Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

lady_destroy

Użytkownik
  • Zawartość

    89
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Witam po przerwie, oczywiście nie potrafiłam definitywnie przerwać tej relacji. Wydawało mi się nawet przez chwilę, że jest lepiej. Wczoraj nawet po raz pierwszy odwiedził mnie w domu, przywitał się z moimi rodzicami. Naiwnie pomyślałam, że to dobry znak. Tymczasem on podczas tej wizyty wyznał mi, że kiedyś był w związku z pewną Murzynką, bardzo się kochali, ale ją zdradzał, więc w końcu z nim zerwała. Potem kogoś poznała i obecnie samotnie wychowuje dziecko. Przyznał też, że od czasu do czasu się spotyka z nią i właściwie czasami myśli, że ją kocha. Ale właściwie to nie jest tego pewien. Ale nie chciałby też tracić kontaktu ze mną... od wczoraj zastanawiam się, czy to mi się wszystko śni, czy ja nie wpadam już w jakąś chorobę przez niego...
  2. Jestem w mega silnych emocjach :(((((((( Czuję jakieś dziwne uzależnienie od niego :(((( Myślę też nad tym DLACZEGO??? Dlaczego on tak mnie potraktował??? Za tyle serca ile mu okazałam!!! Ja i tak praktycznie non stop mu ustępowałam, co nie leży w mojej naturze, bo z reguly jestem osobą raczej asertywną. On wszedł mi na głowę i skakał, więc czułam się coraz bardziej zmęczona tym! I jeszcze te tajemnice, caly czas też nie chciał się określić kim właściwie dla niego jestem. Zastanawiam się czy wszystkie jego zwiazki tak wyglądały,.czy tylko wobec mnie pozwolił sobie na taki hardcore???
  3. Właśnie nastąpiło zerwanie... burzliwe, przez telefon... chciał spotkać się koniecznie o tej porze, bo on tak chce. Powiedziałam, że nie mogę i wywiązała się dyskusja. Zaszantażował mnie, albo tak, albo przestajemy się widywać, zezłościłam się i się rozłączyłam. Zadzwonił ponownie i powiedział, że to,.że się rozłączam w trakcie rozmowy z nim wyprowadza go z równowagi i można powiedzieć zwyzywał mnie... popłakałam się, może jeszcze to usłyszał jak się rozłączył
  4. Wcześniej znałam go tylko z widzenia, raptem jak nagle przypadkiem nasze drogi się zetknęły to naiwnie pomyślałam, że to może przeznaczenie... I momentalnie się zauroczyłam... I wpadłam, on to zauważył i uważał, że próbuje właśnie wycisnąć mnie jak cytrynę... To nie jest tak, że cały czas jest źle, on ma olbrzymią wiedzę i potrafi ciekawie opowiadać, czas mija szybko, ale jednak tych niepokojących mnie rzeczy jest bardzo wiele. On twierdzi, że jestem tak wesołą energiczną osobą (taka jestem), że i jemu dzięki temu nastrój się poprawia. Wszystko pięknie, z tym, że ja przy okazji zaczynam robić się dziwnie znerwicowana, co zauważyli moi znajomi. Jak robiłam imprezę i go zaprosiłam, to się wymówił, jak napisałam mu potem smsa i zasugerowałam, że czuję się dziwnie z tym, że tak unika poznawania moich znajomych i że jestem dla niego jakąś przygodą to wysłał mi taką odpowiedź, że z szoku wyjść nie mogłam... z wyzwiskami, przekleństwami, wulgaryzmami...odwiedziłam psychologa, bo już nie wytrzymuję, oczywiście radzi mi to jak najszybciej zakończyć, podejrzewa osobowość psychopatyczną lub narcystyczną, ale oczywiście nie jest w stanie zdiagnozować...
