Skocz do zawartości
Nerwica.com

jasaw

Użytkownik
  • Postów

    8 399
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez jasaw

  1. ewa7723 Właśnie to jest ten problem...dlaczego mnie to spotyka, dlaczego mnie męczy, dlaczego nie mogę żyć spokojnie??? Jeśli uda się nam znaleźć przyczynę lęków i ataków, będzie to pierwszy krok do wyjścia z tego błędnego koła. Ja jestem na etapie ustalenia, że sama tworzę sobie problemy, wyobrażam sobie i wyolbrzymiam wszystko. Jakbym chciała wywołać, osiągać stan złego samopoczucia, bo przecież niemożliwe, bym czuła się dobrze. Doszłam już do dzieciństwa, które spędziłam w lęku, obawie o zdrowie mojej Mamy. Pielęgnowałam w sobie przekonanie, że ja też jestem niezdrowa, bo niby dlaczego miałabym być!!! Moja choroba N, która pojawiła się już w dojrzałym wieku, utwierdziła mnie w tym...jestem chora, chociaż wyniki od ponad 10 lat są bardzo pozytywne, ja nie wierzę, że jestem wyleczona, bo na pewno mam uboczne skutki leczenia, itd, itd.... Ale nie poddam się, walczę, staram się polubić siebie i uzmysłowić sobie, że mam pełne prawo do bycia zdrową i spokojnego życia. Na szczęście nie mam wątpliwości...to mi się uda !!!! Nie poddawajmy się....!!!
  2. Magdo....przeczytałam Twój post ze smutkiem i podziwem...dla Ciebie!!!! Jesteś bardzo dzielną osobą, wierzę więc, że uwolnisz swoje dziecko od tego koszmaru alkoholowego. Ono najbardziej chłonie cały ten klimat, emocje. Jeśli tylko masz jakąś szansę, by uciec z tego "piekła"..zrób to, dla Was!!! Szkoda życia...może znajdziecie jakieś rozwiązanie i we troje zamieszkacie w spokojnym i szczęśliwym miejscu??? Życzę Wam tego z całego serca!!!! Spróbuj tej relaksacji ....http://www.djoles.pl/mp3/pobierz/813301,ewa-foley-louise-l-hay-medytacja.html ...może spodoba Ci się.....
  3. annes Wierzę, że nam się uda. Trudno w to uwierzyć, ale te wszystkie objawy same stworzyłyśmy / oczywiście po wykluczeniu chorób zdiagnozowanych,somatycznych/. Dlatego poradzimy sobie z nimi, znajdziemy antidotum na te "stwory". Wczoraj moje dziecko sprezentowało mi - zakup na Allegro -książkę Louise L. Hay / na niej bazuje Ewa Foley/ MOŻESZ UZDROWIĆ SWOJE CIAŁO / cena ok.18 zł/. Jestem przekonana, że może ona okazać się pomocna wielu młodym ludziom w zrozumieniu świata i siebie. Kiedy ja byłam młoda, trudno było znaleźć pomoc w takich sprawach, szczególnie osobom, które nie mieszkały w dużych miastach. Cieszę, że to się zmieniło i dzięki temu zwiększyły się szanse młodych zagubionych, znerwicowanych, niepewnych siebie..... Pozdrawiam serdecznie.....
