Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

makumbamol

Użytkownik
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Jego mama sama to rozwiązanie nam zaproponowała, i za każdym razem gdy mamy jechać do mnie, udaje ataki serca i płacze, żeby zatrzymać go w domu.
  2. W jakie bzdury ? Rzeczywiście chciało mi się opisywać ten problem, żeby sprowokować wszystkich... Skoro byłam z tym u psychoterapeuty to chyba nie bzdury. To jest jedyne forum, na którym otrzymałam odpowiedzi typu : odwal się od tej kobiety. Nie wiem z kim mam styczność, ale raczej nie z ludźmi po psychologii.
  3. To jest co innego, dlaczego mam mieszkać w brudzie, skoro tego nie lubię, dlatego nie chcę przyjeżdżać. mam się z tym kryć ? Chyba, że mam jej zwymiotować na podłogę na widok grzyba.
  4. Nie rządzę w obcym domu. Mówię parterowi, że jeśli będzie brudno to pojadę do siebie, bo nie lubię przebywać w takich warunkach. To jemu zależy, żebym tam przyjeżdżała, nie mi. -- 16 sty 2014, 22:36 -- Przepraszam bardzo, co jest toksycznego w czystości, porządku, wszystkich rzeczach na swoim miejscu ? Mi to ułatwia życie, nie utrudnia.
  5. Myślę, że pedantyzm nie jest złą cechą. Lepszy na pewno od grzyba.
  6. Odpowiedź jednej z psycholog na innym forum : wydaje mi się, że te wszystkie przypadłości, niedociagnięcia, dziwne nawyki, ustawiczny bałagan, mogą świadczyć np. o zaburzeniach jest to jakby nie patrzeć Pani prawda o tym, może warto poprosić partnera, żeby porozmawiał z ojcem, być może konieczna jest jakaś opieka, pomoc, warto poradzić się lekarza rozumiem, ze Pani ma trochę juz dość, ale jeżeli chciałąby Pani stać sie częścia tej rodziny to może warto spojrzeć na przyszłą teściową tak jak spojrzałaby Pani na osobę ze swojej rodziny obecnej, troche wiecej cierpliwości - nie wie Pani do końca o co chodzi, może sa to objawy jakiejś choroby, samotności, niewydolności życiowej myślę ze psycholog choćby na tym forum poradzi Pani co dokładniej robić, gdzie sie udać, jak zaangażować partnera w ten trudny proces, w zasadzie całą rodzinę jest to na pewno dla Państwa jakaś próba, sytuacja trudna i rzeczywiście lepiej nad tym popracować, dopóki nie ma dzieci, żeby potem ten kontakt jednak jakis był. pozdrawiam.
  7. Ona potrzebuje psychoterapeuty. Która dorosła osoba ryczy i kładzie się na ulicy, żeby synek od niej nie odszedł ? Błagam Cię...Czy Twoja matka mówi do Ciebie : zjedz zupę, bo inaczej będę płakać ? -- 16 sty 2014, 22:11 -- Ta kobieta ma być kiedyś babcią mojego dziecka! Jak mam się odwalić ?
  8. Niby tak, ale kto jest w stanie to wytrzymać.... U mnie w domu wszyscy się normalnie zachowują i potrafią podzielić się obowiązkami domowymi, żeby było czysto.
  9. Widzę, że tu nikt nie rozumie problemu.... Nie trzeba być tak od razu nastawionym. Skoro szukam pomocy, to chyba jest coś nie tak. -- 16 sty 2014, 21:46 -- Z resztą, która z Was byłaby taka spokojna przy wielkich scenach płaczu na dworcu, przy ciągłym wydzwanianiu i szantażowaniu atakiem serca ? U mnie w domu czegoś takiego nie ma. Niby skąd mam to znać i od razu się do tego przyzwyczaić ? Nie da się. A skoro zdecydowałam się z nim na związek, to jestem na nią skazana. To chyba logiczne, że szukam rozwiązania. Byłam już u psychoterapeuty z partnerem. I nie u jakiejś młodej laski, tylko u starszej Pani z wieloletnim doświadczeniem, o której są same pozytywne opinie. Po długiej rozmowie stwierdziła, że to właśnie w niej leży problem, nie w nas,bo to ona powinna się pogodzić z odejściem syna z domu, a nie nas szantażować płaczem. Jednak zaciągnać ją do psychoterapeuty nie jest łatwe, dlatego sięgam po poradę tutaj, a zamiast tego wszyscy na mnie naskakują. Może postawcie się w mojej sytuacji. Jeśli chodzi o pracę, oprócz studiów prowadzę własną działalność - salon fryzjerski dla psów i kotów, ale to nie przynosi takich dochodów, żebym mogła coś wynająć.
