Myślę, że różnica może być taka, że ja się derealizacji nie boję. Mam ją tyle lat i o niej zapominam, ale w każdej chwili mogę stanąć i pomyśleć, czy ona jest i jest cały czas. To jest coś jak stan po marihuanie, jeśli ktoś pali. Na początku derealizacja była czasami, aż zadomowiła się i już nie wywołuje to na mnie wrażenia. Jestem ciągle jakby za szybą i świat jest jak we snie. Przeszkadza mi to głównie, gdy kwetiapina zaczyna działać, bo to ją pogłębia. Czuję się wtedy już jak po jakichś mocnych narkotykach i czasem mam wtedy ataki paniki.