  4. annes[/b, kiedy przeczytałam Twój post, zobaczyłam siebie sprzed 30 laty /teraz mam 54/. Ta ogromna odpowiedzialność za los maluszków, obowiązki domowe / u mnie dość toksyczne małżeństwo dodatkowo/, są niezwykle obciążające dla osoby podchodzącej poważnie do życia, dlatego rozumiem Ciebie. Uwierz mi, trzeba znaleźć w tym wszystkim czas dla siebie. Aby dzieci były szczęśliwe ,/niezależnie od wieku/ my musimy być zdrowe... dlatego polecam Ci link, który pomoże Ci trochę na pewno, potrzeba tylko ok. pół godziny spokoju, najlepiej codziennie, np.gdy dzieci będą już spały... . _____________http://www.djoles.pl/mp3/pobierz/474389,ewa-foley-pokonaj-stres.html Myślę, że nie łamię regulaminu forum??? Mam nadzieję, że choć troszkę poczujesz się spokojniejsza, mnie to pomaga!!! Pozdrawiam Cie serdecznie!!!!! http://www.djoles.pl/mp3/pobierz/474389,ewa-foley-pokonaj-stres.html
  5. annes, tylko ktoś, kto cierpi podobnie ja Ty, może zrozumieć, co znaczą te wszystkie objawy. Ja to znam i wiem, jak mi utrudniają normalne funkcjonowanie. Mam zawroty, mam uciski, mam momentami słabe widzenie... Poradzę Ci, byś starała się, w bezpiecznym miejscu - w domu, zastanowić chwilę, co tak naprawdę dzieje się z Tobą, gdy czujesz ucisk głowy??? Przez chwilę obserwuj siebie, spokojnie - czy przewrócisz się, czy zasłabniesz.... Kiedy przekonasz się, że taki stan trwa niedługo i tak naprawdę nic się nie stało, zrozumiesz, że to objaw nerwicy, po prostu i trzeba z nim powalczyć troszkę. Radziłabym Ci zrelaksowanie się...przy muzyce lub przy treningu Jacobsona, Schultza. Być może nadmiar obowiązków sprawił, że jesteś przemęczona,że nie potrafisz odreagować nawarstwiających się stresów - tak jest w moim przypadku . W porównaniu ze mną, jesteś bardzo młoda, wierzę więc, że poradzisz sobie z tym problemem albo sama, albo z psychologiem. Ja cały czas próbuję...powodzenia Ci Życzę!!!!
  6. Siasia, mnie udało się wyjść...poszłam z Mężem do sklepu, po zakupy. Nie czułam się pewnie, ale i tak, gdy się ściemni, odczuwam większy komfort. Odnoszę wrażenie, że, po prostu, odbiera się wtedy mniej bodźców wzrokowych i moje chore oczy lepiej to znoszą. W ogóle, gdy posiedzę zbyt długo przy komputerze, zaczynam odczuwać napięcia mięśni pleców i oczu, a to z kolei, wzmaga u mnie poczucie niepewności, lęku. I tak to wszystko się nakręca...nie poddam się, będę rozpoznawać problemy swoje - do skutku, już nie chcę tak żyć......
  7. kornelia_lilia, to z pewnością intuicja mnie tu przywiodła....cieszę się bardzo!!!! Masz rację, że świadomość, iż jesteśmy komuś potrzebni jest bardzo pomocna w dochodzeniu do zdrowia w ogóle. Ale nie zawsze moje życie tak wyglądało i dlatego teraz "zbieram owoce" tamtych przeżyć...Staram się nie powracać do czasów dla mnie przykrych, ale chcę, żeby ludzie wiedzieli, jak bardzo, niedobrany związek dwojga ludzi, może być toksyczny. Nie twierdzę, że ja jestem "kryształowa", ale nigdy nie chciałam nikogo skrzywdzić,sprawić przykrości. Od dziecka cierpiałam, gdy czułam nieszczerość, wrogość, niesprawiedliwość wobec siebie i innych. Ciągle słyszałam..jesteś jakaś dziwna!!!! Wymyślasz sobie problemy itp. Nikt nie starał się zrozumieć, dlaczego tak myślę i czuję. Macierzyństwo trochę mnie wzmocniło. Czułam, że to najważniejsza moja życiowa rola. Kochałam dzieci miłością intuicyjną, naturalną. Dzięki nim ocalałam.... Teraz po latach, gdy spotkałam człowieka sprawiedliwego, mądrego/jesteśmy małżeństwem ponad 10 lat/, mimo ciężkiej choroby,która także pogłębiła moją troszkę uśpioną nerwicę,żyję jakby od nowa... Wiem, że trudno pojąć..dlaczego więc nerwica powróciła???? Ja myślę, że mój organizm znalazł stosowny moment, warunki, by pozbyć się złej energii, która nagromadziła się przez lata życia niemiłego... Tak podchodzę do tego problemu, może dlatego nie tracę optymizmu??? Ale jak przekazać go, jak podzielić się nim z innymi??? Tego nie wiem, a chciałabym... Nic mnie nie cieszy bardziej niż spokój, radość, uśmiech dookoła, nawet ludzi mi nieznanych. Ale martwi mnie brak potrzeby odwzajemniania serdeczności, życzliwości. Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie. -- 04 lis 2011, 11:34 -- Dzień Dobry wszystkim... Piękny dzień, a mnie prześladuje pytanie: po co mam wyjść z domu, kiedy nie muszę, nie mam potrzeby???? Tak naprawdę nie wiem, czy to lęk, czy niechęć z innego powodu, mną powoduje???? Ogólnie chęć do życia mam ogromną, ale dlaczego nie czuję potrzeby, choćby spaceru??? Oczywiście wychodzę z domu, ale, moim zdaniem, za rzadko. Nawet gimnastyka nie zastąpi ruchu na świeżym powietrzu... Muszę zastanowić się nad tym -- 08 lis 2011, 15:28 -- Byłam dzisiaj na dłuższym spacerze. Mimo najróżniejszych objawów spowodowanych lękiem, np.ból głowy, uginające się kolana, zawroty głowy nie zrezygnowałam. Po krótkim czasie dołączył do mnie Mąż, który jednak obawia się, bym nie wystraszyła się, by nic mi się nie stało. Uwielbiam ten stan po powrocie ... jestem z siebie zadowolona - udało się !!!! Z pewnością piękna, słoneczna pogoda sprzyja lepszemu samopoczuciu, choć mnie nie przeszkadza deszcz, śnieg, mróz. Najbardziej nie lubię upałów, ostrego słońca. Jesień mnie zachwyca. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ze słońca zrezygnować nie można. Jestem człowiekiem północy /chyba!!!/, zimnolubnym!!! Nadal sama próbuję...relaksacje, tabletki ziołowe, muzyka uspokajająca i książki. W tym szukam spokoju, wyciszenia. Ja mogę sobie pozwolić na cierpliwość i powolne dochodzenie do siebie. Jestem na rencie. Ale WY MŁODZI....chwytajcie się wszystkiego, co choć trochę Wa pomaga. Uwierzcie w siebie...przekonajcie siebie sami, że macie prawo być zdrowi i funkcjonować bez problemów!!! Pozdrawiam ! -- 15 lis 2011, 23:37 -- Dzisiaj, po raz pierwszy od wielu, wielu tygodni, poczuła, że chce wyjść z domu...cieszy mnie to bardzo. Ciekawe, czy do jutra nie minie?????
  8. Jeżeli lekarz rodzinny, a także neurolog i kardiolog wykluczyli inne choroby w oparciu o wykonane badania, to mogą być objawy nerwicy. Najlepiej przekonać się o tym w rozmowie z psychologiem, do którego skierowanie wypisuje lekarz tzw,I kontaktu /rodzinny/. Do psychiatry zawsze zdążysz pójść, tam skierowań nie potrzeba. Zresztą człowiek wie, czy żyje w stresie, czy nie potrafi odreagować napięć, czy jest ciągle przemęczony...masz problemy ze snem,jakieś dziwne lęki, itp. Jeśli dojdziesz do wniosku, że to dotyczy Ciebie, zadbaj o wypoczynek, wyciszenie, słuchając spokojnej, relaksacyjnej muzyki lub skorzystaj z różnych technik relaksacji, które pomagają nawet wyregulować podwyższony puls.. Podałam kilka linków w swoim poście, chyba z 25,10.br Pozdrawiam i życzę Ci,by okazało się, że to zwykłe przemęczenie!! -- 03 lis 2011, 21:38 -- Post nr 17 kieruję do Magdaleny130 zapomniałam dodać...
  9. Zgadzam się z opinią, że masaże są znakomitą formą likwidującą napięcia mięśniowo-nerwowe, uspokajają i poprawiają samopoczucie.. Ja także dość często, na ile pozwalają mi finanse domowe, korzystam z tych zabiegów. Polecam wszystkim, których na to stać, żałuję, że mnie nie za często - niestety!! Warto jednak pamiętać, że należy poszukać profesjonalisty, specjalisty, który wie, co robi. Miałam kiedyś sytuację dość nieprzyjemną, tzn. poddałam się masażowi, który przyniósł wręcz przeciwny, niż oczekiwany przeze mnie efekt....czułam się rozdrażniona, bolała mnie głowa. Teraz jestem ostrożna....
