Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

uprising

Użytkownik
  • Zawartość

    303
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Myślałam o tym, ale bardziej ze względu na to, żeby Jej zrobić na złość - skoro Ona nie chce zdalnie prowadzić ze mną "sesji" to znajdę sobie kogoś innego. Ale potem przychodzi myśl, że ufam Jej i skoro Ona uważa, że taka opcja daje więcej negatywnych skutków, niż korzyści to wierzę, że tak jest. Zresztą, nie potrafiłabym takiego kontaktu traktować jak terapię, to trzeba się wczuć a bez gabinetu, tego skupienia i całej atmosfery się nie da. Poza tym, Ona cały czas mnie wspiera, więc nie jest tak, że mnie porzuciła. Mogę do Niej pisać i dzwonić, gdy potrzebuję no ale to właśnie na zasadzie wspierającej rozmowy a nie jakiś głębokich analiz itp.
  2. Ogólnie to kiepsko, mocno brakuje mi psychoterapeutki. Ostatnio nawet terapii samej w sobie - tego całego rytuału - dojazdu do gabinetu, czekania w poczekalni, gabinetu , nawet samego momentu wchodzenia do gabinetu (to takie przejście do innego świata). Strasznie mi tego brakuje...
  3. Długo mnie tu nie było... podjęłam kilka prób namówienia psychoterapeutki na systematyczne rozmowy telefonicznie, ale nie dała się przekonać - ma w sumie rację. W kaźdym bąć razie cały czas jesteśmy w kontakcie i mogę pisać lub dzwonić gdy potrzebuję nawet jeśli miałoby się okazać, że do Polski już nie wrócę. Nadal chce mnie wspierać chociaż nie rozumiem dlaczego - przecież nie jestem już pacjentem. Napisałam Jej też, że naprawdę Ją pokochałam tak szczerze, jak matkę. Nigdy bym nie przypuszzała, ale brakuje mi terapii samej w sobie.
  4. Ludzie, dajcie spokój...dziewczyna ma jakąś fantazję i wymyśliła historyjkę, żeby zwrócić na siebie uwagę. Ciekawe, dlaczego nie chce tutaj umieścić print screena z tymi rzekomymi wiadomościami od psychoterapeuty...pewnie one w ogóle nie istnieją. A może tak droga Natalia zdradzi nazwisko oraz imię tego "zboczeńca" hmm...(?).
  5. Masz rację, dobrze to ujęłaś. W zasadzie to dzwoniła dzisiaj do mnie, ale nie miałam telefonu przy sobie.
  6. Bo własna matka mnie porzuciła dla innego dziecka. Trochę jest też tak, że czasem już nie mam siły czekać aż relacja się bardziej rozwinie, ponad to jest również tak, że jeśli ktoś już od pierwszego spotkania nie wykazuje chęci głebszego poznania to ja momentalnie odczuwam to jako niechęć w stosunku do mojej osoby. Oczywiście, jest to głupota, bo przecież relację tworzy się tygodniami, miesiącami, latami a nie od pstryknięcia palcami, ale rozum jedno a psycha drugie...
  7. Bo nie uważam, żebym była osobą, która zasługuje na posiadanie kogoś bliższego w relacji, więc z założenia uważam, że każdy prędzej czy później się ode mnie odsunie. Inna rzecz, że ja niestety, ale oczekuję sporej uwagi, mam wrażenie, że być może wręcz osaczam drugiego człowieka, żeby "nacieszyć się" tą chwilą, bo wiem, że prędzej czy później mnie porzuci.
  8. Wysłałam wczoraj wiadomość do psychoterapeutki zawierając w treści informację, że być może dopiero za kilka lat do Polski przyjadę i zapytałam czy w tej sytuacji powinnam przestać się z Nią kontaktować? Odpisała mi: "Nie - proszę pisać kiedy ma Pani potrzebę". Z jednej strony cieszy mnie to i doceniam bardzo fakt, że daje mi tę możliwość. Z drugiej jednak strony mam mieszane uczucia, bo ja chyba oczekuję tego, że Ona mi powie, że mam dać Jej spokój i nie obchodzi Jej to, co się u mnie dzieje, bo wtedy potwierdziła by się moja opinia, że wszyscy ludzie mnie porzucają. @Disappear no niestety, ale we mnie nie ma empatii w stosunku do ludzi. Mam jej natomiast ogrom w stosunku do zwierząt, więc nie jestem tak całkiem jej pozbawiona. Inna rzecz, że nie miałabym już zbytnio czasu na psychoterapię grupową. 9-17 praca, w poniedziałki i środy wieczorami mam treningi biegowe, w piątki robię dodatkowy trening poza klubem.
