Skocz do zawartości
Nerwica.com

NoMoreDepression

Użytkownik
  • Postów

    241
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez NoMoreDepression

  1. Wkur**a mnie ze bedzie sylwester za niedlugo i sie bedzie trzeba wybrac na jakas impreze mimo ze nie mam zadnej na to ochoty i mam to kompletnie w dupie. Dla ludzi zdepresjonowanych powinno byc osobne miasto, gdzie by sobie mieszkali przez jakis czas zdala od wkur***jacych bodzcow i nikt by sie nie pytal czemu sie nie usmiechaja :/
  2. Marihuana nalezy do wszystkich kateogorii naraz
  3. Troche lecza nieszczesliwa milosc ale nie dzialaja az tak inwazyjnie SSRI zeby zalatwily cala sprawe, to na pewno. Ale sam fakt lekkiego namieszanie w neuroprzekaznikach pomoze Ci sie od tego oderwac, szczegolnie jesli pierwszy raz bedziesz brała SSRI - w nastepnych "wypadkach" juz nie bedzie efektu zaskoczenia i sie to moze nie sprawdzic niestety. Takze reasumujac, jak chcesz to sobie pobierz z pol roku - co za roznica, jak i tak masz sie meczyc. Trzeba jeszcze wziac pod uwage nieprzyjemne odstawianie, ale jesli nie jestes hipohondryczka to tragedii nie bedzie.
  4. Ale powiedzcie mi, musicie miec chyba jakies przebłyski przynajmniej energii. Jak ja bylem w takim stanie jaki wy opisujecie, to czesto wieczorem na powiedzmy pol godziny dostawalem nagle konkretny zastrzyk energii, taki stan hipomaniakalny. Nie koniecznie wieczorem, roznie to bywalo. Nie wiem co mam poradzic... Szukajcie rozwiazania, a je znajdziecie, tylko ciezka praca nad soba mozna wyjsc z tego blednego kola.
  5. Nie wiedzialem w jakim wątku to napisac, więc napisze tutaj: Moj ostatni nawrot nerwicy lękowej oraz depresji spowodowany był nastepujaca sytuacja: Zakochalem sie, po czesci nieswiadomie, w pewnej lasce. Myslalem, ze naprawde mozemy byc razem, ze ona tez moze tego chciec, nie widzialem zadnych przeszkod - no i moje uczucie sie rozwijalo w idiotyczny sposob (nie bylismy razem, nigdy na ten temat nie rozmawialismy, a ja sobie sam cos wkrecilem). W końcu przyszedl czas na konfrontacje z rzeczywistoscia, ktora oczywiscie okazala sie okrutna Ale mniejsza o to. Od tego czasu zaczela stopniowo narastac depresja, narastac zaczely lęki - z jednej strony nie jestem glupi i wiedzialem, ze nie ma szans na związek, zrobiłem wszystko co mogłem - nie moglem jednak przezwyciezyc uczucia, no nic, chemia, natura. Do tego doszedl natłok spraw codziennych - i to takich, ze nie moglem ich zawalic (jakas mala czastka mnie nad tym czuwała, niestety bardzo mała). Uczucie wiec zeszło w nieswiadomosc, na daleki plan, a ze (tutaj klania sie teoria o tym, ze depresja to dys-cośtam osobowości, w kazdym razie chodzi o to, ze pojawia sie wtedy, gdy w danej sytuacji emocjonalnej nie potrafimy sobie poradzic, nie bylismy na to przygotowani). W końcu czlowiek kompletnie gubi sie w emocjach i to tak, ze nie wiadomo gdzie gora, a gdzie dół - na pewno, kto jak kto ale Wy wiecie o co chodzi :) Bo z jednej strony zepchniete do podswiadomosci przeswiadczenie, ze do tamtego uczucia nie ma co wracac, a z drugiej strony wszystkie te rzeczy, ktorymi powinnismy sie zajac, a nie mamy na to sily, bo uczucie w nas jednak jest. W koncu, z tygodnia na tydzien, bardzo stopniowo, wszystko przechodzi, tak jak to z tym szatanskim stanem zauroczenia juz bywa od dziesiatek lat. Codziennosc staje sie coraz prostsza i da sie ja zniesc bez uzywek, stajemy sie aktywniejsi. Dlaczego to napisalem? Bo wiem, ze wiele osob tutaj szuka przyczyn swoich dolegliwosci i nie potrafi ich