No właśnie. Trzeba dokonać wyboru. Przez osiem lat leczenia praktycznie nie tykałam benzyny. Jeżeli już, to w mikrodawce 0,25 mg. Jednak generalnie unikałam, bo bałam sie benzo jak ognia. Ale każdy ma swoje granice wytrzymałości. Przekroczyłam swoje rok temu i teraz tankuję codziennie. Nie odlatuję, nie jestem naćpana (takie, rzeczy miałam po zolpiku, dlatego pożegnaliśmy się szybko). Myślę logicznie, mogę normalnie wyjść z domu, mogę pracować, moge żyć. Znam cenę. Czasem boję się, jak dużo przyjdzie mi zapłacić, ale nie chcę się więcej tak bać. I uważam, że alpra kilka razy uratowała mnie przed samobójem. A może się mylę..? Temat otwarty...