Witam.
Nie mogłam sobie znaleźć miejsca,więc założyłam ten temat.
Długo już żyję z tym choróbskiem,ale to w sumie nieważne.Miałam świetne 1,5 miesiąca.Naprawdę czułam,że rozkwitam.A teraz mam znowu nawrót okropnego nastroju i ciągłych obaw.Nie mam siły.Jest mi ciężko.Kolejny raz dołek.Powinnam teoretycznie przyzwyczaić się do tej sytuacji,ale jakoś nadal nie mogę.I nosi mnie!Czuję,że wzbiera we mnie straszna złość.Chce mi się wyć!Ze złości i z żalu,że mnie to badziewie dotknęło,że moje życie mogłoby wyglądać inaczej,gdyby nie lęki,somatyzacje,nerwice.Podobno trzeba nad sobą pracować,podobno to pomaga.Ja próbowałam i mi nie pomogło...
[Dodane po edycji:]
Aha.Nie napisałam nic o sobie.Tylko na powitanie taki wybuch emocji.Przepraszam.
Mam 27 lat.Leczę się od 7 lat.Diagnoza:zaburzenia lękowe z somatyzacją.W grudniu skończyłam psychoterapię,która trwała prawie 3 latka.Od dłuższego czasu śmigam na setalofcie, a czasem doraźnie na afobamie.Chociaż ostatnio bardzo rzadko.Kilka miesięcy temu po przeczytanieu książki A.Klasen "Mój lęk,mój koszmar" przyjęłam postawę:"pozwólmy,aby lęk przez nas przepłynął".Nawet działa.Przynajmniej nie muszę truć się afobamem,po którym następnego dnia jestem jak skacowana.W zeszłym roku skończyłam studia,a 2,5 miesiąca temu zaczęłam pracować.Początek był koszmarny,potem było lepiej,a teraz znowu jest źle.Zatem życie na sinusoidzie.Czasem to akceptuję,ale z reguły nie.Do takiego stanu doprowadziły mi mnie do spółki dysfunkcyjna rodzina i charakterek perfekcjonistki,zbyt dorosłego dziecka i emocjonalnego nadwrażliwca.
To chyba z grubsza tyle.Pozdrawiam.