rozpoznac, moze warto wiec zwrocic uwage na swoje doswiadczenia z plcia przeciwna A jestem niemal pewny swoich wnioskow, bo drugi raz mi sie to w zyciu przytafilo w tak silny sposob i drugi raz w podobnej sytuacji. Do tego mozna wykonac prosty test - w momencie ataku lęku, odrealnienia, bicia serca wyobrazmy sobie pewne sytuacje i szybko mozna dojsc do wniosku, czego podswiadomie pragniemy, mimo, ze rzeczywistosc nam tego "zabrania" i na pozor ataki sa bezpodstawne. Teraz wydaje mi sie moj post nieco bezsensowny i wywolany chwilowym uniesieniem, ale jak juz napisalem to niech zostanie. W ogole moze to tylko ja tak mam, ze jak w gre wchodza kobiety to tak sie ze mna cos niedobrego dzieje nad czym nie mam kontroli... Bo jakos wszystkie inne rzeczy na swiecie potrafie sobie raczej przetlumaczyc. Edit: aha, zeby nie bylo, swiadomosc przyczyn swojej choroby wbrew pozorom w zadnych wypadku automatycznie nas nie ulecza - nasz mozg wie co robi i nie bez powodu "unieswiadomia" nasze problemy. Edit 2: i jeszcze cos, nie bez powodu stan zauroczenia spelnia wiekszosc kryteriow psychozy. Totez jesli czescia siebie uswiadamiamy sobie bezcelowosc tej psychozy, a ona mimo to nadal trwa bo niemamy absolutnej kontroli nad soba, to wychodza takie rzeczy jak najgorsze objawy nerwicy lękowej. Przy zmuszeniu do aktywnosci zyciowej moze ona przeksztalcac sie w nerwice natrectw i inne takie - wszystko jedno.
  6. Wlasnie tez juz od miesiaca mam w domu odsloniete zaluzje caly czas, mimo ze w lato byly zawsze zasloniete i niestety niewiele to daje. W sloneczne dni staram sie wychodzic na zewnatrz pod jakims pretekstem (rower, cokolwiek), szczegolnie tuz po poludniu, a jesli nie mam sily to przynajmniej sie przez okno nasloneczniac ale to dziala tak jakby tylko chwilowo. Po prostu w glowie mi sie nie miesci, zeby czlowiek byl tak uzalezniony od slonca? Chyba najchetniej bym zapadł w sen zimowy i obudzil sie na wiosne.
  7. Czy faktycznie teraz, gdy nadeszła jesień, Wasze objawy depresyjne nasiliły sie? Czy czujecie sie gorzej niz na wiosne, lato? Pytam bo nie chce sie dowiedziec, czy moje ostatnie dramatyczne pogorszenie sie energii zyciowej / samopoczucia / przyplyw lęków spowodowany jest sytuacja zyciowa, czy ta zasrana porą roku? Nie mam siły kompletnie na nic, moge spac 12 godziny spokojnie, a jak sie do czegos zmuszam to bardzo sybko sie mecze - tak jest dokladnie od poczatku wrzesnia. Natomiast wczesniej, mimo, ze mialem takie same problemy, umialem je rozwiazywac i jesli nie doskonale to przynajmniej dobrze sobie z nimi radzilem! Czy wiec brak slonca moze miec tak olbrzymi wplyw na moje samopoczucie? Zawsze myslalem, ze to jest zaledwie kilka %, tym bardziej, ze i tak duzo czasu spedzam przy komputerze, w pomieszczeniach... To czemu mojemu organizmowi by mialo to zrobic tak drastyczna roznice? Jesli mialbym zdefiniowac spadek energii w ciagu ostatnich 3 miesiecy w porownaniu z wczesniejszym okresem, to bylo by to conajmniej 60%! Dodatkowo przez pol roku bralem juz tylko polowke tableti parogenu (paroksetyna) i dobrze sobie radzilem, a w ostatnim czasie musialem znowu zwiekszyc do calej tabletki (paroksetyna), co jednak nie poskutkowalo "naprawą" mojej energii zyciowej, a jedynie usmiezeniem lęków (ktore notabene spowodowane byly depresja i niemoznoscia wykonania tego, co bylem pewny ze jestem w stanie wykonac, przez co zdeozorganizowalo mi sie zycie - z paroksetyna latwiej mi po prostu ten brak energii zaakceptowac, troche jak z benzo). Zapraszam do wypowiadania sie!
