-
Postów
1 902 -
Dołączył
Treść opublikowana przez Doktor Indor
-
Zespół PSSD-dysfunkcje seksualne spowodowane zażywaniem SSRI
Doktor Indor odpowiedział(a) na media temat w Leki
Na paroksetynie to mi libido spadło do zera, dosłownie jak grać w bierki rozgotowanym makaronem, na który w dodatku nie ma się ochoty. Ale wtedy spadła mi ochota na wszystko inne, zaczynając od jedzenia i higieny a kończąc na tym, że wstanie z łóżka, żeby się wysikać, to było maksimum moich mentalnych możliwości. Może właśnie wtedy zrozumiałem, co czują ludzie w depresji. Nie, że smutek. Po prostu taka totalna niemoc. To były trzy miesiące między maturą a studiami, które w zasadzie przeleżałem w łóżku. Zaczęło się od paroksetyny i skończyło się, gdy zmieniłem ten lek na coś innego. Na wenli 75 jest OK, tzn. trochę niżej niż było bez, ale może to też kwestia podeszłego wieku (zaczynałem brać te leki jako napalony nastolatek, teraz jestem starym dziadem). Ogólnie przy wchodzeniu libido spada, przy schodzeniu (tzn. zapomnieniu brać) wystrzela w kosmos, ale to chwilowe – w końcu ustala się na jednym, wg mnie normalnym, poziomie. Choć u mnie ten poziom chyba był zawsze trochę wyższy niż u rówieśników, ale ciężko stwierdzić. Inna sprawa, że przez jakiś czas myślałem, że mam problemy w tej sferze, nawet u seksuologa byłem, ale okazało się, że nie mam – po prostu trzeba było zmienić partnerkę, i wszystkie problemy magicznie odeszły. Patrząc wstecz ja nie wiem jak ja z tą narcystyczną toksyczną poebuską wytrzymałem tyle lat, ale patrząc na całość tamtej relacji absolutnie mnie nie dziwi, że nie miałem nawet ochoty jej dotknąć. To nie we mnie był problem, nie w moim libido, być może nawet nie w niej, a po prostu w relacji, która była toksyczna i absolutnie nie taka, jak powinna być, żeby była w niej ta seksualna bliskość. -
Dzienne Wrony - Nocne Darki (czynne 24 h na dobę)
Doktor Indor odpowiedział(a) na Dryagan temat w Off-topic
Ja też. Winię wenlę, oglądanie memów zamiast spania, i podeszły wiek. -
Może żył, może nie żył. Różne są na ten temat teorie, jedna mówi o Janie z Gamli (zelocie), który był pierwowzorem wymyślonej postaci Jezusa Chrystusa. Lekturkę polecam na początek, jak ktoś jest ciekawy. https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4895804/tak-wymyslono-chrzescijanstwo Natomiast jeśli chcesz rozsądek zderzyć z wiarą, to się to nie uda. To rozmowy na dwóch różnych poziomach. Wiara nie potrzebuje logiki, rozsądku, rozumu, dlatego jest wiarą. Nie obudzisz kogoś, kto chce udawać, że śpi.
-
Norma, dlatego mi się już nawet nie chce nic pisać.
-
Brawo, jedyna z mózgiem. „little angel”, nie życzę sobie więcej od ciebie twoich gorzkich żali na priv.
-
Akurat tobie nie będę się z mojej obecności tutaj tłumaczył. Twoim zdaniem. Moim nie. Zgadzać się, oczywiście, nie musisz.
-
Ale nie w takiej ilości. Zresztą, to bez znaczenia. To tylko moja opinia i tyle. Nikt nie powiedział, że musisz się z nią zgadzać.
-
A ja nigdzie nie napisałem, że on jest analfabetą całkowitym. „Analfabetyzm może być całkowity i połowiczny. Analfabeci całkowici nie potrafią czytać, pisać i wykonywać podstawowych działań. Natomiast półanalfabeta to osoba niepiśmienna lub ta, która pisze i czyta bardzo słabo.” (źródło: https://zpe.gov.pl/a/przeczytaj/DCA9cJdaE) Poza tym to nie ma żadnego znaczenia. Można nazywać go półanalfabetą, albo po prostu niechlujem językowym. Absolutnie nic to nie zmienia.
