mothyl
Użytkownik-
Postów
31 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez mothyl
-
A lubicie koszulki o tematyce gamingowej? Jeśli tak, to zapraszam do zbrojowni: http://thearmory.eu/shop/ Ja osobiście ostatnio czilałtuję się przy The Hunter. Tropienie jeleni, szum lasu, ptaków śpiew... i 4 godziny poszły w ... Poza tym z facetem przechodzimy misję w HOMM 5.
-
Vi vi, dokładnie to mam na myśli :) Freud, jako twórca pierwotnej koncepcji psychoanalizy zaczął interpretować sny, głównie w celu odnalezienia jakichś ukrytych pragnień seksualnych. Osobiście wolę szkołę Junga, choć i jego niejedna koncepcja została zweryfikowana przez następców.
-
khaleesi, a w jakim kontekście Ci się śniły?
-
khaleesi, nie wierz sennikom! :) O tym co symbolizował szczur w Twoim śnie decydują przede wszystkim dwa czynniki: z czym Tobie samej szczur się kojarzy, i w jakim kontekście widziałaś to zwierzę we śnie.
-
Ciąża we śnie zwykle odnosi się do jakiejś nowej sytuacji. Wszystko zależy od podejścia kobiety do kwestii ciąży, czasami oznacza ona jakieś nowe plany, nadzieje, ale praktycznie zawsze odnosi się do czegoś nowego, co w naszym życiu właśnie się pojawia (lub wyraża życzenie pojawienia się czegoś - rzadko chodzi o dziecko ). W powyższym śnie widać, że nową sytuację odbierasz jako w jakimś stopniu ograniczającą Twoją swobodę.
-
ewelka91, ja jadę na tym samym wózku pod względem pracy... A dziś właśnie miałam rozmowę kwalifikacyjną. Bardzo się z tego cieszę, bo niezależnie od jej wyników mam poczucie, że coś się wreszcie ruszyło i mam motywację do intensywniejszych działań w tym kierunku!
-
U mnie po tym ostatnio opisanym, mega pozytywnym śnie coś dziwnego się stało. Ostatnio moje sny obfitują w bardzo realne doznania fizycznego bólu, lub też przyjemności. Koszmarny sen miałam kilka dni temu - śniło mi się, że bolą mnie bardzo zęby. Jak się okazało bolą mnie, bo rosną w szerz i napierają na siebie nawzajem z taką siłą, że w końcu zaczynają się wykruszać. Nie mogłam otworzyć ust, bo wypływały z nich duże ilości krwi usiane skruszonymi zębami. Okropny, koszmarny ból. W dodatku sen bardzo źle mi się kojarzy, bo serię takich snów miałam parę lat temu, tuż zanim zmarła moja babcia. Innym razem przeżywałam we śnie kosmicznie przyjemny orgazm Dodatkowo często ostatnio przewija mi się motyw podróży - jadę autem, pociągiem, autobusem ale zawsze w charakterze pasażera.
-
Tak!! Spróbowałam i umówili mi pierwszą wizytę już na przyszły wtorek!
-
Problemy w związku a ich powodem - teściowa
mothyl odpowiedział(a) na makumbamol temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Hehe, ja na swoją teściową też trochę ponarzekałam w innym temacie... Chociaż z narzekaniem niewiele ma to wspólnego, gdyż ja się jej po prostu panicznie boję :/ I nie umiem przestać! -
Parę dni temu to było coś nowego: jedna noga i jedna ręka!!! Z obiema rękami (wtedy bez dziwnego uczucia w nogach) też miałam epizod. Z tym, że w przypadku rąk łatwiej sobie poradzić - wystarczy, że leżę na ręce, albo podłożę ją pod głowę (czyżby skutkowało ograniczenie przepływu krwi?!) i wtedy mogę zasnąć bez problemu. -- 08 lut 2014, 15:31 -- Ostatnio znowu się to dzieje - to już chyba na prawdę jakaś zależność, zawsze przed końcem cyklu. Teraz na szczęście coś się "przesunęło" i to dziwne uczucie towarzyszy mi zanim jeszcze pójdę spać - jak siedzę na kanapie i oglądam film wieczorem, np.
