Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Indyczek to taki misiu że same do niego lgną partnerki Xdddd Ale naprawdę mężczyźni wypowiedzcie się 40stki są takie nieatrakcyjne? (Nie pytam miczka i indora)
-
Choć już czuję nadlatujące przygnębienie i może skończy się na, leżeniu w łóżku ;D
-
Mocno się zgadzam. Przez lata miałem podobne podejście. Choć dawno temu, jak się mocno zauroczyłem, to potrafiłem zawalczyć, ale nie traktowałem tego w tych kategoriach wtedy, napęd był jakby samoistny. No, a druga sprawa, że łatwo się mówi z Twojej perspektywy, bo masz parnerkę. Jak pisałem, jeszcze rok temu bym Ci przyklasnął i powiedział, że nie ma tematu. Gorzej, jak Twoje życie się wali z dnia na dzień, zostajesz sam w wieku 40 lat i czujesz upływający czas. Widzisz, że różnica wieku pomiędzy Tobą a dziewczynami, które Ci się podobają, jest coraz większa.
-
O tak! Nooo pewnie na tym się skończy W sensie głusza
-
@MicMic,ja bym wybrała głuszę. Jeszcze trochę i odpalimy stalowe rumaki!
- Dzisiaj
-
Myślę czy wyjść gdzieś na miasto, czy do głuszy.
-
Czekam na zajecia z angielskiego.
-
@Doktor Indorzzapewne ta dziewczyna miała coś jak fobia społeczną/ patologiczna nieśmiałość. Takich ludzi jest cały ogrom, bardzo bardzo dużo. Jakaś szansa też ze coś jej się nie spodobalo towarzystwo/nudzila się i tak o. Ja bym pewnie po jakims czasie jeśli to ten powód to bym ją zjechała xd
-
Plan na dziś: Zakupy,pranie, placek ( musi być,bez względu na komentarz "dupa ci rośnie"), sprzątanie, basen i- kibicowanie Ryoyu Kobayashi
-
Za co jesteś dzisiaj wdzięczny/wdzięczna?
Maat odpowiedział(a) na Lord Cappuccino temat w Kroki do wolności
@Daimo, powiem tak: moi dwaj synowie są z charakteru jak ogień i woda. Mikołaj jest - jak ja to mówię - "poderwany". Ale lubi pracować ( i zarabiać),nie boi się wyzwań.Gdzie chce,to jedzie sam. Jestem dobrej myśli, zresztą staram się myśleć pozytywnie.Zawsze. -
Witaj.Też mam takie narastające różne objawy ,trzymają nawet tydzień ,nie znalazłam sposobu.Magnez mi pomagał póki brałam regularnie .Czasem zapominałam o nim.Szkoda bo dobrze działał.Sport też ,spacery.Aktywnosc mi pomagała .Wszelkie zajęcia fizyczne.Nic nie minęło, ale to były takie działania wspierające,doraźne .