  10. Nie bierze od niej złotówki, ponieważ ma rentę po ojcu. Ślub ? Po to, że jako młoda para dostaniemy maksymalne stypendium socjalne - 700 zl na głowę, a za to można już wynająć kawalerkę. Dziękuję za sprzątanie ? Tak, bo skoro posprzątał jej cały zagrzybiały dom, wyszorował go to chyba najgorsza matka powiedziałaby dziękuję, skoro sama nie tknęła nic przez kilka lat. Obiad ? Tak, bo ona nie je mięsa, i partner musi sam gotować. Uwierz, że nie chciałabyś zjeść tego co ugotuje, bo to jest wstrętne. Wizyty ? Chyba nie jest tak źle, skoro potrafi się popłakać, żebyśmy tylko nie jechali do mnie na weekend. -- 16 sty 2014, 21:21 -- Jeśli chodzi o pracę, to nie każdy ma na to czas. Partner jest na najcięższym kierunku na Politechnice Gdańskiej, ja na trochę lżejszym. Gdyby doszła praca, myślę, że nie było by czasu na naukę. A zawalić studia to nie problem, tylko potem co ? Na 3 roku ma już możliwość podjęcia dobrze płatnej pracy.
  11. Witam, mam pewien problem w swoim związku, którego nie mogę się w żaden sposób pozbyć - teściowa. Od dwóch lat jestem w poważnym związku z chłopakiem, za 1,5 roku planujemy wziąć ślub. Relacje między nami są idealne, rozmawiamy o wszystkim, z wyjątkiem kłótni, a może bardziej wymiany zdań dotyczącej za każdym razem jego matki. Przez te dwa lata ona jest tylko powodem sporów. Postaram się poniżej opisać krótko moją sytuację. Oboje studiujemy na tej samej uczelni. Jednak nie stać nas jeszcze na wynajem mieszkania, dopiero w tym roku wyjeżdżamy na sezon za granicę, żeby zarobić na utrzymanie. Jadnak zawarliśmy mały kompromis. Jako młoda para, która pragnie ze sobą przebywać, stwierdziliśmy iż u niego możemy spędzać czwartek, piątek, co drugi tydzień sobotę, a u mnie sobotę, niedzielę i poniedziałek. I powiem szczerze, jeżeli bym do niego nie przyjechała i naciskała tylko na przyjazdy do mnie, byłby bardzo smutny i rozczarowany, dlatego starałam się jakoś przetrwać do piekło, jednak wymiękam. Jego matka jest niezrównoważona emocjonalnie, próbuje traktować nas jak malutkie dzieciaczki. Ciągle używa zdrobnień imion, co mnie bardzo drażni. Przyjeżdżam w czwartek bardzo zmęczona po całym dniu na uczelni, siadam z moim partnerem przy stole, aby zjeść zrobiony przez niego obiad i rozmawiamy. Jest to mieszkanie w bloku, więc ona siedzi na kanapie obok i ogląda coś w tv. Specjalnie mówię ciszej, żeby nie słyszała. Niee, oczywiście to nic nie daje, cokolwiek bym nie powiedziała przy mojej rozmowie z nim, nie z nią to się wtrąca. I jeszcze mówi totalne głupoty. Pyta się jak mała dziewczynka: po co? dlaczego ? ale czemu ? Przyjeżdżam tam ze swoim psem ( mała rasa ). Ona bierze tego psa na kanapę, chwyta za jej łapki i śpiewa kosi kosi łapki...... Czy to jest normalne ? Yyy .. dla mnie nie. To nie koniec. Mój chłopak jest jedynakiem. Słyszę ciągle jaki jest