  10. kornelia_lilia Znalazłam Cię tutaj...ja też nie wychodzę z domu sama od roku.Zaczęło się od potwornego zawrotu głowy, upadku podczas zakupów /byłam sama/, bez utraty przytomności. Mnóstwo badań, wizyt u najróżniejszych lekarzy... i poza zwyrodnieniami w kręgach szyjnych i nadwyrężonym barkiem, niby wszystko jest OK. Ale to wydarzenie wywołało u mnie lęk, który utrwalił się, zakorzenił w mojej psychice. Doszły do tego inne objawy nerwicowe i cóż, nadal sama z domu nie wychodzę, chociaż udało mi się znacznie przebudować psychikę. Jak wspominałam na innych stronach, cały czas próbuję - zjeżdżam sama windą do skrzynki pocztowej, przygotowuję się do wyjścia-maluję ubieram i jeśli lęk jest do zniesienia, idziemy z Mężem, gdzieś blisko, niedaleko domu. Kilka razy wyszłam sama, oddychałam głęboko, "rozmawiałam" ze sobą - codziennie, pod każdym względem, czuję się lepiej i lepiej..../relaksacja E Foley/. Dziwne, bo po odwiedzeniu 2 cmentarzy w sobotę, wybrałam się jeszcze z Mężem do sklepu/???/. Mam dni lepsze i gorsze, zdarzają mi się chwile zwątpienia, zmęczenia, ale nie chcę zrezygnować z normalnego życia, będę pracować i walczyć o powrót do normalności. Ponad 20 lat temu miałam już taki okres niewychodzenia. Zmobilizowałam się bardzo, gdy stwierdziłam, że dzieci mnie potrzebuję , jestem matką przede wszystkim. Teraz myślę, że może niedługo będą wnuki , a i Mąż /chory na serce/ bardzo mnie potrzebuje...
  11. Wieczór dobry... Czy dla wszystkich??? Dzień straszny...warunki biometeo z pewnością niekorzystne. Źle znoszę mgłę...ale od czego jest dobra muzyka??? Włączam RMF World Music i słucham..prasując, gotując. Jedynie przy czytaniu muszę mieć ciszę, co najwyżej toleruję delikatną muzykę poważną pobrzmiewającą w tle... Melancholia i smutek, byle nie w nadmiarze, też są potrzebne. Mam w sobie coś, co rozwiewa moje złe myśli...może to troska o los moich dzieci, które już przeżyły dużo..moją chorobę N i wiem, że matka zadowolona, to dzieci szczęśliwe????? KOCHAM MOICH SYNÓW OGROMNIE....nie chcę, by byli smutni z mojego powodu!!! Poszukujcie, a znajdziecie...sens i spokój!!!!
  12. Jak ciepło się robi w sercu,w duszy , gdy wiesz, że ktoś - Siasia i kornelia_lilia - poświęciły ci chwilkę, że czują podobnie, że cierpią tak samo, albo i bardziej!!! Zrozumienie siebie i innych pomaga w życiu. Dlatego radzę młodym, by korzystali z życia w miarę możliwości, kino,teatr, spotkanie ze znajomymi, wszystko to,co pozwoli nam na chwilę oderwać się od codziennych trosk i uświadomi nam, że są miejsca i sytuacje, w których się odnajdujemy, jest na dobrze, choć czasem dobija się lęk, zniechęcenie. Trzeba próbować i udowadniać sobie to... Trzeba jednak szukać prawdziwych przyjaciół, ludzi lojalnych, którzy nas nie zranią, a wesprą i pomogą!!! Siasia - jeśli modlitwa Ci pomaga...to wspaniale!!!! Trzymaj się tego.... kornelia_lilia - zwątpienie, niepewność pojawia się często, można przez to przejść, uwierz mi.... Pozdrawiam
  13. kornelia_lilia... Nauczyłam się cieszyć z drobiazgów, autentycznie. Kilkanaście lat temu wygrałam walkę z chorobą N, dlatego też moja psychika jest trochę zahartowana /żartuje oczywiście/. Teraz jestem w okresie trudnym dla kobiety, poza nerwicą i jej "dodatkami", mam dolegliwości nieprzyjemne, tj. uderzenia gorąca, zawroty głowy itp. Jeśli dojdą do tego moje lęki, czasem brak mi sił. Jakie mam wyjście...nie chcę tak żyć nie zgadzam się na to..co mogę zrobić??? Staram się, szukam różnych dróg. Aktualnie trwam przy medytacji-relaksacji Ewy Foley - bardzo mi to pomaga, lecz wymaga cierpliwości, po miesiącu odczuwam znaczną poprawę. Nie rezygnujmy z siebie , szukajmy radości, spokoju, odprężenia!!!! Pozdrawiam!!!
