Panna_Modliszka, łatwo się mówi, można to sobie nawet wmówić, ale po co? Czuję co czuję...
Zjadłam jogurt i gruszkę i chyba je też zwymiotuję. Apropo - wpadałoby chyba sobie założyć oddzielny temat w zaburzeniach odżywiana pt "Moje dzisiejsze rzyganie" a nie zaśmiecać ten. Przemyślę.
Chciałam coś napisać, ale czuję się po prostu tak, jakby ktoś zbagatelizował mój problem i zakwestionował jego istnienie w ogóle.
Innymi słowy - przewrażliwiona chojrakowa czuje się zraniona.
Leżę przed komputerem i nie mam siły NA NIC - ani fizycznej ani psychicznej.
I nie wiem czemu, mam kompletną pustkę w głowie, od czasu do czasu błyśnie jakaś chujowa myśl, ale to tyle. Obrzydły stan, chyba spowodowany wczorajszą zabawą chlorprothixenem.
Cóż, wykąpałam się, ogoliłam, zrobiłam sobie pilingi nabalsamowałam się, a w międzyczasie zwróciłam obiad.
Wypaliłam kolejnego szluga, dopijam mrożoną kawę, żołądek znów marudzi.
I nadal czuję się, jakby mnie traktor przejechał...
Alex1963, tutaj sam fakt wpierdo*lenia czegokolwiek jest ważny, a że było to białe pieczywo to już w ogóle dno.
Perspektywa obiadu mnie przerasta, nie mam już siły wymiotować, przygnębiona jakaś jestem.
W tym momencie przerasta mnie wszystko, uwaga, chojrakowa zaczyna analizę swojego marnego życia...
coksinelka, a ma cię chojrakowa zlać?
Twój mąż skoro zostawił cię dla innej JEST PORAŻKĄ, nie ty. Nie mów tak o sobie, nie rań się jeszcze bardziej, bo to złudna słodycz.
edit:
Źle się czuję. Przygnębiona, gruba i zdecydowanie przerasta mnie wszystko, nie mówiąc o dzisiejszym obiedzie.