-
Dla mnie dbałość o język jest ważna, co oczywiście nie znaczy, że musi być ważna dla każdego. Mylisz kilka kwestii i prawdopodobnie przypisujesz innym swoje własne cechy. Nie każdy tutaj jest chory psychicznie. Ja nie jestem. Poza tym choroby psychiczne, czy zaburzenia, zwykle nie są zawinione. Komuś zwyczajnie stała się w życiu krzywda i stąd rysy na jego psychice. Natomiast brak dbałości o język, o ile faktycznie nie ma się jakichś deficytów intelektualnych, które uniemożliwiają skończenie podstawówki, to w większości wybór. Do tego jak zwrócisz takiemu dzbanowi uwagę, to zwykle zamiast „dziękuję, postaram się więcej nie popełniać tego błędu” będzie cię od „polonistów” wyzywał, tak jakby opanowanie języka ojczystego było jakimś szczególnym osiągnięciem, do którego trzeba skończyć polonistykę. Nie jest. To jest podstawa. Mi zwyczajnie byłoby wstyd tak pisać. Jeśli jemu nie jest – jego wybór. Ale również przez pryzmat tego, jak się wypowiada, będzie oceniany.
-
Nie trzeba być wybitnym specjalistą, żeby na podstawie tego, że kogoś przerosło przyswojenie wiedzy mniej więcej na poziomie czwartej klasy szkoły podstawowej, wyciągnąć wniosek, że coś jest z tą osobą nie tak. Przeraża mnie promowanie i obrona analfabetyzmu.
-
I to jest realny problem dzisiejszego świata. I mówię to nieironicznie.
-
Serduszko. I rękę. I twarz. A ty?
-
No tak jest, wierz mi, bywałem i pisałem tam kiedyś często Tam to mnie jeszcze nie było. Raz byłem u ginekologa, to się zdziwił i spytał, czy na pewno dobrze trafiłem.
-
Przecież obecne religie już takie są.
-
Wykop jest pełen inceli a quora bufonów Zapytaj mi się kojarzy z gimbami, ale w sumie może coś się zmieniło.
-
Z jednej strony to czasem realny problem, z drugiej dziś byle rozbieżność zdań jest przez niektóre płateczki śniegu traktowana jak „przemoc” i „hejt”.
-
Ja akurat dobrze pamiętam, jakie to były czasy. Zakładanie rodziny w tym wieku było generalnie nieodpowiedzialne. No ale nie moja sprawa jak sobie ktoś życie ułożył. Ja nie wiem z czego to wynika, ale w sumie chętnie bym się dowiedział. Podobno chodzi o (zupełnie źle rozumiany) szacunek. Nie przejmuj się tak bardzo wszystkim, co czytasz w internecie. Tu są prawdy, półprawdy i ewidentne ściemy, i zwykle nie mamy możliwości weryfikacji czegoś na 100%. Różnie bywa. Znam różne przypadki. Jeden – wesoła parka znana mi osobiście: partnerka wyrzuciła faceta z domu, zrobiła mu piekło, odizolowała dzieci od niego i nastawiła je przeciwko niemu, a w internecie wypłakiwała się, jaka to ona biedna, samotna, że partner ją zostawił samą z dzieckiem, itd. Nawet zrzutki robiła i do różnych firm pisała, żeby coś tam jej za darmo dawali, bo ona taka biedna jest. Czasem faktycznie bywa tak, że winna jest tylko jedna strona, ale w większości znanych mi przypadków obie strony mają swoje za uszami. A i facet nie zawsze ma ochotę pełnić rolę jedynie bankomatu, gdy czułość partnerki kończy się wraz z porodem i stają się jedynie zbędnym dodatkiem do parki mamusia + synek. Tym bardziej, gdy kochanka przytuli, da ciepło, zapyta, jak minął dzień, i faktycznie pokaże, że jest nim zainteresowana.