  14. Ludzie potrafią dzielić się swoimi radościami i troskami, czasami nawet czują potrzebę zrzucenia ich na innych, ale nie starają się, przeważnie, zrozumieć tych, którzy cierpią fizycznie, a tym bardziej psychicznie. Na moje dolegliwości nerwicowe, większość reaguje - weź się w garść, przecież już nie masz problemów -nie rozumieją, nie maja pojęcia, czym jest nerwica ze wszystkimi jej objawami. Mam to szczęście, że jednak są i tacy, którzy znają problem... Nie zapominam jednak, że muszę nad sobą pracować nieustannie... Sobota i niedziela były dla mnie dniami spokojnymi w miarę, ale dzisiaj,chyba z powodu pogody również, jest gorzej i fizycznie i psychicznie. Nie poddaję się, pozdrawiam!!!
  15. Dobry Wieczór.... Dzień minął dość przyjemnie. Trochę zajęć domowych i książka..... nareszcie potrafię spokojnie zająć się czytaniem, bez poczucia "marnowania czasu", bo właśnie jakaś praca na mnie czeka. Wiem, że to wszystko łatwiej mi przychodzi, bo mam kogoś naprawdę bliskiego obok siebie!!!! Mój Mąż rozumie, a jeśli nie zna problemu. który mnie dotyka, czy moich odczuć, stara się zrozumieć... Zresztą, ja jestem w takim wieku i sytuacji /renta- z innych powodów niż nerwica - ch.n./, że mogę spokojnie wszystkie trudności pokonywać, mam czas na poznanie siebie, swoich reakcji itp. Naprawdę, gdy czytam historie bardzo młodych ludzi, przeraża mnie to...jak Oni mają żyć z czymś, co na każdym kroku powoduje ogólne złe, a nawet bardzo złe samopoczucie... !!!! Dlatego ja, nie rozczulam się zbytnio nad sobą, próbuję, ćwiczę, pokonuję....nie zrezygnuję z tego, to pewne !!!!
  16. Siasia...dziękuję za słowa otuchy, które, od osoby znającej problem, znaczą bardzo dużo !!!! Ja też walczę, od roku /powrót po wielu latach/. Niedawno zaczęłam codziennie korzystać z relaksacji-medytacji Ewy Foley i czuję poprawę również. Ale do samodzielnego wyjścia, gdzieś dalej...daleko mi!!! Wokół budynku, w pobliżu domu już byłam sama wiele razy,choć uderzenia gorąca, przyspieszone tętno itp. objawy temu towarzyszy oczywiście. Też nie tracę nadziei. Ja jestem w wieku tzw.średnim, trudnym dla kobiety i te wszystkie historie nałożyły się u mnie. Poza tym przez całe swoje życie byłam lękliwa, bez wiary w siebie, i, jak pisałam na innym forum, dopiero od 12 lat moje życie przypomina normalność. Gromadzone przez wiele, wiele lat złe emocje wymagają teraz dużej pracy nad sobą, nad oswojeniem nerwicy i jej pochodnych dolegliwości. Pozdrawiam serdecznie....
