Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Plan na dziś: Zakupy,pranie, placek ( musi być,bez względu na komentarz "dupa ci rośnie"), sprzątanie, basen i- kibicowanie Ryoyu Kobayashi
-
Za co jesteś dzisiaj wdzięczny/wdzięczna?
Maat odpowiedział(a) na Lord Cappuccino temat w Kroki do wolności
@Daimo, powiem tak: moi dwaj synowie są z charakteru jak ogień i woda. Mikołaj jest - jak ja to mówię - "poderwany". Ale lubi pracować ( i zarabiać),nie boi się wyzwań.Gdzie chce,to jedzie sam. Jestem dobrej myśli, zresztą staram się myśleć pozytywnie.Zawsze. -
Witaj.Też mam takie narastające różne objawy ,trzymają nawet tydzień ,nie znalazłam sposobu.Magnez mi pomagał póki brałam regularnie .Czasem zapominałam o nim.Szkoda bo dobrze działał.Sport też ,spacery.Aktywnosc mi pomagała .Wszelkie zajęcia fizyczne.Nic nie minęło, ale to były takie działania wspierające,doraźne .
-
* Mój dziki świat *
You know nothing, Jon Snow odpowiedział(a) na You know nothing, Jon Snow temat w Kroki do wolności
- Dzisiaj
-
Mateina (Yerba Mate herbaty)
Doktor Indor odpowiedział(a) na blitz temat w Medycyna niekonwencjonalna
Nawet. Nic. Ja w jakimś dobrym sklepie kupowałem, znajomy znalazł. No i jemu ta moja yerba dawała kopa. Więc może ja defektywny jestem No to jest jakaś opcja, tak się wybieram, wybieram, i w końcu się wybiorę, zobaczysz -
* Mój dziki świat *
You know nothing, Jon Snow odpowiedział(a) na You know nothing, Jon Snow temat w Kroki do wolności
-
Nawet kibla nie było? To coś źle tam się wydarzylo albo sprzedali Ci ususzona melisę a powiedzieli że to yerba. Nie znam osoby której yerba by nie pobudziła. U mnie tak przy 2-3 zalaniu już jest zdecydowany "kop". Wbijaj do mnie do Ci przygotuje napar że z kapci wyrwie
-
A czasem wprost przeciwnie Ja jestem osobą, która w dzieciństwie nigdy się tak naprawdę nie liczyła, i to mnie chyba wyczuliło na wrzody na dupie – odbieram bycie wrzodem na dupie jak przekraczanie moich granic. Ale to nie jak ktoś zabiega o kontakt (to jest spoko, sam jestem słaby w utrzymywaniu kontaktu :/) tylko jak mówię na coś „nie”, a ktoś dalej wrzoduje. Więc jestem słabym klientem BTW, wrzody na dupie kojarzą mi się z inną historią, gdy zrobiłem ex kąpiel w olejkach eterycznych, tylko chyba za dużo ich nalałem i za mało (albo w ogóle) nie wymieszałem z wodą, więc osiadły na dnie a ona dostała poparzeń chemicznych na pewnej niewymownej tylnej części ciała, i nie mówię o plecach… To też racja. W ogóle uważam, że trzeba najpierw nauczyć się być samemu ze sobą, żeby umieć być z kimś innym. A że ja się często czuję samotny to inna sprawa, ale to nie jest samotność, którą ktokolwiek może wypełnić – czy to najbardziej kochająca partnerka (a prawda jest taka, że nikt mnie nigdy nie kochał tak bardzo, jak kocha mnie ona), czy znajomi, czy jakakolwiek inna relacja. Cała moja tożsamość jest zbudowana na rdzeniu samotności i to jest kwestia dzieciństwa a nie czegokolwiek, co mogę zrobić z tym w dorosłości. Nigdy nie pamiętam, żeby było inaczej, więc musiałem się nauczyć z tym żyć.
