Skocz do zawartości
Nerwica.com

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. MicMic

    Samotność

    Nie napisałem, że są nieatrakcyjne. Bardziej mi się podobają młodsze dziewczyny, to normalne. Myślę, że każdemu facetowi. Tylko niektórzy muszą się bardziej nad tym zastanowić, niektórzy mniej. Ja mam słabość do łagodnych rysów twarzy, a ta robi się coraz ostrzejsza z wiekiem. To nie jest tak, że każda 20 latka mi się bardziej podoba niż 40 latka. No i ja bardzo skupiam się na szczegółach, to jest moja autystyczna cecha. Zauważam np krzywo przykręcone wielkie śruby w konstrukcji mostu. A kolejna rzecz to myślę lęk przed przemijaniem. Mając młodszą partnerkę można się łudzić, że samemu się jest młodszym.
  3. Dalila_

    Samotność

    Indyczek to taki misiu że same do niego lgną partnerki Xdddd Ale naprawdę mężczyźni wypowiedzcie się 40stki są takie nieatrakcyjne? (Nie pytam miczka i indora)
  4. Choć już czuję nadlatujące przygnębienie i może skończy się na, leżeniu w łóżku ;D
  5. MicMic

    Samotność

    Mocno się zgadzam. Przez lata miałem podobne podejście. Choć dawno temu, jak się mocno zauroczyłem, to potrafiłem zawalczyć, ale nie traktowałem tego w tych kategoriach wtedy, napęd był jakby samoistny. No, a druga sprawa, że łatwo się mówi z Twojej perspektywy, bo masz parnerkę. Jak pisałem, jeszcze rok temu bym Ci przyklasnął i powiedział, że nie ma tematu. Gorzej, jak Twoje życie się wali z dnia na dzień, zostajesz sam w wieku 40 lat i czujesz upływający czas. Widzisz, że różnica wieku pomiędzy Tobą a dziewczynami, które Ci się podobają, jest coraz większa.
  6. O tak! Nooo pewnie na tym się skończy W sensie głusza
  7. @MicMic,ja bym wybrała głuszę. Jeszcze trochę i odpalimy stalowe rumaki!
  8. Dzisiaj
  9. Myślę czy wyjść gdzieś na miasto, czy do głuszy.
  10. bei

    Mój dzisiejszy dzień

    Czekam na zajecia z angielskiego.
  11. Dalila_

    Samotność

    @Doktor Indorzzapewne ta dziewczyna miała coś jak fobia społeczną/ patologiczna nieśmiałość. Takich ludzi jest cały ogrom, bardzo bardzo dużo. Jakaś szansa też ze coś jej się nie spodobalo towarzystwo/nudzila się i tak o. Ja bym pewnie po jakims czasie jeśli to ten powód to bym ją zjechała xd
  12. Plan na dziś: Zakupy,pranie, placek ( musi być,bez względu na komentarz "dupa ci rośnie"), sprzątanie, basen i- kibicowanie Ryoyu Kobayashi
  13. @Daimo, powiem tak: moi dwaj synowie są z charakteru jak ogień i woda. Mikołaj jest - jak ja to mówię - "poderwany". Ale lubi pracować ( i zarabiać),nie boi się wyzwań.Gdzie chce,to jedzie sam. Jestem dobrej myśli, zresztą staram się myśleć pozytywnie.Zawsze.
  14. burzowo

    Witajcie.

    Witaj.Też mam takie narastające różne objawy ,trzymają nawet tydzień ,nie znalazłam sposobu.Magnez mi pomagał póki brałam regularnie .Czasem zapominałam o nim.Szkoda bo dobrze działał.Sport też ,spacery.Aktywnosc mi pomagała .Wszelkie zajęcia fizyczne.Nic nie minęło, ale to były takie działania wspierające,doraźne .
  15. Nawet. Nic. Ja w jakimś dobrym sklepie kupowałem, znajomy znalazł. No i jemu ta moja yerba dawała kopa. Więc może ja defektywny jestem No to jest jakaś opcja, tak się wybieram, wybieram, i w końcu się wybiorę, zobaczysz
  16. Nawet kibla nie było? To coś źle tam się wydarzylo albo sprzedali Ci ususzona melisę a powiedzieli że to yerba. Nie znam osoby której yerba by nie pobudziła. U mnie tak przy 2-3 zalaniu już jest zdecydowany "kop". Wbijaj do mnie do Ci przygotuje napar że z kapci wyrwie
  17. Doktor Indor

    Samotność

    A czasem wprost przeciwnie Ja jestem osobą, która w dzieciństwie nigdy się tak naprawdę nie liczyła, i to mnie chyba wyczuliło na wrzody na dupie – odbieram bycie wrzodem na dupie jak przekraczanie moich granic. Ale to nie jak ktoś zabiega o kontakt (to jest spoko, sam jestem słaby w utrzymywaniu kontaktu :/) tylko jak mówię na coś „nie”, a ktoś dalej wrzoduje. Więc jestem słabym klientem BTW, wrzody na dupie kojarzą mi się z inną historią, gdy zrobiłem ex kąpiel w olejkach eterycznych, tylko chyba za dużo ich nalałem i za mało (albo w ogóle) nie wymieszałem z wodą, więc osiadły na dnie a ona dostała poparzeń chemicznych na pewnej niewymownej tylnej części ciała, i nie mówię o plecach… To też racja. W ogóle uważam, że trzeba najpierw nauczyć się być samemu ze sobą, żeby umieć być z kimś innym. A że ja się często czuję samotny to inna sprawa, ale to nie jest samotność, którą ktokolwiek może wypełnić – czy to najbardziej kochająca partnerka (a prawda jest taka, że nikt mnie nigdy nie kochał tak bardzo, jak kocha mnie ona), czy znajomi, czy jakakolwiek inna relacja. Cała moja tożsamość jest zbudowana na rdzeniu samotności i to jest kwestia dzieciństwa a nie czegokolwiek, co mogę zrobić z tym w dorosłości. Nigdy nie pamiętam, żeby było inaczej, więc musiałem się nauczyć z tym żyć.
  18. shadow_no