  8. Mysle ze gosciu dobrze gada. Nerwica bezposrednio wywolana jest aktualna sytuacja zyciowa, a posrednio dawnymi przezyciami, ktore uksztaltowaly w nas taka osobowosc, ktora nie jest w stanie poradzic sobie z aktualna sytuacja zyciowa.
  9. Ja mam tak jak Wy z tym domem rodzinnym. Tak sie rozwinal nawrot zaburzen depresyjno-lekowych u mnie ostatnio. Wydarzylo sie pare niemilych spraw, stwierdzilem ze musze odpoczac, odstresowac sie, rezygnuje nieco wczesniej niz planowalem z pracy (studia dzienne) i odpoczywam w domu. A tu niespodzianka - w domu z kazdym ku**a dniem coraz gorzej. Dokladnie w odwrotna strone nie planowalem. To jest chyba kwestia nieumiejetnosci wyrazania negatywnych emocji w domu, albo radzenia sobie z takowymi, albo juz w ogole nie wiem ocb. Albo przyznawania sie przed domownikami do tych negatywnych emocji - bo niesie to za soba kolejne negatywne konsekwencje. Pier***ne bledne kolo, nieprawdaz? Przepraszam za przeklenstwa:)
  10. Chojrakowa bedzie dobrze, a czemu konkretnie nie dzis masz jakas wazna sprawe? Moze to przez to sie tak stresujesz.
  11. Hej Monika:) Wiem ze od tego sie nie umiera i niestety, jak wiesz zreszta sama, czesto marne to pocieszenie Ten napad lęku z jednej strony starałem sie obserwowac biernie, a z drugiej strony byl on tak intensywny, ze doslownie mnie sparalizowal, calutkie cialo mialem jak z waty. Jeszcze takich watpliwych atrakcji w zyciu nie mialem, musze przyznac. Lecze sie psychiatrycznie - obecnie od okolo roku biore paroksetyne - przez pierwsze 6 miesiecy bylo to 20mg, pozniej zmniejszylem na zaledwie polowke tabletki - 10mg. Generalnie wszystko bylo przez ten czas OK. Szkoda, ze juz nie jest. Piszesz o tym, ze ataki paniki i leku wywolują wewnetrzne konflikty. Tez tak kiedys myslalem, ale obecnie sie chyba z tym nie zgadzam. Dlaczego? Otoz gdy mamy jakis konflikt - dobro A lub dobro B - nasze umysly automatycznie dokonuja tego wyboru na ten w chocby minimalnym stopniu korzystniejszy, obserwujac swoje mysli w stanie remisji jestem w stanie stwierdzic, ze takie wybory nie stanowia dla nas podstwiadomie zadnego problemu. Moze to co pisze wydawac sie nieco obląkancze, ale tez mam takie skrzywienie wlasnie po psychoterapii, ze czesto analizuje swoje emocje. Natomiast podczas ataku lęku kazda mysl, ktora normalnie nie wywoluje na nas zadnego wrazenia, wywoluje paniczny lęk. Stąd moje przypuszczenie - ze caly ten atak to po prostu jakas bardzo silna emocja, którą tłumimy w sobie a ktora w koncu "wystrzela". Tak to jest jak sie jest caly czas pozytywnym i usmiechnietym czlowiekiem, a w srodku czasami az sie gotuje w glowie! Moze moja teoria jest bledna, nie wiem. W ogole teraz moj post wydaje sie bezsensowny, ale jak juz napisalem to wysylam. Pozdro i SPOKOJNEJ nocy......