-
Ja mam skierowanie od psychiatry. Zapisałam się i czekam już prawie 4 miesiące Czy lepiej jest podzwonić po różnych placówkach? Czy myślicie, że w obrębie jednego miasta czas oczekiwania może być różny? Ja zadzwoniłam do dwóch placówek, w pierwszej powiedzieli mi, że nie prowadzą już zapisów w tym roku, w drugim, wciągnęli mnie na listę i uprzedzili o około półrocznym okresie oczekiwania.
-
Problemy w związku a ich powodem - teściowa
mothyl odpowiedział(a) na makumbamol temat w Problemy w związkach i w rodzinie
Cześć, makumbamol, kiedy czytam Twoją historię od razu widzę przed oczami matkę mojego chłopaka z czasów licealno-studenckich. Dokładnie takie same zachowania. Ale cóż, taka już była, niedojrzała i dziecinna, a ja wtedy miałam podobny problem z zaakceptowaniem tego, dopóki nie dotarło do mnie właśnie to, że to jest mój problem, a nie tej pani. Ona już po prostu taka jest. Nie podobało mi się, jak traktuje swojego syna, jak go szantażuje i wydzwania mówiąc, że źle się czuje (a była po dwóch zawałach) a kiedy on biegł do niej (dosłownie, bo nie mieszkaliśmy aż tak daleko od siebie), to okazywało się, że zadzwoniła do niego, bo trzeba iść do sklepu (dosłownie za rogiem) Nie podobało mi się również to, jak kosmiczny syf mieli w mieszkaniu (mieli, bo oprócz "teściowej" mieszkał tam też mój chłopak, jego brat i ojciec), dlaczego więc miałabym tylko tę biedną kobietę (po dwóch zawałach) posądzać o syfiarstwo i od niej wymagać sprzątania? Ja postawiłam sprawę jasno przed moim facetem: "ty też tu mieszkasz, więc to jak wygląda mieszkanie świadczy też o tobie. Jeśli nie posprzątasz przynajmniej w swoim pokoju i w łazience (bo to były miejsca, w których ja przebywałam), to przestanę przychodzić". No i przestałam Przez jakiś czas widywaliśmy się u mnie, nieco rzadziej, ale przynajmniej posprzątał (a serio, ich toaleta wyglądała gorzej niż niejedna publiczna i zaczęłam się bać, że złapię jakiegoś syfa ) Jeśli chodzi o Ciebie, makumbamol, to wyluzuj. Strasznie się spinasz, zamiast zaakceptować fakt, że ta kobiecina jest jaka jest i nie stanowi realnego zagrożenia poza tym, które Ty kreujesz w swojej głowie. Postaraj się traktować ją pobłażliwie, z przymrużeniem oka. Co ważne, pamiętaj że jej, jak każdemu należy się szacunek. Tobie może się wydawać, że ona nie ma szacunku do Ciebie a Ty idziesz w zaparte w myśl "jak Kuba Bogu..." problem w tym, że po pierwsze: nie jesteś Bogiem, a po drugie uważam iż sam fakt, że mama Twojego chłopaka przyjmuje Cię w swoim domu, akceptuje i nie jest dla Ciebie chamska i niemiła z premedytacją, świadczy o tym, że jak najbardziej ten szacunek ma. P.S. też nie chciałam, żeby moje dzieci miały babcię, która nie dość że żyje w bałaganie to jeszcze pali jak lokomotywa. No i popatrzcie, nie jestem z jej synem związana już od... ponad siedmiu lat. Więc radzę dystans pod wieloma względami, nie tylko do przyszłej teściowej ale i do własnej przyszłości. -
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
mothyl odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