  9. Napisałam wiadomość do tej psychoterapeutki, która ma gabinet niedaloko mojego miejsca zamieszkania. Zobaczę, co odpisze. Inna sprawa to jak czasowo Ona przyjmuje. Ja będę pracować 9-17 plus godzina dojazdu z pracy do domu i godzina do Jej gabinetu. @shira123 to nie jest tak, że nie obchodzą mnie inni ludzie. Dbam o bezpieczeństwo i zdrowie znajomych, ale nie jestem dobrym słuchaczem. Będąc w relacji z kimś miałabym problem z faktem, że ktoś przeżywa jakieś problemy itp., bo wtedy uwaga nie byłaby skupiona na mnie. Wynika to z tego, że moich rodziców nigdy moje problemy nie obchodziły, moją matkę ja nigdy w ogóle nie obchodziłam.
  10. @Disappear może też tak być - w terapii doszłam do tego, że z pewnością we mnie tkwi jakiś problem jeśli chodzi o tworzenie relacji z innymi. W sensie, że posiadam jakąś cechę, która działa negatywnie, ale nie doszłam jeszcze do tego, co to dokładnie jest. W pobliżu mnie, znalazłam jednego "konstruktywnego" psychoterapeutę. Niestety, jest to certyfikowany psychoterapeuta uzależnień i ma jakiś rok szkolenia w zakresie psychoterapii humanistycznej. Kobieta prowadziła psychoterapie grupową pacjentów lękowych i depresyjnych. Nie wiem czy jest sens próbować, bo to zupełnie inny nurt niż psychodynamiczna. Tutaj cięzko o psychoterapeutę pracującego w nurcie psychodynamicznym, większość to poznawczo-behawioralny albo zwykli counselor bez wykształcenia psychologicznego lub lekarskiego jako podstawa, więc takich to sobie daruję.
  11. Nie wiem, mam mętlik w głowie. Wysłałam Jej wiadomość z informacją jak sprawy stoją i z zapytaniem jak dalej z naszymi "relacjami". Zaakceptuję to, co Ona zadecyduje. Wielokrotnie próbowałam "rozmawiać z Nią" w swojej głowie, ale to tylko pogarsza sytuację. W zasadzie cała ta sytuacja, w której się znalazłam to moja "wina", więc czas ponieść tego konsekwencje. Może jest to tak, że przestraszyłam się tej relacji i podświadomie chcę ją zakończyć. No nic, zobaczymy jak dalej się to wszystko potoczy.
  12. Przyjęłam tę ofertę pracy i za 3 tygodnie zaczynam. @doi ale ja już kilka tygodni temu wysłałam aplikację z portfolio do tej firmy, więc to nie taka spontaniczna decyzja pod wpływem tej jednej sytuacji. Genralnie, tutaj się lepiej zarabia w stosunku do kosztw życia niż w Polsce, więc jakoś śrdnio mam chęci wracać tam, jedynym powodem do powrotu była psychoterapia. @szanownapani, nie wiem czy chciałabym iść na terapię grupową, nie widzę tam siebie. Nie mam też cierpliwości i chęci do słuchania wynużeń innych osób (jestem egoistką w tej kwestii). Nie wiem też, czy powinnam "obecną" psychoterapeutkę powiadomić o zmianie planów i o tym, że nie przyjadę do Polski przez długi czas czy po prostu już się w ogóle nie odezwać (a przynajmniej spróbować) i poczekać aż ta relacja samoczynnie wygaśnie? Z jednej strony myślę, że tak byłoby na miejscu i kultura tgo wymaga, ale z drugiej wiem, że wtedy prawdopodobnie w ogóle nie będzie już się ze mną kontaktować a ja wcale bym tego nie chciała.