-
* Mój dziki świat *
You know nothing, Jon Snow odpowiedział(a) na You know nothing, Jon Snow temat w Kroki do wolności
-
A jak reagujesz gdy napotykasz odmowę? Nie chodzi mi o takie zdecydowanie "nie i daj mi spokój" tylko takie "nie, bo coś tam". Bo tak między nami mówiąc, to czasami nawet z dobrym kolegą się spotkać to trzeba parę razy zadzwonić i się przypomnieć. A ludzie są bardzo różni i niektórych trzeba trochę za rękę prowadzić w takich towarzyskich sytuacjach i się regularnie przypominać. Jeśli zależy Ci na kontakcie z kimś a ten ktoś Cię nie skreślił to ja nie widzę powodu żeby nie podejmować kolejnych i kolejnych prób. Czasem bycie wrzodem na dupie przynosi dobry skutek:p (pozdrawiam pracowników z branży handlowej) @Doktor Indor Tobie tak zbiorczo odpisze, że dla mnie samotność a bycie samemu to dwie różne kwestie. Ja większość życia jestem sam (w sensie bez stałej partnerki z którą mieszkam) natomiast jednocześnie większość życia nie czuje się samotny. A nie czuje się samotny właśnie przez te wszystkie stoczone walki o których pisałem wyżej. Ale bycie samemu jest fajne i życie singla jest fajne i ogólnie życie jest fajne
-
Złote myśli indyka: Niektórzy ludzie są jak magiczna sprężyna. Do niczego nieprzydatni, ale jak fajnie ze schodów spadają…
-
Mateina (Yerba Mate herbaty)
Doktor Indor odpowiedział(a) na blitz temat w Medycyna niekonwencjonalna
Miałem etap próby zastąpienia kawy yerbą. Dało mi to zupełnie nic. Nakupowałem tego stuffu prawie jakbym wyznanie zmienił i dewocjonalia kupował, yerbokubeczek aka matero, słomeczka aka bombilla, jakieś fancy yerby o nazwach, których nawet nie powtórzę, i ilościach liczonych w kilogramach, jakaś łopatka wyżłobiona drewniana której nazwy też już nie pamiętam, jakieś jeszcze inne pierdoły do tego, czajnik własny, żeby temperatura była dobra (bo w pracy mieliśmy zwykły), całą szafkę w pracy na to miałem. No i się zaczęło. Nawaliłem tej yerby do tego yerbokubeczka pod korek, zalałem małą ilością wody, siorbałem tą słomeczką, i jakbym pił po prostu mocniejszą herbatkę. Zero efektu pobudzającego. I tak koniec końców skutkowało to błagalno-dziękczynną wycieczką pod ekspres do kawy, a yerbę w końcu w piździec oddałem, przynajmniej tę która jeszcze nie spleśniała od wilgoci (bo nawilżacz powietrza przy biurku też miałem). -
Odnośnie porażek w relacjach społecznych, oto indyczy story time. Siądzcie dzieciaczki, stary indyk opowiada. Sylwester jakiś czas temu (z 10 lat temu chyba, ten czas płynie jak ser rozpuszczony). Grupa na fb. Jedna dziewczyna pisze, że znowu spędzi sylwestra sama, bo nikt jej nie zaprosił, i w ogóle dół, smutek i depresja. Ja się trochę poczułem, bo to była moja grupa i w ogóle byłem tam narcystycznie błyszczącą perełką, to mówię: „wpadaj ze mną na domówkę do A.” (A. to nasza wspólna koleżanka z innej grupy, moja dobra koleżanka z reala, ją tylko kojarzyła z grupy… narcystyczna zresztą bardziej niż ja, w sensie moja A., mówiłem ci kiedyś o niej w kontekście porównania z naszą inną koleżanką… jeszcze więcej w ten nawias wsadź indor no). Szczerze mówiąc liczyłem na to, że się nie zgodzi Ale ta podchwyciła temat, no to dobra, niech wpada, kolejna osoba do naszej loży szyderców będzie. Przyjechała, odebrałem ją z dworca, pojechaliśmy na imprezę. Dziewczyna cały wieczór przesiedziała wgapiona w telefon, nie wiem czy z kimś pisała (chyba tak), czy przeglądała jakieś gówna (chyba też), no ale jej nie było. Była ona i telefon. Ludzie ją zagadywali, pytali o coś, to ona tylko mruczała „mhm”, „mhm” i dalej w telefonie. No nikt jej nie powiedział wprost, żeby odłożyła ten telefon, jak sama nie wie, ale słabo tak. I nie jest żadnym szokiem, że w ten sposób zlewane towarzystwo jej nie polubiło, jak też szokiem nie jest, że jeśli tak samo podchodzi do innych ludzi, to wszyscy ci, którzy próbowali ją gdzieś wyciągać, zrezygnowali. Piszę to, bo czasem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są nielubiani przez swoje własne zachowania (ja przynajmniej wiem za co nikt mnie nie lubi). Choć może to i nasza wina, bo nikt jej nie powiedział. Ale co miałem powiedzieć – odłóż ten telefon? Jak sama nie wie, jak czuje potrzebę siedzenia w telefonie, może ucieczki w telefon… to w sumie po co przychodziła? Z drugiej strony sam kiedyś trochę taki byłem, jak weszły SMSy i się zachłysnąłem technologią (i koleżanką, z którą te SMSy pisaliśmy, mniej więcej 400 dziennie). No ale byłem trochę młodszy od niej jednak. W sensie od tej z sylwestra młodszy byłem, bo ta od SMSów była młodsza ode mnie. Oto sensacja: nadal jest.