veganko, sama byłam w takiej sytuacji, że to mnie zwrócono uwagę. Kiedy mój związek dopiero rozkwitał dwoje z moich (a właściwie wspólnych z moim chłopakiem) przyjaciół doprowadzało do szału to, jaka rozszczebiotana jestem. Na początku rzucali delikatne sugestie, że im to przeszkadza, aż w końcu sam na sam ze mną będąc powiedzieli mi, że to już staje się nudne, że ja zrobiłam się cholernie monotematyczna i kiedyś można było na więcej, niż mój facet, tematów podyskutować. Cóż, na początku poczułam się jakby mi ktoś w mordę dał - otumaniona, że ktokolwiek może tak sądzić. Następnie nadeszło wzburzenie, że jak to tak?! A na końcu najzwyczajniejsza w świecie akceptacja. Nafochana przez jakiś czas ograniczyłam kontakt z tą dwójką, ale w sumie na dobre to wszystkim wyszło. Przez ten czas mój związek nieco dojrzał a to pierwotne miłosne uniesienie nieco opadło Myślę, że Ty masz prawo mówić o swoich uczuciach tak samo, jak Twoja koleżanka o swoich. Ważne jest, jak sformułujesz przekaz, bo od tego głównie zależy to jak koleżanka go odbierze. A jak zareaguje? Jeśli jest naprawdę zakochana, to sądzę że jej to nie zaboli. Może nawet puści Twoje słowa koło ucha, ale nawet jeśli, to Tobie wyznanie swoich odczuć powinno przynieść ulgę. -
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
mothyl odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Czasem czuję, że ja to nawet nie ja! -
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
mothyl odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
No tak, ale inni ludzie nie mają tego "komfortu", żeby sobie zostać w domu cały dzień. Zaciskają zęby i idą do pracy czy innych swoich zajęć i obowiązków. A ja wciąż toczę z sobą nieustanną walkę, ciągle mam do siebie żal i pretensje, że nie potrafię się zmotywować. Jestem wściekła na siebie a z drugiej strony czuję taką cholerną obojętność. Czuję się tak bezpiecznie i dobrze w domu, chociaż biczuję się przekonaniem, że powinnam teraz marznęć biegając po mieście i roznosząc cv gdzie się da. -
"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!
mothyl odpowiedział(a) na magdasz temat w Depresja i CHAD
Od kilku dni jest mi znowu bardzo źle. Nie mam motywacji by wyjść z domu, a pogoda wcale nie pomaga. Taki stan zawsze przypomina mi o tym, że leki które zażywam nie sprawią, że będę zawsze zadowolona i pełna optymizmu. Mam ochotę cały dzień spędzić w ciszy, czytając książkę, a męczy mnie straszne poczucie obowiązku - żeby ruszyć tyłek i dalej, zawzięcie szukać pracy. Chwilowo opadłam z sił i czuję się tak, jakbym potrzebowała wymówki, albo usprawiedliwienia. Żeby ktoś powiedział mi, że to nic złego, że nawet od intensywnego szukania pracy potrzebny jest czasem odpoczynek. Cały dzień nakręcam się tylko tym, jak bardzo gardzę sobą, bo nie potrafię się zawziąć i ruszyć tyłka. Cały dzień widzę oczami wyobraźni to rozczarowanie w oczach mojego faceta, które zobaczę kiedy on wróci z pracy. I zastanawiam się co mu odpowiem na pytanie co udało mi się dziś załatwić -
Staram się, ale wciąż ciężko mi patrzeć na opis czyjegoś snu nie przez pryzmat własnych skojarzeń Mnie się dzisiaj śniło między innymi, zbieranie pięknych grzybów. Znalazłam je całkiem przypadkiem na wąskim pasmie trawnika, między ogrodzeniem mojej byłej szkoły a chodnikiem. Piękne, dorodne prawdziwki. Było ich tak dużo, że musiałam pójść po wiaderko. Myślę, że to sen wyrażający wewnętrzną nadzieję na poprawę mojej sytuacji. Zbieranie dorodnych, ładnych grzybów symbolizuje tutaj pozytywne odczucia - każdorazowe schylenie się owocuje zyskiem i radością. Sen bardzo podnoszący na duchu. Prawdę mówiąc, dopiero po tym jak zmieniają się moje sny, podczas zażywania antydepresantów widzę jakieś zmiany, które zachodzą wewnątrz mnie. Podświadomość nie kłamie i jeżeli ona pokazuje optymistyczne nastawienie, to znaczy że jest coraz lepiej.
