aptasia
Użytkownik-
Postów
1 042 -
Dołączył
Treść opublikowana przez aptasia
-
Wracając do tematu który mnie trochę zaniepokoił: ktoś powyżej napisał, że przyjmowanie SSRI trwale może zmienić osobowość, w tym doprowadzić do zaniku motywacji i pozytywnych emocji. Zmartwiła mnie ta opinia, bo w takim razie, na dobrą sprawę, stan po leczeniu tak naprawdę, poza brakiem dyskomfortu psychicznego niewiele będzie się różnił od stanu przed leczeniem. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia w tym temacie? czy np. sertralina niesie ze sobą takie ryzyko? Czy jest to norma czy raczej jakieś wyjątkowe przypadki?
-
Nie muszę, doskonale wiem czego chcę. Nie wiem czemu zakładasz inaczej, nie znając mnie nawet wirtualnie. Ale podpowiem Ci: chciałabym lepiej spać, nie walczyć ze sobą rano by wstać z łóżka, mieć siłę do życia, móc się skupić nad codziennymi czynnościami, np. w pracy. ot co. W niczym nie kłóci się to z obawą o brak motywacji i zobojętnienie.
-
Zmniejszenie neurotyzmu/zwiększenie ekstrawertyzmu. No jeśli takich zmian się obawiasz, cóż, są gusta i guściki. No ale przecież neuroza też ma swój artystyczny urok. takich zmian się nie obawiam :) Ale wcześniej były opisywane inne zmiany (trwałe) które niekoniecznie by mi się podobały. np. zobojętnienie, utrata motywacji, brak uczuć...
-
trochę się tym zmartwiłam bo w sumie lubię swoją osobowość. Czy wszystkie SSRI niosą ze sobą takie ryzyko? Chciałabym się dowiedzieć na ten temat czegoś więcej... i czy przebiega to w sposob niezauważalny czy ewentualnie można "w porę" zareagować na zachodzące zmiany?
-
Dziękuję za tą odpowiedź! :) Mówiąc szczerze, bardzo bałam się leczenia farmakologicznego, rozmawiałam wcześniej z moimi znajomymi którzy leczyli się na depresję i wszyscy którzy leczyli się farmakologicznie opowiadali mi o braku koncentracji, senności, zobojętnieniu (zarówno na przykre rzeczy jak i pozytywne), zaniku libido... dlatego bardzo bym nie chciała zmieniać leku, ten mnie nie otumania i nie zrobił ze mnie bezuczuciowego robota. Raczej umożliwił trzeźwe i racjonalne myślenie i panowanie nad emocjami. Ale na najbardziej uprzykrzające mi życie objawy takie jak np chroniczne uczucie zmęczenia życiem mi nie pomogl. leczę się z depresji, więc moja wypowiedź pewnie niewiele wniesie, ale jako związkofobka też mam myśli obsesyjne o podłożu lękowym. (ciągle analizuję i wymyślam czarne scenariusze). biorę dawkę 50mg i chociaż dalej się na tym łapię to hm... jeśli chodzi o poprawę... ilościową... może lekka... jeśli chodzi o poziom absurdu myśli? wciąż tak samo absurdalne.. ale łatwiej mi je zracjonalizować jeśli włożę w to trochę wysiłku, i nie dać się im ponieść.
-
Wasze pytania |depresja|, czyli '' CO ZROBIć?''
aptasia odpowiedział(a) na anita27 temat w Depresja i CHAD
Pytanie może naiwne. Czy leki w leczeniu depresji są tylko po to żeby poprawić doraźnie komfort życia człowieka czy dają jakieś bardziej wymierne efekty? Np. czy branie SSRI może ustabilizować poziom serotoniny i po zakończeniu terapii jest szansa na to, że utrzyma się on na optymalnym poziomie czy to po prostu doraźny środek do doraźnej pomocy? -
Nie, do uśpienia kwalifikują się tylko choroby nieuleczalne przynoszące cierpienie zwierzęciu bez szansy na poprawę jego komfortu życia. No cóż, widać masz zwierzlubne klapki na oczach. Nie podoba mi się taki styl wypowiedzi w moim kierunku. Przestań z góry coś zakładać i umniejszać wagę mojego zdania próbą ubliżenia. Nie mam żadnych klapek na oczach, wręcz nigdzie nie pisałam w swoich wypowiedziach o subiektywnych odczuciach a raczej nawiązałam do obiektywnych przesłanek takie jak np prawo czy fizjologia (praca mózgu zwierzęcia) Prawdopodobnie tak... lecz nie każdy nadaje się do pracy z ludźmi, a kontakt ze zwierzętami może być formą autoterapi. Trudno też np zmuszać ludzi z fobią społeczną, aspołecznych itp do poświęcania się człowiekowi. Nawet jeśli to przejaw dobrobytu to co w tym złego? Niektórzy robią sobie dla kaprysu tipsy na paznokciach, inni próbują zrozumieć i pomóc zwierzęciu z którym są emocjonalnie związani. Widzisz, jeśli człowiek udomowił coś dla własnego kaprysu to jego obowiązkiem moralnym jest zadbanie o dobrostan tej istoty. Nikt nikogo nie zmusza do posiadania np. psa, ale jeśli już ktoś sobie wziął na barki taką odpowiedzialność i np. pies ma problemy behawioralne to obowiązkiem człowieka, jako istoty inteligentniejszej jest pomóc zwierzęciu a przecież nie każdy ma do tego odpowiednią wiedzę. Zoopsycholog czy behawiorysta to osoba która zna się na psychice zwierząt i umie nakierować właściciela tak by poprawić komfort wspólnego życia: zwierzęcia i opiekuna. Ale to tylko skrawek problematyki. Bo przecież to dyscyplina nauki która min zajmuje się komfortem psychicznym zwierząt użytkowych i hodowlanych a także dzikich. Dla przykładu, taki zoopsycholog jest w stanie ocenić predyspozycje a w późniejszym czasie postepy np psa przewodnika - skoro tak bardzo zależy Ci na skupianiu się na ludziach, nie możesz zakwestionować jak bardzo ważne jest to by taki pies był zrównoważony emocjonalnie, od niego w końcu zależy często życie jego właściciela a często taki pies będzie narażany na konflikty wewnętrzne, np związane z tzw wyuczonym nieposłuszeństwem. Inny przykład, być może nie obchodzi Cie komfort zwierząt które np zjadasz, więc nie będę się odnosiła do Twoich emocji, ale nieodpowiednie warunki hodowlane w tym narażenie na przewlekły stres odbija się na efektywności produkcji zwierzęcej, np. na przybieraniu zwierząt ubojowych na masie lub efektywności rozrodu. To z kolei powoduje podniesienie kosztów produkcji zwierzęcej a w efekcie podnosi cenę końcowego produktu - tak więc, zoopsycholog zajmuje się też tym jak podnieść dobrostan zwierząt użytkowych tak by zwiększyć efektywność hodowli. Kolejny przykład to zagrożone gatunki, np w zoo i próby ich rozmnażania w niewoli... ale wymaga to zapewnienia odpowiednich warunków. Czy dalej uważasz to tylko za śmieszną fanaberie?