  12. Sluchajcie bardzo prosze niech ktos cos do mnie napisze - przed chwila mialem tak kurewski atak paniki i lęku ze myslalem ze po prostu no nie wiem zapadne sie w siebie. Cale cialo mialem jak z waty, tracilem swiadomosc, sercer nap***alo jak nie wiem, a ja kompletnie nie wiem czemu tak jest. Prosze niech ktos mnie pocieszy, niech ktos cos do mnie napisze, mialem mega ogromny napad lęku! Nie chce mowic o tym rodzinie bo i tak nic chyba nie wskuraja a niepotrzebnie bym im zepsul wszystko. Ajjjjj Prosze, wyjasnijcie mi czemu tak sie dzieje. Czy to sa niewrazone emocje? Czy to dlatego ze te negatywne tlumie w sobie, a pozytywne wyrazam? Wydaje mi sie, ze robie to swiadomie i "nieszkodliwie", czy one ida w jakis sposob do podswiadomosci jednak?
  13. Chojrakowa nie martw sie damy rade:) Ja doszedlem teraz do wniosku ze moja depresja to jest po prostu taki okresowy stan, w ktorym moj umysl "odpoczywa" i trzeba to po prostu przeczekac nie integrujac w miare mozliwosci w niego. To jest moja mysl wieczoru A lęki w moim przypadku biora sie wlasnie z depresji = braku mozliwosci kontrolowania rzeczy, ktore CHCE i potrzebuje kontrolowac (ale mam depresje i nie moge). W kazdym razie TRZYMAJ SIE!!!
  14. Witajcie, przyszedlem sie tutaj wyzalic. Nie wiem czy na tym forum jest auto-cenzura, jesli nie to przepraszam za przeklenstwa ale musze jednak z siebie wyrzucic moje uczucia wyraziscie. A wiec juz od jakiegos czasu wszystko bylo dobrze, wszystko zmierzalo w dobrym kierunku praktycznie w ogole zapomnialem o depresji / nerwicy. Bylem swiecie przekonany ze moje wczesniejsze problemy wynikaly z braku umiejetnosci radzenia sobie ze stresem itp., a teraz juz jestem w tym duzo lepszy. Az tu nagle jak nie pierdolnelo tak sie nie moge pozbierac juz kilka tygodni. Nie wiem po prostu kurwa co sie stalo no bylo kilka "porazek" - spory jednak stres z pracy, odrzucenie przez dziewczyne na ktorej mi zalezalo i myslalem ze cos moze byc powazniejszego miedzy nami, no ale jednak czuje ze "normalnie" poradzilbym sobie spokojnie z takimi sprawami. Tylko po prostu cos sie zjebało mi w psychice i ja juz podchodze do tego ze wszystkich mozliwych stron - medytacja, EFT, "ignorowanie depresji", uzywki - nic nie pomaga! To tak jakby w mojej glowie przy elemencie "nic nie rob, nie ma to sensu, jest ch***owo, trzeba odpoczac i rozpaczac" polozony byl ogromny magnes i wszystkie mysli do niego lecialy. I to nie jest zaden wkret, w ciagu ostatnich lat naczytalem sie wiele o psychologii, lekach i wszystkim co ma jakiekolwiek zwiazek z depresja / nerwica, i naprawde wiem jak nie poddawac sie zlym mysla, ignorowac je, myslec pozytywnie - ale to jest kurwa no silniejsze. Biore teraz paroksetyne zaledwie 10mg - taka dawka mi spokojnie wystarczala przez kilka miesiecy. Nie chcialbym zwiekszac dawki leku, gdyz... przeciez wakacje sa, lato, radosc, swietny moment na odstawienie ssri... taaa Mam tez takie pytanie do doswiadczonych userow - czy dobrym sposobem na depresje jest ignorowanie jej na siłe u udawanie przed samym soba ze jest ok ignorujac negatywne emocje? Czy to nie pogorszy w przyszlosci sytuacji?
