza tym w czasie terapii odpalają się różne mechanizmy i to, co się berze za romantyczną relację w tamtym momencie, może być zupełnie czym innym (odtwarzaniem starych schematów na przykład, albo zapychaniem sobie pustki). Poza takimi konkretnymi zasadami, na Oddziale toczy się intensywne życie. Dużo ludzi w jednym miejscu, przeróżnych, nie ma prywatności (można sobie pójść na spacer do lasu ) , ciągle coś się dzieje. Obchodzi się wspólnie Święta i inne okazje. W lecie są zawody sportowe. Starałam się opisać jak najwięcej zasad życia na oddziale, ale najważniejsze trochę umknęło. Najważniejsze są tam przyjaźnie, to, co się dzieje między ludźmi. Wzajemna pomoc, dzielenie się najprywatniejszymi, czasem najgorszymi rzeczami, wspólny płacz, to, że nie trzeba chować blizn, bo inni mają podobne, niekończące się rozmowy, takie jakby kryzysowe rodzeństwo, odpowiedzialność za innych (dziala przy zachowaniach autoagresywnych szybko rozumiesz, że nie możesz się pociąć, bo uderzy to bardzo wiele osób na rozmaite sposoby). Wspólne kawy, spacery, bieganie, rysowanie, pranie ciuchów i wyprawy do lumpeksu, trzymanie za rękę... . Jeszcze w jakiś czas po wyjściu dzwoniłam do Babińskiego, żeby pogadać z "moją"pielęgniarką przez telefon (bardzo ją lubiłam, naprawdę mądra, ciepła kobieta), wpadałam też w odwiedziny. Trudno się pozbyć tego przywiązania, sentymentu. Nie poszłam na "społeczność za bramą" (spotkania dla pacjentów, którzy już ukończyli terapię), ale poszło tam wiele osób, które kończyły terapię razem ze mną.
  17. Kimałam przy włączonym tv, od godz. 20.00 w śnie dłużyło mi się, myślałam, że przespałam całą noc, a wstałam już o 1.00. Co się rzuca u mnie: fochy i obiekcje. Pęka mi łeb. Spałabym na zapas tak by nadal unikać wszelkiej odpowiedzialności. Fizycznie nie mam siły, a psychicznie? Czar goryczy się przelał.
  18. Wczoraj
  19. Witajcie. Mam 30 lat, jestem DDA, przeszłam też PTSD, mam nawracające stany depresyjne i zespoły lękowe. Od niedawna jestem w związku małżeńskim, z człowiekiem, którego bardzo kocham i który jest dla mnie najlepszy jaki tylko potrafi być. Mamy to poczucie, że jesteśmy dobrze dobrani, że się rozumiemy, mamy wiele wspólnego. Męża poznałam przez internet, jest Polakiem mieszkającym od kilkunastu lat w USA, w związku z tym by z nim być, wyjechałam za ocean. Niestety kompletnie nie mogę się tu odnaleźć. Nie sprzyja mi klimat/aura, doskwiera mi ruch uliczny i samoloty latające nad głową, będąc na zakupach mam czasem ochotę skulić się w kącie i schować głowę w dłoniach bo czuję jakby miała pęknąć. Moja fobia społeczna i lęki zwiększyły się jeszcze bardziej niż to miało miejsce w Polsce. Zmieniłam tu leki z escitalopramu (przestał tu działać) na duloksetynę i pare miesięcy było lepiej ale wszystko nagle znowu upadło. Czuję jakbym miała się rozpaść na kawałki. W Polsce chodziłam na terapie, tutaj niestety wizyta u psychologa to poważne koszty plus dojazd a ja nie mam jeszcze ubezpieczenia (chociaz nawet z tym koszty leczenia są tu dosyć wysokie). Nie wiem co robić. Z jednej strony mam wrażenie że zaraz zwariuję jeśli nie wrócę do swojego małego spokojnego miasta w Polsce a z drugiej strony nie jestem w stanie odejść od męża bo jest dla mnie wszystkim. Nie mam jak skorzystać z regularnej terapii a psychotropy przepisują tutaj jak cukierki bez zastanowienia więc mam obawy udać się po nowe do lekarza (ogólnego bo psychiatra tez kosztuje więcej). Nie ma opcji, żeby to mąż przeprowadził się do Polski gdyż on z kolei nie czuje się już tam “na swoim miejscu” i musiałby porzucić wszystko tutaj. Nie mam tu żadnych znajomych, nie mam komu się wygadać i zwyczajnie wyżalić. Prosze, pomóżcie jakąkolwiek radą, jakimkolwiek słowem....
  20. Kilka miesięcy było lepiej...dużo lepiej. Nagle znowu spadek i to ostry nagły spadek w dół. znowu nic mi się nie chce, czuje się beznadziejnie, mogę tylko siedzieć i patrzec w okno. Do tego czuje jakbym miała watę zamiast mózgu. Ciagle zmęczenie i poczucie bezsensu. Już nie wiem czy cokolwiek jest w stanie pomóc...