-
* Mój dziki świat *
You know nothing, Jon Snow odpowiedział(a) na You know nothing, Jon Snow temat w Kroki do wolności
-
Mateina (Yerba Mate herbaty)
Doktor Indor odpowiedział(a) na blitz temat w Medycyna niekonwencjonalna
Nawet. Nic. Ja w jakimś dobrym sklepie kupowałem, znajomy znalazł. No i jemu ta moja yerba dawała kopa. Więc może ja defektywny jestem No to jest jakaś opcja, tak się wybieram, wybieram, i w końcu się wybiorę, zobaczysz -
* Mój dziki świat *
You know nothing, Jon Snow odpowiedział(a) na You know nothing, Jon Snow temat w Kroki do wolności
-
Nawet kibla nie było? To coś źle tam się wydarzylo albo sprzedali Ci ususzona melisę a powiedzieli że to yerba. Nie znam osoby której yerba by nie pobudziła. U mnie tak przy 2-3 zalaniu już jest zdecydowany "kop". Wbijaj do mnie do Ci przygotuje napar że z kapci wyrwie
-
A czasem wprost przeciwnie Ja jestem osobą, która w dzieciństwie nigdy się tak naprawdę nie liczyła, i to mnie chyba wyczuliło na wrzody na dupie – odbieram bycie wrzodem na dupie jak przekraczanie moich granic. Ale to nie jak ktoś zabiega o kontakt (to jest spoko, sam jestem słaby w utrzymywaniu kontaktu :/) tylko jak mówię na coś „nie”, a ktoś dalej wrzoduje. Więc jestem słabym klientem BTW, wrzody na dupie kojarzą mi się z inną historią, gdy zrobiłem ex kąpiel w olejkach eterycznych, tylko chyba za dużo ich nalałem i za mało (albo w ogóle) nie wymieszałem z wodą, więc osiadły na dnie a ona dostała poparzeń chemicznych na pewnej niewymownej tylnej części ciała, i nie mówię o plecach… To też racja. W ogóle uważam, że trzeba najpierw nauczyć się być samemu ze sobą, żeby umieć być z kimś innym. A że ja się często czuję samotny to inna sprawa, ale to nie jest samotność, którą ktokolwiek może wypełnić – czy to najbardziej kochająca partnerka (a prawda jest taka, że nikt mnie nigdy nie kochał tak bardzo, jak kocha mnie ona), czy znajomi, czy jakakolwiek inna relacja. Cała moja tożsamość jest zbudowana na rdzeniu samotności i to jest kwestia dzieciństwa a nie czegokolwiek, co mogę zrobić z tym w dorosłości. Nigdy nie pamiętam, żeby było inaczej, więc musiałem się nauczyć z tym żyć.
-
* Mój dziki świat *
You know nothing, Jon Snow odpowiedział(a) na You know nothing, Jon Snow temat w Kroki do wolności
-
A jak reagujesz gdy napotykasz odmowę? Nie chodzi mi o takie zdecydowanie "nie i daj mi spokój" tylko takie "nie, bo coś tam". Bo tak między nami mówiąc, to czasami nawet z dobrym kolegą się spotkać to trzeba parę razy zadzwonić i się przypomnieć. A ludzie są bardzo różni i niektórych trzeba trochę za rękę prowadzić w takich towarzyskich sytuacjach i się regularnie przypominać. Jeśli zależy Ci na kontakcie z kimś a ten ktoś Cię nie skreślił to ja nie widzę powodu żeby nie podejmować kolejnych i kolejnych prób. Czasem bycie wrzodem na dupie przynosi dobry skutek:p (pozdrawiam pracowników z branży handlowej) @Doktor Indor Tobie tak zbiorczo odpisze, że dla mnie samotność a bycie samemu to dwie różne kwestie. Ja większość życia jestem sam (w sensie bez stałej partnerki z którą mieszkam) natomiast jednocześnie większość życia nie czuje się samotny. A nie czuje się samotny właśnie przez te wszystkie stoczone walki o których pisałem wyżej. Ale bycie samemu jest fajne i życie singla jest fajne i ogólnie życie jest fajne
-