  13. @szanownapani, @Inga_beta oraz @doi, dziękuję za Wasze rzeczowe spojrzenie na tę sytucję w inny trzeźwy sposób - tgo chyba było mi trzeba. @doi ależ oczywiście, że psychoterapeutka dała mi ogrom "dobrego", nauczyła mnie trochę rzeczy, dużo pomogła w kwestii zmiany myślenia i postrzgania siebie, relacji z ojcem oraz innymi ludźmi. W trakcie psychoterapii była dla mnie ogromnym wsparciem (teraz też jest, no bo nie jest tak, że mnie całkiem zawsze olewa, na niektóre wiadomości sms odpisuje i niejednokrotnie "ratuje" dobrym słowem"), nie pozwalała mi się poddawać i jakoś zawsze potrafiła mnie zmobilizować do działania. @szanownapani, tak - teraz to widzę, że Jej sugestie dotyczące zmiany psychoteraputy nie wynikały z chęci pozbycia się mnie a własnie troski o moje dobro oraz chciała mi uświadomić, że nie miałaby mi za złe jesli zdecydowałabym się skonsultować z kimś innym. @Inga_beta, no właśnie sęk w tym, że nie określiła się konkrtnie w jakich sytuacjach mogę z Nią porozmawiać. Powiedziała, że jeśli będę tego potrzebwać. Oczywiście, po Waszych wypowiedziach spojrzałam na to z szerszej perspktywy i jestem w Walii dopiero od 6 tygodni a pisałam do Niej dość często (czesto prosząc też o rozmowę), więc w zasadzie to się nie dziwię, że mi nie odpisuje (tym bardziej, że nie określiłam się o co dokładnie chodzi). wiem natomiast, że gdybym zadzwoniła to z pewnością by odbrała lub odzwoniła, gdy miałaby możliwość, bo to już byłby znak, że faktycznie coś się złego dzieje. Zaczynam rozumieć Jej postawę i rozumiem, że stara się postepować tak, żebym w końcu znalazła osobę/y, które będą mnie wspierać poza Nią, a do momentu, w którym bedzie na każde moje zawołanie to tak się nie stanie, bo nie będzie takiej potrzeby skoro przecież Ona zawsze ze mną poromawia, gdy tego potrzebuję/chcę. Pokazuje mi, że jest dla mnie dostępna, ale w granicach rozsądku. Ona nie próbuje się wycofać ze swoich deklaracji, bo w takiej sytuacji w ogóle by mi nie odpowiadała na wiadomości, ale próbuje zmobilizować do działania. Oczywiście, do czasu, w którym nie będę mieć żadnego innego wsparcia to zawsze z początku będę uważać, że mnie oszukała i mnie porzuca. Myślę, że to wcale nie jest dziwne, że tak to odczułam. Niestety/stety, jeśli chodzi o mj przyjazd/powrót do Polski to sprawy się nieco skomplikowały. Dostałam propozycję świetnej pracy bardzo dobrze płatnej, z której mam zamiar skorzystać, więc do Polski być może nawet dopiero za kilka lat przylecę.
  14. Ona jest młodym psychoterapeutą (zresztą, chyba Jej nie kręci psychoterapia, bo nawet nie ma już w cenniku tej usługi, tylko wizyty lekarskie). Generalnie to nigdy nie ustalałyśmy żadnych sztywnych zasad - nie było żadnego typowego kontraktu terapeutycznego omawianego. Nigdy mi nie mówiła czego mi nie wolno robić, czego Jej nie wolno robić - tylko tyle, że nie wolno nam utrzymywać prywatnej znajomości (chociaż to akurat powiedziała mi podczas pierwszej wizyty lekarskiej, zanim w ogóle zgłosiłam się do Jej prywatnego gabinetu z zapytaniem o psychoterapię indywidualną). Ja chyba była po prostu bardzo mocno w Nią zapatrzona, bo była jedyną osoba w moim życiu, która mnie słuchała i chciała pomóc. Myślałam, że zależy Jej na mnie, fizycznie troszczyła się o mnie - chociażby gdy chodziłam z nogą w ortezie. Ogólnie, dbała o mnie. Może w pewnym momencie sama doszła do wniosku, że działa to na moją niekorzyść, bo za bardzo się do Niej przywiązałam, ale jeśli tak się stało to mogła mi to wprost powiedzieć. Jestem mocno zaburzoną osobą i częstokroć źle interpretuję słowa/czyny innych osób, więc tym bardziej muszę mieć powiedziane wprost a nie że ja mam sama dojść do takiego wniosku. Oczywiście, poczułabym się odrzucona, ale mówi sie trudno - chyba lepsze to, niż takie zwodzenie. Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. W każdym bądź razie coraz bardziej skłaniam się ku myśleniu, że Ona już od jakiegoś czasu miała nadzieję, że ja sama zrezygnuję z terapii u Niej. Jest mi bardzo przykro.