  17. Doszłam do wniosku , że temat "Mój dzisiejszy dzień" jest mi najbliższy ..... Ja miałam długi sen, o tym jak sama jadę tramwajem, gdzieś na Grochów - z Woli, po zakupy, co jeszcze rok temu było normalną sprawą. To chyba dobry znak...czuję wyraźnie, że coś się zmienia, choć dolegliwości, najróżniejsze, nadal odczuwam. Jednak cieszę się z każdej pozytywnej myśli, która przybliża mnie do normalnego funkcjonowania... Od wczoraj "boli mnie dusza"...nawet kropla przykrości od osób bliskich bardzo mnie boli...może kiedyś poradzę sobie z tym -- 01 lis 2011, 12:04 -- Dzień zaczął się spokojnie, ponieważ regularnie odwiedzam groby bliskich, a może raczej wtedy, kiedy czuję potrzebę taką, 1 listopada spędzam w domu. Omijam tłumy i ten cały szum, związany ze świętem. Zaczynam powoli wyciszać się wewnętrznie, co sprawi, mam nadzieję, że poczuję się lepiej. Chciałabym, tak jak Siasia,już samodzielne odwiedzić sklep, iść na spacer, nie zabierając czasu Mężowi, chociaż On nie robi z tego problemu. Zabieram się za obiad...robię kapustę pekińską gotowaną, z dodatkiem niewielkiej ilość dobrej kiełbaski i cebuli, a także dużą ilością koperku. Delikatna, nawet lepsza niż niż zwykła młoda kapusta .
  18. Beretto, Może spróbujesz relaksację Ewy Foley...delikatna, spokojna medytacja, którą stosuję od miesiąca, przyniosła mi wyciszenie. Oczywiście mam nadzieję na więcej, słucham nadal... na zmianę z treningiem autogennym Schultza.. http://www.djoles.pl/mp3/pobierz/813301 ... tacja.html Pozdrawiam,życzę odnalezienia właściwej drogi dla siebie!!!! -- 29 paź 2011, 15:22 -- Dzień Dobry wszystkim "Braciom w cierpieniu"!!! I jednak coś mi się udało...byłam na 2 cmentarzach, a biorąc pod uwagę fakt, że w ciągu ostatniego roku nie wychodziłam często, a nawet bardzo rzadko, to wielkie osiągnięcie. Mąż patrzył z niedowierzaniem - po tym wszystkim poszłam z Nim po zakupy / tu może radość Jego była mniejsza, wiadomo-kobieta w sklepie - w portfelu mniej pieniędzy..oczywiście żartuję/. To pierwszy wielki sukces moich ponad miesięcznych relaksacji i medytacji. Z tego cieszę się ogromnie, chociaż wiadomo, że może być różnie. Jednak cieszę się z dzisiejszego dnia...codziennie...pod każdym względem, czuję się lepiej ... i lepiej!!!! Nie traćmy nadziei, pracujmy nad sobą i ze sobą...... -- 30 paź 2011, 12:13 -- Dzień Dobry.... Choć dla mnie nie zupełnie. Po wczorajszym super dniu /wyprawa na cmentarze, zakupy/ dzisiaj od rana jakieś problemy, a to ból głowy i problemy z tętnem. Ale to minie. Nie czuję, na szczęście, leku, ale złość, że znowu coś!!!! Przygotowuje obiad, przyjdą dzieci, porozmawiamy, pośmiejemy, jak zwykle i wszystko wróci do normy. Zaraz poddam się relaksacji-Pokonaj stres-Ewy Foley, by powitać gości w świetnym nastroju. Wiem,że każdy dzień jest inny, zależy to od pogody w dużej mierze, w sensie ogólnym, bo im więcej łykamy różnych tabletek, tym organizm jest bardziej czuły na ciśnienie, temperaturę itp...oboje z Mężem zauważyliśmy te prawidłowość. Co można na to poradzić -niestety nic, albo albo..... Pozdrawiam.................! -- 30 paź 2011, 18:08 -- Dobry Wieczór... Jak napisałam, tak też zrobiłam. "Pokonaj stres" E Foley bardzo mnie odprężył i samopoczucie ogólnie poprawiło się. Potrafię świadomie cieszyć się tym. Zaczynam ze spokojem podchodzić do różnych, mniej czy więcej, nieprzyjemnych objawów mojej nerwicy. Mam radosne przeczucie, że jestem na dobrej drodze.Trzeba cierpliwie ćwiczyć, łykać niezbędne, dobrze dobrane tabletki i znaleźć chociaż jednego przyjaciela, który nas zrozumie, a nawet pomoże, gdy będzie potrzeba. Obecność kochanych i życzliwych ludzi jest zbawienna. Życzę miłego wieczoru... -- 31 paź 2011, 15:02 -- Dzień Dobry... Dzisiaj spokojny dzień, choć lęki pojawiają się. Wiem, że muszę je świadomie oswajać. To trochę boli, ale jakoś radzę sobie. Muszę przyznać, że najbardziej bolą mnie przykrości ze strony bliskich, wydawało się, że serdecznych ludzi... Staram się zrozumieć zmienne nastroje, ale czasem mimo wszystko uderza we mnie dziwne zachowanie osób, które, nie wiem - lubią sprawiać przykrość innym...czy nie można porozmawiać i wyjaśniać, tego, co nas boli??? To jest, m.in. źródło wielu moich, gromadzących się we mnie,dolegliwości, powodujących lęki. Mimo wieku, nie potrafię temu zaradzić w 100%. Ale uczę się.... Nie pozwólmy, by inni ranili nas ...pozdrawiam!!!!