  15. - schizofrenia - stwardnienie rozsiane - guz mózgu (postawienie całego domu na nogi na kilka dni, EEG i rezonans czy jak to się nazywa, jakieś było moje zdziwienie gdy nic nie wyszło) - niedobory wszelkich witamin po kolei - niedobory wszelkich pierwiastków po kolei poczynając od magnezu, potasu - nadmiary powyższych (hiperwitaminoza itp.) - CHAD (psychoza maniakalno - depresyjna) - epilepsja Hmm było tego więcej. Wikipedia w nerwicy to ZŁO Co ja na to poradze ze wszystkie objawy mi sie zawsze zgadzaja. Teraz jestem juz na tyle madrzejszy, ze nic sobie nie wkrecam. Mam to w dupie po prostu. Duzo bardziej zdaje sobie sprawe z dzialania mojego mozgu / emocji (po części przez terapie na pewno). Ale czy jakosc mojego zycia sie podniosła na + hmmm... jest zbyt skomplikowane Edit: najlepsze jest to, ze w czasie apogeum mojej nerwicy byłem również śmiertelnie przerażony możliwością uzależnienia się od jakiejkolwiek substancji (tak jakby to miało jakieś znaczenie w takim stanie) i do leków, wszelkich substancji psychoaktywnych podchodziłem z wielkim strachem i lękiem. Więc łatwo nie było z tego wyjść. Upier**łem sobie w głowie że leki to ślepa uliczka i nie będę ich brał - a przecież byłem w takim stanie, że chyba ledwo zylem.
  16. To nie jest takie proste ze jest sobie noradrenalina, serotonina, dopamina i ktorejs brakuje. To jest o wiele wiele bardziej skomplikowane, jest w mozgu wiele receptorow odpowiedzialnych za rozne rzeczy i reagujacych na rozne neuroprzekazniki, nie mowiac juz o tym ze zmiana poziomu jednego neuroprzekaznika niesie za soba rowniez zmiane poziomu pozostalych itp. W kazdym razie nie jest niestety tak jak mowisz, uprosciles wszystko 1000 krotnie. Przeciez nawet leki ktore dzialaja wylacznie na serotonine roznia sie od siebie sporo profilem dzialania.
  17. W jakim systemie stopniowo odstawialas lek? mnie za jakis czas tez czeka odstawianie paro tym razem po dlugim okresie brania i zastanawiam sie jak to bedzie
  18. Ja odstawialem kiedys paro po nieco ponad 3 tygodniach brania (jednakze byla do dawka 20mg) i efekty odstawienne mialem bardzo konkretne, ale to tylko i wylacznie kwestia indywidualna mojego organizmu i autorko tematu po tak krotkim czasie raczej nie masz sie czego bac. A nawet jak beda takie efekty - wystarczy pamietac, ze za kilka dni wszystko wroci do normy :)
  19. Bierzesz nieduza dawke wiec mozesz sprobowac odstawic "od kopa", ale jako ze paroksetyna jest kaprysna najlepiej zrob w ten sposob: teraz bierzesz codziennie pol tabletki (10mg). Zacznij brac 2 dni normalnie 10mg, a na trzeci nie bierz nic. Zrob tak kilka razy, pozniej zredukuj dawke do 10mg co drugi dzien, nastepnie 10mg co 3 dzien az w koncu calkiem odstawisz. Aczkolwiek jako ze bierzesz krotko moze okazac sie korzystne nagle odstawienie - zalezy, czy czujesz sie na silach. Efekty odstawienne moga wystapic ale nie musza. Poza tym temat raczej do dzialu z lekami...