  5. Wcześniej znałam go tylko z widzenia, raptem jak nagle przypadkiem nasze drogi się zetknęły to naiwnie pomyślałam, że to może przeznaczenie... I momentalnie się zauroczyłam... I wpadłam, on to zauważył i uważam, że próbuje właśnie wycisnąć mnie jak cytrynę... To nie jest tak, że cały czas jest źle, on ma olbrzymią wiedzę i potrafi ciekawie opowiadać, czas mija szybko, ale jednak tych niepokojących mnie rzeczy jest bardzo wiele. On twierdzi, że jestem tak wesołą energiczną osobą (taka jestem), że i jemu dzięki temu nastrój się poprawia. Wszystko pięknie, z tym, że ja przy okazji zaczynam robić się dziwnie znerwicowana, co zauważyli moi znajomi. Jak robiłam imprezę i go zaprosiłam, to się wymówił, jak napisałam mu potem smsa i zasugerowałam, że czuję się dziwnie z tym, że tak unika poznawania moich znajomych i że jestem dla niego jakąś przygodą to wysłał mi taką odpowiedź, że z szoku wyjść nie mogłam... z wyzwiskami, przekleństwami, wulgaryzmami...odwiedziłam psychologa, bo już nie wytrzymuję, oczywiście radzi mi to jak najszybciej zakończyć, podejrzewa osobowość psychopatyczną lub narcystyczną, ale oczywiście nie jest w stanie zdiagnozować...
  6. Witam, przejdę do sedna. 3 miesiące temu poznałam pewnego faceta. Wcześniej znałam go z widzenia i to od kilku lat, z kościoła. Sprawiał sympatyczne wrażenie, zdarzało się, że uśmiechaliśmy się do siebie. Ale na tym się kończyło, ja jakoś też nie wgłębiałam się w to. Przypadek sprawił, że nagle nasze drogi się zetknęły... i chociaż mam 34 lata naiwność sprawiła, że pomyślałam sobie, że to może nawet "przeznaczenie"... Podszedł do mnie, przedstawił się i tak zaczęła się znajomość. Od początku bardzo burzliwa i dynamiczna, mimo to, może przez ten naiwny, "romantyczny" początek zakochałam się jak idiotka... Facet mimo 40 lat dopiero kończy studia, robi prawo jazdy, nie ma konkretnej pracy. Jest kawalerem i mieszka z rodzicami. Ogólnie jest nawet z wyglądu dość charakterystyczny, taki oryginał. Duża inteligencja i elokwencja. Godzina przy nim mijała jak minuta. Ale... od razu stwierdziłam, że jest mnóstwo rzeczy, które mnie niepokoją. Na przykład jest typem despotycznym, władczym i ostatnie zdanie należy do niego. Zaczął wywierać presję, abym zmieniła styl ubierania, styl uczesania, nawet lakier do paznokci mu przeszkadzał. Ja pomimo oporów uległam temu. Za każdym razem jak się widzieliśmy uważnie mnie oglądał i coś mu nie pasowało zawsze, jak nie makijaż, to buty, to kolczyki, to ton głosu mojego nawet... Często przed spotkaniem odczuwałam dziwne napięcie, nie wiedziałam czego się spodziewać...Ponieważ był w trakcie robienia prawka to ja chętnie próbowałam go "uczyć",.tłumaczyć zasady, udostępniałam nawet samochód, z czego skwapliwie korzystał. Sam ma węża w kieszeni, ciężko go namówić choćby na wyjście do kawiarenki. Rozlicza się ze mną co do złotóweczki. Bardzo chętnie opowiadał mi o swoim bujnym życiu erotycznym i o tym jak to nie mógł i nie może opędzić się od kobiet. Uwielbiał wręcz wywoływać we mnie stan zazdrości. Podkreślił, że jest dość ostrym dominatorem i w seksie... fantazje ma bardziej przerażające niż Grey... Nie patyczkuje się ze mną, potrafił mi wygarniać w sklepie przy ludziach używając nawet wulgaryzmów jak np. nie ubrałam się według jego wytycznych... Jednocześnie jest człowiekiem niesamowicie kochającym zwierzęta... Na zewnątrz sprawia wrażenie fajnego człowieka, lubianego przez znajomych, jak taki ktoś potrafi jednocześnie odnosić się z taką pogardą do kobiety??? Czasem mam wrażenie, że on mnie karze za to, że się nim zauroczyłam. Poza tym wszystkim potrafi być "chwilami" czuły, miły... Jestem ogólnie bardzo pozytywną osobą, pełną energii i pomysłów, życzliwą ludziom i lubiącą ich towarzystwo. On to podkreśla, że niesamowicie poprawiam mu nastrój, że moja dobra energia świetnie na niego wpływa... za to ja zaczynam tą relację odchorowywać... i jeszcze jedno, po 3 miesiącach znajomości nie znam ani jego znajomych ani rodziny i tak samo on unika poznawania moich znajomych i rodziny. Nawet nie mogę go podwieźć pod dom, tylko w pewnej odległości...