  19. Beretto... Skorzystaj z linków, które podałam na stronie 185 /chyba nie złamałam regulaminu??/. Wprawdzie można skorzystać z psychoterapii w ramach NFZ, ale ja nie odnajduję się na takich spotkaniach. Od miesiąca zaczęłam intensywną pracę nad sobą i już widzę małe efekty...powolutku, cierpliwie, mam nadzieję, że wyjdę z tych dręczących mnie lęków....oczywiście każdy człowiek potrzebuje czegoś innego, ale trzeba próbować, poszukiwać... Pozdrawiam..
  20. Wieczór Dobry ...miły! Dzisiaj odwiedziły mnie dzieci-synowie...jednak na spacer nie wyszłam. Mąż nadal zapracowany i nie chcę odciągać Go od zajęć. Jak dotąd, pojawia się chęć i przekonanie, że dam radę na spacerze, w momencie przygotowań do wyjścia czuję przyśpieszony puls, uderzające gorąco...ale nie poddaję się. Wierzę, że się uda. Może jutro....
  21. Mija kolejny dzień...coś mi się dzisiaj udało jednak...pokonałam lekki atak. Wprawdzie było to w domu, ale poradziłam sobie z nim,wykorzystując sugestie z relaksacji.... "codziennie, pod każdym względem, czuję się lepiej i lepiej", "mam prawo czuć się zdrowo" itp... Naprawdę mam wreszcie świadomość, że to nerwicowe napady, a nie nawrót choroby N, że mogę je pokonać pracą nad sobą...czuję zmianę. Polecam te metody, trzeba być cierpliwym i wierzyć, że są skuteczne. Ja już jestem pewna!!!! DOBRANOC..........! -- 27 paź 2011, 15:28 -- Dzień Dobry i chyba dość ładny... Już czwartek...popołudnie pracowite. Lubię, gdy mam jakieś konkretne prace domowe, trochę inne niż zwykle. Z monotonią trzeba walczyć. Jednak często jeszcze, gdy sięgam po książkę, mam wyrzuty sumienia, że powinnam robić coś pożytecznego dla domu /stare lęki drzemią głęboko, były one podsycane wpędzaniem mnie w poczucie winy...trwało to dość długo, więc i "wychodzą" powoli/. Piękny jesienny dzień - znowu nie mogłam wyjść. Nie mogę mogę zmuszać do spacerów mojego schorowanego Męża, który ma teraz mnóstwo pracy w domu. Nauczyłam się czekać, tym bardziej, że Człowiek wspaniały.... Pozdrawiam tych, którzy rozumieją.....