-
Jedna przyszła Tak to właśnie zrozumiałem – jak walkę o to, żeby się tobą zainteresowała. Walkę z nią samą, z jej… nudą? Z konkurencją też, żeby być lepszym od konkurencji. I ja właśnie w taką walkę nigdy nie wchodzę. Jestem to jestem, daję siebie, ale tylko tyle. Albo aż tyle. Jak coś ma wyjść, to wyjdzie. No rozumiem – po prostu ja mam do tego inne podejście. Może dlatego, że nie przeszkadza mi aż tak bycie samemu. Chyba. Mam masę zainteresowań, potrafię wypełnić sobie czas, jasne że super jest dzielić z kimś życie, ale jak mam dzielić je z kimś tylko po to, żeby ktokolwiek był, to wg mnie strata czasu. Pustki i tak nie zapełni, a bycie w niesatysfakcjonującym związku to dopiero samotność. No to to jest racja. Choć dla mnie największy spokój będzie, jak będzie zdrowie. Wtedy może sobie coś dorobię na emeryturze, zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie. A jak zdrowie się posypie to co mi po tej kasie – żeby mieć na opiekunkę, żeby mi pieluchy zmieniała? Do dupy takie życie. Wiem, i tu też mam odwrotnie Ein Volk, ein Reich, ein Indören… no, znaczy, jedna praca, spokojnie sobie robię w niej to co lubię, a po robocie mam czas dla siebie. Najgorzej jak gdzie się nie obrócisz, tam ciemność. Masz coś zrobić, ale nawet nie wiesz, od czego zacząć. Przerasta cię projekt. Ale ja wychodzę z założenia, że dajcie mi kompa, dajcie mi problem, dajcie mi kod i dajcie mi święty spokój, a zrobię – i póki co się to sprawdza. Czy to jest walka… Ciężko powiedzieć. Walka od ticketu do ticketu, ale raczej nie jest to walka o pozycję, a walka z problemem, z kodem, walka umysłowa. Przynajmniej tak do tego podchodzę. Choć jasne, że jakiśtam lęk w mojej sytuacji (jedynego pracownika z PL tam) jednak jest – poprzedni zespół, choć toksyczny, znałem jak łyse konie, tu nawet nie wiem jak oni wyglądają, choć pracujemy razem od paru lat, a przez różnice kulturowe… No oni są bardzo wycofani, poważni, zasadniczy, między sobą też. Więc ciężko mi, królowi zwyrolskich memów i nieśmiesznego humoru, znaleźć wspólny język. Ale znalazłem. A słyszałeś kiedyś żebym przeklinał robotę? Było tak, ale wtedy akurat nie mieliśmy kontaktu. Byłem emocjonalnie w bardzo złym miejscu w poprzednim zespole, ale sprowadzało się to do tego, że ja po prostu nienawidziłem tego projektu, to było gówno, które trzeba było jakoś próbować pudrować, podczas gdy należało je zaorać. Sama dziedzina też nie do końca moja – znałem ją, ale bez entuzjazmu. A teraz robię to co lubię. Co nie znaczy, że lubię absolutnie wszystko, co robię. Ale ogólnie tak jak wtedy robota wysysała ze mnie energię całkowicie, tak po przejściu tutaj przestałem narzekać – bywa ciężko, ale jest dobrze. U mnie to jest bardziej skomplikowane Mam rys, czasem się odpala, czasem nie. Generalnie zwykle mam to pod kontrolą. Coś co mi kiedyś terapeutka powiedziała: Niech sobie pan wyobrazi kurnik. Są w nim kury. Jest hałas, harmider, kury się kłócą, dziobią, za chwilę się godzą i generalnie sobie gdaczą w tym kurniku razem. To jest forum lub grupa dla borderów. A teraz pan sobie wyobrazi, że jest w tym kurniku kogut, a za chwilę wchodzi drugi kogut. Pióra lecą, jest wrzask, i wychodzi albo jeden żywy, albo żaden. I to jest forum lub grupa dla narcyzów. I ja to obserwuję też tutaj w naszym forumowym kurniku. Bardzo optymistycznie zakładasz, że upłynęłoby aż 10 minut Ale dwóch takich jak ja to i świat by nie wytrzymał, więc się nie zdarzy. To jak dwie bomby na pokładzie jednego samolotu (i mówiąc o bombie nie mam na myśli krągłości ciała w porównaniu do długości lontu). No to generalnie warto (a czasem trzeba). Ale staram się samemu wybierać swoje walki. Jeśli towarzystwo jest toksyczne to odpuszczam, niech się sami żrą i przekrzykują w swoim sosie. Spokojnie, właśnie jestem w trakcie swojego chyba najdłuższego maila w życiu. Piszę wieczorami. Ile już mamy… 184 kB. A odniosłem się dopiero do 18% treści. Kolega też ma lekkie piórko… I to druga osoba, z którą takie gigantyczne maile wymieniamy.