  7. Witaj, czytałam trochę o Twojej terapii. Mógłbyś mi napisać coś o tym więcej? Bardzo, bardzo proszę. Psychiatra zdiagnozował u mnie nerwicę i zaburzenia hipochondryczne, zapisał leki, a ja jeszcze ich nie biorę, bo szukam innego ratunku jak tonący brzytwy (( Czy mam napisać o sobie więcej?
  8. Maciek dzięki za słowa otuchy :) Ostatniej nocy lepiej spałam, chyba nawet się nie budziłam, zobaczymy jak będzie dalej. Ale w ciągu dnia w pracy nadal miałam swoje jazdy ;(( Może już nie aż takie, żebym w panice gnała do szpitala, ale też momentami źle się czułam i musiałam wyjść na powietrze. Zaobserwowałam u siebie taki odruch, w momencie jak mnie atakuje, cholera wie co, może właśnie panika, to czuję, że nie mogę być w miejscu, siedzieć, stać, muszę się ruszyć, muszę chodzić, wyjść, coś robić. Czy to jest jakieś charakterystyczne, oznacza coś? Maciek, doradzasz mnie bym w momencie paniki jak obawiam się o swoje zdrowie mówiła sobie "będzie co ma być". Kilka osób tak mi radziło, ale to jest cholernie trudne Bo jak sobie powiem "będzie, co ma być" to tak jakbym zrezygnowała, poddała się i pogodziła z ewentualną chorobą, a ja jestem takim typem człowieka, upartego, co na rzęsach stanie a musi dopiąć swego i nie potrafię tak godzić się z porażkami, z losem (( Może właśnie dlatego tak daje mi się we znaki nerwica. Ale jakoś tę psychikę trzeba w końcu ujarzmić, oszukać, żeby się lepiej poczuć... Cały dzień biłam się z myślami, czy iść do neurologa dzisiaj, oczywiście byłaby to wizyta prywatna. Chciałam bardzo, bo chcę się lepiej poczuć, z drugiej strony przestraszyłam się, że może lekarz wcale mnie nie pocieszy, tylko potwierdzi moje obawy? Poza tym mnie już nie stać na prywatne wizyty, prywatne badania, zwłaszcza teraz, przed świętami RepairMySoul tą teorię odnośnie schizofrenii wiele razy słyszałam, na chwilę obecną "oswoiłam" już nieco lęk przed tą chorobą, teraz przerabiam lęk przed innymi...
  9. Hej, dziękuję za fajną odpowiedź :) Lekarka też mi powiedziała, że człowiek nie ma większego wpływu na choroby i jak "jest mu pisane zachorować to zachoruje choćby nie wiem co". Piszesz, bym zajęła się życiem, bo jak będę stara to będę żałować zmarnowanego czasu na takie bzdety jak teraz. Może ma to sens, ale w momencie jak mnie nachodzi taka panika, to nie jestem w stanie o niczym innym myśleć I w ten sposób nie mam czasu zająć się normalnym życiem, bo ciągle muszę walczyć z lękami Ja też jestem wierząca i praktykująca, ale jak widać, widocznie nie mam za grosz zaufania do Stwórcy skoro mam nerwicę...