-
Może. Wyjątkowo głupi komentarz. A czy mają wybór? Matka odeszła, ojciec wziął dzieci, to co one mają do gadania? Syn teoretycznie ma 20 lat, to mógłby się próbować usamodzielnić (w końcu tatuś w jego wieku już zaraz zakładał własną rodzinę), ale córka jest zupełnie od niego zależna. Dodam jeszcze jedną rzecz. Jeśli mamusia pobiera 800+, choć jej się nie należy, to bardzo dobrze – nie ma lepszej lokaty kapitału niż odsetki, gdy ktoś wisi nam pieniążki. Tylko to trzeba działać, jak najszybciej, żeby odsetki już się naliczały. Ja bardzo lubię takie sytuacje, bo pieniążki i tak koniec końców odzyskam, a odsetki sobie rosną, i rosną, i rosną – wysyłamy pismo, potem pozew, potem sprawa w sądzie, a to trwa – i niech trwa jak najdłużej. W ostatniej takiej sytuacji dostałem 25% więcej, niż żądałem, właśnie ze względu na odsetki ustawowe. Tylko sprawa musiała przejść przez sąd (wezwanie wysłałem w październiku 2021, wyrok był w grudniu 2023, później jeszcze przegrana strona chciała się dogadać, rozłożyć spłatę na 3 raty – ależ oczywiście, bardzo chętnie, im później tym lepiej, odsetki sobie przez ten czas grzecznie rosły). Nigdzie nie znajdziesz tak dobrze oprocentowanej lokaty. Dlatego ta sytuacja może być w dłuższej perspektywie korzystna. Tylko trzeba działać.
-
Co ja o tym myślę: 1. Trzeba bardzo uważać, z kim się wiążemy. 2. Trzeba jeszcze bardziej uważać, z kim decydujemy się na dziecko. 3. Psim obowiązkiem rodzica jest zapewnić dziecku byt. Dziecko się na ten świat nie pchało. Dlatego trzeba najpierw zapewnić sobie stabilność życiową i poduszkę finansową, a dopiero później, ewentualnie, decydować się na dzieci. 4. Chłop jest w zasadzie w moim wieku, a już ma dorosłe dziecko. Spłodził dziecko mając 21 lat. Przerażające. W tym wieku zazwyczaj nie ma się jeszcze ani rozumu (żeby dobrze wybrać partnerkę) ani stabilizacji (w tym finansowej). Więc jak to było? Gumki uwierały? „Bóg dał dziecko, to da na dziecko”? „Jakoś to będzie”? No to jest – jakoś. Pamiętam jak ja miałem 21 lat. Pamiętam też swoją ówczesną partnerkę. W tym wieku dopiero uczymy się siebie, uczymy się życia, nabieramy doświadczenia. W tamtym wieku absolutnie nie byłbym w stanie ocenić, czy byłaby ona dobrą matką dla dziecka, czy nie. 5. Doświadczenie nauczyło mnie patrzeć na takie ckliwe historie podejrzliwie. Może to prawda, może nie. To tylko internet, więc napisać można wszystko. Z jednej strony propsy za to, że szuka dodatkowego zajęcia i nie chce nic za darmo, ale z drugiej nie zdziwiłbym się, gdyby to mimo wszystko było zakamuflowane „dej”. 6. Ludzie zbyt często mają skrupuły. Jeśli to, co pisze, to prawda, to na jego miejscu poszedłbym do adwokata i dojechałbym sukę jak by się tylko dało. Tym bardziej, jeśli tu faktycznie chodzi o dobro dzieci. Czas na milutkie rozmowy i polubowne rozwiązania wg mnie już tam minął. 7. Pisanie zaimków osobowych wielką literą świadczy o jakichś zaburzeniach. Nie ufam takim ludziom. 8. Prawdziwy mężczyzna nie je miodu. Prawdziwy mężczyzna żuje pszczoły. Tyle mogę powiedzieć panienkom, które rozliczają mężczyzn z tego, czy są oni „prawdziwi”, czy nie.
-
Urodziłem się w latach '80, wychowałem się w '90 i uważam że to był najlepszy czas na to, żeby się urodzić. Dorastanie w czasach rodzącego się kapitalizmu było najlepszym, co mogło mnie spotkać. Wcześniej było źle, bieda i w sumie nic innego (tak działa zachwalany przez niektórych komunizm). Później też było źle – dzieci urodzone ze smartfonem / tabletem w ręku, uzależnione od mediów społecznościowych od samego początku. Co zupełnie nie znaczy, że miałem szczęśliwe dzieciństwo. Były dobre aspekty i złe. Mogło być lepiej, ale mogło być też dużo gorzej. Nie bez powodu mam nasrane pod czaszką teraz i non stop mierzę się z demonami przeszłości, napadami lęku, flashbackami, paniką. Ale to była kwestia konkretnej rodziny i otoczenia a nie czasów.