Leżę... Poszłabym spać. A powinnam jeszcze chwilę popracować. Znalazłam dwa papierosy na biurku, może zapalę jednego... A potem już definitywnie koniec. Na jakiś okres.
O tym, co było, co już się skończyło, do czego nie ma powrotu, po czym trzeba iść dalej. Wiem, że Ty wiesz, że ja wiem, że Ty wiesz; wiem, co robisz, co chcesz zrobić, zrobisz, co uznasz za słuszne; wiem, że robisz to specjalnie, wiem, że wiesz z czym to się wiąże i wiesz, że ja wiem również. Trochę szkoda, trochę nie, do tego dążyło.
Mam w sumie podobnie, ale nie że nie lubi, tylko nie chce mieć ze mną nic do czynienia, że wiecznie odstaję, nie mogę z nikim złapać wspólnego języka. Nie przeszkadza mi to przynajmniej.
Mój pies nie szczekał. Nauczyłam go komendy daj głos, to na smaczka potrafił szczeknąć, a tak był zawsze spokojny i przyjaźnie nastawiony.
Ciężko mi się jeszcze patrzy na psy, nic już nie widzę przez łzy zebrane w oczach. Tęsknię za moim czworonogiem, bardzo. I znów płaczę...