Wróciłem z kilkunastoletniej emigracji w Wlk.Brytanii w zeszłym roku. Od 2011 jestem na mirtazapinie. Odizolowałem się od wszystkiego zupełnie będąc w Polsce. Mirtazapina tak na mnie działa. Nie jestem w stanie zawrzeć dłuższej znajomości a utrzymywanie jakiejkolwiek istniejącej też mi zupelnie nie wychodzi. Rodziny swojej brak tylko mama z siostrą ale kontakt z nimi częściowo przez mirtazapine jest bardzo ciężki. Mama koło 80tki, siostra starsza z zupełnie innej bajki. Będąc jeszcze w UK uprawiałem sport przez 6 ostatnich lat gubiąc nadwagę spowodowaną mirtazapiną. Zawsze to on mnie ratował przed zupełna załamka jeszcze na obczyźnie, endorfiny bo przebiegnięciu np 15 km robiły swoje. Uzależniłem się od tego. Sport rowniez dal mi sile na powrot do pl. Odkąd zacząłem pracować w pl zapuściłem się znowu. Nie jestem już w stanie przebiec 2km bez zadyszki i przerwy. Nie potrafię już ratować się sportem. Leków na pewno nie chce już brać nowych mając świadomość jak ciężko z nich zejść po kilku próbach zejścia z mirtazapiny. Co mi wiec pozostalo? Niestety alkohol stal sie jedyna ulga. Bez wielkich ilosci ale ze 2 lub 3 drinki dziennie. I spirala sie nakreca. Mam szczescie ze mam prace w ktorej ode mnie zalezy ile pracuje ale przez to wszystko od poczatku roku przepracowalem moze 1/3 tego co powinienem. I tez 1/3 zarobilem oczywiscie. Nie mam pojecia jak wyjsc z tego marazmu. Od tygodnia juz ponad nie bylem w pracy, mieszkam sam, absolutnie zero kontaktu z ludzmi, zadnej rozmowy w 4 oczy z nikim. Jedyne wyjscie jakie mialem z domu bylo 2 dni na rowerze po ok 40km dziennie. Rower byl tym co zapoczatkowalo moja przemiane na lepsze w uk.Do 2017 roku gdy kupilem rower w uk bylem alkoholikiem uzalezionym od gier video i na garsci roznych antydepresantow. Od tego czasu stopniowo wychodzilem jak mi sie wydawalo na prosta az do zeszlego roku i powrotu do pl. Odkrylem wtedy siebie na nowo. Te 2 ostatnie dni na rowerze nie przynioslo ulgi choc bylo dobrze chociaz przebywac wsrod ludzi troche poza swoimi 4 scianami. Przepraszam za chaos myślowy. Po prostu chcialem to wyrzucic z siebie