    Samotność

    A jak reagujesz gdy napotykasz odmowę? Nie chodzi mi o takie zdecydowanie "nie i daj mi spokój" tylko takie "nie, bo coś tam". Bo tak między nami mówiąc, to czasami nawet z dobrym kolegą się spotkać to trzeba parę razy zadzwonić i się przypomnieć. A ludzie są bardzo różni i niektórych trzeba trochę za rękę prowadzić w takich towarzyskich sytuacjach i się regularnie przypominać. Jeśli zależy Ci na kontakcie z kimś a ten ktoś Cię nie skreślił to ja nie widzę powodu żeby nie podejmować kolejnych i kolejnych prób. Czasem bycie wrzodem na dupie przynosi dobry skutek:p (pozdrawiam pracowników z branży handlowej) @Doktor Indor Tobie tak zbiorczo odpisze, że dla mnie samotność a bycie samemu to dwie różne kwestie. Ja większość życia jestem sam (w sensie bez stałej partnerki z którą mieszkam) natomiast jednocześnie większość życia nie czuje się samotny. A nie czuje się samotny właśnie przez te wszystkie stoczone walki o których pisałem wyżej. Ale bycie samemu jest fajne i życie singla jest fajne i ogólnie życie jest fajne
  19. Złote myśli indyka: Niektórzy ludzie są jak magiczna sprężyna. Do niczego nieprzydatni, ale jak fajnie ze schodów spadają…
  20. Miałem etap próby zastąpienia kawy yerbą. Dało mi to zupełnie nic. Nakupowałem tego stuffu prawie jakbym wyznanie zmienił i dewocjonalia kupował, yerbokubeczek aka matero, słomeczka aka bombilla, jakieś fancy yerby o nazwach, których nawet nie powtórzę, i ilościach liczonych w kilogramach, jakaś łopatka wyżłobiona drewniana której nazwy też już nie pamiętam, jakieś jeszcze inne pierdoły do tego, czajnik własny, żeby temperatura była dobra (bo w pracy mieliśmy zwykły), całą szafkę w pracy na to miałem. No i się zaczęło. Nawaliłem tej yerby do tego yerbokubeczka pod korek, zalałem małą ilością wody, siorbałem tą słomeczką, i jakbym pił po prostu mocniejszą herbatkę. Zero efektu pobudzającego. I tak koniec końców skutkowało to błagalno-dziękczynną wycieczką pod ekspres do kawy, a yerbę w końcu w piździec oddałem, przynajmniej tę która jeszcze nie spleśniała od wilgoci (bo nawilżacz powietrza przy biurku też miałem).
  21. Doktor Indor

    Samotność

    Odnośnie porażek w relacjach społecznych, oto indyczy story time. Siądzcie dzieciaczki, stary indyk opowiada. Sylwester jakiś czas temu (z 10 lat temu chyba, ten czas płynie jak ser rozpuszczony). Grupa na fb. Jedna dziewczyna pisze, że znowu spędzi sylwestra sama, bo nikt jej nie zaprosił, i w ogóle dół, smutek i depresja. Ja się trochę poczułem, bo to była moja grupa i w ogóle byłem tam narcystycznie błyszczącą perełką, to mówię: „wpadaj ze mną na domówkę do A.” (A. to nasza wspólna koleżanka z innej grupy, moja dobra koleżanka z reala, ją tylko kojarzyła z grupy… narcystyczna zresztą bardziej niż ja, w sensie moja A., mówiłem ci kiedyś o niej w kontekście porównania z naszą inną koleżanką… jeszcze więcej w ten nawias wsadź indor no). Szczerze mówiąc liczyłem na to, że się nie zgodzi Ale ta podchwyciła temat, no to dobra, niech wpada, kolejna osoba do naszej loży szyderców będzie. Przyjechała, odebrałem ją z dworca, pojechaliśmy na imprezę. Dziewczyna cały wieczór przesiedziała wgapiona w telefon, nie wiem czy z kimś pisała (chyba tak), czy przeglądała jakieś gówna (chyba też), no ale jej nie było. Była ona i telefon. Ludzie ją zagadywali, pytali o coś, to ona tylko mruczała „mhm”, „mhm” i dalej w telefonie. No nikt jej nie powiedział wprost, żeby odłożyła ten telefon, jak sama nie wie, ale słabo tak. I nie jest żadnym szokiem, że w ten sposób zlewane towarzystwo jej nie polubiło, jak też szokiem nie jest, że jeśli tak samo podchodzi do innych ludzi, to wszyscy ci, którzy próbowali ją gdzieś wyciągać, zrezygnowali. Piszę to, bo czasem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są nielubiani przez swoje własne zachowania (ja przynajmniej wiem za co nikt mnie nie lubi). Choć może to i nasza wina, bo nikt jej nie powiedział. Ale co miałem powiedzieć – odłóż ten telefon? Jak sama nie wie, jak czuje potrzebę siedzenia w telefonie, może ucieczki w telefon… to w sumie po co przychodziła? Z drugiej strony sam kiedyś trochę taki byłem, jak weszły SMSy i się zachłysnąłem technologią (i koleżanką, z którą te SMSy pisaliśmy, mniej więcej 400 dziennie). No ale byłem trochę młodszy od niej jednak. W sensie od tej z sylwestra młodszy byłem, bo ta od SMSów była młodsza ode mnie. Oto sensacja: nadal jest.
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×