Złote myśli indyka: Niektórzy ludzie są jak magiczna sprężyna. Do niczego nieprzydatni, ale jak fajnie ze schodów spadają…
-
Mateina (Yerba Mate herbaty)
Doktor Indor odpowiedział(a) na blitz temat w Medycyna niekonwencjonalna
Miałem etap próby zastąpienia kawy yerbą. Dało mi to zupełnie nic. Nakupowałem tego stuffu prawie jakbym wyznanie zmienił i dewocjonalia kupował, yerbokubeczek aka matero, słomeczka aka bombilla, jakieś fancy yerby o nazwach, których nawet nie powtórzę, i ilościach liczonych w kilogramach, jakaś łopatka wyżłobiona drewniana której nazwy też już nie pamiętam, jakieś jeszcze inne pierdoły do tego, czajnik własny, żeby temperatura była dobra (bo w pracy mieliśmy zwykły), całą szafkę w pracy na to miałem. No i się zaczęło. Nawaliłem tej yerby do tego yerbokubeczka pod korek, zalałem małą ilością wody, siorbałem tą słomeczką, i jakbym pił po prostu mocniejszą herbatkę. Zero efektu pobudzającego. I tak koniec końców skutkowało to błagalno-dziękczynną wycieczką pod ekspres do kawy, a yerbę w końcu w piździec oddałem, przynajmniej tę która jeszcze nie spleśniała od wilgoci (bo nawilżacz powietrza przy biurku też miałem). -
Odnośnie porażek w relacjach społecznych, oto indyczy story time. Siądzcie dzieciaczki, stary indyk opowiada. Sylwester jakiś czas temu (z 10 lat temu chyba, ten czas płynie jak ser rozpuszczony). Grupa na fb. Jedna dziewczyna pisze, że znowu spędzi sylwestra sama, bo nikt jej nie zaprosił, i w ogóle dół, smutek i depresja. Ja się trochę poczułem, bo to była moja grupa i w ogóle byłem tam narcystycznie błyszczącą perełką, to mówię: „wpadaj ze mną na domówkę do A.” (A. to nasza wspólna koleżanka z innej grupy, moja dobra koleżanka z reala, ją tylko kojarzyła z grupy… narcystyczna zresztą bardziej niż ja, w sensie moja A., mówiłem ci kiedyś o niej w kontekście porównania z naszą inną koleżanką… jeszcze więcej w ten nawias wsadź indor no). Szczerze mówiąc liczyłem na to, że się nie zgodzi Ale ta podchwyciła temat, no to dobra, niech wpada, kolejna osoba do naszej loży szyderców będzie. Przyjechała, odebrałem ją z dworca, pojechaliśmy na imprezę. Dziewczyna cały wieczór przesiedziała wgapiona w telefon, nie wiem czy z kimś pisała (chyba tak), czy przeglądała jakieś gówna (chyba też), no ale jej nie było. Była ona i telefon. Ludzie ją zagadywali, pytali o coś, to ona tylko mruczała „mhm”, „mhm” i dalej w telefonie. No nikt jej nie powiedział wprost, żeby odłożyła ten telefon, jak sama nie wie, ale słabo tak. I nie jest żadnym szokiem, że w ten sposób zlewane towarzystwo jej nie polubiło, jak też szokiem nie jest, że jeśli tak samo podchodzi do innych ludzi, to wszyscy ci, którzy próbowali ją gdzieś wyciągać, zrezygnowali. Piszę to, bo czasem ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są nielubiani przez swoje własne zachowania (ja przynajmniej wiem za co nikt mnie nie lubi). Choć może to i nasza wina, bo nikt jej nie powiedział. Ale co miałem powiedzieć – odłóż ten telefon? Jak sama nie wie, jak czuje potrzebę siedzenia w telefonie, może ucieczki w telefon… to w sumie po co przychodziła? Z drugiej strony sam kiedyś trochę taki byłem, jak weszły SMSy i się zachłysnąłem technologią (i koleżanką, z którą te SMSy pisaliśmy, mniej więcej 400 dziennie). No ale byłem trochę młodszy od niej jednak. W sensie od tej z sylwestra młodszy byłem, bo ta od SMSów była młodsza ode mnie. Oto sensacja: nadal jest.