  20. Moze brales za duzo dawke mirtazapiny - im wieksza dawka, tym mniejsze dzialanie uspokajajace (nasenne) a wieksze aktywizujace. Poza tym hmm - te nerwobule mowisz ze pojawiaja sie w sytuacjach stresowych, gdy jestes wsrod ludzi itp. Moim zdaniem powinienes sie przelamywac i nie unikac takich sytuacji, "brnac do przodu" i z czasem sie to powinno unormowac... Antydepresanty sa po czesci do tego, zebys sie nie cofal / chowal przed takimi zdarzeniami, tak jakby "pchaja" do przodu. Wiec to naturalne ze poczatokowo powoduja one nasilenie objawow - mysle ze jest to taki mechanizm obronny psychiki. U Ciebie widocznie ten mechanizm obronny jest bardzo silnie zakorzeniony. Niestety nie wiem co Ci jescze moge doradzic. A benzo probowales? Jak na Ciebie dzialaja? Edit: i oczywiscie zgadzam sie z wpisem poprzedniczki aczkolwiek wiem ze czasem ciezko jest w ogole wiedziec za co sie zabrac w takiej pracy nad soba
  21. Wez pisz normalnie nie kropkowo bo sie nie da czytac tak. Skoro masz klopoty ze snem to popros lekarza o mianseryne lub mirtazapine - tez maja dzialanie antydepresyjnie a bardzo ulatwiaja zasypianie zazwyczaj, bierze sie je wieczorem. Co do zmiennosci nastrojow - kazdy ma mniej lub bardziej, wiec tez nie wkrecaj sobie za bardzo.
  22. RafQ, fakt ze valium to najlepsza opcja, ale prawie wszedzie spotykam sie z opinia ze alprazolam jest najbardziej uzalezniajaca i trudna do odstawienia benzodiazepina i z klona znacznie latwiej sie schodzi ze wzgledu (na jego dlugi okres poltrwania). Kazdy organizm jest inny, widocznie w Twoim przypadku jest tak jak mowisz, natomiast z tego co sie orientuje u wiekszosci jest raczej odwrotnie...
  23. Nie da sie tak uogolnic ze np dopamina to to, serotonina tamto, a noradrenalina jeszcze cos innego. Sprawa nie jest taka prosta, procesy w mozgu sa o wiele bardziej skomplikowane, istnieje wiele receptorow ktore roznie zachowuja sie w roznych warunkach i na twoje pytanie zalozycielu tematu nie odpowie Ci madrzy NIKT. Potraktuj to jako rodzaj emocji a nie sprowadzaj do roli dopaminy. Leki tez nie dzialaja jedynie na jeden neuroprzekaznik, zazwyczaj zmiana poziomu jednego pociaga za soba zamiane poziomu innego, do tego sa rozne receptory itp. W kazdym razie nie ma w ogole o czym rozmawiac.
  24. Sporo sie naczytalem o benzosach i wasz pomysl z zastepowaniem klona przez alpra jest raczej bardzo nierozsadny przy odstawianiu. Chodzi o to, ze wbrew pozorom z alpra o wiele trudniej zejsc niz z klona - wlasnie przez okres poltrwania. Alprazolam jest najgorszym syfem do odstawiania wg 90% benzozercow i wiekszosc osob robi odwrotnie - przy uzaleznieniu od alpra przerzuca sie stopniowo na klona, a potem stopniowa redukcja dawek. Dzieki dlugiemu okresowi poltrwania klonazepamu oragnizm o wiele lepiej radzi sobie z odstawieniem, bo jest to stopniowe, w przypadku alpra jest to nagly krach i moze skonczyc sie bardzo nieciekawymi efektami. Tak tylko chcialem doradzic, ja nie bralem nigdy benzo poza slabiutkim Tranxene (klorazepat), ktora od 2giej kapsulki przestala na mnie dzialac Jednakze interesuje sie tym tematem. Jeszcz co do dawek - 20mg dziennie to faktycznie kosmos, ale mysle ze zredukowac do powiedzmy 4 - 6 mg nie powinno byc tak trudno, natomiast pozniej im blizej 0 tym gorzej. Łatwiej schodzi sie z duzych dawek benzo do mniejszych, niz ze zwyklych dawek benzo do 0. Wiec moze nie bedzie tak tragicznie. Karina nie dorzucaj juz bo sie ockniesz za 2 dni w innym miescie
×