-
Sny zawsze odzwierciedlają nasze życie wewnętrzne. Wszystkie troski, obawy, ale również oczekiwania i nadzieje. Ja od dawna interesuję się interpretacją snów jako elementem psychoanalizy, a swojego czasu byłam naprawdę dobra w interpretowaniu symboli sennych. Jeśli chcielibyście poznać przybliżone znaczenie swoich sennych wizji, piszcie do mnie śmiało. aishiteru, sen odzwierciedla dokładnie to, jak się czujesz. Porwanie (oraz w dalszej części przywiązanie do łóżka) symbolizuje tutaj Twoje poczucie zniewolenia; nie czujesz się do końca sobą, odczuwasz brak kontroli nad tym co się z Tobą dzieje. Dodatkowo chyba trochę obawiasz się ingerencji z zewnątrz. Szpital jest tutaj symbolem pomocy doraźnej, do której jesteś jednak chyba trochę uprzedzona. Czyżbyś postrzegała np. terapię, jako, dosłownie "grzebanie w Twoim mózgu/umyśle"? Pamiętacie, że nikt nie jest nieomylny. W moich interpretacjach staram się być jak najbardziej obiektywna, jednak sugeruję duży dystans. Najważniejsze to wyłapać symbole, które wydają się być kluczowe i odpowiedzieć sobie na pytanie, z czym Wam, drodzy śniący, dany symbol się kojarzy. Pozdrawiam.
-
Wczoraj pozwoliłam się wyciągnąć na basen. Jestem z siebie dumna. Udało mi się fajnie spędzić czas bez natłoku natrętnych myśli o tym, że wszyscy dookoła obcy ludzie oceniają mnie na podstawie tego jak pływam.
-
Messiah, to nie jest tak, że nie mam nad nimi kontroli. Po prostu bardzo dziwne uczucie w nogach mi towarzyszy... tak jakby mrowienie połączone z przyspieszonym przepływem krwi w samych nogach (najsilniej odczuwalne od kolan w dół). Po prostu to takie poczucie dyskomfortu, które nasila się kiedy leżę nieruchomo (nawet nie tyle, że kiedy wierzgam nogami to słabnie, po prostu kiedy nie robię nic, nasila się). Ciekawe zjawisko. Twoje nogi mnie zaintrygowały. Może zbyt trwale świadomie o tym myślisz i potem w podświadomość buduje się takie poczucie niekontrolni nad tym. Nakręcasz swoją nieświadomość. Mechanizm jest taki ze ingerujesz w prawą półkole podczas świadomości lewej półkoli. A potem podczas ustania lewa półkola ingeruje takie mechanizmy, które się utrwaliły. Bardzo ciekawe wytłumaczenie! Cóż, ja jednak wcale o tych moich nogach nie myślę. Na podstawie tego co tu poczytałam dochodzę do wniosku, że może to jednak kwestia związku z depresją i/lub niedoborem żelaza? Shannon, ja odczuwam to bardzo podobnie.
-
Messiah, to nie jest tak, że nie mam nad nimi kontroli. Po prostu bardzo dziwne uczucie w nogach mi towarzyszy... tak jakby mrowienie połączone z przyspieszonym przepływem krwi w samych nogach (najsilniej odczuwalne od kolan w dół). Po prostu to takie poczucie dyskomfortu, które nasila się kiedy leżę nieruchomo (nawet nie tyle, że kiedy wierzgam nogami to słabnie, po prostu kiedy nie robię nic, nasila się).
-
Też to mam i doprowadza mnie to do szału Leżąc w łóżku wieczorem ja chcę spać, a moje nogi "chcą tańczyć". Z tego powodu mam problemy z zasypianiem, ciągle wierzgam nogami. Co ciekawe, w moim przypadku najsilniej ta dolegliwość dawała mi się we znaki zanim zaczęłam przyjmować leki (mozarin 10mg). Teraz jest znacznie lepiej, ale i tak średnio raz w miesiącu (zauważyłam że zwykle pod koniec cyklu) niespokojne nogi nie dają mi spać.