-
Jedna przyszła Tak to właśnie zrozumiałem – jak walkę o to, żeby się tobą zainteresowała. Walkę z nią samą, z jej… nudą? Z konkurencją też, żeby być lepszym od konkurencji. I ja właśnie w taką walkę nigdy nie wchodzę. Jestem to jestem, daję siebie, ale tylko tyle. Albo aż tyle. Jak coś ma wyjść, to wyjdzie. No rozumiem – po prostu ja mam do tego inne podejście. Może dlatego, że nie przeszkadza mi aż tak bycie samemu. Chyba. Mam masę zainteresowań, potrafię wypełnić sobie czas, jasne że super jest dzielić z kimś życie, ale jak mam dzielić je z kimś tylko po to, żeby ktokolwiek był, to wg mnie strata czasu. Pustki i tak nie zapełni, a bycie w niesatysfakcjonującym związku to dopiero samotność. No to to jest racja. Choć dla mnie największy spokój będzie, jak będzie zdrowie. Wtedy może sobie coś dorobię na emeryturze, zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie. A jak zdrowie się posypie to co mi po tej kasie – żeby mieć na opiekunkę, żeby mi pieluchy zmieniała? Do dupy takie życie. Wiem, i tu też mam odwrotnie Ein Volk, ein Reich, ein Indören… no, znaczy, jedna praca, spokojnie sobie robię w niej to co lubię, a po robocie mam czas dla siebie. Najgorzej jak gdzie się nie obrócisz, tam ciemność. Masz coś zrobić, ale nawet nie wiesz, od czego zacząć. Przerasta cię projekt. Ale ja wychodzę z założenia, że dajcie mi kompa, dajcie mi problem, dajcie mi kod i dajcie mi święty spokój, a zrobię – i póki co się to sprawdza. Czy to jest walka… Ciężko powiedzieć. Walka od ticketu do ticketu, ale raczej nie jest to walka o pozycję, a walka z problemem, z kodem, walka umysłowa. Przynajmniej tak do tego podchodzę. Choć jasne, że jakiśtam lęk w mojej sytuacji (jedynego pracownika z PL tam) jednak jest – poprzedni zespół, choć toksyczny, znałem jak łyse konie, tu nawet nie wiem jak oni wyglądają, choć pracujemy razem od paru lat, a przez różnice kulturowe… No oni są bardzo wycofani, poważni, zasadniczy, między sobą też. Więc ciężko mi, królowi zwyrolskich memów i nieśmiesznego humoru, znaleźć wspólny język. Ale znalazłem. A słyszałeś kiedyś żebym przeklinał robotę? Było tak, ale wtedy akurat nie mieliśmy kontaktu. Byłem emocjonalnie w bardzo złym miejscu w poprzednim zespole, ale sprowadzało się to do tego, że ja po prostu nienawidziłem tego projektu, to było gówno, które trzeba było jakoś próbować pudrować, podczas gdy należało je zaorać. Sama dziedzina też nie do końca moja – znałem ją, ale bez entuzjazmu. A teraz robię to co lubię. Co nie znaczy, że lubię absolutnie wszystko, co robię. Ale ogólnie tak jak wtedy robota wysysała ze mnie energię całkowicie, tak po przejściu tutaj przestałem narzekać – bywa ciężko, ale jest dobrze. U mnie to jest bardziej skomplikowane Mam rys, czasem się odpala, czasem nie. Generalnie zwykle mam to pod kontrolą. Coś co mi kiedyś terapeutka powiedziała: Niech sobie pan wyobrazi kurnik. Są w nim kury. Jest hałas, harmider, kury się kłócą, dziobią, za chwilę się godzą i generalnie sobie gdaczą w tym kurniku razem. To jest forum lub grupa dla borderów. A teraz pan sobie wyobrazi, że jest w tym kurniku kogut, a za chwilę wchodzi drugi kogut. Pióra lecą, jest wrzask, i wychodzi albo jeden żywy, albo żaden. I to jest forum lub grupa dla narcyzów. I ja to obserwuję też tutaj w naszym forumowym kurniku. Bardzo optymistycznie zakładasz, że upłynęłoby aż 10 minut Ale dwóch takich jak ja to i świat by nie wytrzymał, więc się nie zdarzy. To jak dwie bomby na pokładzie jednego samolotu (i mówiąc o bombie nie mam na myśli krągłości ciała w porównaniu do długości lontu). No to generalnie warto (a czasem trzeba). Ale staram się samemu wybierać swoje walki. Jeśli towarzystwo jest toksyczne to odpuszczam, niech się sami żrą i przekrzykują w swoim sosie. Spokojnie, właśnie jestem w trakcie swojego chyba najdłuższego maila w życiu. Piszę wieczorami. Ile już mamy… 184 kB. A odniosłem się dopiero do 18% treści. Kolega też ma lekkie piórko… I to druga osoba, z którą takie gigantyczne maile wymieniamy.
-
Najpopularniejsze
-
Najczęściej czytane