-
Tak po prawdzie to to i to. Albo może obracałem się w towarzystwie skrajnych introwertyków sam już nie wiem. Nawet 3 osób nie udało mi się nigdy dograć żeby to się udało. A w kontekście związków romantycznych to tylko z obserwacji mówiłem, bo moje szanse z przyczyn obiektywnych i leżących naprawdę poza mną są bardzo nikłe, i próby z mojej strony są raczej, chyba tylko by powiedzieć iż nie stałem bezczynnie . Myślałem też o tym,że po pewnej liczbie porażek na tym polu to praktycznie każdy[ no są jakieś 0,0000000001%] osoby które się nie poddadzą i będą szukały związku czy też znajomych do skutku, takich podziwiam i chciałbym być taki sam..
-
Na obu? Bo tam co innego na eurosport1/2. Ale finał też na TVP Sport albo TVP1/2 był Ja nie polecam bawienia się sprężyną bo już w ostatnich dniach kilka razy prawie sobie nią strzeliłem w oko
-
A biorąc pod uwagę, że chyba w ogóle ich nie miałeś (?) to nawet dwie chochelki dowal
-
Mam za dużo wad a za mało atutów żeby same z siebie przychodziły:P Mówiąc o "walce o partnerkę" nie mam na myśli bicia się z każdym absztyfikantem, agresji czy obsikiwania murków w pobliżu jej domu żeby zaznaczać terytorium. Mam nadzieję, że to było akurat jasne w mojej wcześniejszej wypowiedzi. Mówiąc o walce mam na myśli bardziej podejmowanie inicjatywy, pokazywanie, że można zaufać, zapewnić bezpieczeństwo, zrobienie pierwszego kroku itd. itp. Nazywam to walką bo jednak to wymaga często wysiłku, poświęcenia, treningu no i raz się wygrywa a raz przegrywa. Więc taka trafna dosyć metafora ale mam nadzieję, że jasne jest, że to była tylko metafora. Bo to się wiąże trochę z tymi pokrewnymi tematami gdzie chłopaki się żalą, że są sami, a by chcieli z kimś. No to własnie bez podjęcia tej walki to myślę, że sporo z nas (chłopaków) będzie mieć problem. A przynajmniej tak sobie to wytłumaczyłem i mi się to sprawdza więc szerzę nowinę dalej Ja wolę kupić docelowo spokój za cenę poświęcenia się teraz. A jak umrę po drodze to przynajmniej coś sobie pożyję na ile zdrowie pozwala Wiesz i widzisz jak u mnie praca wygląda. Różnie jest ale generalnie nie jestem korposzczur który pnie się po szczeblach. Sam sobie szefem i raczej wole mieć kilku niezależnych klientów dla których sobie coś tam dłubię a jak muszę gdzieś pojechać to też poukładane to wszystko tak, żeby było komfortowo. "Walka" w pracy niekoniecznie musi być taka bardzo toksyczna ale fakt, wartość trzeba udowadniać (dowozić projekty). Ale znamy się na tyle, że ja myślę, że Ty jednak tu też walczysz więc tu trochę na podobnym wózku jedziemy myślę. I jeśli sam przeklinasz czasem robotę to jednak to chyba trochę walka nie? Bo sam jesteś narcyzem który nie lubi mieć konkurencji w pobliżu Znam to trochę od strony MBTI i mojego typu osobowości. Też nie lubię gdy jest więcej niż jeden ja. Na szczęście nie często spotykam samego siebie (ale szczerze mówiąc Ty drugiego podobnego do Ciebie to myślę, że byś nie zniósł po 10 minutach :D). Ale tu też mówiąc o pozycji dałem to w cudzysłów. Bo nie chodzi mi o dominację rozmówców nieeee. Odnosząc się do wypowiedzi @Chongyun to mi nie chodzi np. o bycie alfą. Mówiąc o pozycji miałem na myśli asertywność, umiejętność odnalezienia się w każdym towarzystwie, zaznaczać swoją osobę ale nie żeby przyćmić innych tylko, żeby samemu nie zostać zjedzonym Indor pisz krócej bo ja się rozpisuję później też i znowu książke napiszemy xd
- Wczoraj
-
Połknąłem xd Ja kiedyś okładałem się pięściami po głowie. Może jeszcze z 10 lat temu.