  10. Witam!!! Dawno tu nie zaglądałam, od pewnego czasu gnębi mnie pewien problem, a raczej problemy. Dopadły mnie straszne schizy i lęki przed różnymi chorobami przewlekłymi. Zaczęło się mniej więcej od połowy października, mama zakomunikowała mi, że wybiera się na profilaktyczne badania mammograficzne. Co 2 lata wykonuje takie badania, po prostu profilaktycznie, zawsze wychodziło w porządku. Mam taki łeb, że mimo wszystko musiałam się nakręcać. Oczami wyobraźni widziałam same najczarniejsze scenariusze, jak mama jest chora, jak się zmaga z chorobą, jak ja to przeżywam. Na wyniki mammografii trzeba było poczekać 2 tygodnie i samo oczekiwanie spowodowało, że sama bym się przekręciła z tego lęku. Wiedzę na temat raka mam w tej chwili chyba zbliżoną do onkologa. Zaczęłam mieć spore problemy ze snem, dłuuuuugi czas nie mogłam zasnąć w nocy. W końcu przyszły wyniki i okazało się, że wszystko jest w porządku. Wydawało mi się wtedy, że dosłownie spada mi kamień z serca. Tej nocy wreszcie spokojnie zasnęłam długim snem. Niestety moja radość nie trwała zbyt długo, gdyż po upływie jakichś 2,3 tygodni, mniej więcej w połowie listopada zaczęły mi się jazdy z samą sobą. Bezsenność, koszmarne lęki, palpitacje serca, jakieś zawroty głowy, uczucie jakbym miała strasznie ciężką głowę. Najaktywniejsze było serce, raz miałam łomotanie, a raz arytmię, raz było ściśnięte, a czasami ból serca promieniował na łopatkę, albo inne miejsce. Znajomi twierdzili, że to nerwobóle. Ja jednak postanowiłam "zdiagnozować" się w internecie. Wtedy jednego dnia stwierdziłam, że na bank mam schizofrenię, gdyż moje objawy idealnie pasują do obrazu choroby. Cały wieczór poświęciłam na obserwowaniu siebie, sprawdzałam, czy przypadkiem nie słyszę jakichś głosów, dźwięków itp. Jakoś niedługo potem znajoma w pracy opowiadała o swoim wnuczku chorym na padaczkę, opowiadała, że jest leczony i ogólnie jest wszystko dobrze. Wpadłam w megapanikę, że zachoruję na tą chorobę, gdyż wyczytałam, że bezsenność, problemy ze snem mogą sprowokować tą chorobę. Oczywiście jak na złość problemy ze snem jeszcze mi się powiększyły i panika też była jeszcze większa. Objawy typu duszność, brak tchu, palpitacje serca, ciężka głowa miałam nadal. Potem usłyszałam o białaczce i o tym, że duszność i brak tchu to jedne z jej objawów. Zaczęłam się więc potwornie bać białaczki i to ona wydała mi się tym razem najstraszniejszą chorobą. Niemal dzień w dzień oglądałam siebie wzdłuż i wszerz szukając siniaków i wybroczyn. Następnie usłyszałam o stwardnieniu rozsianym i byłam niemal pewna, że oto właśnie mam pierwszy rzut tej choroby. Tym razem stwardnienie rozsiane przebiło wszystkie choroby, których się bałam, wydało mi się hardcorowe. Zaczęłam nawet mieć objawy (albo jakieś iluzje), że mam problemy z chodzeniem!!! Cały miniony weekend myślałam o stwardnieniu rozsianym. A wczoraj wylądowałam w przychodni u lekarza pierwszego kontaktu, którego sterroryzowałam swoimi atakami serca i miałam przeprowadzone badanie EKG. Wyszło niemal książkowe, ciśnienie też, chociaż nieco zaniżone, bo jestem drobna, szczupła i z reguły mam niższe ciśnienie. Przy okazji kazałam lekarce wymacać węzły chłonne, ale nie stwierdziła, żeby były powiększone. Sugerowała mi nerwicę i przepisała Pramolan. Chciała skierować mnie na badanie krwi TSH, ale miałam już to badanie w kwietniu i wyniki są jak najbardziej w normie. Zwykłą morfologię miałam dość dawno, bo 2 lata temu, wtedy wyniki były książkowe. Po wizycie u lekarza nieco się uspokoiłam, ale nie na długo. "Ustąpił" mi rak, ale "zaatakowała" padaczka ponownie. No bo w końcu nikt mi jej nie wykluczył, nie mówiłam o tym lekarzowi, bo świat mi przesłonił rak i stwardnienie rozsiane. Wzięłam pierwszą dawkę Pramolanu, nic nie pomógł, mam za sobą bezsenną noc, musiałam dzisiaj pójść do pracy i po południu dostałam niezłej lękawicy. Poczułam się słabo, zesztywniała