  22. Dzień Dobry... Wszystkim Forumowiczom życzę udanego i spokojnego dnia....codziennie pracujmy nad usunięciem objawów, złych myśli, które utrudniają nam życie. I tak, jak napisała Monika1974, cieszmy się z małych rzeczy...jest ich wiele, więc i radości może być mnóstwo...pozdrawiam !!!!! -- 26 paź 2011, 19:41 -- Dobry Wieczór... To kolejny dzień bez spaceru...Mąż zajęty, a ja sama nie mam odwagi wyjść. Choć czuję, że w mojej głowie powoli zachodzą zmiany, moja psychika wycisza się, jednak poza domem tracę pewność siebie. Ale czy można oczekiwać cudów, jeśli przez dziesiątki lat "pracowałam" na to??? Nie tracę nadziei...wierzę, że nadejdzie poprawa. Tak się składa, że uwielbiam jesień, jej barwy, nawet chłody-jestem zimnolubna-więc jest to okres dla mnie dobry. Pokochajcie tę porę roku. To czas wyciszenia, jakby wszystko zaczynało przygotowywać się do zimy, spokoju...ja tak postrzegam tę porę roku i jest mi z tym dobrze. Inaczej niż w lecie, upały mnie męczą, źle się czuję gdy jest powyżej 20oC. Pozdrawiam.....
  23. Jeszcze kilka zdań... Polecam wszystkim znerwicowanym, którzy nie lubią terapii grupowych, czy też stracili zaufanie do psychologów, by wytrwale poddawali się treningom relaksacyjnym, o których napisałam o 19.36 dzisiaj. Jestem osobą dość zdyscyplinowaną, korzystam najczęściej z treningu Schultza i medytacji Ewy Foley przed snem. Od miesiąca staram się codziennie zrelaksować i muszę przyznać, że już odczuwam efekty, choć czuję, że jeszcze dłuuuuga droga przede mną. Nie zrezygnuję, bo chcę wyjść z tego stanu znerwicowania i lęków. Trzeba ćwiczyć cierpliwość i wytrwałość...to podstawa, pierwszy krok wg, mnie, w drodze do spokoju ducha, porządkowania psychiki i zdrowia fizycznego..! A i jeszcze jedno, codziennie polecam krótką gimnastykę, wystarczy 10-15 min. Wystarczą proste ćwiczenia, jak koci grzbiet, unoszenie tułowia w pozycji na brzuchu itp.. to też działa.Dobranoc...
  24. Witajcie... Jestem tutaj pierwszy raz i wcale nie pocieszył mnie fakt, że wiele osób, tak jak i ja, cierpi z powodu najróżniejszych objawów nerwicy. To dolegliwość, z którą spotkałam się już w młodości, a obecnie mam ponad 50 lat.Oczywiście bywały lata lepsze i gorsze. Nieudane małżeństwo powodowało u mnie stres okropny, ale łagodzony był przez narodziny moich 2 synów. Macierzyństwo uratowało mnie....przed załamaniem całkowitym czy depresją. Jednak kolejne lata ... choroba nowotworowa, śmierć Rodziców spotęgowały objawy, ale "coś", jakaś sprawiła, że uwolniłam się od toksycznego związku, do dzisiaj nie wiem, jak to się udało???? Moje Dzieci są już dorosłe, szczęśliwe, kochane. Ja poślubiłam cudownego człowieka, a jednak nerwica powróciła "dzięki" zaburzeniom hormonalnym, jakie towarzyszą kobietom w okresie przekwitania. Ja staram się pomóc sobie sama, oczywiście czasami odwiedzam lekarzy różnych, jak każdy z Was, jednak z powodu "uczulenia",wręcz, na ludzi w białych fartuchach - rzadko!!!! Jak sobie pomagam, otóż zażywam zwykły KALMS, co kilka godzin łykam po jednej tabletce, ale najbardziej pomagają mi relaksacje. Zaczynałam od Treningu Jacobsona, treningu autogennego Schultza oraz relaksacji-medytacji Ewy Foley. Poniżej podam linki, może ktoś z Was wykorzysta , może komuś pomogą?????? Oby tak się stało, bo serce mi pęka, gdy czytam, jak ciężko żyć ludziom młodym, jak trudno odnaleźć się w dzisiejszej rzeczywistości, czasach trudnych dla każdego... http://w810.wrzuta.pl/audio/12cY0Z8NaTK/trening_relaksacyjny_jacobsona http://www.wrzuc.to/XbPBWX7THK.wt http://www.djoles.pl/mp3/pobierz/813301,ewa-foley-louise-l-hay-medytacja.html
×