-
Cześć, mam 27 lat i bardzo podobny problem. Zdiagnozowano u mnie zaburzenia osobowości, bo z jednej strony jestem ambitna, zadowolona z siebie, pełna chęci do działania i otwarta na ludzi, a z drugiej wręcz przeciwnie - smutna, o bardzo niskim poczuciu własnej wartości, unikająca wszelkich kontaktów z otoczeniem. Wiem, że wszystko jest fajne i proste, kiedy dominuje ta pierwsza część osobowości, wtedy nawet do większych problemów podchodzę z optymizmem i pomysłowością. Kiedy zaś do głosu dochodzi ta druga, to już mogiła. Nawet najmniejsza błahostka urasta do rangi muru nie do przeskoczenia. Kiedyś, te dwie strony dominowały we mnie na przemian. Jakoś tak normalne to się wydawało, każdy przecież czasem miewa gorsze okresy. Wtedy uważałam, że ta optymistyczna, otwarta ja to jestem prawdziwa ja. Jakiś rok temu, na smutna ja zaczęła dochodzić do głosu i stłamsiła mnie doszczętnie. Obecnie, od kilku miesięcy zażywam antydepresant, ale czuję się tak, jakby obie ja siedziały we mnie jednocześnie. Zawsze któraś ma delikatną przewagę na drugą, ale towarzyszą mi jednocześnie pozytywne i negatywne myśli. Czuję się strasznie skołowana. Jedyne co ja mogę Ci poradzić aishiteru (btw. piękny nick ), to nie rezygnuj z terapii!! Nie poddawaj się choćby nie wiem jak Ci się nie chciało. Pomyśl sobie, ze Ty masz to szczęście, że możesz już teraz na nią uczęszczać. Ja na przykład muszę czekać, żeby dostać się do terapeuty z NFZ, bo na prywatną psychoterapię mnie zwyczajnie nie stać. Zrób to dla siebie i doceń szansę, którą dostajesz zwłaszcza, jeśli mówisz, że za pierwszym razem było fajnie. Pozdrawiam ciepło!
-
Hej, mam problem z moim chłopakiem. Co jakiś czas (z obserwacji wnioskuję, że są to okresy wzmożonego stresu w jego życiu) mój facet miewa tzw. "nocne akcje". Mianowicie polegają one na tym, że podczas snu gwałtownie siada na łóżku, nierzadko też krzyczy bo zawsze wydaje mu się, że widzi coś, a to na suficie, a to na ścianie naszej sypialni. Dodatkowo, on zwykle rano w ogóle nie pamięta tego co robił w nocy wręcz przeciwnie, budzi się zadowolony i często mówi, że doskonale się wyspał (na co ja, z podkrążonymi oczami, rozbita po gwałtownej nocnej pobudce patrzę na niego z lekką ironią ). Bardzo ciekawe jest to, CO on "widzi" w takich chwilach. Często opisuje to jako: "jakieś dziwne światełka, czerwone gwiazdki", "coś co przypomina koła zębate", "dziwny kolisty twór, z którego wystają jakby rurki zakończone talerzami" (?!). Zawsze rano śmieję się z jego panicznej reakcji na tak "niewinne" wizje, on natomiast mówi że boi się, bo wie, że obecność tych rzeczy w naszej sypialni jest totalnie nielogiczna. Z tego co on mi opowiada (bądź bezpośrednio po zdarzeniu, będąc w półśnie, bądź rano, jeśli coś pamięta), mogę skojarzyć te stany z jedną sytuacją z mojego życia: to było tak, że leżałam na plecach i spałam, ale wydawało mi się że nie śpię - wiedziałam, że leżę w łóżku i patrzę na sufit, i nagle widzę spadającego z sufitu prosto na mnie wielkiego pająka. Z przestrachem usiadłam na łóżku, zapaliłam światło i zaczęłam go szukać w łóżku, ale dotarło do mnie, że to nie działo się naprawdę. W czasie swoich "akcji" mój chłopak ma otarte oczy. Często spanikowany pyta mnie, czy też to widzę, a uspokaja się dopiero, kiedy te mary zaczynają się rozpływać na jego oczach. Moje pytanie brzmi, jak radzić sobie z czymś takim? Czy to już zakrawa na jakąś parasomnię, czy to po prostu reakcja organizmu na stres? Mój facet jest sobie zadowolony, bo on zwykle niczego nie pamięta, ale ja chyba kiedyś zejdę przy nim na zawał :/