mi trochę szczęka i przestraszyłam się, że dostanę jakiegoś ataku i że wszyscy w pracy to zobaczą, ośmieszę się i mnie zwolnią i będę musiała pójść na rentę inwalidzką, nie mówiąc już o ułożeniu sobie życia, bo kto mnie zechce z taką chorobą! Spanikowałam tak bardzo, że szybko zwolniłam się u kierowniczki i pojechałam do szpitala. Tam czekałam na lekarza, płakać mi się chciało, pielęgniarki patrzyły na mnie jak na histeryczkę, a lekarz nie przychodził. Mimo wszystko nieco się uspokoiłam i jakoś zrobiło mi się wstyd co ja wyprawiam i poszłam, zrezygnowałam. Wróciłam do pracy i nagle poczułam się lepiej, mogłam normalnie pracować. Nadal mnie jednak prześladuje myśl o tej padaczce i w chwili impulsywności, paniki mam ochotę zapisać się do neurologa prywatnie, byle jak najszybciej, niech on mnie zbada i sam stwierdzi fachowym okiem, czy rzeczywiście mam powody do niepokoju. Z drugiej strony jeszcze trochę i wydam całą pensję na wizyty u prywatnych lekarzy i badania, a zbliżają się święta i w tej chwili mam inne wydatki na głowie. Ale w momencie jak dostaję paniki to kwestia pieniędzy wydaje mi się bez znaczenia, byleby mi ulżyło. Generalnie jestem osobą nerwową i co jakiś czas przerabiam takie ataki nerwicy, paniki, jednak nigdy z taką siłą jak teraz. Jeśli to oczywiście jest nerwica, a nie coś innego. Nawet jak miewałam stany bezsenności, lęków, to po pewnym czasie mijały mi praktycznie samoistnie. Rok temu właśnie o tej porze brałam Pramolan, bo też lekarz mi przepisał jak spanikowałam, kiedy naczytałam się o raku. Bardzo delikatny lek, ledwo go odczułam, ale wtedy chyba troszkę mi pomógł. Od wczoraj go biorę ponownie, ale bez rezultatów jak na razie. W tych lękach mam natrętne negatywne myśli, strasznie pesymistyczne i czarne W dodatku mam 29 lat, jestem w wieku zagrożonym staropanieństwem, do tej pory strasznie się lękałam i zamartwiałam tym, czy uda mi się ułożyć życie, a nagle "przerzuciło" mi się na choroby. Ale towarzyszy temu niepokojąca myśl, że nie daj Boże jakbym zachorowała przewlekle to już w ogóle mogłabym zapomnieć o założeniu rodziny, bo nie dość, że nikt nie zechce schorowanej, to jeszcze ewentualne leczenie blokuje możliwość np. zajścia w ciążę. Proszę pomóżcie jakoś, może są jakieś osoby, które przerabiały coś podobnego?
  11. Lekarka uprzedzała mnie, że przez pierwsze dni mogę czuć się trochę gorzej, ale ja chyba jestem zbyt niecierpliwa, żeby to wytrzymać. Teraz czuję się jeszcze gorzej, jest mi zimno, czuję coraz większy niepokój. Co ja teraz mam robić, czekać aż jeszcze bardziej będzie mi się pogarszać? Czy mogę wziąć jakiś lek uspokajający? Bo ja nie zasnę w nocy!
  12. Citronil - pierwszy lek, pierwszy dzień pierwszego leku Pisałam w innym wątku, że niedawno pierwszy raz odbyłam wizytę u psychiatry. Lekarka stwierdziła, że generalnie mój stan nie jest jakiś bardzo poważny, że powinnam się cieszyć, że jestem zdrowa, mam swoje pewne problemy i sama się upierałam na leki antydepresyjne. Przepisała mi Citronil 20 mg, przez 8 dni pół tabletki, potem jedną. Dzisiaj rano wzięłam pierwsze pół tabletki i chyba to będzie też ostatni raz... Teraz czuję się tak, że już chyba wolę tę swoją emocjonalność, wrażliwość i płacz na zawołanie niż kompletny brak możliwości rozpłakania teraz. Tak się złożyło, że dowiedziałam się teraz przykrej wiadomości i normalnie wiem, że popłakałabym się, a teraz nie mogę. Czuję się taka zblokowana w środku, mam zacisk żołądka, brak apetytu. Ja dopiero teraz czuję się chora i nie chcę tak się czuć Powiedzcie mi jak długie jest działanie takiej połówki tabletki, kiedy to cholerstwo ze mnie wyjdzie? Nie zamierzam jednak brać tego więcej... -- 17 cze 2011, 22:45 -- błagam, doradźcie mi coś, coraz gorzej się czuję po tym leku, mam jakieś czarne myśli i jestem jakaś taka nieobecna, w ogóle nie chce mi się spać i czuję, że noc mam już z głowy i nie zmrużę oka...