-
Uśpić? Chyba samemu, swoimi lekami. Bo w świetle prawa w polsce nie można uśpić zwierzęcia które jest zdrowe. Zwierzęcy mózg pracuje tak samo jak ludzki, wszystko jest chemią i impulsami. Wpadają w depresje, stereotypię, wykazują zachowania autoagresywne, przeżywają traumy. Nie widzę powodów dla których ktoś miałby się tym nie zająć.
-
tylko czy faktycznie jest to zabawny problem i parodia psychologii? agresja jako przejaw lęku nie powinna być "przepracowywana" dla podniesienia komfortu życia zwierzęcia? I czy ludzkie zachowania nie są też uwarunkowane w dużej mierze prawami natury? Np. normy społeczne którym się podporządkowujemy... każda społeczność ma swoje, ich nieprzestrzeganie grozi wykluczeniem. Podobnie jest u zwierząt społecznych/stadnych.
-
Myślę, że niektórzy silnie reagują na wszelkie zmiany chemiczne w organiźmie. Ja np. należę do takich osób i zaczynałam brać sertrę od 25mg przez 8 dni a później dopiero 50 mimo, że ulotka zaleca początek od 50mg :) Myślę, że mój lekarz dobrze mnie wyczuł albo może po prostu tak podpowiadało mu doświadczenie z sertrą. Może skonsultuj pomysł zaczęcia od mniejszych dawek z lekarzem?
-
Witajcie, od jakiegoś miesiąca biorę Asentrę niedługo idę do psychiatry na kolejną wizytę i z całą pewnością będę musiała odpowiedzieć (także przed sobą) czy lek ten mi pomaga. Niestety nie mam zielonego pojęcia. Od ponad roku myślę, że cierpię na depresję. Obniżony nastrój to coś z czym sobie nawet radzę i co trwa tak długo, że w zasadzie przestałam to zauważać i się tym przejmować. Do wizyty u psychiatry skłoniło mnie dopiero zupełne wycieńczenie organizmu, brak koncentracji, brak snu... do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęłam zapominać podstawowych słów. Mój umysł toczył ciągle toksyczną dyskusję z samą sobą, analizował i komentował rzeczywistość i chyba to pochłaniało wszelkie procesy poznawcze, bo już niczego nie mogłam się nauczyć, na niczym skupić, w nocy długo nie mogłam usnąć a później wstać... Tak naprawdę to nie smutek lecz niezdolność do prowadzenia normalnego życia spowodował, że szukałam pomocy u lekarza. Pierwsze dni na Asentrze były umiarkowane. Rozwolnienie, ból głowy wieczorem (czasem do dziś mi się przytrafia) i nietypowe: suchość spojówek która była dość drażniąca. Obecnie czuję się fizycznie dobrze. Z plusów jakie zaobserwowałam: odzyskałam sprawność umysłu, moje lęki w związku już nie przeradzają się w panikę w której na oślep ranię bliskie mi osoby tylko mogę nad nimi zapanować jeśli chcę i trochę się wysilę, ale to chyba wszystko. Wcale lepiej nie śpię, nie mam więcej siły, wolne dnie spędzam w łóżku, wstanie rano to dalej taka sama walka ze sobą jak poprzednio. Można powiedzieć, że asentra zadziałała na moje lęki ("związkofobie" - tłumiąc ją do takiego poziomu nad którym najczęściej umiem zapanować) i pozwolila uwolnić umysł od ciągłego monologu i analiz które toczyły się w mojej głowie. Ale na samą depresję nie za specjalnie. biorę dawkę 50mg a zaczynałam od 25mg czy mogę się spodziewać, że po dłuższym stosowaniu zadziała lepiej na depresje? Oczywiście planuję psychoterapie, ale potrzebuję też siły do działania. Wiem, że są to wszystko rzeczy które powinnam powiedzieć lekarzowi i niebawem napewno tak zrobię, ale jestem ciekawa czy ktoś z was miał podobnie? czy później lek zaczął działać lepiej? Po prostu jestem ciekawa czego się spodziewać.