Tak, choć to fryzury tego typu, że się źle zestarzeją.
Dzisiaj widziałam chłopaka z imponującą grzywką, miał długie włosy i falującą grzywkę jak w latach 80. Z resztą jego looku fajnie to wyglądało.
Podobają mi się takie, są w modzie i mają pazura.
Ja mam jakieś przerośnięte włosy teraz, powiedzmy, miałam krótkie za ucho plus grzywkę typu French bangs, trochę teraz długa jest i noszę ją na boki, a włosy w kucyka, bo są nieforemnego kształtu plus jest lato więc tak jest przewiewniej.
Podobają mi się krótkie włosy typu French bob z grzywką, albo Pixie cut.
Na śniadanie fasolkę, hash brown I jako.
Obiad jakieś curry z soczewicy.
Potem mus dla dzieci i mała paczkę chipsów.
Kolacja: ziemniaki z mizerią i niby kurczakiem.
W sumie to nie. Może dlatego, że to nie ja kierowałam.
Bardziej mnie zraziły stłuczki, w których uczestniczyłam, bo ich było więcej. Ludzie jeżdżą jak wariaci i jest to stresujące.
Ja nie robiłam, na szczęście nigdy nie byłam w takiej sytuacji.
Uczestniczyłam w wypadku, ale każdy wyszedł z niego w zasadzie bez szwanku, choć 2 samochody poszły do kasacji. Mi jedynie okulary spadły.
Ech, że staroci, a pamiętam gdy to w kinie leciało. Sama wtedy poszłam, bo byłam w mieście gdzie jeździłam na studia podyplomowe i chciałam jakoś zabić czas.
Wczoraj oglądaliśmy "Billy and Molly", dokument o Szkocie, który się zaprzyjaźnił z wydrą i nawet jej zbudował domek, a na końcu pływali sobie razem w wodzie. Fajne.
Niektórzy lubią wesela i zaręczyny. Ludzie są różni. Pewnie lubią też planować wszystko osobiście i cieszyć się tym.
Mój tata uwielbiał takie zjazdy rodzinne, on to nawet pogrzeby lubił i był na nich zbyt wesoły
Tez bym nie chciala publicznie, wtedy jest taki troche przymus powiedzenia "tak".
Szczerze mowiac to w ogole bym nie chciala takiej niespodzianki, mysle, ze slub to jest cos, co trzeba omowic we 2, a nie nagle jeden wyskakuje jak Filip z konopii i trudno sie tak na szybko zastanowic. Moze omowili to juz wczesniej i wtedy to juz nie jest niespodzianka
Mam nadzieje, ze masek nie trzeba bedzie zakladac, zreszta nawet nie mam maski, ale jak cos sie stanie to dobrze wiedziec jak zatamowac krew, zrobic reanimacje albo chociaz w jakiej pozycji kogos polozyc zanim nadejdzie pomoc.
Mialam PO i lubilam te zajecia. Uczono nas wlasnie pierwszej pomocy (niestety niewiele pamietam i zawsze mysle, ze warto byloby sobie przypomniec), chodzilismy na strzelnice, uczylismy sie czytania map i zakladania maski gazowej. Chyba tylko przez rok bylo z tego co pamietam, ale spoko umiejetnosci, pewnie ta pierwsza pomoc najbardziej przydatna.