  21. @Angel_1896, kurczę, nasza psycha potrafi naprawdę mooooocno namieszać, nawet czasem się nie spodziewamy, jak bardzo, więc większość z Twoich objawów, obstawiam, mają właśnie takie pochodzenie. Ale psychikę też się leczy! Wydaje mi się, że skoro aż tak Cię to męczy, to faktycznie powinnaś pomyśleć o wizycie u lekarza, choćby rodzinnego. On też może przepisać coś na uspokojenie, a i też może skieruje na jakieś badania, żeby wykluczyć jakąś organiczną przyczynę. Warto się wybrać, zawsze może cokolwiek Ci ulży!
  22. Skąd wiesz że nic się nie stanie ? Potrafisz przewidzieć przyszłość ? Natrętne myśli, a zwłaszcza próby ich ignorowania, powodują jeszcze większe napięcie, lęk, zaburzenia uwagi, koncentracji. Jeśli myśli pojawią w się w ważnych momentach, mogą być niebezpieczne.
  23. Witam ,jestem młodym mężczyzną w wieku 21 lat ,szukałem pomocy wszędzie ale już sam nie jestem w stanie stwierdzić co mi dolega lub też nie ale może zacznę od początku ,w październiku 2018 roku po urodzinach zaczęły dolegać mi objawy podobne do grypy żołądkowej tj.bóle brzucha,biegunka ,nudności ale bez wymiotów ,na początku nie zwracałem na to większej uwagi ale z czasem objawy nasiliły się ,a co gorsza było ich coraz więcej ,do objawów doszło ogólne osłabienie,problem z zaśnięciem a nawet gdy spałem to czułem się jakbym całą noc przechodził ,bóle i zawroty głowy ,bóle brzucha i żołądka (te w szczególności) ,ogólne otumanienie ,poczucie odrealnienia i bezradności ,mentalnie czułem sie jak w depresji ,a fizycznie jak z rakiem ,zacząłem szukać pomocy ,chodziłem po lekarzach od pierwszego kontaktu po gastrologach ,miałem szczegółowe badania krwi ,gastroskopię ,USG,...fizycznie wyszło że jestem całkowicie zdrowy i sprawny co jednak nie przekładało się na mój stan i samopoczucie ,czułem się jakbym wpadł w pętle bez końca ,czas gnał a ja czułem jak gdyby wszystko się zatrzymało ,zauważyłem że takie sytuacje pojawiały się głównie w nocy ,szczególnie jak zdarzało mi się "za dużo" myśleć ,udałem się do psychiatry który stwierdził nerwicę lekową i zaburzenia kompulsywno obsesyjne,przepisał leki po których jednak nie czułem się ni kszty lepiej ,odstawiłem je i jakoś przemęczyłem następne miesiące, teraz jest lepiej ,pracuję i żyję ale czasami mam nawroty i nie wiem jak sobie z tym radzić ,mam obsesyjne myśli o tym że zrobiłem coś źle lub szkodliwie dla samego siebie co jeszcze bardziej napędza karuzelę strachu i paniki ,w najgorszych momentach tych epizodów zdarzały mi się takie przypadłości jak :drętwienie rąk,nóg i języka oraz okolic ust ,całkowita sztywność mięśni i tracenie kontroli nad nimi ,uczucie "omdlenia" ,sam doszedłem do wniosku że przechodzę ciężką nerwicę z ostrymi atakami paniki z którymi muszę coś w końcu zrobić ,teraz przechodzę je już spokojniej i luźniej ale czasami czuję że wciąż się pojawiają i nie jest to nic z czym chciałby żyć ,zwracam się z prośbą o rady i pomoc co można zrobić ,gdzie szukać pomocy ,jak się leczyć zarówno lekami,psychoterapią czy innymi środkami jak medytacja ,dziękuję z góry i serdecznie pozdrawiam
  24. rabbithearted

    Zaburzenia a praca

    Pracuję od 3 lat, w tym od pół roku w korpo, i trzymam się tylko dzięki życzliwym ludziom tam, bo poziom stresu totalnie mnie przerasta. Nie wiem, co robić dalej.
  25. Cześć, przykro mi że przychodzisz przez to. Masz może możliwość zmienić pracę? Nie wszędzie ludzie są tacy.
  26. rookie

    zadajesz pytanie

    Bez wygooglowania nie mam pojęcia. Wierzycie w illuminatów i NWO?
  27. Ja w sumie to nie wiem do konca na ile to jest zasługą fluo ze wyszedlem z ocd bo biorę do tego solian. Ja mam takie dziwne to ocd ze głównie neuroleptyki mi pomagają.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×