-
Numer na walentynki
-
Za co jesteś dzisiaj wdzięczny/wdzięczna?
Daimo odpowiedział(a) na Lord Cappuccino temat w Kroki do wolności
oO wyjechał praktycznie w tym samym wieku, w którym ja wyjeżdżałem. Nie było tam tak źle Tylko ja wtedy byłem głupim dzieciakiem a on pewnie jest 100 razy bardziej odpowiedzialny. No i dziewczyna będzie go na pewno pilnowała -
@Doktor Indor czyli nie jesteś alfą a bardziej sigmą i to się ceni!
-
No wiem to nie wenla i żadne zapsy tu nie grożą.
-
To prawda, ja mam do tego trochę inne podejście. Jasne, trzeba walczyć ze światem, żeby utrzymać się na powierzchni, bo tak jest ten świat zbudowany, ale związek to jest ta jedna rzecz, o którą nie chcę musieć walczyć. W związku chcę się czuć komfortowo i móc być sobą. Jeśli miałbym musieć walczyć o partnerkę, to ja takiej partnerki nie chcę. Finanse to też trochę inna sprawa, bo dla mnie od góry pieniędzy ważniejszy jest święty spokój. Mógłbym zarabiać dużo więcej, niż zarabiam teraz, gdybym się bardziej poświęcił, ale nie chcę się poświęcać dla pieniędzy. Stać mnie na to, na co chcę, żeby było mnie stać, a spokój i stabilność są dla mnie bardzo ważne. Praca, atmosfera w pracy – jeśli musiałbym w pracy walczyć i ciągle udowadniać swoją wartość, to byłoby to wg mnie toksyczne środowisko pracy. Jasne, na początku trzeba się wykazać, ale raczej nie robię nic, co jest ponad moje możliwości – jestem po prostu sobą, pracuję na miarę swoich możliwości, i wolę robić to, co lubię, niż awansować, mieć wyższą pozycję w korporacyjnej strukturze robienia sobie na głowę, większe pieniądze, ale robić jakieś nudne pierdoły. Pozycja… To też jest ciekawy temat. Jeśli jestem w towarzystwie, w którym są ludzie, z którymi muszę walczyć o pozycję (np. narcyzi, którzy próbują innych zdominować), to nie wchodzę w takie walki i opuszczam toksyczne towarzystwo. W moim towarzystwie z wyboru też chcę czuć się spokojnie i swobodnie, a nie zastanawiać się nad tym, co mówię i w jaki sposób to może być przeciwko mnie wykorzystane. A zdrowie to już mieszanka wyborów (np. diety, ruchu), genów i przypadku – też nie traktuję tego w kategoriach walki. Co najwyżej walki z samym sobą, gdy wywala panika a ja muszę coś zrobić, ale udowadnianie sobie na siłę, że mogę, gdy wiem, że będę się z tym męczył, już mi przeszło. Nic mi to nie dawało oprócz cierpienia. Wg mnie osoby, które wiecznie o coś walczą, stają się niewolnikami tej walki.
-
Najpopularniejsze
-
Najczęściej czytane