  15. Poczekam do środy (aktualnie do wtorku jest na kongresie psychiatrii w Warszawie) i wyślę do Niej wiadomość z zapytaniem, żeby się wprost określiła czy mnie okłamywała i mam dać Jej już spokój, bo męczy mnie już ta sytuacja. @szanownapani nie wiedziała, że to kryzysowa sytuacja, bo nawet nie miałam siły/głowy opisywać tego w wiadomości. Po prostu bardzo potrzebowałam Jej pomocy, rozmowy. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że Ona już od dawna chciała się mnie pozbyć: - Niedawno napisałam do Niej czy możemy umówić się na telefoniczną konsultację lekarską. Wtedy też w ogóle mi nie odpisała. Po kilku dniach wysłałam do Niej wiadomość o treści: "Mam to rozumieć jako negatywną odpowiedź?". Dość szybko odpisała, że jak miewy nie byłaby to czystko medyczna rozmowa i że czeka na mnie po powrocie do Polski. - mój wniosek: olała moją pierwszą wiadomość, żeby dać mi do zrozumienia, że nie mam co na Nią liczyć i jesli potrzebuję pomocy to mam sobie poszukać gdzieś indziej; - jeszcze podczas samej psychoterapii kilkukrotnie sugerowała mi, że mogłabym poszukać innego psychoterapeuty: - raz oznajmiła, że właściwie to pacjent nie powinien mieć w jednej osobie psychoterapeuty i psychiatry (szkoda, że jakoś na samym początku terapii tak nie uważała), - innym razem ze względu posiadanie wspólnego znajomego (w zasadzie to nie był Jej jakiś bliski znajomy, tylko kolega z pracy Jej męża) również sugerowała, że mogłabym zmienić psychoterapeutę, - inna sytuacja to taka, gdzie zaczęła mówić, że mogłabym pójść do innego psychoterapeuty, żeby zobaczyć czy może z tą osobą lepiej się dogadam (było to w sytuacji, gdy "rzuciłam" na miesiąc terapię); - Kiedyś się Jej zapytałam czy powiedziałaby mi wprost, gdyby nie chciała już ze mną pracować. Odpowiedziała, że: "Tak, powiedziałaby mi". - Gdy raz rozmawiałyśmy o moim wyjeździe to powiedziałam, że boję się, bo co ja bez Niej zrobię. Co jeśli wydarzy się coś, z czym trudno mi będzie sobie poradzić - np. gdy umrze mój pies. Odpowiedziała wtedy dosłownie: "Istnieją przecież wiadomości i rozmowy międzynarodowe", więc przecież będę mogła się z Nią skontaktować w takiej sytuacji. - Gdy zadzwoniła do mnie w dzień, w którym miała odbyć się ostatnia sesja przed moim wyjazdem (równocześnie był to dzień wyjazdu) to wyraźnie powiedziała, że "jeśli będę potrzebowała porozmawiać to mogę do Niej zadzwonić lub napisać". Odpowiedziałam Jej, że "doceniam to że będę mogła nadal na Nią liczyć i że nie wątpiłam, że mnie zostawi samą". Nawet nie próbowała mnie wtedy wyprowadzić z błędnego myślenia. Podczas rozmowy telefonicznej pytała się jeszcze jak się czuję z tym, że ta sesja się nie odbędzie i że nie chce, żebym poczuła się porzucona i że martwi się o mnie. - podczas ostatnich sesji przed wyjazdem kilkukrotnie sugerowała mi, że mogę poszukać innego psychoterapeuty w Walii. Momentami zaczynało mnie to drażnić, bo zaczynałam odczuwać to własnie w taki sposób, że byłaby to dla Niej ulga, że miałaby już ze mną spokój, ale Ona odparła, że mówi mi to, bo może ja bym chciała kogoś na miejscu znaleźć - w sensie, że nie miałaby mi tego za złe. Przez 2 lata usilnie starała się zdobyć moje zaufanie, zbliżyć się do mnie i po co to. Ja naprawdę Jej ufałam, ufałam, że jako specjalista psychoterapeuta i osoba, która nie jest ze mną emocjonalnie związana - nie skrzywdzi mnie. Czemu Ona nigdy po prostu nie mogła powiedzieć mi wprost, że nie chce już ze mną pracować i mam sobie poszukać innego psychoterapeuty. Fundowała mi wstraszny emocjonalny rollercoaster, zrresztą do teraz tak jest, bo raz odpisywała mi bardzo pozytwne wiadomości a raz kompletnie olewała i w ogóle się nie odzywała. Teraz już wiem, że nikomu nie można wieżyć i ufać a już tym bardziej psychoterapeutom, bo przecież cała ta relacja psychoterapeutyczna oparta jest na fałszu i manipulacji.
×