  13. w miarę rozsądna, ale jednak leki mi przepisała... wiem, że sama strasznie się upierałam przy tych lekach, a teraz jak przyszło co do czego to zaczęłam panikować. i to wzięłam dopiero jedną połóweczkę proszka i to chyba jednak nie najmocniejszego. w dodatku dzisiaj wielu skutków ubocznych nie mam, poza brakiem apetytu a i tak zaczęłam strasznie panikować i się bać... boję się teraz, czy sobie nie narobię gorszej biedy tymi lekami... ehhh -- 17 cze 2011, 21:47 -- będziecie pewnie śmiać się ze mnie, ale mam pytanie: jak długie jest działanie takiej połówki tabletki antydepresyjnej jak Citronil? to chyba było moje pierwsze i ostatnie pół tabletki anty... to nie mój klimat jednak, czuję się jak żywy trup po niej, mam na myśli to, że nic na mnie nie robi wrażenia, dowiedziałam się dzisiaj pewnej niemiłej rzeczy i normalnie to bym sobie popłakała, dała upust emocjom płacząc, a nie mogę się rozpłakać!!! w dodatku ten totalny zacisk w żołądku, brak apetytu, ja dopiero teraz czuję się chora... niech ta tabletka ze mnie zejdzie i wyrzucam to na śmietnik...
  14. hej, w środę miałam wizytę u psychiatry. trafiłam do starszej kobiety (około 60 lat), ale dość energiczna i jak się okazało, twardo stąpająca po ziemi. przedstawiłam jej swoje problemy, ona stwierdziła, że na moim etapie życia to nie są żadne problemy, wypisała mi skierowanie do psychologa, bo stwierdziła, że mną jednak powinien zająć się psycholog, a nie psychiatra. oczywiście porozmawiała ze mną, ale muszę stwierdzić, że raczej nie użalała się zbytnio nade mną, miała raczej zdroworozsądkowe podejście do problemów, które jej opisałam. stwierdziła też, że jestem zadbana i atrakcyjna i nie ma mowy o żadnej głębokiej depresji, w ogóle nie wiedziała, co właściwie ma mi wpisać w kartę. i w końcu wpisała "zaburzenia adaptacyjne" i "osobowość niedojrzała". zastanawiała się też, czy w ogóle przepisywać mi jakikolwiek lek i w końcu przepisała mi CITRONIL 20mg, kazała przez 8 dni brać po połóweczce, a potem po jednej tabletce rano. stwierdziła, że to raczej delikatny lek, który mnie nie zamuli a powinien wyciszyć wewnętrzny lęk. nie kazała mi się też wczytywać w ulotkę, ale się wczytałam niestety ;( przerażająca... dzisiaj wzięłam pierwszą połóweczkę rano i po około dwóch godzinach odczuwałam taki lekki dyskomfort. generalnie było do przeżycia, miałam taki leciutki niepokój, ale nie mam w ogóle apetytu. mam nadzieję, że to się nie utrzyma zbyt długo? jestem i tak szczupła, w sumie najlepiej by było, abym ani nie chudła, ani nie tyła... ktoś brał ten lek?
  15. hej!!! nie wiem, czy wybrałam właściwy dział... niedługo mam wizytę u psychiatry na NFZ. w związku z tym mam pytanie, co jest potrzebne przy takiej wizycie? wiem, że na pewno legitymacja ubezpieczeniowa. ale jest jeszcze pewna drażliwa kwestia... czy w tej legitymacji lekarz przystawia jakąś pieczęć, czy będzie odnotowane, że miałam wizytę u psychiatry? niby wiem, że obowiązuje tajemnica lekarska, ale mam pewne obawy, czy ta tajemnica faktycznie pozostanie tajemnicą. mam taką pracę, że jakby wydało się, że konsultowałam się z psychiatrą nie byłoby to mile widziane...
×