wspaniały, cudowny, idealny, a to mnie bardzo zniechęca do niego. Zaczynam być oschła, nieczuła. Źle się tam czuję. Jestem pedantką, uwielbiam porządek. A ta kobieta to chodzący bałagan. Czego tam nie znalazłam... Grzyb w pralce, grzyb na ścianie, na kafelkach, lodówka nie była wyczyszczona od nowości, odkurzacz ledwo ssie, kurzu tona, brzydzę się tego. W sobotę marudzi, że musi posprzątać. Byłam świadkiem jak sprząta. Pomacha 3 razy ścierką i już siada, bo jest tak zmęczona. Rozmawiałam o tym z moim partnerem, wyszorował całe mieszkanie, ja z resztą też kilka razy jej posprzątałam, choćby dlatego, że mojemu psu wbiło się igliwie od świątecznej choinki w łapkę. Nie usłyszeliśmy nigdy dziękuje. Co mnie jeszcze przeraża ? Tysiące telefonów od niej, jak on jest u mnie. " Synku, wracaj, bo tęsknie ", "Kiedy wrócisz ? " itd. I ciągle ONA chce się do niego przytulać, zdrabnia jego imię. A ja zadaje sobie pytanie ? Co to za matka, która podrzucała syna do dziadków i to oni go wychowali, nie potrafiła ugotować mu nawet obiadu i nadal tego nie robi. Jednego męża straciła, ma drugiego. Nawet nie zrobi mu jakiś owoców. Facet je sztuczne kurczaki z opakowań i zupki chińskie.. A ciągle za nim chodzi się przytula i niuniusiuje... Pierze rzeczy swojego jedynego syna w zagrzybiałej pralce. Sama sobie ugotuje, bo nie j mięsa, jakieś ohydne zupy - woda + warzywa. Tylko chodzi i jęczy jaka jest zmęczona. Ciągle się wtrąca w nasze wspólne życie. Po ostatniej aferze byłam u psychologa. Zrobiła awanturę o to i sceny z płaczem, że jedziemy do mnie, a mamy zostać u niej. Chcieliśmy tydzień później z nią porozmawiać, ale w kawiarni, żeby nie robiła scen. Przyjechała na dworzec już cała zdenerwowana czy coś się stało, pyta się mnie czy nie jestem w ciąży. Chciała jechać do domu pogadać. Ja mówię, że tylko i wyłącznie w kawiarni. To ona położyła się pod samochodem, zaczęła ryczeć, udawać, że ma atak serca, że serce ją boli, zaczęła krzyczeć... To mnie przeraża. Nawet o zjedzenie jej zupy potrafi powiedzieć : zjedz, albo będę płakać... Obraża się o wszystko... Uwielbia dzieci, chociaż sama ma jedno i mogę powiedzieć, że ona nie wie co to są obowiazki związane z dziećmi, bo jak szybciej wspominałam, wszystko odwalili za nią dziadkowie mojego chłopaka. Każe mi urodzić co najmniej trójkę dzieci, żeby miała wesołą gromadkę. Ja nie lubię dzieci. W tych czasach najlepiej mieć jedno. A ona ciągle mi o nich marudzi. Nie wspomnę już o tym, że ma taki bu**el i brud w domu, że nigdy nie przywiozę jej swojego dziecka, a tym bardziej nie powierzę opieki nad nim, jak kiedyś się pojawi na tym świecie. Rozmawiałam z partnerem wielokrotnie. Ona go szantażuje emocjonalnie, a on ciągle jej ulega. mam już tego dość. Nie wiem co mam robić. Tym bardziej, że jej zachowanie jest dziecinne, jak na kobietę po 40. Posiadacie może jakieś rady ?
×